Amérique,  Carnets de voyage,  Etats-Unis,  TDM

Las Vegas – Road trip po Dzikim Zachodzie #16

Alleluja, w końcu wróciliśmy do Las Vegas. Ponieważ jedziemy tam już 4. raz (za pierwszym razem zaledwie kilka godzin w przerwie między lotami tuż przed Covidem, 2. raz i 3. raz na początku i w środku tego road tripu), mamy wrażenie, że mniej więcej znamy to miasto.

Ten artykuł jest częścią naszej serii Road trip po Dzikim Zachodzie. Jeśli nie czytaliście jeszcze poprzednich wpisów z podróży, oto one: #1, #2, #3, #4, #5, #6, #7, #8, #9, #10, #11, #12, #13, #14, #15

Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki

Część 1: Dziennik podróży

Dzień 33 road tripu

Mówię „alleluja”, bo zaplanowaliśmy (1) ładny hotel (2) i zafundowanie sobie gastronomicznej japońskiej restauracji w Las Vegas, aby uczcić koniec road tripu. Zarezerwowałem kilka dni wcześniej, mimo bardzo lodowatego powitania przez telefon. To restauracja oferująca „Omakase”, ślepe menu, w którym zostawiamy szefowi kuchni swobodę serwowania tego, co go w danej chwili inspiruje (zależnie od tego, co ma w magazynie!). To dobry sposób na odkrywanie nowych dań, bo gdybyśmy słuchali tylko siebie, zamówilibyśmy tylko sushi z łososiem i sashimi z łososia. Nuda! Restauracja nazywa się Aburiya Raku i ma dwa menu Omakase za 120$ i 150$.

Dodam, że wolimy azjatyckie restauracje w USA, bo są tańsze (ale nie ta!) i mniej tłuste.

Powinniśmy byli wziąć jedno za 120$, a drugie za 150$, ale nie wiedzieliśmy, że można zamówić dwa różne menu dla dwóch osób, więc wzięliśmy dwa menu za 120$. Pokażę wam zdjęcia wielu (małych) dań, które dostaliśmy. To wszystko dla jednej osoby!!

To jest przepyszne, zwłaszcza domowe tofu z odrobiną organicznego, posiekanego imbiru. JB przyznaje, że nigdy nie jadł tak dobrego tofu, a ja mówię mu, że takie właśnie jada się w Wietnamie. Świeże tofu robione codziennie, a nie obrzydliwe tofu, takie jak to sprzedawane w sklepach ze zdrową żywnością we Francji. Obiecuję mu, że kiedyś nauczę się je dla niego robić.


Jeśli chodzi o ładny hotel, to jest to Marriott’s Grand Chateau (link do Bookingu), który JB w całości opłacił milami (zdobytymi dzięki jego American Express Business). Ma „valet parking”. To duża zaleta w Las Vegas, bo dzięki temu nie trzeba płacić za parking, wystarczy dać napiwek valetowi (około 2$ za każdym razem, gdy odbiera nasz samochód). To spora oszczędność, bo za parking w hotelach w Las Vegas można zapłacić nawet 60$ + podatki za noc. Szaleństwo!! Widząc, że mamy status Marriott Gold (znowu dzięki Amex), obiecano nam nagrodę 40 000 mil Marriott w zamian za 1,5 godziny naszego czasu następnego dnia, na uczestnictwo w prezentacji o timeshare, co zrobimy i o czym zrobiliśmy relację z tego dziwnego doświadczenia tutaj. Te 40 000 mil zostaną wykorzystane, aby zafundować sobie niezapomniany pobyt w JW Marriott w Cuzco, o którym opowiem wam w innym artykule #travelhackers

Spacerujemy wzdłuż głównej alei i oglądamy pokaz świateł i dźwięku przed Bellagio. Wciąż stoją tam trybuny po wyścigu Formuły 1 (który odbył się kilka tygodni wcześniej), które zasłaniają widok, więc musimy oglądać pokaz tuż obok wejścia do hotelu. Jest bardzo ładnie, ale muzyka jest bardzo cicha, nie słychać jej dobrze. Bellagio świeci tysiącem świateł, bo zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Dekoracje wewnątrz są ostentacyjne.

