Bryce Canyon National Park – Podróż po zachodzie Ameryki #8
Po długiej trasie wczoraj, pozwalamy sobie na zasłużone leniwe poranek. Dziś mamy tylko godzinę jazdy i jestem szczególnie zmotywowana do prowadzenia, zwłaszcza gdy widzę, że na drodze nikogo nie ma.
Ten artykuł jest częścią naszej serii Road trip po Dzikim Zachodzie. Jeśli nie czytaliście jeszcze poprzednich wpisów z podróży, oto one: #1, #2, #3, #4, #5, #6, #7
Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Dziennik podróży
Dzień 13 podróży:
Chyba nie prowadziłam od czasu naszej wyprawy po Islandii. Prowadzenie na wprost nie sprawiłoby mi przyjemności. Prowadzenie z niecierpliwymi kierowcami, którzy trąbią mi na zderzaku też nie. Ta trasa Escalante – Bryce Canyon z mnóstwem zakrętów, ale bardzo mało uczęszczana, jest idealna.
Zwykle jemy śniadanie w hotelu, ale ten nie oferuje takiego, więc zadowalamy się owocami i małymi brownies. Jemy tylko dwa posiłki dziennie: śniadanie i kolację, aby zaoszczędzić czas. Każdego ranka za darmo biorę lód w miejscu oznaczonym „ICE” (każdy hotel ma takie), napełniam swój kartonowy kubek mrożoną herbatą Arizona. Dzięki temu mam trochę cukru przez całą trasę, ale mój napój nie jest też zbyt słodki (lód go rozcieńcza).
Po pierwszych kilometrach, kiedy jestem mocno spięta, później nabieram pewności siebie. Nasz samochód Nissan Sentra ma automatyczną skrzynię biegów i ma tę cechę, że wibruje kierownicą, gdy samochód przejeżdża przez linie na drodze. Amerykańskie drogi są dość szerokie, mam margines po obu stronach samochodu, ale zawsze miło mieć tę funkcję, zwłaszcza podczas zakrętów. Zauważam, że wszystkie samochody jadące z naprzeciwka mają włączone światła, więc też je włączam. Nie wiadomo, przepisy różnią się w zależności od stanu amerykańskiego, więc po prostu będę owcą i włączę światła hahaha Ciągle nagrywam i filmuję moim Osmo Pocket w trybie dashcam. Jestem najwolniejszą kierowczynią we wszechświecie i docieramy z trudem 1,5 godziny później do Bryce Canyon National Park.
Pierwszy widok, jaki mamy na park, jest majestatyczny.

W szczycie sezonu trzeba zwiedzać park shuttle’em, ale w listopadzie tak nie jest. Całe szczęście, nie lubię shuttle’ów, to za dużo czasu marnuje.
Zatrzymujemy się najpierw przy Fairyland Point. Kiedy widzę, że droga jest cały czas pełna śniegu, mam mały moment paniki. Czy musimy wyciągać łańcuchy śniegowe? Na szczęście żaden znak tego nie wskazuje, więc możemy jechać powoli i tyle. Mając mało doświadczenia, parkuję w miejscu, gdzie jest najwięcej gołoledzi na parkingu i musimy bardzo uważać wychodząc/wchodząc do samochodu hahaha
To jest piękne! A mimo to, to wciąż nie jest najpiękniejsze miejsce! Struktury, które widzicie, nazywają się hoodoos. To pochodzi od słowa „Oodoo” Indian Paijutów, które opisuje strach przed twarzami i formami w skałach.


Trzeba przejechać jeszcze kawałek, aby dotrzeć do punktu kontrolnego, gdzie pokazuję naszą kartę America the Beautiful. Pytam kontrolera, czy alert na ich stronie nadal obowiązuje (tylko pierwsze 3 mile są otwarte). Odpowiada, że nie, jest otwarte znacznie więcej. W rzeczywistości cały park jest otwarty, mieli czas, aby usunąć śnieg z drogi. Ciekawe! Alerty podawane na stronie NPS nie są więc aktualne.
Wcześniej obejrzałem plany satelitarne parku na Google Maps i wywnioskowałem, że ten park jest mały, mało zróżnicowany, a najpiękniejsza część to obszar nazwany „Bryce Amphitheatre”. Jest on obramowany przez Bryce Point, Integration Point, Sunset Point i Sunrise Point (do zrobienia w tej kolejności), które oferują różne widoki na tę część wypełnioną hoodoos. Plan podany przez kontrolera potwierdzi moją intuicję. Doradza, w przypadku gdy mamy tylko 1-2 godziny, zwiedzać tylko część Bryce Amphitheatre.


