Przyjazd do Las Vegas i optyk: Road trip po zachodzie USA #1
Po dwa tygodnie rejsu gdzie nasz mózg był całkowicie wyłączony, z trudem wracamy do normalnego życia.
JB ma dodatkowo problemy zdrowotne (zęby i wzrok), a zaczynamy nasz road trip po zachodzie USA. Na szczęście niewiele zarezerwowaliśmy i mamy samochód na 36 dni, więc możemy robić długie przerwy na odpoczynek (i pracę).
Statek wycieczkowy wysadza nas w Fort Lauderdale. Spędzamy noc w Hollywood przed lotem (prawie 6 godzin) do Las Vegas.
Dzień 1
Zaraz po przylocie widzimy automaty do gier na lotnisku i reklamy różnych show. Lotnisko w Las Vegas jest blisko miasta, więc są stałe ceny taksówek w zależności od strefy. Nasz hotel jest dość blisko hotelu (Excalibur), więc mamy najtańszą taryfę (21$ + podatki). Nie będąc zbyt pewnymi napiwków, dajemy (trochę za dużo) wszystkim, bo boimy się uchodzić za skąpców i/lub ignorantów.


Nasz hotel jest ogromny i sama rejestracja zajmuje co najmniej 30 minut z powodu liczby gości. Wybieramy rejestrację przez aplikację mobilną, żeby było szybciej. Nasze telefony służą też jako klucz do pokoju (przez Bluetooth). Super wygodne (chyba że zabraknie baterii…)! Niestety, hotel jest tak stary, że trochę mnie przeraża: wyglądem przypomina ten z Lśnienia. Łącznie z windą. Czuję się bardzo źle. Na szczęście pościel jest świetna (w USA zawsze jest super), wszystko czyste, prysznic ciepły z dobrym ciśnieniem.


Będę ledwo miała siłę, żeby dojść do kompleksu New York New York. Jest tam mały food court imitujący ulice Nowego Jorku. Znajdujemy dobrze oceniany deli . Wygląda jak Subway, jest za dużo opcji: pieczywo, sosy, sery… nie spodziewałem się tylu opcji i pytań i pozostaję z otwartymi ustami, gdy każą mi wybierać. Hot sandwich z pastrami pozostaje moim ulubionym. Jest gorszy niż ten z Nowego Jorku, ale dobrze zjeść dobry sandwich w rozsądnej cenie.



Nie wiem, czy stałam się bardziej wymagająca, czy nasza dzielnica nie jest najlepsza, ale nasz drugi pobyt w Las Vegas jest mniej magiczny niż pierwszy. Uważamy, że jest taniochowo, kasyna są mniej klasy niż te, które widzieliśmy w Makau.
Następnego dnia mamy normalnie pojechać do Williams (3h20 drogi) ASAP, ale JB już nie może z problemami ze wzrokiem. Ma wrażenie, że musi ciągle zoomować/oddalać, dostosowywać oczy, żeby dobrze widzieć. Pyta o radę swojego przyjaciela lekarza (we Francji), który nie wydaje się zbyt zaniepokojony. To już coś. Biorąc pod uwagę trasę, którą mamy pokonać przez następne 30 dni, zachęcam JB, żeby poszedł do jednej z licznych sieci optyków, gdzie może zrobić badanie i kupić okulary bez wcześniejszej rejestracji, tego samego dnia.
Tak więc o 9:00 odbieramy samochód od Avisa, który ma biuro bezpośrednio w naszym hotelu (dlatego go wybraliśmy).
A o 10:00 idziemy do LensCrafters na „eye exam” po przeczytaniu w Internecie, że można się zbadać bez umowy. Rzeczywiście, za pomocą bardzo zaawansowanych maszyn okulista bada JB za 130$ (+3% przy płatności kartą), pokazuje różne opcje korekcji (nawet nie musi zakładać soczewek, jest maszyna, która oferuje 10 opcji korekcji przez komputer). Wychodzi z receptą: jego dolegliwości oczne byłyby, według okulisty, spowodowane pogorszeniem wzroku. Żadnych problemów z oczami ani chorób. Uff.
Jednak ten sklep nie ma odpowiednich soczewek i doradza nam pójść do Eye Glass World. Jest kilka sklepów w Las Vegas i JB wybiera najlepiej oceniany, nawet jeśli jest trochę bardziej na południe. Sprzedawczyni trwa wieczność z przyjęciem zamówienia (zadaje mnóstwo pytań o Francję!), ale przynajmniej ma soczewki i możemy je odebrać o 17:00. Wszystko to kosztuje 365€ za dwie pary okularów (zwykłe + przeciwsłoneczne) z soczewkami i oprawkami.