JB podwozi mnie autem w górę i w dół alei dwa razy, żeby popatrzeć na oświetlone budynki. Z daleka widzimy The Sphere , ale nie da się znaleźć darmowego miejsca, żeby się zatrzymać i popatrzeć.

Dzień 34:

Zamiast wylegiwać się w łóżku, idziemy na spotkanie w Marriott i wychodzimy z 40 000 mil. To bardzo dobra zapłata za 1,5 godziny snu, moim zdaniem. Jestem gotowa chodzić tam raz w miesiącu, jeśli mi to zaproponują hahaha.

Udajemy się do najlepszego japońskiego barbecue w mieście: 888 JAPANESE BBQ. Mimo że przychodzimy na otwarcie, już jest długa kolejka. Kelnerka regularnie mówi nam, ile wynosi czas oczekiwania dla każdego z nas i po 30 minutach w końcu możemy usiąść przy stole.

Zasada jest prosta: wybiera się jeden z 3 menu w formie bufetu. W każdym menu są rzeczy, które można zamówić tylko raz, i takie, które można zamawiać bez ograniczeń. I mamy 1,5 godziny na jedzenie. 1,5 godziny wydaje się krótko, ale gdy obsługa jest szybka, to w zupełności wystarczy. Potrzebujemy tylko 1 godziny, żeby dobrze zjeść. Wybieramy menu „Kobe”, żeby dostać kilka kawałków wołowiny Kobe, ale nie udaje mi się jej dobrze przyrządzić (szkoda), to naprawdę szkoda. Na szczęście carpaccio z wołowiny Kobe jest pyszne, a reszta jest wyśmienita. Gorąco polecam. 44$/osoba + podatki + napiwki. Nie przesadzajcie z mięsem, zamówiłam moim zdaniem trochę za dużo.

Nie robimy absolutnie nic przez cały dzień. Jesteśmy bardzo zmęczeni po naszej długiej podróży. Wychodzimy tylko wieczorem na nasz spektakl Awakening (176$ za dwie osoby, wszystko w cenie). Nawet nie jemy kolacji, bo za dużo zjedliśmy w południe. Trochę dziwnie płacić za spektakl, bo przywykliśmy do codziennych, darmowych pokazów podczas naszej przeprawy transatlantyckiej ahahah

Spektakl odbywa się w Wynn a parking jest darmowy. Hotel jest bardzo ładny, znacznie bardziej luksusowy w porównaniu z innymi hotelami. Czuć tam nawet luksus, wiecie, jak w butikach Diora czy Louisa Vuittona. Sala widowiskowa jest niezwykła, jest okrągła, a inscenizacja w pełni wykorzystuje jej układ. Ponieważ jest okrągła, wszystkie miejsca są dobrze rozmieszczone, wszystko widać z każdego punktu widzenia. Mimo najtańszej kategorii miejsc, widzimy wszystko dobrze.

Wybraliśmy ten spektakl, bo zobaczyłam jego zwiastun na lotnisku w Las Vegas i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Scenariusz jest bardzo łatwy do zrozumienia, nie ma tam wielu numerów cyrkowych, nawet jeśli to spektakl „Cirque du Soleil”, to raczej taniec współczesny, ale dekoracje są niezwykle dobrze zrobione, podobnie jak kostiumy. Widać na przykład wielkiego wieloryba unoszącego się w powietrzu, duże drzewo, feniksa… naprawdę, naprawdę dobrze. Z niewiadomych przyczyn spektakl ma niskie oceny na Google Maps, ale szczerze sądzę, że nie będziecie żałować.

Dowiaduję się, że z ostatniego piętra parkingu The Sphere The Venetian jest piękny widok na. Parkujemy tam, nie wiedząc, że będzie nas to kosztować 15$. Nie jest to zbyt wielka strata, bo przy okazji zostawiamy tam samochód i zwiedzamy pobliskie hotele (The Venetian, The Mirage, Caesar’s Palace, Paris Las Vegas).

