2 tygodnie wakacji w Wietnamie (2025): Hanoi, Da Nang, Hoi An
JB, znowu etatowiec jest „zmuszony” do wzięcia dwóch tygodni urlopu przed sierpniem, a my jesteśmy „zmuszeni” gdzieś pojechać. Decydujemy się spędzić dwa tygodnie w Wietnamie, a terminy są wyznaczone po prostu ceną biletów lotniczych. Nawet jeśli to nie jest najlepszy moment na Wietnam, bo to początek lata, czyli upały. Ponieważ celem jest odpoczynek, mamy bardzo prosty plan, który polega na powrocie do miejsc, które już odwiedziliśmy, gdzie byliśmy wiele razy, więc nie ma żadnej presji na zwiedzanie i możemy po prostu cieszyć się tymi miastami jak mieszkańcy.
Wszystkie adresy & informacje o rzemieślnikach są podane tutaj, tam i tam
Oczywiście pierwszym miastem jest Hanoi, moje rodzinne miasto. Celowo mamy dwie walizki do połowy puste, aby przywieźć prezenty z Francji dla wszystkich i przywieźć prezenty z Wietnamu. Odkrywamy, że mamy +10% siły nabywczej, bo euro jest teraz bardzo mocne, a ceny w VND pozostają takie same jak w 2024.
Air France umieszcza nas na najgorszych miejscach w samolocie; decydujemy się negocjować przy odprawie o dwa miejsca przy wyjściu awaryjnym. Odpowiadają nam, że normalnie te miejsca są płatne, ale dają je nam za darmo, bo JB wygląda na silnego, a ja mówię po wietnamsku – mogę służyć jako tłumacz w razie problemów. JB jest bardzo zadowolony, bo ma mnóstwo miejsca dla swoich długich nóg. Wylot z Lille dodaje nam dużo czasu podróży: 24 godziny od drzwi do drzwi.
W Hanoi wracamy do hotelu, w którym zwykle mieszkamy, wynajmujemy motocykl u naszego zwykłego wypożyczalnia skuterów. Mam małą listę restauracji, które chcę wypróbować / do których wrócić. Możecie znaleźć filmy JB, na których uczy was, jak jeść dane danie na Instagramie.
W tym sensie różnica czasu jest bardzo trudna i staramy się jak możemy się dostosować, ale mimo naszych wysiłków, przez tydzień kładziemy się bardzo późno i wstajemy zawsze bardzo późno.
To sezon na letnie owoce, kwiaty lotosu… bardzo przyjemny sezon na jedzenie, ale nie na wychodzenie na ulicę (40, 43 stopnie)…

Od razu idziemy do rzemieślników w pierwszych dniach, bo wiemy, że niektóre operacje zajmą trochę czasu: do zegarmistrza, do szewca, a potem do kaletników. W Wietnamie, gdy zadanie zajmuje więcej niż 24 godziny, ludzie przepraszają. Natomiast we Francji, w przypadku mojego zegarka, który nabrał wody, poszliśmy do 3 osób, nikt nie chce go naprawić; wysyłają mnie do Paryża, bo brakuje tej czy innej części. Tutaj klient nie musi się martwić szczegółami, rzemieślnik zajmuje się wszystkim.
Miałam spędzić dwa dni u mojego nauczyciela kaletnictwa, nauczyć się rzeźbić rączkę do torebki, ale on jest w trakcie przeprowadzki i ma tylko jeden poranek, aby pokazać mi, jak to robi, w kawiarni. To zostawia mi w końcu 1,5 dnia wolnego na rzeczy, których nie planowałam. Oddaję mojemu nauczycielowi torebkę, którą dla mnie zrobił, do naprawy, bo rączka, którą wybrałam do tej torebki, nie pasuje w końcu do jej designu ani do jej wagi. JB przy okazji zamawia skórzany pasek z novonappy do swojego zegarka Tissot (kupionego na początku roku, aby uczcić zmianę kariery). Oficjalny pasek Tissota jest naprawdę brzydki, więc JB woli zrobić go na miarę. Jest mały problem z kształtem zegarka, a chcemy sprężynkę łatwą do wyjęcia, żeby JB mógł przełączać się między metalowym paskiem a skórzanym w kilka sekund, ale to nie nasz problem, wystarczy przekazać brief mojemu nauczycielowi, kolor nici do szycia (i skórę, bo JB chce specyficzną skórę), a on zajmie się wszystkim.

