[Powrót z podróży dookoła świata] Nasza przeprowadzka do Lille (2025)
W czwartek opuszczamy Jordanię i słońce, żeby wcisnąć się do Ryanaira lecącego do Beauvais (to najtańszy bezpośredni lot do Francji, jaki znaleźliśmy z Ammanu). Z lekką goryczą myślimy, że naszą podróż dookoła świata zaczynaliśmy przecież dwupokładowym Airbusem A380 Air France do Johannesburga. A kończymy Ryanairem. To naprawdę czuć końcówkę.
Zostajemy na noc w Beauvais, bo po 6 godzinach z Ryanairem nie mamy ochoty na ciągnięcie trasy Beauvais – Paryż – Lille pociągiem.
Mała pociecha: zanim następnego dnia wsiądziemy do pociągu do Lille, zwiedzamy katedrę w Beauvais (której nigdy wcześniej nie widziałam), a pan należący do klubu opiekującego się zegarem astronomicznym katedry otwiera nam drzwi i pokazuje mechanizm za zegarem.



Odkrywamy mnóstwo ukrytych szczegółów (widocznych tylko z bliska), takich jak tarcze pokazujące pływy, fazy Księżyca, planety, godziny w innych miastach. Nakręcanie jest ręczne, dlatego ten pan się tym zajmuje. Ten zegar to dzieło jednego człowieka. To niesamowite!
Podróż dookoła świata nie kończy się tak źle 😉
Zakupy
Jest piątek, pierwszy tydzień wyprzedaży, a JB musi iść do pracy już w poniedziałek. Mieszkając z jedną walizką na osobę przez ponad 8 lat, nie byliśmy zbyt bogaci w ubrania. Ale do tego jego (jedyne) dżinsy popękały w Jordanii dzień przed powrotem. Więc trzeba go ubrać od stóp do głów. JB ma bardzo wrażliwy dotyk, więc zamawianie ubrań online odpada – musi je dotknąć i przymierzyć. Udaje nam się znaleźć mu przyzwoite ubrania w sieciówkach. Brakuje jednak butów, które znajdziemy w ostatniej chwili w Lille, w sobotę. Biorąc pod uwagę wszystko, co musimy kupić dla siebie i do mieszkania, mamy szczęście, że trafiliśmy na zimowe wyprzedaże.
Co do mnie, to też muszę skompletować całą zimową garderobę, bo zostały mi tylko ubrania trekkingowe, bardzo ciepłe, ale w ogóle nie miejskie. Pisałam o tym tutaj. Zgłębiając temat włókien naturalnych, nagle odkryłam na nowo moją pasję do szycia. Wynika to z tego, że nie mogę już znaleźć ubrań dobrej jakości w sieciówkach bez wydawania majątku, więc równie dobrze mogę celować w najlepszy materiał na świecie, ale szyjąc sama.
Przyjazd do Lille
Pociąg Paryż – Lille ciągnie się w nieskończoność. Zbliżając się do Lille, przejeżdżamy przez pola pokryte śniegiem i zaczynamy panikować: czy tak będzie całą zimę? Nasz przyjaciel A., który mieszka w Lille, przyznaje, że nie odważył się nas uprzedzić o śniegu.
Z perspektywy czasu to trochę zuchwałe z naszej strony osiedlać się w mieście, które odwiedziliśmy tylko raz. Tak bardzo nie pamiętam tego miasta, że gdy znaleźliśmy się na dworcu w Lille, zaskoczyły mnie jego niewielkie rozmiary i obecność wielkiego centrum handlowego obok.
Życzliwość ludzi z Północy jest odczuwalna od razu: nasz kierowca Ubera i właściciel Airbnb są bardzo mili. Mamy wrażenie, że ludzie tutaj zrobią wszystko, co w ich mocy, żeby nam pomóc. Nasz gospodarz Airbnb skontaktował nas nawet ze swoim przyjacielem agentem nieruchomości, dzięki któremu znaleźliśmy nasze mieszkanie.
Mamy szczęście, bo mimo resztek śniegu, w kolejnych dniach każdego ranka świeci słońce. Lille to bardzo, bardzo piękne miasto. Nawet jeśli ciągle gubię się w jego uliczkach, miasto mnie zachwyca za każdym razem, gdy spaceruję wśród starych domów.