Zwykle kaniony są formowane przez rzeki (jak Wielki Kanion). Tutaj Bryce Canyon powstał dzięki deszczowi i topnieniu śniegu.
Przejechaliśmy do końca drogi, aby zwiedzić południową część, ale jest ona mniej interesująca.


Oprócz Natural bridge. Myślę, że zdecydowanie powinniśmy było zwiedzać w ciągu dnia, a potem spędzić noc w pobliżu Zion National Park, zamiast spędzać tu noc, ale to nie jest wielka sprawa, mamy dużo czasu.


Przed odwiedzeniem Bryce Canyon myślałam, że krajobrazy będą przypominać Göreme w Turcji z jej bajkowymi kominami. Przeciwnie, tutaj bardziej przypomina zamki z piasku, które (kiepsko) budujemy na plaży.
Główna droga nie ma już śniegu, ale części piesze są pokryte cienką warstwą śniegu. Nie śliskie, ale nie idzie się szybko. Jestem pod wrażeniem moich butów Geox. Kupiłam model Nebula który jest bardziej miejski. Jest napisane, że to model zaprojektowany, aby „objechać świat”, ale nigdy w to nie wierzyłam, dopóki tu nie przyjechałam i nie poddałam ich piaskowi, kanionom, a teraz śniegowi. Dobrze się trzymają, ale te buty nie są wystarczająco ciepłe, gdy jest -5°C.
Na planie Google Maps można odnieść wrażenie, że trzeba długo wędrować, aby dotrzeć do punktów widokowych, ale tak nie jest. Punkty widokowe nie są 2 metry od parkingu jak w innych parkach, ale wystarczy iść 20-30 metrów, często, aby dostać się na chronione balkony z widokiem 270 stopni na okolicę. Zachęcam was gorąco do przebycia tych 30 metrów, nawet w śniegu, bo widok jest naprawdę warty.
Więc oto w kolejności zalecanej przez przewodnika parku, główne punkty zainteresowania:
Bryce Point



Słychać, jak turystka rozmawia z inną i mówi, że w lipcu można czekać nawet 2 godziny na wejście do parku. Druga odpowiada: „A, to jak w Yosemite”. Czujemy się niesamowicie szczęśliwi, że przyjechaliśmy poza sezonem. Sąsiedni park, Zion National Park, publikuje na swojej stronie alert o możliwym oczekiwaniu w dniu Święta Dziękczynienia (które odbyło się kilka dni temu), również sami sobie gratulujemy, że ukryliśmy się w Moab na Święto Dziękczynienia.
Integration Point


Bardzo mi się podoba, bo są tu trzy poziomy. Wieże widokowe są bardzo dobrze zrobione, a spacer nie jest taki trudny. Struktury są tutaj bardziej zróżnicowane, bardzo mi się podoba!
Sunset Point


To tutaj poszliśmy zobaczyć zachód słońca. Ten punkt widokowy jest bardzo piękny, bo duża część jest jeszcze pod śniegiem. Zachód słońca jest zapowiedziany na 17:20, wiemy już, że z tego typu platformami trzeba być 20 minut wcześniej. Nie widzimy słońca, ale raczej światło rozświetlające dolinę coraz bardziej pomarańczowym blaskiem i zmiany kolorów nieba. Mamy szczęście, że prawie pełnia księżyca jest w dobrym kierunku. Gdy podziwiamy krajobrazy, podjeżdża turystka:
– Turystka 1: Czy to jest słońce? Strasznie przypomina księżyc!!
– Turystka 2: To jest księżyc!
– Turystka 1: Gdzie jest więc słońce? Muszę znaleźć słońce!
– Turystka 2 (bez słowa)
Musiała pomyśleć, że z punktem widokowym o takiej nazwie (Sunset Point) musi być związane coś ze słońcem, więc musi zobaczyć słońce!