U szewca
U szewca jest trochę bardziej skomplikowanie. Większość szewców pracuje tylko nad butami męskimi. Więc żeby mieć nasze buty w 2 tygodnie, musimy iść do dwóch szewców. Dla JB wybieram dość duży sklep z kilkoma szewcami pracującymi w warsztacie (niewidocznym). Zaletą jest to, że są tam wszystkie typy butów, style, podeszwy… żeby JB mógł się inspirować. Sprzedawczyni w ogóle nam nie pomaga, bo bez przerwy mówi, że mogą zrobić wszystko i potrzebują tylko briefu. Na szczęście poświęciłam czas na przeczytanie kilku książek o butach na miarę i to ostatecznie ja briefuję JB i projektuję mu buty.

U mojego szewca (którego widzę po raz pierwszy) jest inna atmosfera. Nie ma żadnych gotowych butów w swoim warsztacie – który jest tylko małym pokojem przylegającym do jego mieszkania. Ma prawdziwą pracę (w produkcji obuwia), ale przyjmuje zamówienia na miarę w wolnym czasie (wieczorem & w weekendy). Jest bardziej zainteresowany robieniem butów dla JB (pewnie wydaje mu się to bardziej ekskluzywne mieć europejskiego klienta), niż słuchaniem mojego briefu do połowy. Mam już bardzo konkretny model w głowie, więc zamówienie jest dla mnie łatwiejsze, wystarczy wybrać materiały i kolory, design jest już sfinalizowany. To przy mierzeniu moich stóp okazuje się, że mam pół rozmiaru różnicy między stopami, co wyjaśnia, dlaczego zawsze jedna stopa cierpi, gdy kupuję w sklepie.

Obie pary butów będą gotowe ostatniego dnia, co nie pozostawia żadnej możliwości na naprawę / dopasowanie. Co mogę powiedzieć, to że posiadanie butów na miarę, nawet źle zrobionych, jest 100 razy lepsze niż kupowanie w sklepie. Komfort jest natychmiastowy, mimo że zakładamy je po raz pierwszy, i to w dodatku skórzane!