Na początku chcieliśmy zapłacić za film w środku Sphere, ale zdaliśmy sobie sprawę, że to tylko bardziej wymyślna kopia Géode w Paryżu. Nie jesteśmy gotowi zapłacić za to 99$ od osoby. Widok z parkingu już nam wystarczy.

Hotele:

Paris Las Vegas jest bardzo ładny, można nawet wejść na „wieżę Eiffla” za około dwadzieścia dolarów. Myśleliśmy, że znajdziemy tam małą czekoladkę, ale nie, tylko amerykańskie jedzenie o tej porze, „bistro” naprzeciwko jest zamknięte.

The Mirage
Wynn

Przed The Mirage, co godzinę odbywa się pokaz: dźwięk i ogień. Jest bardzo udany.

Odwiedziliśmy w ten sposób kilka hoteli i kasyn, ale wydaliśmy 0$ w kasynach, bo stawka jest zbyt wysoka (1$ za każdym razem). W rzadkich przypadkach, gdy gramy w kasynie, ustalamy budżet 5€, przy stawkach 10 czy nawet 1 centa, minie trochę czasu, zanim zbankrutujemy 😀

Dzień 35:

Czas oddać samochód.

Nadal mamy pokój hotelowy (nasz lot jest o północy), ale od teraz będziemy musieli albo chodzić pieszo, albo brać Ubera. Robimy tylko pranie, pakujemy się i odpoczywamy cały dzień. Jedyne wizyty, które odbyliśmy, to sklep Coca-Cola i sklep M&M. Wiem, że te rzeczy są kompletnie bezużyteczne, ale aż chce się je mieć!!!

Solniczka i pieprzniczka w kształcie butelki Coca-Coli!!

W M&M można wydrukować swoje zdjęcie i imię na cukierkach M&M, usługa, która najwyraźniej cieszy się popularnością, bo ustawia się długa kolejka.


Kiedy rezerwowaliśmy spektakl Awakening na stronie vegas.com, otrzymaliśmy voucher o wartości 100$ do wykorzystania na tej stronie (niespodzianka!! Skorzystaliśmy z tej oferty nie wiedząc o tym, dzięki black friday).

Za 100$ mogliśmy zarezerwować 2 bilety na spektakl WOW (114$ -100$ = 14$ z naszej kieszeni), nieco oddalony od centrum (co wymagało przejazdu Uberem), trochę staroświecki, ale JB i ja bardzo go polubiliśmy. Styl Wow przypomina spektakle, które mamy we Francji, małe numerki cyrkowe widziane w telewizji, typu Największy kabaret świata, nie jest tak imponujący jak nowoczesne spektakle, ale całkiem dobry, zwłaszcza gdy zapłaciło się bardzo mało.

Jest jeden szczególnie imponujący numer, w którym pani ustawia kusze. Po ręcznym uruchomieniu pierwszej, strzały aktywują kolejne kusze, a ostatnia strzała ląduje… w jabłku nad jej głową. Ryzykuje w ten sposób życie podczas każdego spektaklu.

Spieszymy się, bierzemy Ubera, żeby wrócić do hotelu po walizki i dostać się na lotnisko. Rozdział lounge na lotnisku w Las Vegas jest bardzo prosty, ale pozwala nam coś zjeść przed naszym bardzo, bardzo długim lotem (Las Vegas – Panama – Lima).

Podsumowując, bardzo polubiliśmy Las Vegas. Mamy dużo szczęścia, bo wydając na hotel i spektakl, dostawaliśmy prezenty z nieba i korzystaliśmy z nich jak nigdy 😀 Road trip był trochę za długi pod koniec, przyznaję, powinnam była skrócić go o kilka dni, ale nie żałuję. Bardzo, bardzo polubiliśmy amerykański zachód i chcielibyśmy odkryć inne części Stanów Zjednoczonych.

Część 2: Praktyczne wskazówki

Wszystkie nasze trasy i punkty zainteresowania są dostępne na tej mapie Google Maps. Wyjaśniłam już, jak korzystać z naszych spersonalizowanych planów tutaj

Możliwość komentowania Las Vegas – Road trip po Dzikim Zachodzie #16 została wyłączona