JB w pracy
JB ma więc tylko niedzielę, żeby „wylądować” i przygotować się do powrotu do rytmu „metro – praca – sen”. Ten słynny „wyścigu szczurów„. Ale już możemy wykreślić „metro” z jego codzienności. Rzeczywiście, po latach spędzonych w hotelach i airbnb w centrach miast, przyzwyczailiśmy się do chodzenia wszędzie pieszo i nie znosimy transportu publicznego. JB często żartuje, że zdecydował się na podróż dookoła świata z powodu linii 13 paryskiego metra (co jest częściowo prawdą). Nie po to, żeby po skończonej podróży zaczynać od nowa. Tak więc nasze airbnb znajduje się tylko 15 minut pieszo od centrum, a JB chodzi do pracy pieszo w około dwadzieścia minut. Co nie jest przykre, żeby się przewietrzyć po dniu pracy.
Większość jego współpracowników mieszka na przedmieściach, bo wystarczy oddalić się trochę od Lille, 20 minut metrem lub tramwajem, i można mieć dom.
Firma, dla której pracuje JB, jest bardzo dobrze zorganizowana. Przez pierwsze dwa tygodnie ma tylko szkolenia (najpierw po angielsku, potem po francusku). Spotyka wielu współpracowników. Zauważa, że certyfikacja, którą zrobił, jest przydatna, ale to kropla w morzu nowej wiedzy, którą trzeba szybko przyswoić. Dopiero od trzeciego tygodnia JB zaczyna być produktywny. Zaczynanie nowej pracy w nowej dziedzinie jest już męczące, ale robienie tego po 8,5 roku freelancingu na całym świecie jest bardzo trudne i podziwiam go za to, że się nie poddaje. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o zmianie zawodowej JB, kliknijcie tutaj.
Zabawny aspekt: większość pracowników firmy w biurze w Lille pochodzi z Północy. Dowiedziawszy się, że JB właśnie przyjechał w te strony, wielu pytało: „ale dlaczego Lille?”. Po wyjaśnieniach historii JB, biorą go za kosmitę.
Szukanie mieszkania
Od razu zaczynam szukać mieszkania do wynajęcia. Agencje nieruchomości nie odpowiadają na prośby o wizytę, trzeba do nich dzwonić, wręcz je nękać. W końcu mam umówione wizyty w dwóch mieszkaniach. Pierwsze jest w centrum miasta, tuż przy rynku, lokalizacja marzenie. Drugie jest w dzielnicy mieszkalnej na Starym Lille. Po przeanalizowaniu wszystkich kryteriów decyduję się na mieszkanie na Starym Lille, trochę dalej (23 min pieszo od dworca), znacznie mniejsze, ale z oknami na południe, podwójnymi szybami i w pełni umeblowane. Fala zimna nieustannie przypomina mi, jak ważne jest, żeby słońce wchodziło do mieszkania (nawet jeśli nasz kolega A., żeby nas nastraszyć, tłumaczy nam, że w Lille słońce widzi się tylko dwa lub trzy dni w roku), i ograniczanie ogrzewania dzięki podwójnym szybom. Zrobiłam wycenę w Ikei i umeblowanie całego mieszkania kosztowałoby mnie bardzo dużo, a przede wszystkim strasznie by mnie wkurzyło. A poza tym wzięcie mieszkania trochę dalej pozwala mi też trochę poćwiczyć. Gdybym była w samym centrum, robiłabym 3 minuty pieszo i siedziałabym w mieszkaniu całe życie.
Bardzo baliśmy się, że nasza oferta zostanie odrzucona, ale zaletą pozostania francuskimi rezydentami podatkowymi przez cały czas jest to, że nasze papiery są w porządku i dzięki zeznaniom podatkowym, bilansom firmy itp. nasza oferta została zatwierdzona przez ubezpieczyciela.
W naszym mieszkaniu mieszkali właściciele, zanim zostało odnowione, aby wystawić je na Airbnb. Kiedy najemcy z Airbnb wybili szybę w kuchni, właściciele zmienili zdanie i wystawili je na wynajem. Dlatego mamy mieszkanie w pełni umeblowane, udekorowane. Musimy tylko przyjechać z walizkami. To jest dokładnie to, czego szukam!!! Zachowujemy tę mentalność wolności. Sprzedałam całe moje mieszkanie na leboncoin przed podróżą dookoła świata i to pozostaje dla mnie traumatyczne. Nigdy więcej nie chcę tego robić, nie chcę mieć własnych mebli, musieć kupować każdą łyżkę, każdą miskę. Zaletą tego, że właściciele tam mieszkali, jest to, że meble są dobrej jakości; i wszystko jest zaprojektowane tak, aby było praktyczne. Mieszkając przez te wszystkie lata na Airbnb, często zdarza nam się nocować w bardzo ładnych, ale mało funkcjonalnych miejscach, a tutaj tak nie jest. Jest mnóstwo schowków, mikroskopijnych detali, które bardzo doceniam (na przykład miejsce na powieszenie kurtek gości). Jednak wydają się one duże, bo wszystko jest dla mnie bardzo wysokie i często muszę używać drabinki.
