Amérique,  Carnets de voyage,  Etats-Unis,  TDM

Grand Canyon North Rim & Park Narodowy Zion – Road trip po amerykańskim Zachodzie #9

Nie wiem, co mnie ugryzło, ale zachciało mi się zobaczyć Grand Canyon od północnej strony, żeby sprawdzić, jak wygląda pod śniegiem. Droga prowadząca do Grand Canyon North Rim była zamknięta od kilku dni, ale na ich stronie jest alert, że prawdopodobnie otworzą ją 28 listopada o 9:00.

Ten artykuł jest częścią naszej serii Road trip po Dzikim Zachodzie. Jeśli nie czytaliście jeszcze poprzednich wpisów z podróży, oto one: #1, #2, #3, #4, #5, #6, #7, #8

Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki

Część 1: Dziennik podróży

Dzień 14 road tripu:

Grand Canyon North Rim

O 9:00 dzwonię na numer telefonu, na którym na bieżąco aktualizują stan dróg, i rzeczywiście jest aktualizacja z 8:30: wszystkie drogi są otwarte!! To nasza ostatnia szansa, bo północna strona zamyka się 30 listopada. Wstąpienie do Grand Canyon przed Zion to spory objazd, który wydłuża trasę do 6 godzin zamiast 1 godziny!! Dlatego decyduję, że przejadę połowę drogi (3 godziny) do Grand Canyon North Rim, a JB przejmie kierownicę do Zion. Biedny JB odpoczywa tylko w połowie, bo podczas mojej jazdy z nadzorem pozostaje czujny i obserwuje wszystko. Jak zwykle, kiedy prowadzę, mój Osmo Pocket jest włączony w trybie kamera samochodowa (dla ubezpieczenia). Przez przypadek droga, którą wybrałam, jest bardzo urozmaicona: dużo zakrętów, potem 30 minut prosto przez równinę, a następnie 1 godzina pośniegowej, świeżo odśnieżonej drogi przez park. Na pustynnej równinie mamy okazję zobaczyć typowy obraz Dzikiego Zachodu: suche trawy w kulkach przetaczające się przez drogę jak duchy (nazywają je tumbleweeds). Jak w filmach!

Krajobrazy są różnorodne i ciekawe, ale jestem tak skupiona na drodze, że jedyne, co zauważyłam, to wilk. Nietrudno go wypatrzeć: idzie otwartym terenem po zaśnieżonej równinie. Nieoczekiwany widok! Przyglądając się uważnie śniegowi, zauważę, że w parku musi być mnóstwo innych zwierząt: wszędzie pełno śladów!

Po dotarciu do Grand Canyon North Rim widzimy krajobrazy nie tak zaśnieżone, jak się spodziewaliśmy: śnieg stopniał, tylko część w cieniu zachowała odrobinę bieli.

Są tu 3 punkty widokowe, z czego jeden zaśnieżony (nie wchodzimy tam, bo nie mamy odpowiedniego obuwia), ale pozostałe dwa są bardzo ładne.

W porównaniu z południową stroną jest tu niewiele punktów widokowych i atrakcji (poza trekkami). Do tego większość czasu mamy światło pod słońce (co jest świetne o zachodzie słońca, ale nie przez całe popołudnie). Rozumiem, dlaczego wszyscy polecają wizytę po południowej stronie (którą już odwiedziliśmy na początku road tripu). Za to jest tu lodge z pięknym widokiem na Wielki Kanion (zimą zamknięty).

Grand Canyon to zawsze dobry pomysł!

Park Narodowy Zion

Ruszamy w dalszą drogę i dopiero gdy docieramy do punktu kontrolnego Park Narodowy Zion, wjeżdżając od wschodniej strony, krajobraz nagle się zmienia. Jestem oczarowana pięknem tej trasy. To trochę jak Grand Canyon, z tym że zamiast trzymać się góry, jedziemy w kanionie i schodzimy do poziomu rzeki. W pewnym momencie musimy przejechać przez bardzo długi tunel bez żadnego światła.

Od czasu do czasu w skale jest ogromna dziura, przez którą wpada światło (i pewnie też dla cyrkulacji powietrza). A kiedy wyjeżdżamy z tunelu, wygląda to tak, jakby czekał na nas inny świat: absolutnie majestatyczny!!!! Wszystko jest takie wysokie! Czujemy się malutcy.

Zobaczcie dziurę w skale – to wentylacja tunelu!

Ta trasa tak nas zachwyca, że przejeżdżamy ją dwa razy. Myślę, że to najpiękniejsza droga w parku, bo gdy tylko zejdzie się na poziom rzeki, poza trekami nie ma łatwo dostępnych punktów widokowych. Alergicy na sport, tacy jak ja, nie docenią tego parku, moim zdaniem.

