Asie,  TDM,  Thailande,  Tour du Monde

Dziennik pokładowy podróżnika na kwarantannie w Bangkoku (Tajlandia)

Prowadzenie nomadycznego stylu życia i bycie wiecznym podróżnikiem może wydawać się skomplikowane w okresie pandemii, ale szczerze mówiąc, ten kryzys zdrowotny jak dotąd był dla nas okazją.

Poza dwoma miesiącami zamknięcia we Francji, mieliśmy mnóstwo niezapomnianych przeżyć : objazdówkę po Francji, 3 miesiące we Włoszech, narty w Czarnogórze, odkrywanie Albanii, … Wszystko to dzięki szczęściu w wyczuciu czasu , które pozwoliło nam uniknąć największych obostrzeń, a do tej pory musieliśmy zrobić tylko jeden test PCR.

Gdy planowaliśmy kontynuować odkrywanie Bałkanów, udając się do Kosowa i Macedonii Północnej, wołanie Azji stało się zbyt silne. Około miesiąc temu Tajlandia skróciła okres ścisłej kwarantanny w pokoju hotelowym z 15 do 10 dni. To już 3 lata, odkąd opuściliśmy Azję, to był sygnał, którego Anh potrzebowała.

Nie byłem zbyt przekonany do wyjazdu od razu: po co wymuszać na sobie ścisłą kwarantannę, skoro Europa właśnie znosi obostrzenia? Zastanawiałem się, czy nie idziemy pod prąd, mając do tej pory świetne wyczucie czasu.

Tym bardziej że od momentu decyzji do wyjazdu Tajlandia doświadczyła kolejnej fali (w jej skali bylibyśmy zadowoleni z zaledwie 2000 nowych przypadków dziennie we Francji) i zaostrza przepisy: kwarantanna wraca do 15 dni i obowiązują silne ograniczenia w podróżowaniu między prowincjami.

Wciąż można było odwołać (zadbaliśmy o to, aby lot i hotel były anulowane bez opłat), ale Anh za bardzo tęskni za Azją: atmosferą, klimatem, jedzeniem, …

Więc podejmujemy ryzyko: „przetrwać” ścisłą kwarantannę, aby móc cieszyć się Tajlandią bez turystów (w 2019 roku Tajlandia przyjęła prawie 40 milionów turystów!). Jeśli ryzyko się opłaci: przed nami rajskie, puste plaże. Jeśli nie, przeżyjemy bezprecedensowe doświadczenie, którego nie zapomnimy.

Anh już wam wyjaśniła procedury dotyczące uzyskania pozwolenia na wjazd do Tajlandii, a także koszty z tym związane

Proponuję, abyście przeżyli naszą kwarantannę dzięki temu dziennikowi.

Dzień 0: sobota, 15 maja

To dzień wyjazdu! Chociaż staramy się przestrzegać zasad wszędzie, gdzie jesteśmy, to pierwszy raz, kiedy pozwalamy sobie na odstępstwo. Chociaż teoretycznie zabronione jest opuszczanie strefy europejskiej bez ważnego powodu, wyruszamy do Azji.

Dlatego wybraliśmy lot z przesiadką w Amsterdamie, mimo że istniał bezpośredni lot Paryż – Bangkok. W Paryżu przy odprawieproszą nas tylko o test PCR nie starszy niż 72 godziny, aby móc odbyć przesiadkę w Holandii. Zobacz, jak zrobić test PCR nawet w święto w Paryżu tutaj.

Ponieważ pozostajemy w strefie Schengen, bez przejścia przez policję graniczną , która mogłaby ewentualnie wymagać ważnego powodu.

Z Amsterdamu francusko-francuskie zasady nie obowiązują, bez obaw.

Z Air France wszystko jest zautomatyzowane: odprawa, nadanie bagażu. Bagaż jest wysyłany bezpośrednio do Bangkoku. Ale jeśli ktoś zapyta, dokąd lecicie, mówcie „Amsterdam”.

Podczas gdy czekamy w terminalu, dziękuję przez WhatsApp właścicielowi paryskiego Airbnb, w którym mieszkaliśmy przez ostatnie dni. Przy okazji rozmowy informuje mnie, że właśnie wsiadł na rejs po Nilu. Tłumaczę mu, że my też płynęliśmy żaglowcem po Nilu kilka lat temu i nagle zdajemy sobie sprawę, żeczytał naszego bloga, przygotowując się do podróży ! To całkiem nieprawdopodobne!

Przy odprawie na lot do Amsterdamu trochę się zawiesili na teście PCR Anh sprzed ponad 24 godzin (bo do Holandii potrzebny jest test antygenowy 24h), ale kiedy przyznałam, że to tylko przystanek, zobaczyli Bangkok i wpuścili mnie na pokład. Bez żadnych pytań.

W Amsterdamie planowaliśmy przybyć z dużym wyprzedzeniem, to tutaj będą sprawdzane wszystkie dokumenty uprawniające nas do wjazdu do Tajlandii. Widząc, że będzie o wiele prościej i szybciej niż sobie wyobrażaliśmy, pozwalamy sobie na McDo, ostatnie junk food przed 15 dniami, podczas których będziemy mieć bardzo ograniczony wybór posiłków.