Następnie, wykończenia nie są powalające – na przykład buty JB, zamiast być szyte, jak podano, zostały po prostu sklejone, bo szewc zapomniał o naszym zamówieniu i zrobił je na odwal. Moje buty okazały się odrobinę za duże, bo szewc był rozkojarzony przez JB. Na koniec nawet poprosił mnie o zdjęcie butów na nogach, z JB obok, mimo że dla JB nic nie zrobił. To, że ma Europejczyka w swoim warsztacie, musi być dla niego powodem do dumy, a to JA jestem jego klientką, hahaha. Ale nic nie szkodzi, buty kosztowały 100 € za parę, nie można wymagać doskonałości w tej cenie.
W każdym razie to pierwsze doświadczenie pozwoliło nam lepiej zrozumieć, czego chcemy: (1) warsztatu super wyposażonego, bo wykończenia zależą od używanych narzędzi; (2) jeśli wybierzemy sklep obuwniczy, będziemy potrzebować sklepu oferującego kilka szerokości stopy.
Bycie UFO
To, że towarzyszy mi JB, sprawia mi pewne problemy, bo od razu jesteśmy klasyfikowani jako 'frajerzy’, 'klienci VIP’… to, że mieszkam we Francji, też sprawia, że niektórzy traktują mnie inaczej i nie mogę się zorientować, czy nasze relacje są szczere, czy po prostu dlatego, że reprezentuję marzenie, które sami chcieliby osiągnąć.
I nawet bez JB ludzie od razu widzą, że jestem inna. Po pierwsze, płacę gotówką, podczas gdy wszyscy Wietnamczycy płacą teraz przelewem bankowym (QR code); ubieram się inaczej; jestem dostępna w ciągu dnia itd. i są bardzo ciekawscy, od razu zauważają różnicę i zadają mnóstwo pytań. Na przykład: ’zajebiście dziwne, że chodzisz na masaż sama w środku dnia’, 'wyglądasz, jakbyś często chodziła do spa, ale pierwszy raz cię tu widzę, co się stało z twoim innym spa?’ albo w salonie paznokci jest moment zażenowania, gdy kosmetyczka mówi mi, że nie ma acetonu, żeby zmyć mój 'zwykły’ lakier. Pytam dlaczego, a ona odpowiada, że we Wietnamie nikt już nie używa zwykłego lakieru, wszyscy robią hybrydę lub permanent; już nie pamiętam. Nawet na paznokciach nie jestem już taka jak inni.
Zauważam, niezależnie od kraju, że nadal definiujemy ludzi według ich zawodu i tego, w czym ten zawód może być dla nich przydatny. Na przykład od kilku lat nie interesuję się marketingiem cyfrowym, ale ponieważ był to mój zawód przez bardzo długi czas, ludzie (którzy doskonale wiedzą o moich nowych pasjach) wciąż pozwalają sobie prosić mnie o darmową pomoc w tym temacie (raczej zawoalowane prośby o pomoc lub rady), mimo że kompletnie mnie to nie interesuje. Bardzo rzadko ludzie pytają mnie o moje prawdziwe pasje. Chciałabym więcej pytań o książki, plotery do cięcia czy skórzane torby.
Nikt nie rozumie wyboru przekwalifikowania JB i naszej decyzji o powrocie do osiadłego trybu życia. Nie zadajemy już sobie trudu wyjaśniania prawdziwego powodu i wspominam o kryzysie finansowym i nadejściu sztucznej inteligencji, co ludziom łatwiej zrozumieć 😀 Zawsze szliśmy nietuzinkową ścieżką; myślę, że trzeba być w takiej samej sytuacji jak my, żeby zrozumieć naszą logikę. Planowanie długoterminowe to luksus.
Potem są oczywiście inne rozmowy z ludźmi bardziej wykształconymi, z pasją, którzy widzą coś więcej niż moją rolę ekspatki/marketologa. Na przykład mój stolarz, którego odwiedziłam w jego własnym warsztacie w Da Nang. Kupuję u niego od kilku lat, ale to pierwszy raz, kiedy widzieliśmy się na żywo. Nie interesuję się zbytnio drewnem, ale na tyle, by móc rozmawiać o szczegółach technicznych. Zwłaszcza że bardzo lubię obijać drewniane pudełka skórą, jak pudełko na zegarki dla JB. Podpowiedział mi kilka trików, żeby moje pudełko lepiej się zamykało następnym razem: dodanie dwóch małych magnesów pod skórą albo wybór bardziej odpowiedniego zapięcia do moich kolejnych pudełek. Dyskutujemy razem o zaletach i wadach tego czy innego narzędzia, które kupiliśmy; on jest bardzo nowoczesny i lubi projektować na komputerze, tak jak ja. To chyba rzemieślnicza wersja 'geeka’.
A Da Nang i Hoi An, zatrzymaliśmy się w 4 hotelach… od bardzo tanich po bardzo drogie. Kiedy chcemy korzystać z miasta, wybieramy tani hotel. A kiedy chcemy po prostu odpocząć i być rozpieszczani, wybieramy resort, taki jak Marriott Da Nang Resort & Spa (link do Bookingu), gdzie mieliśmy najlepszy apartament w hotelu z 3 balkonami, 68 m², widokiem na ocean (JB wciąż ma status Marriott Gold dzięki Amex). Hotel robi wrażenie z 4 basenami, w tym 2 z przelewem naprzeciwko plaży. Jednak tak dobrze wyposażyliśmy nasze mieszkanie w Lille, że przewyższa komfortem każdy pięciogwiazdkowy hotel. JB bardzo tęskni za swoją poduszką i nawet w Marriott śpimy gorzej niż u siebie 😀


W każdym razie teraz rozumiem, dlaczego nie należy oszczędzać na łóżku i butach. Kiedy ma się jedno i drugie, to tak, jakby się dostało upgrade w życiu.
Są inne zakupy game-changer, na które nie mogliśmy sobie pozwolić, gdy byliśmy nomadami, a mianowicie ładowarki bezprzewodowe. Teraz mam ładowarkę bezprzewodową , super do mojego iPhone’a i AirPodsów. Mam nawet bezprzewodową powerbankę , która jest trochę mniejsza niż mój iPhone, dzięki czemu mogę wychodzić na cały dzień bez martwienia się o noszenie ładowarki lub kabla.
Wprowadzenie wietnamskiego jedwabiu do mojego codziennego życia również było bardzo przyjemne. Nie miałam go dużo, bo nie mogłam go odpowiednio prać, gdy byłam nomadką, ale teraz mam własną pralkę, więc mogę.

