Najbardziej luksusowy hotel, w jakim mieszkaliśmy – Vana Belle Koh Samui ***** (Tajlandia)
Jeśli obserwujesz mnie od jakiegoś czasu, pewnie znasz moją słabość do blichtru. Mam słabość do ładnych hotelowych basenów i od czasu do czasu zdarza mi się zarezerwować najtańszy pokój w hotelu 5-gwiazdkowym, tylko po to, by korzystać z jego basenu.
Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Dziennik podróży
Rzuciłam okiem na Melia Koh Samui (link do Bookingu, link Agoda) po zobaczeniu zdjęć jego basenu i podwójnych leżaków wielkości łóżka. Mieliśmy tam pojechać zaraz po kwarantannie w Bangkoku, ale nie wyszło. Ponieważ mieliśmy wrócić na Koh Samui, aby zaszczepić się w Ambasadzie Francji, postanowiliśmy przy okazji zarezerwować tam kilka nocy. Najpierw 2, potem 3, a gdy JB zobaczył, że cena za 3 i 4 noce jest taka sama, ostatecznie zarezerwowaliśmy 4 noce w promocyjnych cenach covidowych.

A potem, na tydzień przed przyjazdem, Melia Koh Samui napisała do nas, że kierownictwo zdecydowało o zamknięciu hotelu (pewnie z powodu covidu i małej liczby gości) i że przeniosą nas do hotelu partnerskiego za dokładnie tę samą cenę. Mieliśmy narzekać, dopóki nie sprawdziliśmy standardu hotelu partnerskiego, który kosztuje 5 razy więcej niż zapłaciliśmy.
Vana Belle
I tak wsiedliśmy na łódź motorową z Koh Phangan na Koh Samui, a potem wzięliśmy shuttle firmy przewozowej (150 bahtów/osoba) do Vana Belle (link do Bookingu, link Agoda). Powitanie jest wyjątkowe i godne pięciogwiazdkowego hotelu. Pracownik wyjaśnia nam ceremonię oczyszczenia wodą różaną zaraz po naszym przyjeździe.
Siedzimy wygodnie, podczas gdy recepcjonista wyjaśnia, dlaczego wszędzie są posągi pół-słoń, pół-ryba (przynoszą szczęście) i częstuje nas napojem powitalnym, podanym na podstawce z liści bananowca, który należy wypuścić przy wspomnianym słoniu, by przyniósł szczęście. Uwielbiam to!


Odkrywamy, że nie tylko przeniesiono nas tu bez dodatkowych opłat, ale dodatkowo śniadanie jest wliczone, a oni jeszcze podwyższyli nam kategorię pokoju. Więc płacąc zaledwie 50€/noc, dostajemy pokój wart 520€/noc. Jeśli to nie szczęście, to musi być karma 😀
Duża część pokoi znajduje się w takich małych blokach, z prywatnym basenem o szerokości około 5 metrów. Wszystko jest tak zaprojektowane, by nie widzieć i nie słyszeć innych gości.

Jesteśmy jak odcięci od świata. Trzeba przejść długą drogę obsadzoną drzewami (czasem stuletnimi), a wille również są otoczone drzewami. Atmosfera jest relaksująca, a ja – wielka stresująca się życiem – potrafię się uspokoić od razu po wejściu tutaj. Wbrew pozorom hotel ma tylko 74 pokoje. Każdy pokój jest tak ogromny (minimum 86m²), że całość rozciąga się na kilka kilometrów i można zadzwonić po elektryczny wózek, który zawiezie nas na plażę / do restauracji.
Oto przestrzeń plażowo-basenowa.

Basen Vana Belle jest znacznie mniejszy niż basen Melii, ale są tam 3 podwójne leżaki, które tak uwielbiam. JB i ja lubimy tam chodzić wieczorem, kłaść się i patrzeć na gwiazdy, gdy niebo jest pogodne. Baseny w Tajlandii są płytkie (1m20), może dlatego, że Tajowie niekoniecznie umieją pływać. Wokół basenu jest platforma z 20cm wody, dla małych dzieci. Jest też jacuzzi, obecnie nieczynne. Basen jest wystarczająco duży, by można było pływać długości. Wielu gości ma okulary do pływania i trenuje jak profesjonaliści ahaha.

Jak na tak drogi hotel, jednak jest sporo ludzi. Obecnie od 25 do 50 gości, według informacji od kelnerów. Jednocześnie hotele grupy, takie jak Melia i Sheraton, są zamknięte, więc wszyscy goście zostali przeniesieni tutaj. Chyba to dopiero drugi raz, gdy jesteśmy w hotelu grupy Mariott. Kelnerka mówi nam, że nasze preferencje są zbierane i udostępniane całej grupie Marriott. Powiedziałam jej, że jestem Wietnamką, a następnego dnia inny kelner bardzo podkreślał wietnamską zupę na śniadanie. To urocze! Za to nikt nie zaproponował french toastów JB-owi 😀
Plaża przed hotelem to Chaweng, najpiękniejsza na wyspie. Nawet piasek jest czyszczony i zamiatany codziennie, to absolutnie przepiękne! Tutaj też nie ma dużej głębokości. Szłam 200m i woda sięgała tylko do kolan. Woda jest przejrzysta, widać wszystko. Nie wydaje mi się, żeby były ryby, ale mimo to rybak przechodzi z siecią. To naprawdę idealna plaża na relaksujące wakacje.