Jeśli chodzi o przesiadkę, jest bardzo prosto, są automaty „self transfer” czy coś w tym stylu. Wystarczy zeskanować paszport, żeby dostać kartę pokładową do Bangkoku. Uwaga, zachowajcie wszystkie karty pokładowe, bo w Bangkoku będą ich od was wymagać!

Ponieważ było wiele dokumentów do przygotowania, mieliśmy po jednym segregatorze na osobę, z wszystkim dobrze poukładanym i zorganizowanym. Biorąc pod uwagę niezliczone kontrole, przez które przeszliśmy, to zdecydowanie była dobra praktyka (dziękujemy osobie, która podsunęła nam ten pomysł na Facebooku!) oszczędzająca czas i stres.

W Amsterdamie przechodzimy przez wiele punktów: jeden do sprawdzenia temperatury, jeden do wypełnienia oświadczenia, że nie mamy objawów, jeden do weryfikacji, czy mamy wszystkie dokumenty, kolejny do sprawdzenia, czy mamy naklejkę potwierdzającą, że zrobiliśmy wszystko, co trzeba, …

I ruszamy do Bangkoku ! O ile lot Paryż – Amsterdam był prawie pełny, o tyle lot do Bangkoku był zupełnym przeciwieństwem. To Boeing 777 o pojemności 400 pasażerów. Było nas około czterdziestu? 50 co najwyżej? Biorąc pod uwagę, że docelowym lotniskiem tego lotu był Hongkong, to daje wyobrażenie o liczbie podróżnych udających się teraz do Tajlandii…

W rezultacie druga klasa wygląda jak biznesowa.

Ja, która nigdy nie potrafię spać w transporcie i zawsze docieram wykończona po długich podróżach, mogłam rozciągnąć się na 4 siedzeniach. I spałam jak niemowlę, blisko 6 godzin! To dla mnie pierwszy raz, podróżowanie w takich warunkach jest o wiele wygodniejsze! Niech żyje covid!

Wygląda na to, że Anh też dobrze spała.

Kolejne odkrycie: to mój pierwszy raz na pokładzie samolotu oferującego Wi-Fi!

Mogliśmy przetestować 1 godzinę darmowego internetu (tylko do używania komunikatorów w trybie tekstowym), ale mogliśmy też dokupić dodatkowy pakiet. Uważam, że ceny są zaskakująco przystępne, żeby oglądać Netflixa na wysokości 10 000 metrów (ale czy to naprawdę konieczne?).

Dzień 1: niedziela, 16 maja

W końcu docieramy do Bangkoku! Lot minął bardzo dobrze. Jedynym utrudnieniem było to, że od wyjścia z naszego Airbnb w Paryżu do przyjazdu mamy maskę na twarzy non-stop przez około 20 godzin (poza kilkoma minutami tu i tam na posiłki). Mamy maskę FFP2, która bardziej uciska niż chirurgiczne. Efekt: moje uszy cierpią! Tym bardziej doceniamy to, że do tej pory rzadko musieliśmy nosić maskę (pracujemy z domu, a w większości miejsc, w których byliśmy przez ostatni rok, nie było obowiązku noszenia masek na zewnątrz).

Wyraźnie docieramy na inną planetę, gdzie z covidem walczy organizacja wojskowa, kierują nas na rozstawione krzesła, gdzie czekamy, aż ktoś sprawdzi, czy mamy wszystkie dokumenty.

Później następuje wiele kontroli: temperatura, weryfikacja dokumentów, służby sanitarne… pewnie o kilku zapominam, ale wszystko jest zaskakująco sprawne i skuteczne. Co 10 metrów stoi personel, który nas kieruje.

Docieramy do imigracji. Zazwyczaj jako Francuzi mamy zwolnienie z wizy na maksymalnie 30 dni. Władze Tajlandii biorą obecnie pod uwagę kwarantannę, więc ten okres wydłuża się do 45 dni. A potem można go łatwo przedłużyć o co najmniej 30 dni.

Jesteśmy w Tajlandii! Odbieramy bagaże, a czeka na nas kierowca wysłany przez hotel.

Co za radość być w Tajlandii! Po 2016 i 2018 to nasz 3. raz. Zapomniałem o tym wilgotnym upale (34°C) i o tym, że jeździ się lewą stroną ^^.

Podczas 30 minut jazdy mijanie straganów z street foodem bardzo mi się spodobało, ale trzeba będzie poczekać 15 dni, zanim z nich skorzystamy.

W końcu docieramy do hotelu, nasze bagaże są zabierane i bardzo starannie dezynfekowane. Musimy przejść po macie nasączonej nie wiadomo jaką substancją.

Kolejny pomiar temperatury (już ich nie liczę!), pomiar ciśnienia, kilka dokumentów do podpisania i jesteśmy blisko celu. Recepcjonistka wzywa windę i wsiadamy do niej, przez krótkofalówkę informuje, że przyjeżdżamy, a na 3. piętrze wita nas inna osoba, która wskazuje nam nasz pokój.

Od drzwi do drzwi zajęło nam to 22 godziny, ale jesteśmy!

Mniej więcej godzinę po przyjeździe recepcja dzwoni do mnie, żeby upewnić się, że wszystko w porządku, i życzy mi happy quarantine.

