Paryż [luty 2025]: Lafayette Saltiel Drapiers i restauracja Pavyllon autorstwa Yannicka Alléno
Półtora miesiąca po przeprowadzce do Lille myślę, że nadszedł czas na szybką wycieczkę do Paryża. Wszystko mnie boli, a moja ulubiona masażystka jest w Paryżu (nazywam ją „uzdrowicielką”, bo ma magiczne dłonie). Poza tym muszę kupić flizelinę do moich projektów krawieckich, ale oferta w Lille nie jest wyczerpująca. JB mówi mi, że wciąż ma ofertę Fine Dining z American Express (100 € kredytu w wybranych restauracjach), którą mogę wykorzystać w Paryżu. Umówione, wyjeżdżam dość wcześnie rano i jadę TGV. Nieco ponad godzinę później docieram na Gare du Nord.
Lafayette Saltiel Drapiers
Wcześniej umówiłam się z @tymsla.paris, śledzimy się na Instagramie od jakiegoś czasu. Ona jest kaletniczką, ale odkrywam, że zajmuje się też szyciem i zna sklep z tkaninami, do którego chcę iść. Idziemy tam razem i Lafayette Saltiel Drapiers na szczęście jest, bo bez niej byłabym całkiem zagubiona.



Wita nas Simon, który uczestniczy w tych samych internetowych kursach krawiectwa co ja więc dokładnie wie, o czym mówię. Sam na kamizelkę i spodnie spędzamy 1,5 godziny na zakupie wszystkich niezbędnych materiałów.
Następnie proszę o dotknięcie próbek kaszmiru. Wiem, że Geoffrey B. Small mówił, że kaszmir od Piacenzy jest najlepszy na świecie. I chcę dotknąć, żeby zobaczyć dlaczego. Simon wyciąga próbki od Piacenzy, ale także od innych angielskich i włoskich tkaczy. Dotyk jest BOSKI!!! Ten od Piacenzy przewyższa wszystkie inne. Obok Piacenzy pozostałe wyglądają jak zwykła wełna, której nikt nie nosi od 1990 roku. Pytam o cenę: 600 € za metr (to zależy od tkaniny). Oj.



Simon pokazuje mi też inne próbki od Zegny, to „tylko” wełna merynosów superfine zmieszana z kaszmirem i jedwabiem, ale dotyk jest też bardzo luksusowy i jest w tej samej cenie co 100% kaszmir.

Nieco dalej są dwie próbki: wikunia (prawdopodobnie najdroższa tkanina na świecie) – często o tym piszę na tym blogu, dla mnie to ostateczny cel – i trochę włókien wełny merynosów super super superfine. To najdelikatniejsze włókno, jakie dotknęłam, chcę w nim spać, wygląda jak chmura. Co za przywilej móc ich dotknąć, nawet próbka wikunii kosztuje 250 euro (bo tkanina kosztuje 2000 euro za metr ahaha).

W Lafayette Saltiel Drapiers znalazłam dwie rzadkie perełki: podwyższenie paska i nici do robienia milanese (dziurka na klapie marynarki). Bardzo rzadkie, bo producent tych nici zamknął sklep.
Naśladuję Geoffreya B. Small i kupuję również guziki z masy perłowej do koszul i guziki z rogu do kamizelki i spodni. Mówi, że guziki są bardzo ważne, ale ludzie to ignorują. Posiadanie guzików z naturalnych materiałów to luksus, na który nie stać już odzieży gotowej.
Pavyllon autorstwa Yannicka Alléno
Dzięki ofercie Fine Dining od American Express mogę zjeść lunch w wielu restauracjach z gwiazdkami. Pierwsza, którą wybrałam, odwołała rezerwację poprzedniego dnia z powodu nagłego przypadku medycznego związanego z szefem kuchni; musiałam zarezerwować w pośpiechu w Pavyllon autorstwa Yannicka Alléno, restauracji z gwiazdką Michelin tuż za Petit Palais.
Rano pracownica dzwoni do mnie z pytaniem, gdzie chcę usiąść: przy stole czy przy ladzie. Powinnam była wybrać ladę, bo widać otwartą kuchnię. Ale trudno, z mojego stołu też widzę część akcji.

Bardzo rzadko zdarza mi się, że restauracje z gwiazdkami są dobre, ale ta jest wyjątkiem. Jest mniej kreatywna niż inne, ale robi to, czego się od niej oczekuje: serwuje pyszne dania ze świeżych składników, nie głodząc nas. Jak powiedziała klientka przy sąsiednim stole „nawet masło jest dobre”.
Myślę jednak, że ci, którzy jedzą mniej słone niż ja, uznają, że przesadzili z solą; ale dla mnie wszystko było pyszne. Obsługa jest nienaganna, a miejsce jest bardzo ładne.
Dla informacji wybrałam menu Champs-Elysées za 135 €, z czego 100 € zwrócone przez American Express Platinum. Jest dużo foie gras, uwielbiam to!






To sprawia mi ogromną radość, że znów widzę mój ulubiony most na świecie: most Aleksandra III tuż przed Les Invalides. Czas jednak na metro i udanie się do sejfu po kilka rzeczy. A potem długi masaż w 13. dzielnicy u mojej ulubionej uzdrowicielki (po nim czuję, jakbym płynęła); i na koniec gorąca czekolada w towarzystwie mojej koleżanki M. Chciałabym dodać dwa przystanki na zakupy, ale ostatecznie zabrakło mi czasu.
Godzinę pociągiem później jestem w Lille z naręczem zakupów. Nie zmarnowałam ani minuty w Paryżu i byłam bardzo zaskoczona, widząc Paryż bardziej pusty niż zwykle (może dlatego, że ludzie pracują zdalnie w piątek).