Często udaje mi się trafić na dostawców lub produkty zbyt fajne. Recepcjonistka z mojego hotelu zobaczyła mnóstwo zamówień przychodzących do lobby i zapytała, dlaczego robię zakupy w Wietnamie, skoro w jej głowie francuskie produkty powinny być lepsze. Otwieram zamówienie przypadkiem i pokazuję jej listki z czystego srebra do dodawania do herbaty, które oczyszczają wodę i dostarczają jonów srebra. To wywołuje szał zakupowy w całym hotelu, nie tylko ona zaczyna kupować, ale też sprzątaczka, a potem inne recepcjonistki… nie dość, że produkt jest super użyteczny i słodki, to jeszcze znalazłem dostawcę bardzo tanio. Wisienka na torcie: przezornie przetestowałem produkty, mam certyfikat, że to było prawdziwe srebro 99,99%.

Wiele osób zachęca mnie do zajęcia się czymś w rodzaju importu/eksportu. Myślę, że najbliższy pomysł to concept store. Mam rzemieślników/dostawców znalezionych w czterech zakątkach świata, którzy będą bardzo zadowoleni z wejścia na europejski rynek. Ale wiecie, dlaczego tego nie zrobię? Bo B2C w ogóle mnie nie interesuje. Obsługa klienta szybko by mnie znudziła. Moje dwie koleżanki, które się w to zaangażowały, musiały przejść na B2B. Produkty ręcznie robione nie są kompatybilne z B2B.


Zorganizowałam małe zamówienie grupowe na Instagramie dla moich obserwujących i żeby ułatwić sobie życie, musiałam ograniczyć modele i kolory… i mimo wyjątkowych cen i świetnych produktów, wiele osób nie zamówiło z powodu braku wyboru (wada rzeczy ręcznie robionych). Kolejna trudność, to że te wyjątkowe produkty są tak wyjątkowe, że ludzie nie mogą pojąć ich przewagi tylko patrząc na zdjęcia. Będą porównywać z tym, co znali. Ale moja tradycyjna wietnamska jedwab jest na przykład zupełnie inna. Dotyk jest niepowtarzalny na świecie. Tylko Wietnamczycy w moim wieku (lub starsi) mają zwyczaj używać takiego jedwabiu. Te zamówienia grupowe bawiły mnie, nic na nich nie zarabiałam, głównie przybyło mi wagi w walizce 😀 ale otrzymywanie takich opinii sprawiło mi dużą przyjemność.


W Hoi An, szukamy restauracji z ryżem z kurczakiem o 13:30 (bardzo późno na jedzenie tego typu dania), kiedy czuję się jak przyciągnięta przez szczególnie obleganą restaurację. Zawracamy, żeby tam pójść. Zamawiam, po czym słyszę stolik obok, który wydaje się być zafascynowany tematem rozmowy lol. Opowiadają, że restauracja była pusta, kiedy przyszli, ale od ich przyjścia jest pełna (a siedzą na samym końcu restauracji, niewidoczni z ulicy). Pan kontynuuje, mówiąc, że podczas każdego Tết sąsiedzi ciepło go zapraszają, żeby był pierwszym gościem wchodzącym do ich domów (Wietnamczycy myślą, że pierwszy gość w roku przyniesie szczęście i wybierają gościa z rozwagą). Rzeczywiście, są ludzie, którzy są chodzącymi talizmanami; to zdarza się cały czas mojej mamie. Restauracja może być pusta, ale gdy tylko ona gdzieś wejdzie, robi się mega pełno. I mi też się to zdarza, w mniejszym stopniu. JB już się do tego przyzwyczaił. Nasza kotka Rosalie też była kotem przynoszącym szczęście. To super być z ludźmi/kotami przynoszącymi szczęście, serdecznie wam polecam !!! bo ta restauracja odkryta przypadkiem przez szczęśliwych turystów była super dobra!





