Carnets de voyage,  Europe,  France,  Paris,  TDM

3,5 dnia w Paryżu w gronie koleżanek (Francja) – 2023

Będąc w Paryżu przejazdem, w trybie ekspresowym, zaproponowałam mojej koleżance S., żeby do mnie dołączyła. Ku mojej wielkiej radości przyjęła zaproszenie. Pojechałam po nią na Orly i spędziłyśmy 3,5 wspaniałego dnia w Paryżu, w gronie koleżanek.

Moja koleżanka była już kilka razy w Paryżu służbowo, ale nigdy nie miała czasu na zwiedzanie (poza Montmartre). Można uznać, że to jej pierwszy pobyt w Paryżu.

Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki

Część 1: Dziennik podróży

Dzień 1:

Mieszkania w Paryżu są niewyobrażalnie drogie od czasu powrotu turystyki po Covidzie. Wybieram airbnb w strefie 4, co wymaga od nas 1 godziny transportu dziennie, aby dostać się do Paryża, ale w zamian nasze mieszkanie jest wygodne, z pięknym widokiem na drzewa, i jesteśmy tuż naprzeciwko dworca.

To wtedy, gdy goszczę turystów, uświadamiam sobie, jak skomplikowane są paryskie bilety transportowe. Dla uproszczenia kupuję nam kartę Navigo Découverte (2€, dostępną na automatach). I każdego dnia kupujemy bilet dzienny na strefy 1-4. Jest droższy niż inne karty Navigo, ale przynajmniej nie mamy z tym problemów.

Pierwszego dnia, po podróży z Orly do Montparnasse transportem publicznym, zostawiamy walizkę koleżanki w przechowalni na dworcu (męczymy się strasznie z płatnością w przechowalni, ale udało nam się! uff!), zanim wybieramy się na pyszną bretońską galette do restauracji La Crêperie Bretonne.

Omawiamy plan zwiedzania i zgadzamy się na chiński masaż niedaleko, w 7. dzielnicy. To miejsce, które znam bardzo dobrze, to Lanqi Spa 48 Av. de Saxe, 75007 Paris, France, gdzie byłam masowana kilka razy, aby poprawić bolesne miesiączki, i te masaże naprawdę mi pomogły. Przy pierwszej wizycie S. ma 20% zniżki z kodem SONIA (dzięki kronikom Sonii).

Po 1,5-godzinnym masażu mamy wrażenie, że płyniemy na obłoku. Po wczesnym przebudzeniu i wyczerpującym locie S. czuje się pełna energii. To zaskakujące, jak masażystki nie wyglądają na zmęczone, a potrafią dać nam tyle energii. S. i ja dochodzimy do wniosku, że one tylko aktywują uśpioną energię, która już w nas jest, naciskając na odpowiednie punkty meridianów.

Pokazuję jej japońską cukiernię Mori Yoshida, tuż obok, która zdobyła tytuł Najlepszego Cukiernika Francji. Na wynos i do zjedzenia po kilku godzinach, niestety są tylko herbatniki, ale są naprawdę pyszne i będą stanowić nasze śniadania w kolejne dni.

Około 18:30 spacerujemy wesoło po Rue des Grands Carreaux, oglądając wystawy sklepów (serowarów, delikatesów…). Wszystko kusi. S. w końcu kupuje herbatę w Mariage Frères.

O 19:00 idziemy do restauracji Mam 39 Rue de Cléry, 75002 Paris, France. Jest mało stolików, więc zależy mi na tym, żeby wejść od razu po otwarciu. To wietnamska restauracja, która robi nemy jak w Wietnamie (to bardzo rzadkie). Nemy są tak ogromne (a my późno jedliśmy lunch), że zamawiamy tylko nemy i pyszną lemoniadę. To najlepszy nem w Paryżu!!

Idziemy pieszo do Luwr bo nie mogę kupić biletów na następny dzień. Na miejscu mówią mi, że mogę kupić na miejscu lub przez Internet następnego dnia. Wypytuję tu i tam i dowiaduję się, że lepiej kupić online i wejść przez odwróconą piramidę, żeby nie stać w kolejce. Korzystamy z pięknego zachodu słońca nad piramidą Luwru.

Trzeba odebrać walizkę z Montparnassei wziąć pociąg do strefy 4. Dzień spędzony głównie w transporcie publicznym.

Dzień 2:

Teraz, gdy walizka jest już w airbnb, możemy pozwolić sobie na więcej czasu na zwiedzanie. Odkryłam napój GIMBER, na bazie imbiru, cytryny i cukru. To jest to, co przygotowywałam codziennie, gdy był pełny Covid (przy okazji, nigdy go nie złapałam). Ale z GIMBERem to wygodne, nie trzeba nic kroić, napój jest skoncentrowany i wystarczy dolać trochę gorącej wody i dodać trochę miodu. S. i ja uwielbiamy ten napój, a nasze śniadanie składa się po prostu z herbaty, GIMBERa i herbatników z japońskiej cukierni.

