Kalifornijskie Wybrzeże Centralne – Road trip po zachodzie Ameryki #13
Nie wiem, czy to zmęczenie, czy brak researchu, ale nie udało nam się w pełni cieszyć środkowym wybrzeżem Kalifornii tak jak inni.
Ten artykuł jest częścią naszej serii Road trip po Dzikim Zachodzie. Jeśli nie czytaliście jeszcze poprzednich wpisów z podróży, oto one: #1, #2, #3, #4, #5, #6, #7, #8, #9, #10, #11, #12
Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Dziennik podróży
Dni 21-27 road tripu:
Kiedy widzę, że inni turyści potrafią przejechać całą Kalifornię tylko wzdłuż wybrzeża, zastanawiam się, jak oni to robią, bo to najmniej interesująca część całego naszego road tripu. Na szczęście było kilka niezapomnianych atrakcji, ale wszystko to można zrobić w 3 dni, a nie 7, jak pierwotnie planowaliśmy.
Między San Francisco a Monterey zaplanowałem noc w lesie, w State Parku, w cichym motelu z widokiem na piękne drzewa. JB rezerwuje hotel na ich stronie. Szukając na Google Maps, czy hotel ma pralkę, widzę słowo, które często powtarza się w opiniach: „duch”. To hotel najbardziej nawiedzony w okolicy (podobno przez młodego ducha). Gdybym nie wiedział, pewnie nic bym nie zauważył ani nie poczuł, ale skoro już wiem, nie mogę tam spędzić nocy, zwłaszcza że stoi w środku lasu. To zbyt podobne do początku horroru: „road trip, motel, duch”. Jednak jest za późno na anulowanie, ale nie ma mowy, żeby umierać ze strachu, więc JB dostaje misję znalezienia innego hotelu, bardzo daleko stamtąd. AKTUALIZACJA: Ostatecznie, blokując płatności online kartą, którą dokonaliśmy rezerwacji, została ona anulowana przez hotel tego samego dnia i nic nie straciliśmy.
Centralne wybrzeże zaczyna się więc dla nas od Monterey. JB znalazł hotel z dużą dozą uroku, w starym domu, tym razem nie nawiedzonym.

Kilka minut od hotelu zobaczyliśmy surferów.

Wzdłuż plaży jest mnóstwo pięknych domów, tak jak w centrum miasta. Wszystko jest bardzo piękne i bardzo drogie (1,5 do 2 milionów dolarów minimum za mały domek).

Miasto prosperowało dzięki rybołówstwu, mieli nawet fabrykę konserw. Teraz można tu spotkać głównie emerytów.


Jemy obiad w jedynej tajskiej restauracji w mieście, jest naprawdę pysznie! Starają się też mieć art déco wszędzie. To miasto witraży, bardzo mi się podoba!


Czas wydaje się tu zatrzymany i korzystamy z małego centrum, aby obejrzeć wszystkie sklepy, zwłaszcza z artykułami vintage. Od kilku dni intensywnie szukam, gdzie znaleźć książki starego wydawnictwa Limited Editions Club (lub Heritage Press, tego samego właściciela, ale mniej luksusowe). Forum internetowe wskazuje na Monterey, gdzie znajduje się kilku (dobrze zaopatrzonych) członków forum. Nie podają nazw swoich ulubionych księgarń, ale udało mi się jedną znaleźć. Niestety, księgarz wydaje się wrogi i chciał ukryć, że ma książki tego wydawcy (dziwne!). Ale u Vintage Finds, znalazłem ogromną kolekcję książekHeritage Press. To musiało należeć do wielkiego kolekcjonera z okolicy.

Wszystkie trzy książki, na które miałem ochotę, były tam: Przeminęło z wiatrem, Niewinni za granicą i Kim, ale dla dwóch ostatnich, według moich badań, wersja Heritage Press ma mniej kolorów niż wersja Limited Edition Club, więc ich nie wziąłem.
Jeśli chodzi o Przeminęło z wiatrem, wydaje mi się, że obie edycje są podobne, więc po długim wahaniu kupuję, ale dostępny jest tylko tom 2. To nic, tom 1 znajdę później w internecie. Zrobiłem wam zdjęcia tomu 2 tutaj.