Uwaga: Na Koh Samui, Koh Phangan i Koh Tao, między lipcem a sierpniem, mogą występować kubomeduzy, bardzo jadowite i czasem śmiertelne, ale przy tak przejrzystej wodzie zazwyczaj można je zauważyć wcześniej – więc rozejrzyjcie się, a potem spokojnie się połóżcie.
Oto restauracja przy plaży. Każdy może tam wejść, nie będąc gościem hotelu. Jednak dostęp do basenu jest zarezerwowany tylko dla gości (i dobrze, bo mieliśmy dość imprez przy basenie w naszym dawnym miejscu na Koh Phangan z intruzami).
Do korzystania z leżaków, jest day pass dla klientów zewnętrznych, 500 bahtów/osoba. Chcieliśmy zaprosić tu naszych przyjaciół z Koh Samui, ale jeśli nie mogą korzystać z basenu, to od razu mniej to interesujące, moim zdaniem.
Oba restauracje w Vana Belle są bardzo wysokiej jakości. Ich pieczywo jest tak dobre, że robią je dla innych hoteli i kawiarni. Porcje są zawsze hojne a ceny bardzo przystępne jak na hotel 5-gwiazdkowy. Serio, widzę siebie spędzającą tu miesiąc, ale kiedy ogłosili mi cenę miesięczną (3800€ po zniżce), od razu mnie ostudziło ahaha. To odpowiednik rocznego czynszu za nasze następne mieszkanie na Koh Phangan 😀


Po zobaczeniu reklamy Tea Time, JB i ja decydujemy się zarezerwować. To podwieczorek na słono – słodko, w połowie tajski, w połowie europejski. Po 14 mini-porcji na osobę, na 3 piętrach 😀 Przypomina nam to świetny Tea Time, który mieliśmy w Ritz na moje urodziny. Koncept jest tu inny, ale eksplozja smaków jest porównywalna.

1400 bahtów za dwie osoby, bardzo rozsądna cena biorąc pod uwagę ilość (i jakość). Celowo nie jemy lunchu przedtem, ale już po 2. piętrze (z 3) jestem najedzona.



Nasz pokój w Vana Belle
To najpiękniejszy pokój hotelowy, jaki dotąd mieliśmy, po 36 latach życia i 3 podróżach dookoła świata. To pierwszy raz, kiedy mamy prywatny basen! Do tego na piętrze! Co za wyczyn techniczny!
Nawet jeśli główny basen jest przepiękny, nic nie równa się przyjemności kąpieli we własnym basenie 🙂 3 metry od łóżka. Basen jest głębszy, niż myśleliśmy (1,20 m mimo wszystko), z przelewem. Z częścią do siedzenia i chillowania. Dwa leżaki i dwa krzesła przy naszym małym basenie. Wiele pokoi ma prywatny basen, ale widokiem na morze to upgrade (vs. widok na ogród, czyli zablokowany przez palmy kokosowe). Jeśli pogoda dopisze, można zobaczyć wschód słońca z łóżka.

Pokazuję oficjalne zdjęcie, bo zapomniałam zrobić. Kanapa jest na niższym poziomie, a tuż za łóżkiem znajduje się ogromne biurko. JB bardzo to lubi, bo ma widok na ocean podczas pracy.
Osobiście pracuję w Business Center. Zainstalowali biurko z widokiem na ocean dla cyfrowych nomadów takich jak my.

Łazienka jest całkowicie otwarta. Dzięki temu można nalać sobie kąpiel, patrząc na ocean.