Macie podsumowanie tych dwóch dni na wideo tutaj:

Dzień 2: poniedziałek 17 maja

Z naszego pokoju kwarantanny większość kontaktów ze światem zewnętrznym odbywa się przez aplikację do przesyłania wiadomości Line, najpopularniejszą w Tajlandii. Jeśli planujecie przyjazd, radzę zainstalować ją przed wyjazdem żeby uniknąć niemiłych niespodzianek. Rzeczywiście nie otrzymuję SMS-a z potwierdzeniem potrzebnym do rejestracji.

Ponieważ Anh udało się ją zainstalować, nie stanowi to problemu, ale byłoby bardzo utrudniające, gdyby żadne z nas nie miało tej aplikacji.

Mamy dwa kontakty: recepcję hotelu i szpital.

Kiedy objęliśmy nasz pokój w posiadanie, znaleźliśmy dwa termometry. Musimy mierzyć temperaturę dwa razy dziennie i wysyłać zdjęcie wyniku do szpitala przez Line: przed 9:00 i przed 17:00.

Nie ma mowy o zapomnieniu! Ponieważ wczoraj nie byliśmy jeszcze wprawieni, spóźniliśmy się i o 17:01 dostaliśmy upomnienie!

Wczoraj pisałem, że nie wyjdziemy z pokoju przez 15 dni, to nieścisłe. Będziemy bowiem mogli wyjść 3 razy aby… zrobić test PCR.

Pierwszy był zapowiedziany na dziś rano. 5 minut wcześniej recepcja dzwoni, żeby upewnić się, że jesteśmy gotowi. Ktoś dzwoni do drzwi, zanim zdążymy otworzyć, pracownik zakryty od stóp do głów jest już na końcu korytarza. Kiedy się zbliżamy, daje nam znak, żeby się zatrzymać i poczekać, aż podjedzie winda. Jesteśmy w odległości dobrych 5 metrów, czujemy się naprawdę jak trędowaci ^^.

Wciska przycisk i nas zostawia, jedziemy na dach hotelu.

Musimy przejść po macie dezynfekującej i odkrywamy hotelowy basen, z którego nie będziemy mogli skorzystać. Zresztą jest tak gorąco, że klimatyzowany pokój jest bardzo dobry, prawda?

Test trwa 5 minut: pobranie wymazu z ust i z nozdrza. To nasz 4. test PCR od początku epidemii, najmniej nieprzyjemny jak dotąd.

Każdego dnia przez Line otrzymujemy link do wyboru jedzenia na następny dzień. 3 posiłki dziennie z kilkoma opcjami na każdy posiłek.

Zawsze jest co najmniej jeden wybór wegetariański i halal (około 5% populacji Tajlandii to muzułmanie).

Wiemy, że jedzenie jest gotowe, gdy ktoś dzwoni do drzwi (co nie jest niezbędne o 7 rano…).

Następnie odbieramy nasz posiłek z małego stolika na korytarzu przed drzwiami.

W naszym pokoju mamy talerz i komplet sztućców dla każdego a hotel zapewnił gąbkę i płyn do naczyń, żebyśmy mogli je umyć. Dzięki temu unikniemy jedzenia z plastikowych pojemników przez 15 dni. Ale zapomnieli o pałeczkach! Wiem, że jesteśmy turystami, ale mimo wszystko… jesteśmy w Azji!

To nie jest wykwintna kuchnia, ale jest bardzo poprawnie. Dania docierają ciepłe, ale ponieważ obiad serwowany jest około 17:00, większość czasu będziemy jeść na zimno wieczorem. Przy wyborze menu trzeba uważać, gdy jest oznaczone spicy, jesteśmy w Tajlandii, więc spicy = bardzo bardzo bardzo ostre 😀

Oto posiłki dnia (mam nadzieję, że nie macie alergii na ryż!)

Anh jest bardzo zadowolona, bo choć sytuacja była super napięta w ostatnich tygodniach (trzecia fala Covid), od naszego przyjazdu restrykcje łagodnieją w całej Tajlandii (ponowne otwarcie niektórych miejsc, wydłużone godziny otwarcia…). Za 15 dni mam nadzieję, że restrykcje zostaną całkowicie zniesione.

Dzień 3: wtorek, 18 maja

Od 4 lat, odkąd przyjęliśmy styl życia nomadów, mieszkamy w tymczasowych lokalach, które rezerwujemy na kilka tygodni bez ich wcześniejszego zobaczenia na żywo. W normalnych warunkach nie stanowi to dla nas problemu, ale przy wyborze hotelu kwarantannowego nie mogliśmy sobie pozwolić na błąd. Spędzimy tam 24 godziny na dobę przez 15 dni. Nie ma możliwości zmiany, jeśli zakwaterowanie nam się nie spodoba. Nie ma możliwości jedzenia gdzie indziej, jeśli jedzenie nie będzie dobre. Nie ma możliwości pójścia do pracy w coworkingu, jeśli wifi nie będzie dobre, …

Ten ostatni punkt jest ważny: w ostatnich tygodniach podpisaliśmy kilka umów i ustaliliśmy, że zaczną się… teraz! Mamy więc dużo pracy do wykonania przez 15 dni, nie będziemy się nudzić! Ale potrzebowaliśmy wygodnego środowiska pracy i szybkiego internetu!