Dziś odwiedzamy Luwr. Aby nie stać w kolejce, kupuję bilety wcześnie rano online. Jest dokładna godzina wejścia do muzeum, ale później dowiemy się, że nie trzeba być punktualnie co do minuty.

W międzyczasie jesteśmy głodne i decydujemy się na lunch w George VJuż tam byłam z JB na tea timeBardziej zrobiła na mnie wrażenie gorąca czekolada niż ciasta (przepraszam). Ale chciałam dać im drugą szansę, przez prosty lunch. Mój tatar okazuje się absolutnie pyszny. Puree ziemniaczane nieziemskie. Wszystkie moje zmysły są pobudzone, do tego w tak pięknym otoczeniu!!

Już czas iść do Luwru.

Idziemy za wskazówkami w metrze do Carrousel du Louvre, gdzie znajduje się odwrócona piramidaTo tutaj posiadacze biletów mogą wejść bez stania w kolejce. Nasza torba jest sprawdzona i to wszystko.

Idziemy za strzałkami i tłumem, aby zobaczyć najsłynniejsze dzieła: Wenus z Milo, Nike, Mona Lisę, Madonnę z Dzieciątkiem i św. Anną itd. Jestem zszokowana widząc organizację wojskową przy Mona Lisie. Nie była ukryta za tą ogromną szybą, gdy widziałam ją po raz pierwszy, i nie trzeba było stać w kolejce jak w Disneylandzie, żeby się do niej zbliżyć.

Zapomniałam też, jak piękne i wielkie są same sale Luwru. Następnie zwiedzamy część egipską, która jest otwarta tylko częściowo. Na szczęście sufit z Denderah (zodiak) jest dostępny. Pod tym sufitem otrzymałam w 2019 roku wiadomość za pośrednictwem Egipcjanina o mojej przyszłości.

Opuszczamy część egipską i nagle jest mniej ludzi. Możemy odetchnąć.

Zrobiliśmy błąd, nie zabierając ze sobą butelki wody, a fontanny w toaletach muzeum są niesprawne. Umierając z pragnienia, rzucamy się na Starbucks w muzeum i nie mamy już ochoty wracać do muzeum i mordować naszych stóp 😀

Jadąc metrem, zauważam grupkę dziewczyn, stojących trochę zbyt blisko, czekających na metro. Daję znak S., żeby się odsunęła, bo w innych częściach peronu jest pusto. Zgodnie z przewidywaniami, ta grupka otacza biedną turystkę, izoluje ją od jej grupy, kradnie jej rzeczy, a zanim drzwi metra się zamkną, grupka znika. To kieszonkowcy, a my byliśmy 3 metry od nich.

Wieczorem pijemy drinka z zawodowym kontaktem S., specjalistą od tui-na. Wyjaśnia nam, że tui-na wymaga od praktyka dużo energii, dlatego trzeba wybierać terapeutę z rozwagą. Terapeuta musi być w stanie czerpać energię skądinąd (czyli z natury) i nie oddawać własnej energii, w przeciwnym razie nie wytrzyma długo. Odradza też praktykowanie kundalini oraz symbole z reiki. To spotkanie miało na mnie większy wpływ, niż się spodziewałam, bo dzięki jego drobnym uwagom skierowałam swoje poszukiwania książek i w końcu natrafiłam na książki, które wywarły na mnie ogromny wpływ. Jak widać, czasem zwykła rozmowa może mieć wiele konsekwencji.

Dzień 3:

Dzień zaczyna się od krótkiej przejażdżki autobusem do fontanna Saint-Michel. Przechodzimy obok Pola Elizejskiego, placu Zgody, Luwru, Oranżerii i Sekwany autobusem, a S. uważa, że podróżowanie autobusem jest świetne (nawet jeśli zajmuje 2 razy więcej czasu). Dobra wiadomość jest taka, że siedzimy, mniej przyjemnie byłoby stać 😀

W Saint-Michel z zaskoczeniem odkrywamy mały targ ze stoiskami z produktami ekologicznymi lub rękodziełem. Wszystko nas kusi! Sklepy z pamiątkami też nas nie zawodzą.

Jemy naleśnika, a potem idziemy do ogrodu Luksemburskiego. S. już tu była, ale nie zna fontanny Medyceuszy wewnątrz ogrodu, którą śpieszę jej pokazać. Patrzymy, jak dzieci bawią się łódkami, a zanim zemdlejemy z gorąca, wchodzimy na rue Soufflot, aby zrobić zdjęcie Panteonu, przechodząc obok Sorbona, i ruszamy autobusem w kierunku mostu Alma (pod którym księżna Diana miała wypadek).

S. nie wie o niespodziance, którą jej przygotowałam. Widząc ogromny tłum przed butikiem Diora, pokazuję jej to miejsce i mówię: „to tutaj idziemy”. Jest zaskoczona, ale bardzo zadowolona. A gdy wyprzedzamy te 20 metrów kolejki, jest jeszcze bardziej zadowolona, widząc, że mam już bilety dla nas. Chodzi o Galerię Dior, muzeum poświęcone Christianowi Diorowi i marce.