W 5-gwiazdkowych hotelach w Azji pokojówka przychodzi kilka razy dziennie (do 3 razy), żeby poprawić łóżko, zostawić smakołyki, przyciemnić światło itd. Tutaj przychodzą 2 razy: podczas śniadania, żeby posłać łóżko – i około 18:30, żeby zmienić ręczniki i przygotować łóżko, po raz kolejny. Ponieważ woda z kranu nie jest pitna, dostajemy 4 butelki wody dziennie + 2 butelki przy umywalce tylko do mycia zębów.
W takich 5-gwiazdkowych hotelach wszystko tkwi w szczegółach. Ich szampon cudownie pachnie monoi. Żel pod prysznic też. Ale pachnie tak dobrze, że przyciąga też komary ahaha 🙂 jestem mocno pogryziona, podczas gdy zwykle to JB jest moim środkiem odstraszającym.
Ten krótki pobyt tak mnie relaksuje. Nie wiem, czy byłam zestresowana hałasem dzieci w naszym osiedlu na Koh Phangan, czy po prostu zestresowana pracą. Ale dobrze mieć tak spokojne i luksusowe otoczenie, żeby trochę odpocząć, przypomina mi to wakacje z czasów nastoletnich.
Uwaga: nie wiem, jak to działa w 5-gwiazdkowych hotelach we Francji, bo rzadko wyjeżdżam na wakacje we Francji. W Wietnamie wyżsi rangą pracownicy, jak moi rodzice czy przyjaciele, mają mało urlopu i spędzają go w resortach 5-gwiazdkowych w Wietnamie, żeby odpocząć. Dlatego w tego typu hotelach widzi się więcej lokalnych gości niż obcokrajowców. Baseny są zawsze niesamowite, bo resorty niekoniecznie mają najpiękniejsze plaże (nie mogą też sprywatyzować najlepszych plaż w kraju). Goście korzystają głównie z basenu z przelewem, zamiast kąpać się w oceanie. Niektóre resortach oferują opcje all inclusive. Dorastając w Wietnamie, bywałam w wielu 5-gwiazdkowych hotelach. Nauczyłam się nawet pływać w 5-gwiazdkowym hotelu niedaleko mojego domu w Hanoi. Podczas podróży dookoła świata JB i ja odwiedziliśmy kilka 5-gwiazdkowych hotelów, płacąc tylko za napój w barze (tutaj i tam na przykład). Nie wahajcie się odwiedzać tego typu hoteli, obsługa jest zawsze doskonała, a w Azji ich restauracje są tylko nieznacznie droższe niż restauracje dla turystów. W bonusie, ponieważ bary hotelowe są używane głównie przez gości, nikt nie będzie was niepokoić, że siedzicie 3 godziny, zamawiając tylko kawę.
The Jungle Club
Pomimo pobytu w 5-gwiazdkowym hotelu, wynajmujemy jednak skuter (tuż naprzeciwko hotelu), żeby mieć swobodę ruchu. 6 minut dalej znajduje się The Jungle Club, obowiązkowe miejsce do odhaczenia na Koh Samui. Jednak żeby tam dojechać, trzeba mieć terenówkę lub skuter z solidnymi hamulcami. Rezygnujemy, gdy tylko widzimy znaki „nachylenie 25%” (tym bardziej, że skuter, który mamy, ma prawie zużyte hamulce…). Dzwonimy na numer na znaku i The Jungle Club wysyła po nas shuttle, 200 bahtów w obie strony.
Nasi przyjaciele I. i P. pojechali tam skuterem, ale mówią nam, że trzeba mieć butelkę wody do chłodzenia hamulców. To zjazd jest straszny, nie podjazd. W tej okolicy jest wiele willi z szalonym widokiem. I basenem! Jeśli widzicie ogłoszenia o sprzedaży takich willi, wiedzcie, że niektóre drogi są tak strome, że bez terenówki nie dotrzecie. Do tego ostre zakręty i wąskie drogi, więc jeśli nie czujecie się pewnie za kierownicą lub nie chcecie wynajmować terenówki na pobyt na Koh Samui, uważajcie!
The Jungle Club to bar-restauracja, ale także hotel. Między innymi dlatego właśnie przyjeżdżamy to zobaczyć. Mają teraz oferty na długie pobyty (z cenami tygodniowymi i miesięcznymi).
Oto ich wille: każda z nich ma dwa prywatne baseny. To absolutnie niesamowite.
Minusem jest to, że większość willi nie ma klimatyzacji. Dach jest otwarty, więc owady (i komary) mogą cię odwiedzić w każdej chwili. Do tego jesteśmy w dżungli. Myślę, że na tydzień to super, ale nie dłużej. Goście hotelowi mogą skorzystać z bezpłatnego shuttle’a, aby zjechać na dół wzgórza, bez ograniczeń, oczywiście. Poważnie rozważam willę z 2 prywatnymi basenami. Nie ma biurka do pracy, ale można pracować z restauracji.

No to pokażę wam tę willę (oficjalne zdjęcie) (link Booking, link Agoda)

Główny basen z krawędzią przelewową jest zarezerwowany tylko dla gości hotelowych.

Część bar/restauracja jest warta zobaczenia.




Widok jest tak satysfakcjonujący! Widzimy plażę Chaweng, jak okiem sięgnąć, wyspę Koh Phangan w oddali, a także kilka willi z basenem w okolicy. Jeśli mielibyśmy coś zarzucić, to brak cienia… Przyjeżdżajcie więc z SPF 50 i kapeluszem!

Część 2: Praktyczne wskazówki
Budżet
- Restauracja w Vana Belle:
- 260 – 300 bahtów/danie (do 1500 bahtów) + 10% opłaty za obsługę
- Tea time: 1400 bahtów dla dwóch osób
- Vana Bella Day Pass: dostęp do plaży i leżaków: 500 bahtów/osobę
- Wypożyczenie skutera: 200 bahtów/dzień
- The Jungle Club:
- 200 bahtów w obie strony jeepem 4×4, od podnóża wzgórza
- 150-200 bahtów/napój
- 250-350 bahtów/danie
Planujesz podróż do Tajlandii? Nasz partner Get Your Guide oferuje bilety wstępu i wycieczki z przewodnikiem francuskojęzycznym w bardzo rozsądnych cenach. Kliknij tutaj, aby zobaczyć ich ofertę i zarezerwować online.