Spędziliśmy mnóstwo czasu na szukaniu idealnego hotelu kwarantannowego. Około stu hoteli jest zatwierdzonych przez rząd Tajlandii do przyjmowania osób na kwarantannie. Każdy hotel oferuje różne typy pokoi. Szukaliśmy również hotelu, który oferował bezpłatną anulację do dnia przed wylotem, na wypadek gdybyśmy zmienili zdanie co do przyjazdu.

Ostatecznie wybór padł na hotel Eleven Bangkok z pokojem rodzinnym. Oczywiście droższy niż zwykły pokój dwuosobowy, ale mamy ogromną przewagę w postaci dwóch identycznych pokoi z drzwiami łączącymi. Mamy więc wszystko podwójnie: łóżko, prysznic, WC, … a przede wszystkim biurko i krzesło. Idealnie do wygodnej pracy! Hotel jest całkiem nowy (ma tylko dwa lata), znacznie przyjemniej jest zostać tak długo w nowoczesnym i designerskim pokoju niż w pokoju, który ma swoje lata.

Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiliśmy po przyjeździe, było zrobienie testu prędkości internetu i wynik był bardzo pocieszający.

Możemy więc pracować efektywnie i poważnie.
Woda z kranu nie jest pitna w Tajlandii, więc hotel zostawił nam 36 litrów wody DLA KAŻDEGO. Nie umrzemy z pragnienia.
Co do mydła i szamponu, też powinno być dobrze. To ja przywiozłem mydło marsylskie. To moja mała przyjemność, wkładać kilka do walizki, gdy jestem we Francji.

Jeśli chodzi o gospodarowanie odpadami, mamy worki, które musimy zostawić na korytarzu przed 20:00.

Dbałość o szczegóły Tajów idzie dość daleko. Podłoga w pokoju jest wyłożona wykładziną, ale na zdjęciach powyżej widać, że została pokryta materiałem (z tworzywa?), który ułatwi dezynfekcję podczas naszego wyjazdu.

Czy znasz duriana? To bardzo popularny owoc w Azji. Jego pseudonim to „śmierdzący owoc”. To tak prawdziwe, że jest zakazany w transporcie publicznym w wielu krajach Azji. W naszym pokoju hotelowym też 😀

Jesteśmy więc bardzo zadowoleni z naszego wyboru. Jedyną (dużą) wadą tego hotelu jest brak balkonów i niemożliwość otwarcia okien. Wiedzieliśmy o tym i wahaliśmy się między pokojem w innym hotelu z balkonem, ale był mniejszy, mniej ładny i mniej optymalny do pracy. To moje jedyne zmartwienie na najbliższe 15 dni. Nie mogę się doczekać kolejnego testu PCR za 5 dni, żebyśmy mogli odetchnąć powietrzem z zewnątrz :D!

Po południu dowiadujemy się, że nasz test PCR z poprzedniego dnia jest negatywny. Myślę, że wynik trochę długo przychodził. Gdyby był pozytywny, pewnie usłyszelibyśmy syreny karetek i ewakuację helikopterem 😀

Moje dzisiejsze posiłki, to pierwszy raz, kiedy nie mam ryżu do każdego posiłku 🙂

Dzień 4: środa, 19 maja

Ponieważ często jemy nasze dania na zimno (zwłaszcza kolację, dostarczaną o 17:00, której nie jemy przed 19 lub 20), poprosiliśmy, również przez aplikację Line, czy możemy dostać mikrofalówkę. Hotel zaproponował nam jedną za 1000 THB za pobyt, czyli około 25 euro. Zgodziliśmy się i została dostarczona dziś rano.

Od teraz będziemy mogli jeść na ciepło! Nie myślałem, że kiedyś z dumą wstawię zdjęcie mikrofalówki na tego bloga, ale stało się! Jest przepiękna, nie uważacie?

Podczas kwarantanny hotel może robić nam zakupy w 7-Eleven. To sieć sklepów spożywczych otwartych 24/7, gdzie można znaleźć wszystkie podstawowe produkty, kupić ciepłe dania, napoje, wydrukować dokumenty, zamówić paczki, … 7-Eleven jest bardzo praktyczny i bardzo popularny w Azji.

Planowaliśmy poprosić ich o błyskawiczne makarony na mały głód. Zainstalowaliśmy więc aplikację 7-Eleven żeby wybrać. Nie tak łatwo, bo aplikacja jest dostępna tylko po tajsku!

Po wysłaniu do recepcji zrzutami ekranu produktów, które chcieliśmy, zostawiliśmy wczoraj na stole przed naszym pokojem gotówkę, żeby mogli zrobić zakupy. Mogliśmy też zapłacić przelewem, ale skoro mogliśmy wypłacić gotówkę na lotnisku, to dużo prościej.

Dziś nie było żadnych wieści o naszym zamówieniu. Byłem o krok od pójścia na komisariat złożyć skargę o kradzież, ale przypomniałem sobie, że nie wolno mi wychodzić z pokoju. W końcu problem wynikał z uprzejmości Tajów: obeszli kilka 7-Eleven nie znajdując marki płatków do demakijażu zamówionych przez Anh (choć ona nie dbała o markę ^^).

