Journées Particulières: Wizyta w Warsztatach Moynat w Paryżu
Wizyta miała miejsce w październiku 2022, ale dopiero teraz piszę o niej artykuł 😀 Nie jestem nikomu płatna, nikt mnie nie sponsoruje, te opinie są moje, dzięki!
Usłyszałam o Moynata po raz pierwszy na YouTube: sfrustrowane fashionistki, zniechęcone chłodnym i lekceważącym podejściem w Hermès i Goyard, znajdują schronienie w Moynat, gdzie kupują produkty, które ich zdaniem są „odpowiednikami” Hermès, ale tańszymi i przede wszystkim… dostępnymi.
Po sprawdzeniu odkrywam, że Moynat należy do grupy LVMH i to dobrze! Journées Particulières LVMH oferuje wizytę w warsztatach Moynat, a ponieważ większość akcjonariuszy nigdy o niej nie słyszała, udało nam się zdobyć dwa miejsca bez większych trudności (podczas gdy o wizytę w warsztatach Louisa Vuittona trzeba było walczyć, a do Goyard nie sposób było się dostać).
Zwiedzamy warsztaty w grupach 10-15 osobowych i jestem jedyną osobą, która wcześniej słyszała o marce. Myślę, że mają jeszcze trochę do nadrobienia w kwestii marketingu.
W pierwszym pomieszczeniu, gdzie czekamy, jest mnóstwo toreb. Ze wstydu nie odważyłam się ich fotografować, ale powinnam była, przepraszam. Będę musiała podzielić się oficjalnymi zdjęciami marki.
Zakochałam się w ich walizeczce. Widziałam ją już na zdjęciach, ale na żywo jest przeurocza. Przez jej śmieszne rozmiary można uznać ją za całkowicie niepraktyczną (ciężko zmieścić w niej smartfona), ale mam obsesję na punkcie walizek, więc nie mogłam jej przeoczyć. Uchwyty są, moim zdaniem, w kategorii „mogłoby być lepiej”.

Mogłam dotknąć ich torba reversible, model, na który ślinię się od kilku miesięcy. W końcu mogłam go dotknąć na żywo i uważam, że skóra jest absolutnie przepiękna, w dotyku bardzo przyjemna, paski wygodne, a przede wszystkim jak na torbę tej wielkości nie jest aż tak ciężka. Wiem, że to bestseller, bo YouTuberzy regularnie narzekają na braki tego modelu. Uważam, że design jest niezwykle sprytny, torba jest dwustronna i oba kolory świetnie się uzupełniają.
Pozostałe flagowe modele marki nie robią na mnie żadnego wrażenia. Achh, może mini torba w kształcie koła, nawiązanie do historii marki! Jest ciekawa technicznie, ale niepraktyczna.
Trzeba wiedzieć, że jak wszyscy wytwórcy bagażu, Louis Vuitton i Moynat zaczynali od produkcji kufrów (walizek z innej epoki). Moynat miał świetny pomysł, oferując kufry o zakrzywionych kształtach (dopasowujące się do kształtu dachu samochodu) oraz okrągłe kufry (na koło zapasowe). Nie wspominając o ich płótna z charakterystycznymi splecionymi literami M (które na początku były rysowane ręcznie).
10 minut później zapraszają nas do obejrzenia rzemieślników. Niespodzianka: to nie jest prawdziwy warsztat, ale dwa pomieszczenia zaadaptowane na te dni zwiedzania. W pierwszym jest 3 rzemieślników, w drugim 2.
Aby zaprezentować ich unikalne umiejętności, w pierwszym pomieszczeniu pokazują nam:
- ich technikę intarsji: polega na układaniu skórzanej układanki, aby tworzyć ciekawe wzory. To technika bardzo ceniona również w Loewe i bardzo czasochłonna
- ich umiejętności w tworzeniu mini-kufrków (uwielbiam!!)
- ich umiejętności w tworzeniu toreb, właśnie pokazali moją ulubioną torbę
Szczerze mówiąc, jestem w siódmym niebie bo to produkty i techniki, które interesują mnie najbardziej!
Z drugiej strony, byłam trochę rozczarowana kilkoma szczegółami:
- uchwyt torby (widzicie, że przybliżyłam uchwyt zamiast sfotografować intarsję ahaha). Moim zdaniem nie jest wystarczająco „pulchny”. Mam wrażenie, że mają problem z umiejętnościami lub designem jeśli chodzi o uchwyty.
- rzemieślnicy szybko pokazują nam, jak mają pracować, ale podczas tych dni nie pracują, więc nie widzimy tych gestów. Jeśli chodzi o nity na walizeczkach, powiedziano nam, że gest jest trudniejszy, niż się wydaje, a żeby to zademonstrować, rzemieślnik wbił nit i nadal nie wiedzieliśmy, dlaczego to trudne
- jeśli chodzi o torbę, pokazano nam dwa miejsca, gdzie trzeba szyć ręcznie (technika, która nie wydaje mi się trudna). Zapytałam rzemieślnika, czy torba jest szyta ręcznie. Milczała dobre 3 sekundy, zanim odpowiedziała „torba jest wykonywana przez jedną osobę od początku do końca”. Odpowiedziała kompletnie nie na temat! To znaczy, że nie jest w całości szyta ręcznie? Szkoda! Już nikt dziś nie szyje ręcznie, nawet Hermès.