Dziś nie produkuje się już książek tak wysokiej jakości, więc kiedy są dostępne po 15$ za sztukę, to znak od wszechświata 😀
Highway 1 w stronę Big Sur
Przez zmęczenie, wyjeżdżając z Monterey, zapominamy jechać wzdłuż wybrzeża i całkowicie omijamy 17 Mile Drive między Monterey a Carmel-by-the-sea. Oraz Lone Cypress (który służy jako logo wielu firm i okładek książek). Przy okazji, później dowiadujemy się, że ominęliśmy też Filoli Historic House wyjeżdżając z San Francisco. To willa, która gościła Xi Jinpinga podczas spotkania z Bidenem w listopadzie 2023 i podobno był pod ogromnym wrażeniem tego domu. Tak więc tracimy wiele rzeczy, gdy jesteśmy zmęczeni.
Jazda Highway 1 w kierunku Big Sur oferuje kilka imponujących punktów widokowych…



…ale niestety ta droga jest zablokowana od Big Sur i od miesięcy próbują usunąć tony ziemi z osuwiska. Droga, która powinna zająć 1,5-2 godziny do Morro Bay zamienia się w niekończący się objazd trwający 4 godziny. Dodatkowo pech (i znów zmęczenie) – JB odkrywa, że zarezerwował nasz hotel na styczeń, zamiast na grudzień, i musimy w ostatniej chwili zarezerwować inny. JB, który wyobrażał sobie odpoczynek w ładnym hotelu z siłownią i śniadaniem, nagle znajduje się w motelu bez żadnych udogodnień. Ale dobra wiadomość jest taka, że spędzamy tu 3 noce, żeby dojść do siebie.
Morro Bay to bardzo, bardzo spokojne miasteczko, z pięknym zachodem słońca nad wulkaniczną skałą wysoką na około sto metrów.


Znajduje się również zaledwie 30 minut od Hearst Castle.
Następnego dnia zwiedzamy Hearst Castle, dzieło niezwykle bogatego człowieka, który chciał mieć piękny dom, aby pomieścić wszystkie swoje kolekcje dzieł sztuki i egzotycznych zwierząt. Egzotyczne zwierzęta (w tym kilka niedźwiedzi polarnych i żyraf) już tam nie ma, ale dom pozostał taki sam, przejęty przez stan Kalifornia. Spadkobiercy nadal mają prawa do ziemi, gdzie dostarczają nam wołowinę bio (która jest podawana w kanapce w Visitor Center).
Zostawiamy samochód na parkingu i musimy wziąć autobus, aby dostać się na szczyt wzgórza, gdzie znajduje się dom. Czeka tam na nas przewodniczka. Wybrałam trasę „upstairs rooms”, jest mniej ludzi, i wolę ją, bo można zobaczyć 2 piękne biblioteki (moja pasja).
Są dwa baseny, jeden na zewnątrz, jeden wewnątrz. Dom został ukończony tuż przed II wojną światową, więc trzeba zapomnieć o podgrzewanej wodzie, tym bardziej że pochodzi ona ze źródła wody mineralnej, więc aby się w niej kąpać, trzeba założyć kombinezon, a nie kostium kąpielowy. Jego pierwszy właściciel otaczał się hollywoodzkimi gwiazdami i w tamtych czasach bycie zaproszonym tutaj oznaczało sukces w karierze w Hollywood. Warto zauważyć, że mimo 28 lat prac, dom nie jest do końca ukończony. Wciąż jest niedokończona fontanna, niedekorowane ściany na zewnątrz (nic z tego nie zostanie dokończone, bo stan Kalifornia chciał zachować dom w takim stanie), ale wnętrze jest nienaganne. Fasada bardziej przypomina hiszpański kościół niż zamek.


To, co bardzo mi się podobało, to dwie biblioteki. Podobno G.R.R Martin, paskudny i w złym humorze, odwiedził dom (prywatna wycieczka, oczywiście) i utknął w windzie (która nigdy nie działa). Po tym zdarzeniu miał oświadczyć, że nie ma już blokady twórczej (ale wciąż czekamy na kontynuację jego serii, prawda).