Nasze zamówienie w końcu dotarło z paragonem i resztą co do bahta, bez żadnej prowizji. Kwarantanna kosztuje (bardzo) dużo, ale przynajmniej jest obsługa!

Możecie więc zobaczyć kilka błyskawicznych makaronów, słynne płatki do demakijażu i Choco Pie, ciastka, które Anh zawsze wspomina z sentymentem, kiedy wraca do Azji (osobiście nie widzę w nich nic specjalnego). Dla ciekawości, to około 5 euro.

Oto moje dzisiejsze posiłki

Zauważyliście ten element w sałatce na moim lunchu?

Ponieważ jadłem, pracując, nie zwróciłem na niego uwagi i zjadłem go jak zieloną fasolkę.

Od razu zrozumiałem swój błąd.

Przez pierwsze chwile ból był tak silny, że myślałem, że umrę. Gdy byłem w toalecie, wypluwając ten wrogi pokarm, pomyślałem: „to niemożliwe, nie wyląduję przecież w szpitalu przez połknięcie papryczki chili” podczas gdy jestem na kwarantannie covid…”.

To naprawdę błąd nooba. Z Meksyku wiem jednak dobrze, że zielone produkty są znacznie bardziej niebezpieczne niż czerwone.

Wyszedłem z tego, ale zajęło mi to dobre 20 minut.

Dzień 5: Czwartek 20 maja

Już 1/3 kwarantanny minęła i do tej pory żyjemy jej bardzo dobrze. Pierwsze 2-3 dni nie były zbyt produktywne, bo musieliśmy się przyzwyczaić do zmiany strefy czasowej. Od tamtej pory rutyna się ustaliła i nasze dni pracy są bardzo zajęte.

Nawet jeśli wszystko idzie dobrze i nasz pokój jest bardzo wygodny, to zabawne, jak obecne są więzienne zasady:

  • Jeśli jeszcze nie wstaliśmy, budzi nas strażnik około 7:30: dzwoni do drzwi, żeby powiadomić, że śniadanie jest.
  • Mamy 3 posiłki dziennie podawane w plastikowych pojemnikach do odebrania przy drzwiach.
  • Bawimy się, słysząc nadchodzących naszych strażników. Szelest ich plastikowych kombinezonów słychać przy każdym kroku, dość z daleka.
  • W korytarzu , który widzimy przez kilka sekund dziennie, można zobaczyć inne celki , ale nie można porozumieć się z naszymi współwięźniami.
  • Narzędzia nadzorowane spacery kiedy wychodzimy na test PCR

Zresztą nasz drugi test jest zaplanowany na jutro rano. Prawie cieszymy się na myśl, że będą nas grzebać w nosie, bo będziemy mogli odetchnąć świeżym powietrzem 😀

Zaskakujące jest spędzanie całych dni bez widzenia nikogo. Jeśli pospiesznie odbierzemy nasze posiłki, możemy zobaczyć pracownika hotelu na końcu korytarza, ale wygląda bardziej jak kosmonauta niż normalny człowiek w swoim kombinezonie. Nasze okno wychodzi na dziedziniec z bardzo małą aktywnością. Mam nadzieję, że nie dostaniemy ataków paniki, gdy nas wypuszczą 😀

Anh miała mały niepokój podczas pomiaru temperatury dziś po południu, to pierwszy raz, gdy przekroczyła 37°C (37,2). Przy 37,5° mamy podobno jechać do szpitala ^^. Najgorsze, że nie jest niemożliwe, że zachorujemy, bo środowisko jest takie wrogie między papryczkami udającymi fasolę a klimatyzacją, którą nie zawsze łatwo wyregulować, stawiamy czoła wielu niebezpieczeństwom!

Dzisiejsze posiłki były bardzo dobre (i niezbyt ostre). Regularnie są proponowane dania indyjskie (może dlatego, że mają wielu indyjskich klientów? Trudno powiedzieć), które pozwalają nie jeść ciągle ryżu, lubię to. Nie możemy się doczekać jutrzejszego lunchu, to będzie nasz pierwszy Pad Thaï od przyjazdu! Brakuje tylko sticky rice with mango na deser i byłbym w niebie!

Dzień 6: Piątek 21 maja

Dziś rano był dzień spaceru! Wróciliśmy na dach hotelu na nasz drugi test PCR.

Wyjście było przyjemniejsze niż pierwsze. Po pierwsze, minęło 5 dni, odkąd nie wyszliśmy na zewnątrz! Po drugie, stanowisko do pobierania próbek było tym razem po drugiej stronie basenu, można prawie powiedzieć, że zrobiliśmy wycieczkę! Wreszcie, klimat był mniej gorący i był lekki wietrzyk, było bardzo miło!

No dobrze, i tak byliśmy tam, żeby wsadzili nam patyczek do nosa.

Przed pobraniem musieliśmy wypełnić formularz stresu , którego celem było upewnienie się, że nie grozi nam powieszenie się w naszej celce pokoju. Czy dobrze śpicie? Czy jesteście zmęczeni? Czy odmawiacie rozmowy z innymi? U nas wszystko w porządku, dziękujemy.