Następnie przychodzi moment, w którym:
- JB zawozi mnie samochodem po moje narzędzia do kaletnictwa / introligatorstwa / moje książki do mojej siostry (po drodze pożyczyła mi swoją maszynę do szycia)
- jedziemy do Ikei, żeby kupić mi rzeczy do stworzenia pracowni
- przychodzą maszyny, na które nie mogłam sobie pozwolić w trybie nomadycznym: nowy laptop Lenovo z podwójnym ekranem; i Silhouette Cameo 5 z matą elektrostatyczną, o której marzyłam od dawna
I oto efekt: pracownia tylko dla mnie. Laptop z podwójnym ekranem w pionie pozwala mieć jednak dwa ekrany, zajmując bardzo mało miejsca. Dzięki temu oglądam tutoriale szycia na jednym ekranie podczas szycia, a na drugim ekranie mam mój podcast lub audiobook.

Szczerze mówiąc, kiedy przyjechały stoły z Ikei, zdałam sobie sprawę, że są ogromne. Ale tkaniny często mają szerokość 160 cm, złożone na pół dają 80 cm, potrzebuję co najmniej 80 cm szerokości, żeby ciąć tkaniny.
Zajmuje mi trochę czasu znalezienie moich ulubionych sklepów (rzeźnik, rybak, warzywniak, nożownik, pasmanteria, pralnia) i kupienie kilku brakujących drobiazgów (noże kuchenne, gniazdka…). Codziennie przychodzą paczki i robi się bardzo męczące odbieranie ich przez cały dzień, zajmowanie się kartonami, odsyłanie produktów…, ale jestem ulżona, że nie muszę umeblować całego mieszkania; bo nawet zakupy w Ikei nie ekscytują mnie już tak jak kiedyś (to pewnie wiek). Problemy, którymi nie musieliśmy się wcześniej zajmować (bojler, ogrzewanie, zużycie energii) stają się nasze. Pewnego dnia JB wrzeszczy mi do uszu: „wydaliśmy 150 euro na prąd w tydzień!!!”. Wyłączamy ASAP wszystkie grzejniki i dzięki gniazdku mierzącemu zużycie prądu odkrywamy, że to po prostu przez suszarkę na ręczniki w łazience, którą zostawiałam włączoną cały dzień, żeby suszyć ubrania. Ups.
Do tego dochodzi robot sprzątający – myjący podłogę i bardzo dobrze wyposażona kuchnia (nawet jeśli trzeba mieć magistra, żeby obsłużyć każde z urządzeń, na przykład 4 przyciski tylko po to, żeby uruchomić mikrofalówkę), żyjemy naszym najlepszym osiadłym życiem. Dzięki oknom na południe, kiedy jest słońce, cieszymy się pięknym światłem przez kilka godzin dziennie i to jest szczęście!
JB potrzebuje kilku tygodni, aby nauczyć się i codziennie dojeżdżać do pracy (przygotowuję mu bento na lunch), zanim zacznie pracować zdalnie. Jego firma oferuje pracę zdalną à la carte, w sposób prawie nieograniczony. W zasadzie trzeba czekać do końca okresu próbnego, ale jego menedżer zgadza się, żeby zaczął od razu. Docenia też duży drugi ekran, wygodę, która nie była możliwa podczas naszych długich lat podróży. Mieszkanie jest w spokojnym miejscu, więc można dobrze pracować i być skupionym.
Pokazuję wam kilka zdjęć centrum miasta i Starego Lille. Bardzo lubię te ulice, które w weekendy są w 100% piesze.





A potem, po półtora miesiąca, za bardzo tęsknię za Paryżem i wykorzystuję mały pretekst, żeby pojechać tam i wrócić tego samego dnia. Opowiadam wam o moim dniu w Paryżu tutaj.
Krótko mówiąc, wciąż trochę nam trudno powiedzieć, że Lille jest teraz naszym miastem. Wciąż czuję się jak w Airbnb, ale myślę, że to uczucie z czasem minie, zwłaszcza że mam już przy sobie wszystkie moje narzędzia. Spędzam cały dzień na tworzeniu, doskonaleniu swoich umiejętności i sprawia mi to ogromną radość, w końcu mam warsztat moich marzeń, o którym tak długo marzyłem.


