Carnets de voyage,  Europe,  France,  Rouen,  TDM

Rouen, Harfleur, Le Havre (Francja): mały weekend z dala od paryskiej szarości – 2022

Po przystanku w Niemczech, JB i ja wsiadamy do pociągu do regionu paryskiego, gdzie zostajemy nieco ponad dwa miesiące z powodów rodzinnych. Paryska atmosfera nigdy nie jest nadzwyczajna, zwłaszcza gdy jest brzydko i szaro. Pewnego dnia, pod wpływem impulsu, moja przyjaciółka M. i ja decydujemy, że nie będziemy dłużej znosić tej wszechobecnej ponurości i wyjeżdżamy, zostawiając naszych mężów, na weekend w gronie przyjaciółek.

To pierwszy raz, kiedy podróżujemy razem, więc mam trochę obaw. Obie jesteśmy wybredne, mamy własne nawyki podróżnicze – czy wrócimy jako najlepsze przyjaciółki jak wcześniej, czy jako gorsze wroginki? Na szczęście wszystko poszło dobrze.

Jako pierwszy cel zaproponowałam Rouen, bo wiem, że Rouen to zawsze dobry pomysł. Spędziłam tam kilka miesięcy tuż po lockdownie w 2020 roku i mam wspaniałe wspomnienia z tego pięknego miasta. W pociągu przecinającym Normandię, mijając domy z muru pruskiego i małe rzeczki, M. i ja w mgnieniu oka ustalamy program weekendu. Obie jesteśmy ekspertkami w planowaniu, więc naturalnie bez trudu dzielimy się zadaniami: jedna sprawdza hotele, druga rozkłady pociągów/autobusów, i zgadzamy się na następującą trasę: (dzień 1) Rouen (dzień 2) Le Havre i Harfleur (3) Etretat. Żadne z tych miejsc nie jest nam obce, ale sprawia nam przyjemność ponowne ich odwiedzenie.

Rouen

Zaraz po przyjeździe do Rouen czujemy, jakbyśmy od razu naładowały baterie. Dworzec nie jest daleko od centrum, więc idziemy pieszo, korzystając z ładnej pogody. M. nigdy wcześniej nie nocowała w Rouen, więc to okazja, aby dobrze zwiedzić miasto. Zostawiamy nasze małe bagaże w Mercure Rouen (link do Bookingu), kilka kroków od katedry. Polecam ten hotel; wnętrze nie jest wyjątkowe, ale lokalizacja jest super, mają prywatny parking, jeśli trzeba.

Robimy rundkę po centrum, a ja odwiedzam moich ulubionych sklepikarzy. M. mówi mi, że nie rozumiała, co mogłam robić w Rouen przez 2,5 miesiąca tuż po lockdownie, ale teraz rozumie lepiej, odwiedziwszy ze mną małe uliczki i małe sklepiki. Z tej dzielnicy bije taka słodycz życia, mojej ulubionej w mieście.

Katedra nigdy nie była piękniejsza. Ulica po lewej stronie katedry prowadzi do innego kościoła i bardzo ładnego placu – nie przegapcie! (więcej informacji o Rouen znajdziecie w moich artykułach o Rouen, i tutaj też).

Zatrzymuję się przed sklepem z pasmanterią Fabric & Moi, gdzie kupiłam tkaniny na poduszki dla dzieci znajomych. Moja siostrzenica właśnie się urodziła, więc to okazja, żeby kupić trochę. Po raz pierwszy zwracam uwagę na ubranka dziecięce szyte ręcznie przez panią, i kiedy przyglądam się dokładniej szwom, jestem niezwykle zaskoczona: to pierwszy raz, kiedy widzę tak doskonałe ubranie. Wszystkie detale są idealne, wszystko jest precyzyjne. Dodam, że brałam profesjonalne kursy szycia , więc wiem, o czym mówię. Przy okazji, ona też uczy szycia, gdybyście byli zainteresowani. Ubrania dla dorosłych szyje tylko na miarę, więc czas oczekiwania będzie trochę dłuższy. Jej ceny są świetne!

W sklepie obok M. kupuje mi spódnicę uszytą ręcznie przez projektantkę, przepiękną <3

Wieczorem M. i ja planujemy zafundować sobie wykwintną kolację w restauracji Michelin L’ODAS, ale stoliki są zarezerwowane z tygodniowym wyprzedzeniem, więc jemy na małym placyku niedaleko kościoła Joanny d’Arc. Kelner podaje mi piękny antrykot z małą słomką obok. Bez ostrzeżenia podpala słomkę. Zanim włączy się alarm przeciwpożarowy, inny kelner przybiega, aby zgasić ogień, nakładając klosz na mój talerz. Wyjaśniają mi, że to nie słoma, tylko suszone zioła, a spalenie ich w ten sposób, a potem pod kloszem, ma za zadanie nadać mięsu aromat. M. i mnie bardzo podobało się to doświadczenie.

Następnego dnia korzystamy ze śniadania w formie bufetu w hotelu (bardzo dobrego) zanim spokojnie wsiądziemy w pociąg do Le Havre.

Le Havre

Tutaj również dworzec nie jest daleko od naszego hotelu Mercure Le Havre (link do Bookingu, w cenie śniadanie), więc wolicie iść pieszo. Ten hotel jest trochę na uboczu, ale ma dobry dostęp do transportu publicznego. Po zostawieniu bagaży w pokoju, jedziemy tramwajem, a potem autobusem do Harfleur (pociąg byłby szybszy, ale został odwołany). Harfleur jest bardzo małe i ma niewiele atrakcji, ale jesteśmy jedynymi turystami i bardzo się z tego cieszymy.

Wracając do Le Havre, idziemy 30 minut na plażę. Plaża jest pełna kamyków, ale jodowy zapach i szum fal bardzo nam się podobały. Siedzimy długo na kamykach, na plaży, aż do zachodu słońca.

Trochę się namęczymy, zanim znajdziemy restaurację, która ma jeszcze wolne miejsca. Nie wiem, czy zawsze tak jest, ale dobre restauracje są oblegane od otwarcia. Na szczęście trafiamy na restaurację, która w menu ma szarkuterię z trzema rybami. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym przepisie, ale wbrew pozorom jest absolutnie pyszne!

Dzięki naszym długim spacerom bardzo dobrze spałyśmy. Wliczone śniadanie bardzo dobrze robi. Jednak zamiast kontynuować naszą podróż aż do Etretat, musiałam wrócić do Paryża z różnych powodów. Ale to tylko odłożone na później, teraz, gdy wiemy, że mamy podobny styl podróżowania, nasi mężowie będą od czasu do czasu zostawiani w domu 😀 Tym razem nie zwiedziłyśmy zbyt wiele, bo byłyśmy zbyt zajęte rozmową, a to miasta, które już odwiedziłyśmy. Przyjechałyśmy tylko po to, by naładować baterie i cieszyć się okolicą.

W każdym razie, jeśli kiedyś znudzi Wam się paryska szarość, wskakujcie w pociąg, są regularne połączenia do Rouen, wcale niedrogie. Możecie nawet zrobić tam i z powrotem w jeden dzień.

Możliwość komentowania Rouen, Harfleur, Le Havre (Francja): mały weekend z dala od paryskiej szarości – 2022 została wyłączona