Cieszymy się, że wzięliśmy pokój rodzinny (a więc dwa połączone pokoje). Nawet jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do bycia razem cały czas, 15 dni jeden na drugim w małym pokoju byłoby znacznie mniej wygodne. Tutaj mamy nawet luksus posiadania własnej łazienki każdy. Zresztą wczoraj poszedłem do łazienki Anh coś odebrać, chyba nigdy wcześniej tam nie byłem. To prawie zamek, można się zgubić!

Poza tym posiadanie pracy sprawia, że czas płynie znacznie szybciej. Wyobrażam sobie turystów, którzy niecierpliwie czekają na uwolnienie, aby móc zwiedzać kraj, dni muszą być długie.

Chyba wkrótce będziemy mieć współwięźnia – przy drzwiach naprzeciwko postawiono mały stolik na jedzenie. Dam znać, co się dzieje. To byłoby wydarzenie zobaczyć kogoś innego!

Poza tym zarezerwowaliśmy lot na Koh Samui, gdy wyjdziemy. Znaleźliśmy też zakwaterowanie na tydzień. Nie chcę jeszcze snuć planów, bo do tego czasu może się wiele wydarzyć, ale… zapowiada się dobrze!

Oto dzisiejsze posiłki – na lunch pad thai. Pierwszy z długiej serii w nadchodzących tygodniach. Cieszy!

Dzień 7: sobota, 22 maja

Położyliśmy się bardzo późno wczoraj (albo bardzo wcześnie rano) i planowałem długie lenistwo. Nic dziwnego, że strażnik obudził nas około 7:30 na śniadanie, ale szybko zasnąłem ponownie. Jednak godzinę później zadzwonił okropny budzik Anh. Tak bardzo boi się wysłać naszą temperaturę za późno, że ustawiła budzik na każdy poranek! #vdm

Napięcie było nie do zniesienia, wynik padł: nasze wczorajsze testy PCR są negatywne. Przy wszystkich środkach ostrożności, które podjęliśmy – test PCR przed wyjazdem i dwa testy od początku kwarantanny – jeśli złapiemy wirusa przed końcem izolacji, to ja nic nie rozumiem.

Poza tym nic specjalnego do zgłoszenia.

Cieszę się, że udało mi się dokończyć nasze zeznanie podatkowe. Musiałem liczyć i przeliczać, ale jestem pewien, że w naszym przypadku warto było zaznaczyć pole 2OP, aby wybrać „opodatkowanie według skali wszystkich dochodów z kapitałów pieniężnych” i uniknąć w ten sposób „ryczałtowego podatku od dochodów”. Fascynujące, prawda? Nie wiem, jak to jest w innych krajach, ale obliczanie podatku od dochodów we Francji to niesamowita machina.

Jesteśmy teraz w połowie drogi, nie martwię się o pozostałe 7 dni.

Oto dzisiejsze posiłki – lunch był dość ostry, ale pyszny. Mamy przyjemność delektować się owocami przy każdym posiłku, ale wciąż nie ma mango, może nie jest na to sezon? Uwielbiam mango! Zresztą przyjaciel, który odwiedził nas w Kambodży, nazwał mnie Mister Mango.

Zauważyliście, że śniadania są zawsze słone, jak (myślę) wszędzie w Azji. Tak mi odpowiada, a moje idealne śniadanie to nadal tostadas z Andaluzji.

Jutro w menu są dania japońskie, mniam mniam!

Dzień 8: niedziela, 23 maja

Mija dokładnie tydzień od naszego przyjazdu do Tajlandii! Nie można powiedzieć, że do tej pory wiele zobaczyliśmy.

Dziś mogliśmy pospać dłużej. Obudzono nas przy dostawie śniadania, ale Anh tym razem wyłączyła budzik.

Ledwo wstałem rano, gdy dzwoni recepcja, mówiąc, że jest duży problem. Nie ma czasu na martwienie się: w hotelu wyłączono prąd. Rzeczywiście, nasza kwarantanna bez klimatyzacji jest znacznie mniej przyjemna – jest strasznie gorąco! Na szczęście prąd wrócił po dwóch godzinach, a niezbędny do życia (wifi) działał cały czas.

Recepcja pilnuje, o 10:00 jeszcze nie wysłaliśmy temperatury, dostaliśmy telefon przypominający. Nawet w niedzielny poranek nie da się tego uniknąć!

Poprosiliśmy recepcję o świeżą pościel, co szybko zrobiono. Anh użyła też naszej przenośnej pralki do zrobienia prania.

Oto dzisiejsze posiłki – trochę się podnieciliśmy myślą o japońskim daniu, ale było rozczarowujące.

Dzień 9: poniedziałek, 24 maja

WYDARZENIE: zobaczyłem współwięźnia naprzeciwko. Wspominałem o nim w piątek i obiecałem, że dam znać. Wyszliśmy po obiad w idealnie zsynchronizowany sposób. Gdy minęło zaskoczenie widokiem innej ludzkiej twarzy, przywitaliśmy się. To Azjata, między 25 a 30 rokiem życia.

Spotkanie trwało tylko sekundę, ale wciąż jestem tym poruszony.