Po tylu godzinach jazdy nie mamy już energii na treki. Bardzo szybko docieramy do naszego hotelu przy południowym wejściu (nasz pokój z widokiem pozwoli nam podziwiać zachód słońca z balkonu, bez wysiłku). Żadnej restauracji dziś wieczorem – mamy do dokończenia domowe kanapki.

Dzień 15:

Następnego dnia, po obfitym (ale niezbyt wykwintnym) śniadaniu w restauracji współpracującej z hotelem…

…przemierzamy rzekę w obrębie parku (normalnie ta ścieżka na północ jest dostępna tylko dla shuttle, ale przez kilka tygodni nie kursują). W centrum informacyjnym tłumaczą nam, że średnio dziennie jest 5000 odwiedzających na 500 miejsc parkingowych – stąd shuttle.

Jest trochę gorzej, gdy się nie trekuje. Poza tym wszystkie ciekawe treki trwają 1,5 godziny lub dłużej. Nie dla mnie! Ale widzimy dwa jelenie (??) spokojnie zajadające śniadanie.

Las Vegas (znowu!)

Czas na kolejną długą trasę do Las Vegas, podczas której przejeżdżamy z Utah do Nevady, a zegarki cofają się o godzinę. JB odbiera okulary przeciwsłoneczne u optyka, a potem odbieramy nasze paczki z Amazonu (zakupione w Black Friday). W Stanach wszystko jest tańsze niż we Francji. Jestem przeszczęśliwa, że dostałam egzemplarz książki wydanej przez V&A Museum o Williamie Morrisie. Nie istnieje wersja e-book, a ta książka jest najbardziej kompletna na temat życia i twórczości Williama Morisa. Odnajduję się w jego drodze życiowej i pasjach, z tą różnicą, że on jest 10 000 razy bardziej utalentowany ode mnie.

JB koniecznie chce zobaczyć słynny napis „Welcome to Las Vegas”. Przed nim sporo ludzi, a od czasu do czasu pojawiają się naciągacze, którzy robią zdjęcia i każą za nie płacić. Parking jest darmowy, ale jest znak informujący, żeby nie zostawiać niczego w samochodzie.

Chcieliśmy spać dalej na południe od Las Vegas, żeby było taniej, ale jest tam tylko jeden hotel z bardzo słabymi ocenami. Trudno! JB wybiera hotel w starym Las Vegas, tam gdzie wszystko się zaczęło. To niedawno odnowiony hotel, bardzo mi się podoba! Jest czysto i mało ludzi. Deptak, na którym znajduje się hotel, jest bardzo fajny.

Na dole hotelu znajduje się dobrze oceniana restauracja: Tony Roma.

Mężczyzna siedzący przy stoliku obok, widząc smutną minę JB czytającego menu, sugeruje mu „special” dnia, to danie w promocji między 16:30 a 18:30, żeberka wołowe, według niego wyśmienite i sycące, za jedyne 9,99$. Okazja! Przyglądając się później stolikom wokół, widać, że WSZYSCY wybrali to danie. Skąd wiedzieli? Może z reddita? Ten mężczyzna to stały bywalec, ma „timeshare” w Las Vegas, mieszkanie w kondominium, które dzieli z innymi właścicielami. Spędza 3 miesiące w roku w Las Vegas i zna wszystkie dobre okazje w mieście. Kasyna mają takie promocje, żeby przyciągnąć graczy. Na przykład grając w kasynie, można zamawiać mnóstwo darmowych napojów. Inny „special” restauracji to między 21:00 a 23:00: stek i homar (ziemia i morze) na jednym talerzu za 12,99$!! Niewiarygodne! Zanotujemy na następny raz.