W Hoi An, JB wraca do swojego ulubionego krawca, a jakość drastycznie spadła. Myślę, że zmienili kroju. Nie są nawet w stanie zrobić porządnej koszuli. Jak widać krawcowa Anh nie była taka zła 😀 W Hanoi zabieram JB na zakupy do Giordano, jego ulubionej marki odzieżowej, a koszule z lnu i bawełny tam są lepsze i tańsze niż na miarę w Hoi An. Trudność szycia na miarę to nieprecyzyjne wytyczne od klienta i niedokończone wykończenia przez krawcową. Dlatego wybór rzemieślnika zawsze był trudny. Dodatkowo, w Hoi An to sprzedawczynie przyjmują zamówienie, a nie sama krawcowa. Zawsze są poprawki do zrobienia, bo krawcowa nie zna jeszcze dobrze preferencji/wymiarów klienta. Dlatego przy szyciu na miarę lepiej mieć swojego stałego krawca (jak to ma miejsce w Hue , gdzie JB zamówił 5 koszul u krawca, który zna jego preferencje na pamięć). I każdy błąd musi być poprawiony. Jeśli nie ma konsekwencji dla rzemieślnika, będzie powtarzał ten sam błąd. Najprościej i najbezpieczniej jest skopiować ubranie, które już masz, i dać je krawcowej, która po prostu zrobi z niego wykrój na podobnym materiale.
Bardzo mi się podobało odkrywanie aplikacji Shopee, odpowiednika Amazon w Azji, ale lepszego. Dla każdego produktu, nawet tego za grosze, aplikacja zachęca ludzi do publikowania opinii, rozpakowań… żeby zdobyć wirtualne „pieniążki”. Więc to super! Od razu widać, jak to wygląda naprawdę, jak się z tego korzysta. Do tego płaci się dopiero przy odbiorze. I ceny! Nawet Aliexpress kosztuje więcej. Jest produkt, który wypatrzyłam na Aliexpress za 15€; tutaj na Shopee? 2€ z dostawą! Doręczyciel Shopee w naszej dzielnicy jest znany wszystkim, więc jak dowiedział się, że jestem w hotelu, nie zdążyłam jeszcze wziąć taksówki z lotniska, a on przywiózł mi wszystkie zamówienia do lobby i miał przyjść po odbiór płatności (którą zostawiłabym w lobby) później. Azjatycki e-commerce całkowicie prześcignął europejski e-commerce w tworzeniu pragnień, potrzeb i w łatwości zwrotów/wymiany/płatności. Wiele produktów na Shopee jest powiązanych bezpośrednio z filmikami na TikToku, nie wiem technicznie, jak to działa, ale docenia to twórców treści, bez konieczności aktualizowania linków w skomplikowany sposób, jak w przypadku systemów afiliacyjnych w Europie. Jednak dostrzegamy też potencjał zanieczyszczenia Azji – z tymi wszystkimi paczkami, tymi tanimi plastikowymi produktami, które kupujemy tylko po to, by zaspokoić potrzebę kupowania. Można też sprawdzić produkty w momencie dostawy i odmówić przyjęcia bez płacenia ani grosza, kurier sam zajmie się zwrotem.
Wolne miejsca w moich walizkach wykorzystałam na przywiezienie tony książek. Niektóre książki kupiłam bezpośrednio u wydawcy, bo są tak rzadkie (wzięłam nawet ostatni zakurzony egzemplarz u wydawcy), a przy zakupie u wydawcy jest promocja (w przeciwieństwie do francuskiego prawa, które narzuca tę samą cenę wszędzie).
Reszta jest przeznaczona na skrawki skóry. Od jakiegoś czasu próbuję zrobić torba skórzaną torbę na zakupy, ale skóry, które mam, nie są odpowiednie. Na szczęście znalazłam je w Zashop (swift od Pomari) i 3Q (Weinheimer – „Odessa” Togo). Nie mogę się doczekać rozpoczęcia projektu.

Mój jubiler podarował mi cukierki, które jadłam jako dziecko. Jego wrażliwość i przenikliwość zawsze mnie zadziwiają. Pytam go, skąd wiedział o tych cukierkach. Odpowiada: „osoby o tym samym pochodzeniu i wieku co ty… zauważyłem, że wszystkie lubiły te cukierki”. Nadal uczę się wiele o relacjach międzyludzkich u jego boku. Jego produkty są wspaniałe, ale to jego życzliwość i przenikliwość zapewniają mu prosperity. Gdziekolwiek pójdziemy, czy to sprzedawczyni uliczna, czy ochroniarz… wszyscy go lubią. Bo ma dar widzenia przez ludzi, wiedzenia, co może im sprawić przyjemność. Mam dwóch przyjaciół, którzy potrafią „czytać” ludzi poprawnie. Ostrzegali mnie przed niektórymi osobami (co okazało się słuszne). I to wszystko tylko przez uważne słuchanie i obserwowanie ludzi. Czego ja nie potrafię. Próbowałam wypytać ich o sekret, ale myślę, że tego rodzaju rzeczy są wrodzone.