Dzwonię do hotelu w Williams, żeby powiedzieć, że nie ma szans, żebyśmy dotarli przed 21:00 (poza tym jest godzina różnicy między Arizoną a Las Vegas), a hotel uspokaja mnie, że klucz będzie w kopercie, bo mogli pobrać pieniądze przez booking.com.
W międzyczasie mamy trochę czasu. Najpierw jemy lunch w japońskiej restauracji all-you-can-eat: mamy 1,5 godziny na zjedzenie, ile chcemy. Kosztuje 27$/osobę. Widziałem tę formułę w sporej liczbie japońskich restauracji w Las Vegas. Obsługa jest bardzo szybka. Stosunek jakości do ceny jest dobry.

Następnie idziemy do Las Vegas Books, księgarnia z używanymi książkami, żeby zobaczyć na żywo książkiEaston Press. To amerykański wydawca, więc mam większą szansę znaleźć je tutaj taniej niż we Francji. Werdykt: te książki są całkiem ładne, ale na pewno nie warte 100 dolarów w nowym stanie. Wybieram używaną książkę Easton Press za 60 dolarów, z mocnym postanowieniem, że odsprzedam ją dokładnie w tym samym miejscu miesiąc później, nawet jeśli stracę na tym pieniądze. Najprzyjemniejszym odkryciem jest The Hobbit, 1. wydanie, 8. odbitka, w opłakanym stanie, ale przynajmniej pierwszy raz widzę 1. wydanie. Na dole znajdują się 3 książki Władcy Pierścieni, 1. wydanie amerykańskie.


Wizyta w Barnes & Noble (odpowiednik francuskiej Fnaca) pozwala mi kupić Dune Messiah (edycja deluxe), drożej niż na Amazonie, ale przynajmniej mogę dotknąć książki i przejrzeć ją przed zakupem.


Mam więc co czytać podczas mojej podróży!

O 16 robimy zakupy w Target. Powinniśmy zrobić prawdziwe zakupy, bo spędzimy najbliższe dni na pustyni i wszystko będzie droższe. Ale jesteśmy tak zmęczeni, że zadowalamy się paczką brownie (na śniadanie), chlebem tostowym, odrobiną serka topionego i ogromnym baniakiem wody 10L, żeby uzupełnić nasze małe butelki. To na przetrwanie najbliższych godzin, a nie dni.
O 17 słyszymy, że niestety tylko okulary korekcyjne JB są gotowe; okulary przeciwsłoneczne muszą być wysłane do laboratorium, bo są zbyt skomplikowane.
Postanawiamy wrócić do Las Vegas później, żeby je odebrać.
JB przymierza swoje okulary korekcyjne i martwi się, bo widzi lepiej, ale problemy z akomodacją i dopasowaniem nadal są. Prowadzenie 3 godziny 20 w ciemności (teraz robi się ciemno już o 17:30) w nowych okularach może być niebezpieczne.
Uspokajam JB, mówiąc, że możemy się zatrzymać w dowolnym momencie po drodze, nawet ryzykując utratę nocy w Williams; musi się czuć komfortowo. Ale on jest odważniejszy i przejechał 4 godziny (w ciemności jedziemy wolniej) z regularnymi przerwami na stacjach benzynowych. Dzielimy drogę z wieloma ciężarówkami, ale tak jest lepiej, bo prowadzą nas swoimi światłami widocznymi z kilometrów. Dojeżdżamy do hotelu około 22 czasu Arizona, całkowicie wykończeni.
Rzeczywiście znajdujemy klucz do naszego pokoju hotelowego w kopercie. To bardzo czysty i dobrze wyposażony motel. Zadowalamy się kanapkami i brownie kupionymi w Target. Williams to małe miasteczko godzinę od południowego wejścia do Wielkiego Kanionu. Jesteśmy w połowie listopada i całe miasto jest udekorowane świątecznie. JB pada ze zmęczenia i zasypia od razu. Jutro musimy udać się do Maverick o 9:20, gdzie czeka nas lot helikopterem.
