Carnets de voyage,  Europe,  Italie,  Rome,  TDM

[recenzja] All’Oro : Restauracja z gwiazdką Michelin w Rzymie

Z naszą kartą American Express Platinummamy prawo do 200€ rocznie na skorzystanie z restauracji gastronomicznej za granicą (i 200€ na restaurację gastronomiczną we Francji, z czego JB mógł skorzystać sam). Wybraliśmy Rzym, aby z tego skorzystać, bo chcieliśmy spróbować włoskich dań w inny sposób. Zdecydowaliśmy się na restaurację All’Oroz gwiazdką w przewodniku Michelin.

Rezerwacja odbywa się online i trzeba zostawić numer karty bankowej, aby zagwarantować rezerwację. Restauracja znajduje się w luksusowym hotelu, ale nie mogliśmy zwiedzić hotelu, ponieważ bardzo szybko zaprowadzono nas do piwnicy, gdzie mieściła się restauracja.

Sala była bardzo przytulna, dobrze ogrzana (co dobrze robi, bo na zewnątrz było bardzo zimno).

Niespodzianka: wszyscy kelnerzy mówili po francusku..

Zaproponowano nam wybór menu (było kilka opcji, w tym opcja wegańska) lub co najmniej 2 dania à la carte (bez deseru). Biorąc pod uwagę cenę dań (około 40€), bardziej opłacało się wybrać jedno z menu (od 115€). Wybraliśmy każde menu za 115€, obejmujące aperitif, antipasti, 2 dania, pre-deser i deser. Musieliśmy tylko uzgodnić między sobą to samo menu i te same dania.

Myślę, że ogólnym tematem były bajki, bo znaleźliśmy tu i ówdzie elementy Królewny Śnieżki i Alicji w Krainie Czarów.

Jeśli chodzi o aperitif, nie wszystko było dobre (smażone spaghetti było takie sobie), ale 80% było dobre, innowacyjne i zaskakujące (smażona kulka z sosem pomidorowym w środku, fałszywe jabłko, które nie jest słodkie, tylko słone…). Nie spodziewałam się tak wielu rzeczy ani takiej oprawy, to było bardzo zabawne.

Na antipasti wybraliśmy sałatkę z krewetek (prawie surowych) z Sycylii, podaną ze smażoną mozzarellą.

Na pierwsze danie (primi) wybraliśmy ravioli robione ręcznie. To dzięki temu daniu restauracja zdobyła gwiazdkę Michelin. JB uwielbiał ravioli, były wykonane doskonale według włoskich standardów (nieprzegotowane, ser nadziany jak trzeba). Przyznam, że nie jestem fanką sera (wszystkich serów, nie jestem Francuzką, przepraszam), ale uwielbiałam sos!!

Następnie na drugie danie wybraliśmy tuńczyka półsurowego, podanego z sosem anchois (smak anchois nie był zbyt wyczuwalny). Ważne jest jednak, aby jeść wszystko razem. Popełniłam błąd, próbując warzywa osobno i były, moim zdaniem, zbyt kwaśne. Natomiast gdy spróbowało się wszystkiego naraz w jednym kęsie (tuńczyk, sos, warzywa), całość nagle stała się harmonijna.

Bardzo się cieszę, że dania były małe, bo od kilku miesięcy jem mało i nie jestem już w stanie zjeść zbyt obfitych kolacji. Ilość była idealna i nawet JB się objadł.

Mogliśmy przejść do pre-deseru: dwa fałszywe jabłka Królewny Śnieżki, podane z lustrem. Kelner zapewnił nas, że nie są zatrute 😀 Nie pamiętam, co było w środku, ale było bardzo, bardzo przyjemnie.

To kiedy podano tiramisu, odetchnęliśmy z ulgą co do naszego wyboru. JB i ja nie lubimy kawy w ogóle. Ale powiedzieliśmy sobie, że musimy dać tiramisu ostatnią szansę. Jeśli nie polubimy tiramisu w restauracji z gwiazdką, to naprawdę możemy stwierdzić, że ten deser nie jest dla nas 😀 Ale ostatnia szansa była trafiona! Ten był otoczony bardzo, bardzo cienką warstwą bezy. Zwykle nie lubię też bez, ale ta była DOSKONAŁA! Ilość kawy w środku była w sam raz, wszystko rozpływało się w ustach jak mały obłoczek. To było wyśmienite doznanie!!

Następnie niespodzianka: podają nam po-deser (nie było to zaznaczone w menu). Przepraszam, nie udało mi się zrobić zdjęcia wszystkich minideserów, ale było bardzo smacznie. Cukierek pokryty cukrem był moim ulubionym: to była moja magdalenka, powrót do dzieciństwa w Wietnamie w kilka sekund.

Były też dwa fałszywe orzeszki ziemne, zrobione z 3 rodzajów czekolady, wyglądały naprawdę jak prawdziwe orzeszki, robiło to wrażenie. Mieliśmy z nimi różne doświadczenia: JB mówił mi, że to czekolada, a ja naprawdę czułam smak masła orzechowego, zakończony bardzo przyjemnym słonym posmakiem.

Moja herbata ziołowa została podana z klepsydrą, co było naprawdę plusem, bo każdy koneser wie, że należy pozostawić herbatę lub napar do zaparzenia na określony czas, a czas ten zależy od rodzaju herbaty. Niestety, napar był zwykłą torebką znanej marki herbacianej (już zapomniałam nazwę), a nie herbatą sypaną w stylu „prawdziwego konesera”. Ale cóż, nie jesteśmy w herbaciarni.

Krótko mówiąc, Bardzo, bardzo mi się podobało to doświadczenie. W sumie kosztowało nas 260€, z czego 200€ zwrócone przez Amex (2 menu + woda niegazowana + kieliszek wina + napar). Było wspaniale spróbować włoskich specjałów w inny sposób, mieć składniki wysokiej jakości z różnych regionów Włoch. Bo po kilku miesiącach we Włoszech mieliśmy już trochę dość podstawowych dań (makaron, pizza, carpaccio) i potrzebowaliśmy czegoś bardziej wyrafinowanego. Nie zwracajcie zbytniej uwagi na moje krytyki, często mówi się „o gustach się nie dyskutuje”… trzeba spróbować, aby wyrobić sobie własne zdanie.

Adres: All’Oro Restaurant Via Giuseppe Pisanelli 25, Roma | +39 06 979 96 907 | [email protected]
Rezerwacja: https://www.ristorantealloro.it/
Menu: od 115€/osoba
À la carte: minimum 2 dania na osobę (bez deseru), około 40€/danie

Możliwość komentowania [recenzja] All’Oro : Restauracja z gwiazdką Michelin w Rzymie została wyłączona