Jeśli ten mężczyzna postanowił z nami porozmawiać, to dlatego, że myślał, że jestem Filipinką. To czwarta osoba, która bierze mnie za Filipinkę. Najwyraźniej małżeństwa mieszane częściej zawierają się między białymi a Filipinkami (podczas gdy we Francji uchodzę za Chinkę lub Tajlandkę). Ale nawet gdy siedzę sama, i tak pytają, czy jestem Filipinką (to prawda, że nie ma tu wystarczająco dużo wietnamskich restauracji). Mężczyzna wybiera się na Filipiny odwiedzić swoją dziewczynę xx kwietnia (Amerykanie zawsze podają dokładną datę, gdy mówią mi o swoich podróżach). Znają się od 5 lat, a ona wkrótce sprowadzi się do USA (jeśli Amerykanin ma środki, Filipinka przyjeżdża tutaj, w przeciwnym razie to on przeprowadza się na Filipiny). Zabierał ją na rejsy po Azji z Royal Caribbean (wygląda na to, że to ulubiona linia Amerykanów). Twierdzi, że bycie z Filipinką jest super wygodne, bo świetnie mówi po angielsku i bez najmniejszego problemu może znaleźć pracę w Las Vegas. Zanim wychodzi i życzy nam smacznego, dzieli się z nami jeszcze jednym dobrym pomysłem na śniadanie: 9$ w jakimś hotelu, ale patrząc na zdjęcie śniadania, które nam pokazał w telefonie, nie zapisałam nazwy. Mówi nam, żebyśmy trzymali się Stripu i nie oddalali się ze względów bezpieczeństwa. I last but not least, z powodu Grand Prix Formuły 1 w Las Vegas kilka dni temu, trybuny całkowicie zasłaniają fontannę Bellaggio i ich demontaż zajmie 2 miesiące. Więc tym razem bez fontanny.

Korzystamy z zamieszania podczas demontażu tych trybun, żeby podejść naprawdę blisko nowiutkiej Sphere, czegoś w rodzaju Géode, ale z zewnętrznym ekranem. Niestety, w momencie naszego przejścia nie wyświetla nic ciekawego, ale podobno od czasu do czasu projektuje Księżyc w formacie XXXXL. Dowiedziałam się o programie wyświetlanym wewnątrz Sphere, kosztuje 100$/osobę i to ten sam typ filmu co w Géode we Francji (myślę, że 15€ we Francji), więc nie.

Mówiąc o parkingu w Las Vegas, hotele zazwyczaj pobierają 60$, tak, 60$/dzień za parking. Nasz? Za darmo! Ale to valet parking, czyli z parkingowym. Nie płacimy nic, ale dajemy napiwki, gdy pan parkuje nasz samochód i gdy go odstawia. Zwyczaj to dawanie od 2$ do 5$, więc bardzo ekonomicznie w porównaniu z wygórowanymi cenami innych hoteli. Wadą jest to, że jest trochę daleko od Stripu, więc dobrze sprawdza się między etapami road tripu, ale nie do zwiedzania Las Vegas.

Dzień 15:

Następnego dnia jadę po pyszny Thai Ice Tea do azjatyckiej dzielnicy, zanim wyruszymy w 5,5-godzinną podróż do bramy Parku Narodowego Sequoia.

Tym razem to JB prowadzi przez całą trasę, bo drogi stają się trudniejsze: 5–6 pasów na wyjeździe z Las Vegas, potem drogi o 3–4 pasach z mnóstwem ciężarówek i agresywnych kierowców. Krajobrazy są super monotonne, jesteśmy na środku pustyni, nic się nie dzieje. A może farma wiatraków po horyzont, i szkoła dla pilotów samolotów (dopytywaliśmy się zaintrygowani czymś, co wyglądało jak parking dla samolotów). Zatrzymujemy się tylko po to, żeby zatankować i zjeść w Subway (w dni, kiedy nie jemy śniadania, musimy gdzieś zjeść lunch). Paliwo robi się coraz droższe w miarę zbliżania się do Kalifornii (4,76$ za galon zamiast 3,55$ w Utah i 3,77$ w Nevadzie). Musimy też przestawić zegarki: cofamy je o godzinę.

Docieramy do hotelu zmęczeni. Ale mamy jeszcze dość energii, żeby uprać ubrania i umyć samochód sami (1$ za 3 minuty myjki ciśnieniowej i 1$ za odkurzacz). Wszyscy muszą suszyć auta ściereczkami, ale to zabawa, dzięki temu auto mniej wygląda jak po „road tripie”.

Jutro odwiedzimy Sequoia National Park, gdzie żyją największe drzewa świata.

Dalsza część naszej przygody, znajdziecie tutaj

Część 2: Praktyczne wskazówki

Wszystkie nasze trasy i punkty zainteresowania są dostępne na tej mapie Google Maps. Wyjaśniłam już, jak korzystać z naszych spersonalizowanych planów tutaj

  • Zakwaterowanie:
    • Zion: Bumbleberry Inn (link do Bookingu) 98€ za dwie osoby, śniadanie w cenie
    • Las Vegas: Fremont hotel & Casino
  • Restauracje:
    • Tony Roma: danie między 17$ a 30$, special między 10$ a 13$
    • Subway: 20$ za dwie osoby
Możliwość komentowania Grand Canyon North Rim & Park Narodowy Zion – Road trip po amerykańskim Zachodzie #9 została wyłączona