Nie ukrywamy radości na widok słynnych schodów z mini produktami Diora we wszystkich kolorach. Kierujemy się do windy na 3 piętro, skąd zaczyna się zwiedzanie. Po sali pełnej informacji o powstaniu marki możemy zobaczyć kreacje haute couture, jedną piękniejszą od drugiej. To muzeum poleciła mi moja koleżanka M., której gust podziwiam, rozumiem, dlaczego powiedziała mi, że koniecznie trzeba tam pójść.

Szybko dostrzegamy ogród różany. Sale są urządzone wspaniale. Po tej wizycie mamy tylko jedno pragnienie: mieć suknię Diora, jakąkolwiek 😀 Jestem wielką fanką obecnej projektantki Diora, ona potrafi zgromadzić najlepszych rzemieślników, sięgać po nowe materiały, starożytne techniki. Dior i Hermès to jedyne marki luksusowe, które nadal obserwuję na Instagramie, bo uważam, że mają jeszcze coś pięknego do wniesienia do przemysłu.

Niestety, czuję się trochę chora i muszę wracać. S. mogłaby kontynuować zwiedzanie, płynąc statkiem wycieczkowym, ale zdecydowała się wrócić ze mną i spędzić ze mną czas <3

Dzień 4:

Czuję się lepiej!! To nasz ostatni dzień. Simona i ja musimy odebrać nasze rzeczy. Ona wraca do domu, a ja kontynuuję podróż do Chartres. Ponieważ obie mamy lekkie bagaże, decydujemy się nie zostawiać ich w przechowalni jak ostatnim razem.

Robimy sobie zasłużoną przerwę na zakupy w Longchamp przy rue du Faubourg Saint-Honoré. Sprzedają nie tylko torby, ale też bardzo ładne jedwabne apaszki. S. chciała zachować ładną pamiątkę z pobytu w Paryżu i wybrała dwie wspaniałe jedwabne apaszki, w tym jedną z paryskimi motywami. Obsłużono nas znakomicie. Poszłyśmy na górę obejrzeć torby Pliage i zobaczyć opcje personalizacji tej kultowej torby.

Następnie odwiedzamy Kładka Jouffroy , gdzie znajduje się najstarszy sklep z zabawkami w Paryżu. Już go odwiedziłam, ale dopiero dziś zauważam, że sprzedają puste domki dla lalek!!!! które możemy sami umeblować. OMG, kolejna pasja, która może być kosztowna.

Dalej znajduje się księgarnia z książkami antykwarycznymi. Książki wcale nie są drogie: 10€, skórzane oprawy, stuletnie. Mają też piękną kolekcję książek z serii Plejady, a także książki rzadkie, znacznie bardziej prestiżowe: jak ta z rycinami roślin i kwiatów, pięknie kolorowanymi ręcznie. Tego rodzaju książki muszą być warte tysiące euro, bo są w nienagannym stanie. Ślinka mi cieknie na ich widok, naprawdę. To tylko wzmacnia moją chęć posiadania pięknych książek. Wracam myślą do pięknego wydania Juliusza Verne’a widzianego w muzeum Diora i myślę sobie, że fajnie byłoby takie mieć.

Jemy lunch w pobliżu, znowu naleśniki w La Crème de Paris. Już testowałam tę restaurację, ich słodkie naleśniki są super, ale gryczane, które próbuję dziś po raz pierwszy, są trochę suche. Małe rozczarowanie.

Po drodze mija się Montmartre który S. zna dobrze.

Szybko wstępujemy do sklepu Mademoiselle Bio, zanim udamy się na Denfert-Rochereau, aby S. zdążyła na autobus do Orly. Ja natomiast wracam na Montparnasse i biorę pierwszy pociąg do Chartres.

Nasz program może wydawać się bardzo lekki, ale spotykamy się też po to, żeby być razem i porozmawiać. Zwiedzanie to wisienka na torcie. Bardzo bardzo podobał mi się ten pobyt w gronie przyjaciółek i mam nadzieję, że będziemy miały okazję zwiedzić inne miasta razem.

Część 2: Praktyczne wskazówki

  • Luwr: 17€/osoba, warto zarezerwować z wyprzedzeniem, ale jeśli zabierzecie się za to późno jak my, wstańcie wcześnie rano i będziecie mogli zarezerwować bilety na ten sam dzień
  • Galeria Dior: 12€/osoba, lepiej zarezerwować dzień wcześniej, żeby nie stać w kolejce
  • Mam Paris: ta wspaniała wietnamska restauracja nie jest otwarta wieczorem we wszystkie dni tygodnia, więc dowiedzcie się wcześniej, zanim tam pójdziecie
  • Autobus Orly: regularne kursy, przy Denfert Rochereau. Idźcie za strzałkami „bus Orly”. Bilet można kupić u kierowcy.
  • Wybraliśmy kartę Navigo Découverte, ale bilety dzienne są droższe z tą kartą. Jeśli macie czas, wybierzcie Navigo, które wymaga dowodu osobistego, ale będzie bardziej opłacalne na 3 dni lub więcej zwiedzania.
Możliwość komentowania 3,5 dnia w Paryżu w gronie koleżanek (Francja) – 2023 została wyłączona