Nadal prowadzę ten dziennik, aby udokumentować naszą kwarantannę, ale chyba do ostatniego testu PCR i naszego wyjazdu nic więcej się nie wydarzy 😀

Niepokojące jest to, że trudno mi sobie uświadomić, że jestem w Bangkoku. Odizolowanie naszego pokoju hotelowego byłoby prawie takie samo gdziekolwiek na świecie (poza jedzeniem): nie słyszymy języka tajskiego, nie czujemy azjatyckiego upału, nie mamy zapachów street foodu, nie widzimy witryn sklepowych… Zmysłowo nic mnie nie łączy z Azją, to dość dziwne.

Poza tym dobra wiadomość! Właśnie podpisaliśmy nowe duże zlecenie dla Anh. Rozmowy zaczęły się 2 miesiące temu i mieliśmy nadzieję zacząć na początku kwarantanny. Zajęło to trochę więcej czasu niż planowaliśmy, ale jest zrobione!

Oto dzisiejsze posiłki.

Dzień 10: wtorek, 25 maja

Kolejny dzień za nami!

Chociaż ta kwarantanna nie jest nawet bliska bycia udręką, perspektywa snorkelingu na Koh Samui zaczyna się poważnie przybliżać i nie mogę się doczekać!

A więc zaczynamy odliczanie dni: J-5 do wyzwolenia.

Po raz pierwszy tego ranka strażnicy którzy przynosili śniadanie, zapukali do drzwi zamiast dzwonić. To o wiele przyjemniejsze! Budzenie się dzwonkiem jest trochę szorstkie. Wyobrażam sobie, że były skargi od niektórych naszych współwięźniów.

Oto posiłki dnia. Wciąż byłam trochę głodna po moim lunchu ^^.

Dzień 11: środa, 26 maja

Anh zgubiła swój termometr. Coś nie do pomyślenia, gdy przestrzeń życiowa jest tak ograniczona. Przy mierzeniu temperatury dwa razy dziennie dla dwóch osób, z jednym termometrem, ta czynność zajmuje dwa razy więcej czasu niż zwykle.

Posiłki dnia.

Dzień 12: czwartek, 27 maja

J-3 do wyzwolenia! Anh znalazła swój termometr wśród brudnych ubrań. Brawo! To dobra wiadomość, bo myślała, że wyrzuciła go do śmieci (razem z plastikowymi pojemnikami).

Tego ranka byliśmy na spacerze na nasz 3. i ostatni test PCR na dachu hotelu

Dyskretnie zrobiłam zdjęcie naszemu strażnikowi, który eskortował nas do windy, zachowując dystans bezpieczeństwa.

Musieliśmy ponownie wypełnić Test Oceny Stresu.

Jeśli ten ostatni test PCR będzie negatywny, co nie ulega wątpliwości, nasze następne wyjście z pokoju będzie po to, by opuścić hotel i udać się na lotnisko, w kierunku Koh Samui!

Anh zapytała recepcję, czy może zamówić Bubble tea, napój na bazie herbaty, bardzo popularny w Azji, który uwielbia (zaczyna się go widzieć we Francji od kilku lat). Pracownica odpowiedziała, że to możliwe i że zna ceny na pamięć, bo regularnie kupuje go dla siebie.

Więc Anh zamówiła 4 i podarowała dwa pracownicy.

Pracownica dziękuje Anh dziękuję bardzo po francusku w tekście.

Kiedy pracownica przyszła dostarczyć 2 bubble tea, zamiast uciec zaraz po zadzwonieniu do drzwi, poczekała, aż Anh otworzy drzwi, aby podziękować jej osobiście. To takie słodkie!

Dzień 13: piątek, 28 maja

Wielka wiadomość dziś rano:

….

….

Jesteśmy…

(jeszcze trochę napięcia…)

Negatywni!

Ahaha!

Nie wątpiliśmy w to naprawdę, ale tym razem to pewne: wychodzimy w niedzielę (naprawdę mam wrażenie, że mówię jak więzień, który właśnie dostał pozytywną odpowiedź na wniosek o zwolnienie warunkowe).

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, w niedzielę po południu będę się kąpać w Zatoce Tajlandzkiej, nie mogę się doczekać!

Oto dzisiejsze posiłki.

Dzień 14: sobota, 29 maja

Tym razem czuć, że to koniec! Wyjazd jutro rano!

Poprosiliśmy recepcję o zarezerwowanie nam taksówki na lotnisko. Będziemy w Bangkoku 15 dni, nie robiąc absolutnie nic ani nie zwiedzając. Na szczęście byliśmy już dwa razy, inaczej byłoby to trochę frustrujące. Jest sporo ograniczeń w podróżowaniu między prowincjami w Tajlandii. Po kwarantannie możemy udać się, gdzie chcemy, ale nie ma mowy o wałęsaniu się!

Od lipca wyspa Phuket zostanie otwarta dla zaszczepionych turystów bez konieczności odbywania kwarantanny. Dzięki temu bardzo ograniczonemu ponownemu otwarciu władze Tajlandii mają nadzieję przyjąć 500 000 zagranicznych turystów w 2021 roku. W porównaniu z 40 milionami przyjętymi w 2019 roku! Mamy ogromne szczęście, że możemy cieszyć się Tajlandią z tak małą liczbą turystów.

