Gdańsk (Polska) : bardzo ładne miasto
Uświadamiam sobie, że jeszcze nigdy nie pisałam o Gdańsku. Zaraz po moim stażu z witrażu w Chartres, poleciałam samolotem do Gdańska w Polsce. JB i ja planowaliśmy spędzić tam zimowy miesiąc, ale zmieniliśmy plany (na łagodniejszą pogodę na Malcie!). Wykorzystałam jego nieobecność (był w Nepalu w październiku 2023), żeby zrobić małą wycieczkę po Europie sama. Chciałam znacznie bardziej napięty plan, ale z różnych powodów odwiedziłam tylko Gdańsk, Pragę i Niceę.
Gdańsk leży tuż przy morzu, więc myślałam, że to kurort nadmorski, ale tak nie było. Z samolotu widać było, że strona morza jest brzydka, zakurzona i raczej przeznaczona pod kontenery, podczas gdy urocza „starówka” Gdańska znajdowała się w głębi lądu i chcieliśmy ją podziwiać z samolotu (siedziałam po prawej stronie). Jak widać, „starówka” to 4-5 ulic i tyle. Jeden dzień tutaj w zupełności wystarczy, aby wszystko obejść.

Zostałam kilka dni, bo byłam bardzo zmęczona, w ładnym apartamencie Airbnb na dwóch poziomach, jedną ulicę od głównej arterii. Żadnych sąsiadów nad tym mieszkaniem, więc był to absolutny spokój. Mieszkanie było o wiele za duże dla mnie samej i doceniłam pralkę/suszarkę do prania ubrań (nie miałam na to czasu od moich dwóch kursów introligatorstwa i witrażu). Mogę śmiało zostać dłużej w tym airbnb i tym mieście, jest zbyt wygodnie, za 40€/noc. Oto widok z mojego łóżka:

Podczas II wojny światowej cała starówka została zniszczona. To, co widać, to rekonstrukcje, ale wykonali świetną robotę, wszystko jest przepiękne! Niestety piękne witraże w katedrze nie zostały odrestaurowane i mamy do czynienia z przezroczystymi, bezbarwnymi szybami. A także, niestety, restauracje, które tu testowałam, nawet te najlepiej oceniane, mnie nie przekonały. Czegoś brakowało, było gorzej niż w Krakowie.
Czego też długo nie mogłam zrozumieć, to że drzwi były cały czas zamknięte i nie były szklane, tylko ciężkie, drewniane i nie można było łatwo zgadnąć, czy restauracja czy kawiarnia jest otwarta, czy nie – nic nie było widać. Więc nie wahajcie się pchać tych ciężkich drzwi, a w środku zobaczycie mnóstwo ludzi jedzących i pijących.
Nie mam nic innego do powiedzenia, jak tylko pokazać wam zdjęcia. Napisałam tu artykuł o transporcie z lotniska (1,5€ autobusem, ale 10€ Uberem – wybór należy do was) oraz gdzie wypłacić pieniądze , bo na początku miałam trudności ze znalezieniem miejsca bez prowizji.










W pewnym momencie zauważyłam ładne witraże i okazało się, że to restauracja w tematyce Harrego Pottera. Niestety było drogo i niedobrze.


Podobnie z tymi pierogami – poszłam do najlepiej ocenianej restauracji w mieście, żeby je przetestować i nie, nadal ich nie znoszę, niestety.

Krótko mówiąc, jedźcie tam dla klimatu, dla budynków, niekoniecznie dla jedzenia! 😀 Między Krakowem, Warszawą a Gdańskiem, uważam, że Gdańsk jest mniejszy, ale ładniejszy. Oczywiście Polacy są nadal bardzo mili i mówią po angielsku <3 <3 <3












