Amérique,  Carnets de voyage,  Pérou,  TDM

Ollantaytambo (Peru): Raj istnieje

Ostatnim razem Ollantaytambo zrobiło na mnie większe wrażenie niż Machu Picchu, więc tym razem postanawiam zostać tam tydzień. Wysadzają nas tam podczas wycieczki po Świętej Dolinie.

Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki

Część 1: Dziennik podróży

JB wypatruje hotelu trzy kroki od targu i głównego placu wioski (Hostel Apu Qhawarina, link do Bookingu), a my wybieramy najprzestronniejszy pokój, żeby spędzić w nim tydzień. Internet nie jest zbyt stabilny, ale wystarcza do pracy, a ciepła woda nie jest wrząca, ale wystarczająco gorąca, żeby wziąć długi, przyjemny prysznic. Płatność jest jednak gotówką, a że nie wypłaciliśmy wystarczająco w Cuzco, mieliśmy mały problem i musieliśmy wymienić pieniądze w kantorze.

Nie wiem dokładnie, co tak bardzo przyciąga mnie do Ollantaytambo, może te inkaskie domy? Ze ścianami częściowo inkaskimi, częściowo nowoczesnymi, miasteczko wydaje się jeszcze bardziej zatrzymane w czasie niż Cuzco. Ale im dłużej spędzam czas w Ollantaytambo, tym bardziej dostrzegam jego feng shui.

Ta dolina nie jest jak inne, jest idealnie położona, przepływa przez nią rzeka Urubamba, a woda z rzeki jest potem rozprowadzana po całym mieście dzięki sieci inkaskich kanałów. Góry są bardzo wysokie i strome, tak że gdy spojrzysz w górę, masz wrażenie, że stoisz przed nie do zdobycia murem. Ale dolina też wije się między górami. Wszystkie naturalne elementy idealnie się integrują, żaden nie dominuje ani nie przytłacza innych, a ten aspekt widać feng shui wyraźniej, gdy wejdzie się do Świątyni Słońca, na samą górę stanowiska archeologicznego Ollantaytambo.

Z tego strategicznego punktu widać każdy ruch, każde wejście do doliny widać z kilometrów. Gdybym szukała miejsca, żeby się chronić, też wybrałabym tę górę. To prawdopodobnie wyjaśnia, dlaczego sprowadzili kamienie z góry naprzeciwko, żeby zbudować swoją świątynię, zamiast budować świątynię na górze, gdzie już były kamienie. A poza tym nie widzieliby wschodu słońca po drugiej stronie. Nie lada wyzwanie!

To trzeci raz, kiedy odwiedzam to stanowisko archeologiczne, ale nie męczę się wchodzeniem po jego 200+ schodach. Widok jest tak satysfakcjonujący, a ruiny, idealnie wyrzeźbione, idealnie gładkie inkaskie mury, których kamienie pasują do siebie co do milimetra, są warte całego wysiłku (i podróży z Cuzco). Ponieważ śpimy na miejscu, zwiedzamy stanowisko wcześnie, przed przybyciem turystów (od południa), i spędzamy tam tyle czasu, ile chcemy.

Zwierzęta są jak naturalne „kosiarki”

Ale Ollantaytambo to nie tylko stanowisko archeologiczne czy wyjątkowa lokalizacja. Życie jest tu wolniejsze. Rolnicy, których JB spotyka na trekkingu, nadal używają archaicznych narzędzi, tradycyjnej metody. To prawdziwy powrót do przeszłości, jaki rzadko się widuje. Na targu większość sklepów jest zamknięta, ale można dostać lomo saltado za 8 soli, z zupą w cenie. Wieczorem na głównym placu zbierają się małe stragany, żeby sprzedawać churrosy, wołowe szaszłyki albo watę cukrową.

Dobrze się tu czujemy. Czujemy spokój. Ładujemy się energią z nieba, ziemi i wody. Cały stres znika. Nawet bezpańskie psy są przyjazne i prawie nigdy nie szczekają.

Będąc w Ollantaytambo podczas świąt wioski w pierwszym tygodniu stycznia, widzieliśmy mieszkańców w tradycyjnych strojach. Pierwszego dnia tańczyli podczas imprezy zorganizowanej przez burmistrza do 2 w nocy, a w pozostałe wieczory paradowali grupami, tu i tam, o każdej porze dnia.

Czy to jedzenie sprawia, że tak bardzo kochamy Ollantaytambo? W restauracji Nina del Valle (link Google Maps). Codziennie w tygodniu w południe, za jedyne 25 soli od osoby, dostajesz to, co najlepsze w Peru: przystawkę (ceviche), danie główne (pstrąg z rzeki), deser, absolutnie niesamowite. Restauracja ukrywa się na pierwszym piętrze, turyści jej niekoniecznie znajdują, a szkoda, bo to najlepsza restauracja w Peru, według nas.

Tuż obok, w Apu Veronica Restaurant, też na pierwszym piętrze, można wybrać smażoną kaczkę, wołowinę albo trzy rodzaje mięsa na gorącym kamieniu. Trochę drożej (40 lub 50 soli, nie pamiętam dokładnie).

Naprzeciwko płatnego stanowiska archeologicznego jest inne stanowisko archeologiczne, które wydaje się bezpłatne. Ponieważ JB ma ochotę na trekking, sugeruję mu to miejsce, nie wiedząc, że całkiem się pomyli i wyruszy na 4-godzinny trekking po drugiej stronie doliny. Spotka zwierzęta i rolników. Wróci cały czarny, spalony słońcem, a jego świeżo ogolona głowa będzie go bolała przez kilka dni. Powód? Niebo było pochmurne i nie myślał, że będzie potrzebował czapki, którą miał przecież w plecaku 😀

Zadaliśmy sobie pytanie: czy powinniśmy odwiedzić Machu Picchu, jesteśmy tak blisko, wystarczy pociąg i autobus. Po przeanalizowaniu sprawy postanawiamy się tam nie wybrać. To miejsce nie zrobiło na nas takiego wrażenia, żeby wracać tam drugi raz, gdyby kosztowało 20$, czemu nie, ale za 100$ minimum minimum, z chodzeniem, nie warto ani pieniędzy, ani czasu. Wracamy więc do Cuzco, zanim wyjedziemy do Boliwii.

Powrót do Cuzco jest bardzo prosty, jest colectivo , który odjeżdża co godzinę z głównego placu za 10 soli. Ponieważ przegapiliśmy go o 2 minuty, mała taksówka dzielona proponuje nam tę samą trasę za 15 soli/osobę. Małe taksówki odjeżdżają, gdy tylko się zapełnią, jest trochę drożej, ale to wygodne, jeśli przegapicie duże vany jak my. W przeciwnym razie są inne vany, które odjeżdżają, gdy tylko pociąg dotrze na stację kolejową.

Na koniec dzielę się z Wami zrzutami ekranu z grudniowego wydania National Geographic, numeru o świętych miejscach. Akurat piszą o Machu Picchu i Ollantaytambo, cytuję: „Sama wioska została zbudowana na mieście Inków, którego dużą część budynków zachowała w nienaruszonym stanie”

Część 2: Praktyczne wskazówki

  • Hostel Apu Qhawarina, link do Bookingu : między 18$ a 22$ za pokój, w zależności od wielkości
  • Nina del Valle: menu turistico za 25 soli od osoby w południe
  • Colectivo z/do Cuzco: między 10 a 15 soli od osoby
Możliwość komentowania Ollantaytambo (Peru): Raj istnieje została wyłączona