Następnie przechodzimy do drugiego pomieszczenia, gdzie dwóch rzemieślników personalizuje walizeczki, rysując na nich. Inicjały w dość specyficznym stylu (trochę jak litery rysowane na szybach, wiecie, takie same zobaczymy w Goyard). Nie do końca w moim stylu, ale cieszymy się, że możemy ich zobaczyć przy pracy. Mówią nam, że można również na nich rysować. Wystarczy, że klient poda ogólny opis, a zostanie to wykonane na zamówienie.
Wizyta kończy się tutaj i pozostaje lekki niedosyt. Jest krótsza, niż się spodziewałam. Pozycjonowanie marki jest dość specyficzne, Moynat plasuje się między Louisem Vuittonem, Goyardem i Hermèsem. Nie wiem, jak LVMH poradzi sobie z nadaniem Moynat jasnego pozycjonowania. Widać kody wytwórcy bagażu, ale też aspekt IYKYK Hermèsa (quiet luxury), z dostępnością w bonusie. Marka może chce przyciągnąć wszystkich tych, którzy odchodzą wściekli z Hermèsa i Goyarda, a nie chcą wulgarności LV?
Niestety, techniczność nie dorównuje prawdziwym rzemieślnikom kaletnikom (ci, którzy wykonują torby na zamówienie i w całości ręcznie). Więc jednak jesteśmy w trybie „luksusowej industrializacji”, ale cichy luksus, bez logo LV wszędzie.
Udaję się więc do ich butiku, który jest niedaleko. Po drodze mijamy Goyard, gdzie tłum bardzo dobrze ubranych kobiet (które bosko pachną) czeka na chodniku jak bezdomne. To żałosne, że trzeba stać w kolejce, żeby kupić sobie torby po zawyżonych cenach.
W Moynat, nikim albo prawie. Sklep jest przepiękny i bardzo duży. Zostaliśmy bardzo, bardzo dobrze przyjęci, sprzedawcy kilka razy proponowali nam dotknięcie toreb… ale nie mam ochoty niczego kupować, więc grzecznie odmawiam.



Szczerze, gdybym miała tyle pieniędzy, żeby kupić luksusową torebkę, wolałabym sto razy kupić tutaj niż błagać SA i podlizywać się im w Hermès.
Kilka dni później, moja koleżanka M. i ja przechodziłyśmy obok kącika Moynat w Bon Marché i mogła przymierzyć jedną ze skórzanych toreb tej marki. Jak zwykle byłyśmy bardzo dobrze obsłużone, a nawet dostałyśmy dwie butelki Evian 🙂 dobrze się składa, bo miałyśmy trochę pragnienia.
Następnie idziemy obejrzeć nowości w Hermès i umieram ze śmiechu na widok idealnie asymetrycznego ucha tej Kelly. Moi rzemieślnicy kaletnicy dawaliby sobie klapsy, gdyby odważyli się zrobić takie ucho 😀