Jestem niemal nostalgiczny na myśl o opuszczeniu naszego pokoju, w dwa tygodnie przyzwyczailiśmy się do naszej złotej klatki. Bycie we dwoje, posiadanie wygodnego pokoju (nawet dwóch), mnóstwo zajęć… sprawiło, że bardzo dobrze znosiliśmy kwarantannę.

Dobrze, myślę, że cała nostalgia natychmiast zniknie, gdy dotrę do Koh Samui.

Oto ostatni dzień posiłków, zamówiliśmy tylko śniadanie na jutro.

Dzień 15: niedziela, 30 maja

To niesamowite, jak 15 dni wystarczyło, aby nas zaprogramować. Gdy zbliżała się godzina wyjazdu, zastanawialiśmy się, czy powinniśmy czekać, aż po nas przyjdą, czy możemy wyjść sami. Trudno mi sobie wyobrazić, jak trudno jest przyzwyczaić się do wolności po latach (prawdziwego) więzienia.

Dobrze, że zadaliśmy sobie to pytanie, ponieważ rzeczywiście mieli po nas przyjechać 😀

W recepcji hotel wręcza nam certyfikat potwierdzający, że odbyliśmy kwarantannę oraz negatywne wyniki naszych trzech testów PCR. Dostajemy symboliczny prezent: ręczniki do rąk. Nie przydadzą nam się zbytnio, ale gest jest miły. Ponownie podziękowali nam za bubble tea, które im podarowaliśmy 😀

Taxi już czekało, kierunek: lotnisko.

Przy wejściu na lotnisko kamera termowizyjna mierzy nam temperaturę i dostajemy czerwoną naklejkę do przyklejenia na klatce piersiowej, aby potwierdzić, że nie mamy podwyższonej temperatury.

Odprawa przebiega bardzo szybko po okazaniu naszego zaświadczenia o kwarantannie.

Musimy wypełnić formularz na telefonie, aby wygenerować kod QR, który będziemy musieli okazać po przybyciu do Koh Samui (UWAGA: nie przyjeżdżajcie do Tajlandii bez smartfona!).

Przed wejściem na pokład samolotu kolejna kontrola temperatury, tym razem systemem, który widzimy po raz pierwszy: wystarczy zbliżyć dłoń do czujnika, a temperatura wyświetli się natychmiast. Bardzo wygodne!

Lot trwa tylko godzinę, jest prawie pełny. Szacunkowo, jedna trzecia pasażerów to obcokrajowcy, którzy, podobnie jak my, właśnie wyszli z odsiadki. Lotnisko na Koh Samui jest malutkie i urocze, trochę przypomina mi to na Wyspie Wielkanocnej. Mały pociąg, podobny do tych, które wożą turystów po miastach, podjeżdża bezpośrednio pod schodki samolotu.

Nowa kontrola sanitarna: ponowny pomiar temperatury, okazanie kodu QR, papierowy formularz do wypełnienia (kolejny! „certificate of necessity”). Niektórzy podróżni są tylko w tranzycie i popłyną łodzią do Koh Phangan (które bardzo nam się spodobało i nie wykluczamy dołączenia w najbliższych tygodniach)

Okazujemy dokumenty oficerowi, odbieramy bagaż i tym razem JESTEŚMY TAM!

  • Włory –> Tirany –> Belgrad –> Paryżu –> Amsterdam –> Bangkok –> Koh Samui
  • 5 testów PCR
  • 15 dni kwarantanny

Trzeba było motywacji, aby dotrzeć do naszego nowego miejsca życia na kilka miesięcy!

Łatwo znajdujemy shuttle, który zabiera nas do hotelu, który zarezerwowaliśmy na tydzień (250 bahtów/osobę).

Mijamy piękne plaże, jest bardzo gorąco, widzimy życie. Jesteśmy w Tajlandii od 15 dni, ale dopiero teraz naprawdę zdajemy sobie sprawę, że tu jesteśmy.

Personel hotelu wydaje się zachwycony, że mogą gościć obcokrajowców. Wyjaśniają nam, że jeśli chcemy zamówić obiad, musimy zarezerwować przed 16:00, restauracja nie jest otwarta wieczorem, ponieważ w hotelu prawie nikt nie mieszka. Po chwili poprawiają się: „no cóż, nie jesteście sami, ale prawie”.

Wchodzimy w posiadanie naszego pokoju apartamentu z widokiem na morze, stosunek jakości do ceny jest niesamowity dzięki brakowi turystów: 35€ za 120m². link do Bookingu, link Agoda

To koniec tego dziennika, dziękujemy za śledzenie! Możecie dalej śledzić nasze przygody na Koh Samui tutaj lub odkrywając najnowsze wpisy na blogu

Planujesz podróż do Tajlandii? Nasz partner Get Your Guide oferuje bilety wstępu i wycieczki z przewodnikiem francuskojęzycznym w bardzo rozsądnych cenach. Kliknij tutaj, aby zobaczyć ich ofertę i zarezerwować online.

Możliwość komentowania Dziennik pokładowy podróżnika na kwarantannie w Bangkoku (Tajlandia) została wyłączona