Zdjęcie: mój jubiler i jego najnowsze dzieło: bransoletka ze srebra 925 platerowanego platyną z japońskimi perłami hodowlanymi Akoya z wód słonych
Umiejętność „czytania” ludzi ma w sobie coś magicznego. Moja walizka była wypełniona prezentami dla Wietnamczyków. Podarowałam coś bardzo taniego, ale bardzo subtelnego rzemieślnikowi, którego znam od lat. I radość w jego oczach była magiczna. Chciałabym mieć ten talent, umieć „czytać” poprawnie i sprawiać prezenty, które sprawiają ogromną radość w ten sposób. Bo wystarczy mi powiedzieć, czego chcą, a bez problemu znajdę właściwego dostawcę i właściwy produkt. Ale wielu ludzi nie wyraża swoich potrzeb i nawet nie wie, czego potrzebuje.
Ostatnie spotkanie mną wstrząsnęło – z moim dawnym nauczycielem muzyki. Kiedy poszłam do niego z koleżanką, a on zapytał nas o imiona, poczułam ścisk w sercu. Początki Alzheimera. 94 lata. A mimo to nadal udziela lekcji. Bo muzyka utrzymuje go przy życiu. Byłam jego ulubioną uczennicą. Kiedy powiedziałam mu, jakieś dwadzieścia lat temu, że nie mogę kontynuować kariery muzycznej/kompozytorskiej, był bardzo rozczarowany. Ale teraz, mając 94 lata, głosi inną tezę: z muzyki nie da się żyć. Dowiedziałam się, że najzdolniejsi uczniowie z moich czasów nie mogli zrobić kariery w muzyce; a byli bardziej pasjonatami niż ja.
Azja: smok
Osoby, które nie bywają regularnie w Azji, nie mogą zrozumieć, jak bardzo dynamiczny jest ten kontynent. Gdy większość mieszkańców ma mniej niż 30 lat, to nie to samo co starzejące się kraje, jak Japonia czy Zachód. Wszystko się ciągle rusza, każdy jest gotowy dostarczyć ci to czy tamto w minutę, wszyscy szukają sposobów na zarabianie pieniędzy, zakładanie firm, szkolenia, naukę 3-4 języków… Siła nabywcza menedżerów jest ogromna. Moja kuzynka, która jest zaledwie wyższą kadrą kierowniczą (poziom menedżera) żyje jak królowa. Codziennie bierze odpowiednik Ubera do pracy, bo według niej to kosztuje mniej niż kupno samochodu. Ponadto nigdy nie gotuje, bo wszystko jest dostępne w dwa kliknięcia na Grab i Facebooku. Są mamy, które gotują bio i dowożą swoje dania, gdy tylko zadzwonisz. Podróżuje kilka razy w roku po Azji, chodzi do hoteli pięciogwiazdkowych i od czasu do czasu robi wypad do Europy. Gdy potrzebuje, masażystka przychodzi do niej do domu. Zawsze jest nienaganna (fryzura, manicure, pedicure, ubrania). Myślę, że ma lepsze życie niż francuski menedżer zarabiający 6000 €/mies. we Francji. Niewielu ludzi to sobie uświadamia, nawet Wietnamczycy. Moja ciotka lekarka mówi mi, że coraz więcej „białych” przyjeżdża do Wietnamu na operacje. Jest taniej, lekarze są kompetentni, opieka pooperacyjna lepsza, a przede wszystkim BEZ CZEKANIA. Operują ich tego samego dnia, jeśli chcą, wystarczy zapłacić. Nawet Singapur wysyła trudne przypadki do Wietnamu na operacje. Rozmawiam z rzemieślnikami, a oni mówią o „małych” fabrykach zatrudniających 2000 pracowników. Otwarcie fabryki zatrudniającej 2000 pracowników we Francji byłoby na pierwszych stronach wszystkich francuskich gazet. Nasz kolega J., spotkany w Da Nang, też nam to potwierdza: tu jest bezpiecznie, dobrze je, dobrze żyje; nie ma nawet portfela, tylko przezroczystą saszetkę, w której widać całą gotówkę, ale nikt go nie napada, podczas gdy we Francji został napadnięty bez powodu w piękną niedzielę w pięknej dzielnicy Paryża…
Powrót do Francji wydaje się trudny dla JB, który przez dwa tygodnie miał pełną swobodę poruszania się na swoim skuterze. Mówi mi, że jeśli kiedyś zostanie barista FIRE kierowcą, to tylko kierowcą Graba ahahaha Powrót do Lille będzie bardzo długi, ale znowu siedzimy przy wyjściu awaryjnym, z trzema siedzeniami (mieliśmy sąsiadkę, ale zmieniła miejsce, bo jej ekran nie działał ^^) i bardzo cieszymy się, że odzyskaliśmy nasz pięciogwiazdkowy komfort.