To naprawdę smutne widzieć, jak bogaci Amerykanie są zmuszeni sprowadzać europejskie i azjatyckie antyki zamiast korzystać z usług amerykańskich rzemieślników. W domu nie ma prawie nic amerykańskiego (poza bardzo udanymi malowidłami ściennymi), nawet sufity zostały wyszukane, kupione na aukcjach, zebrane Bóg wie gdzie. Całość pozostaje jednak spójna dzięki utalentowanej architektce (która mieszkała w San Francisco i robiła 100 tur w obie strony, aby nadzorować prace). Mogłaby się postarać przy schodach, które są bardzo małe, spiralne… zapytałam, czy to schody służbowe, a przewodniczka powiedziała, że nie, to jedyne schody prowadzące do sypialni. Można nacieszyć oczy greckimi wazami, włoskimi rzeźbami, francuskimi łóżkami, ale jeśli chodzi o zrobienie imponujących schodów, to już nikogo nie ma. Im więcej czasu spędzam w Stanach Zjednoczonych, tym bardziej widzę fasadę tego kraju, to wszystko jest puste, gdy spróbuje się trochę zagłębić. Nie potrafię już podziwiać ani pragnąć tam mieszkać. Ich soft power nie robi już na mnie żadnego wrażenia.












Kończymy na krytym basenie z ponad milionem mozaik. Sufit jest brzydki, bo trwają prace. Przypomina mi to basen naszego hotelu w Sapa, ale ten jest znacznie, znacznie większy i głębszy.



Hearst Castle pozostaje moją ulubioną wizytą na Central Coast. Turyści wybierają raczej trasę z salami recepcyjnymi, ale jeśli macie czas, możecie zrobić 2 wycieczki z przewodnikiem, jeśli chcecie.
Wybieramy burgera z wołowiny bio wyhodowanej tutaj. Jest dobry, ale nie jest też wyjątkowy.

10 minut dalej znajduje się plaża z mnóstwem fok wygrzewających się na słońcu. JB mówi mi, że biorąc pod uwagę ich nieruchomość, można śmiało napisać artykuł z alarmującym tytułem „tysiące martwych fok na plaży w Kalifornii”. Gdyby nie foki walczące w pojedynku na końcu plaży, można by uwierzyć, że są martwe. W każdym razie wyglądają jak młode, są bardzo małe.

Zwiedzamy San Luis Obispo które ma bardzo tętniące życiem centrum miasta z pięknymi sklepami, kilkoma ładnymi domami. Na południu jest piękna plaża, a gdy pójdzie się trochę dalej, jest coś w rodzaju jaskini, a niżej przepaść.




Santa Barbara ma deptak z bio rolnikami i sklepami z szybką modą. Nic szczególnego. Cóż, może nie doczytałam wystarczająco dużo o tych miastach. „Problem” z byciem na trzeciej podróży dookoła świata jest taki, że potrzeba znacznie więcej, aby nas teraz zaimponować.

Na szczęście Solvang które wygląda na sztuczne jak wszystko, jest bardziej interesujące. To mini-Dania z kalifornijskim winem (piwnice winne co 5 metrów). Domy wyglądają bardzo disnejowsko, ale fajnie się tu spaceruje, zwłaszcza wieczorem, gdy świąteczne iluminacje przypominają nam „Kevin sam w domu”.






Zwiedzamy muzeum poświęcone Hansowi Christianowi Andersenowi. Odkrywam, że oprócz talentu gawędziarza, zajmował się też wycinankami z papieru.



I tu wielka niespodzianka: tuż obok znajduje się dział starych książek i widzę rząd książek wydawnictwa, którego szukam od kilku dni: Limited Editions Club !!! Dzięki temu mogłam dotknąć papieru, obejrzeć ilustracje, dotknąć oprawy. To poziom wyżej niż Heritage Press i jeśli mam wybór, rzeczywiście Limited Editions Club powinien być moim pierwszym priorytetem. Te książki są sprzedawane między 20$ a 100$ w zależności od stanu, ale nowe książki o podobnej jakości, gdyby wyszły dziś, kosztowałyby około 500-600$. Tak więc, jeśli szuka się klasyki, lepiej wybrać te starsze wydania niż nowe.

Na dole znajduje się duża kolekcja książek Franklin Library. Nie interesują mnie one, ale wiem, że wielu kolekcjonerów będzie zainteresowanych.

Krótko mówiąc, w tym tygodniu spędziłem więcej czasu w księgarniach niż na plaży. Oboje nie możemy się doczekać przyjazdu do Los Angeles, żeby trochę odmienić.
Część 2: Praktyczne wskazówki
Wszystkie nasze trasy i punkty zainteresowania są dostępne na tej mapie Google Maps. Wyjaśniłam już, jak korzystać z naszych spersonalizowanych planów tutaj