Przekazuję wam urywki rozmów, bo nabrałam nawyku słuchania od czasu do czasu rozmów sąsiadów (w restauracji czy w miejscach turystycznych). To związane z czysto językowym nawykiem. Kiedy przyjechałam na studia do Francji, usiadłam w kawiarni z innym Wietnamczykiem. Zapytał mnie, czy rozumiem rozmowę przy sąsiednim stoliku. Odpowiedziałam „nie”. Powiedział mi, że można wiedzieć, czy jest się dobrym, czy nie, jeśli udaje się zrozumieć rozmowy słyszane w kawiarni. Po pierwsze dlatego, że nie ma się żadnego kontekstu, a po drugie nie widzi się twarzy ludzi. Zauważyłam, że w pierwszych latach we Francji patrzyłam na usta rozmówców, żeby spróbować zrozumieć jak najwięcej. Samo słuchanie nie wystarcza, gdy ma się niski poziom. Niektórzy obcokrajowcy zauważyli, że ich poziom rozumienia spadł, gdy wszyscy nosili maseczki antycovidowe, bo nie mogli już patrzeć na usta, żeby odgadywać trudne słowa. Krótko mówiąc, tak właśnie od czasu do czasu słucham, żeby sprawdzić swój poziom językowy. Usłyszałam rozmowę na lotnisku w Seulu o problemach szpiegowskich w czołowych koreańskich firmach (pan pozwolił sobie mówić głośno i wyraźnie, bo Koreańczycy nie mówili dobrze po angielsku i nie mieli szans go zrozumieć). Nie jestem jedyna, bo istnieją konta na Instagramie overheardla lub overheardnyc gdzie ludzie opisują rozmowy zasłyszane na ulicy, w supermarkecie czy w restauracji. Najzabawniejsza jest rozmowa dwóch przyjaciółek: „Świetnie wyglądasz!” „A tak, wiem, byłam na imprezie u kogoś i zobaczyłam świetny środek do mycia twarzy, który wyglądał na drogi. Ukradłam go i bardzo mi pasuje!” – rozmowa się tu kończy, a w komentarzach wszyscy pytają o markę tego środka do mycia twarzy ahahaha
Niestety, słońce chowa się za wielką górą i wszystko, co mamy, to delikatne światło końca dnia. Robi się coraz zimniej i wystarczy 20 minut na zewnątrz, żebym miała wrażenie, że mam zmarznięte stopy. Samochód wskazuje -5°C, ale nie jestem pewna dokładności tego odczytu. Jestem bardzo zadowolona, że zabrałam ze sobą mój płaszcz Aigle (ten, który towarzyszył mi na Islandii i w Kanadzie), ale zimno mi w nogi. Powinnam była założyć najgrubsze rajstopy, jakie mam.

Najodważniejsi mogą podejść do Sunrise Point. Ale nam jest zdecydowanie za zimno, żeby tam iść, i omijamy to nawet następnego dnia.
Meldujemy się w hotelu. Recepcja jest tak piękna, tak przytulna z kominkiem, że już wyobrażamy sobie tam dzisiejszy wieczór z naszymi ulubionymi książkami.

Niestety, pokoje są w innym budynku, trzeba będzie wziąć samochód, żeby skorzystać z kominka tutaj. Cmok. Zabieram jedzenie ze sobą, bo boję się, że zamarznie w samochodzie, ale zostawiam nasze kanistry i butelki z wodą w bagażniku. Następnego dnia wszystkie będą zamarznięte i będą potrzebować całego dnia, żeby odtajać. Nasz samochód również będzie pokryty cienką warstwą szronu, ale mamy już skrobaczkę.
Wieczorem jemy kolację w restauracji oddalonej o 6 km od hotelu (Bryce Canyon Pines Restaurant), musimy jechać tak daleko, bo to najlepiej oceniana restauracja w całym mieście. Burger z łosia (elk burger) wydaje się być hitem. Rzeczywiście jest pyszny. Wybieram burgera wołowego, też bardzo dobrego. Chleb wygląda na domowy. JB jest tylko rozczarowany sosem na swoim puree ziemniaczanym. Coleslaw lub frytki byłyby lepszym wyborem. Kończymy lawa cake i gorącą czekoladą z bitą śmietaną. Gorąco polecam.


Kolejna część naszej podróży, znajdziecie tutaj
Część 2: Praktyczne wskazówki
Wszystkie nasze trasy i punkty zainteresowania są dostępne na tej mapie Google Maps. Wyjaśniłam już, jak korzystać z naszych spersonalizowanych planów tutaj
- Hotel: Best Western Plus Ruby’s Inn (link do Bookingu) 95€ za dwie osoby, śniadanie w cenie + napiwek
- Restauracja: Bryce Canyon Pines Restaurant 57$ za dwie osoby, napiwki w cenie