Powrót do Rzymu (Włochy): marzec 2023
Tak bardzo zaległam z blogiem, że niektóre wpisy z podróży będę pisać w formie streszczenia, jak ten.
W marcu 2023 spędziliśmy 10 dni w Rzymie. Nie było to wcale zaplanowane, ale ponieważ byliśmy w Malcie, a potem w Sycylię, a potem do Pompejów, et Neapolu, wystarczyło posunąć się odrobinę dalej, żeby dotrzeć do Rzymu. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, prawda?
Mam też dwie dobre wymówki, żeby odwiedzić to miasto, które po Covidzie znów stało się drogie: (1) muszę iść do mojego włoskiego dentysty (2) muszę odwiedzić moją przyjaciółkę Simonę.
Simona, o której pisałam tutaj obszernie, znacznie ulepszyła swój salon masażu kobido. Stało się to miejsce w 100% feng shui (wszystko zostało zaprojektowane przez specjalistkę od feng shui) i odnowiła swoje tatami, ma się wrażenie, że jest się w Japonii. Simona to przede wszystkim świetna masażystka, ale muszę przyznać, że z roku na rok jest coraz lepsza i zawsze wychodzę od niej całkowicie zrelaksowana, a moja twarz młodnieje o kilka lat. Dla tych, którzy kiedyś odwiedzą Simonę, szukajcie papierowych gałązek wiśni – to ja je zrobiłam!


Tym razem mam tylko 10 dni, ale udało mi się ją odwiedzić kilka razy i przy okazji zwiedzić miejsca, których nie zdążyłam zobaczyć ostatnio.
Poszliśmy razem do Museo delle illusioni, żeby zrobić zabawne zdjęcia trickowe. Jest tam mnóstwo innych atrakcji i myślę, że warto iść tam z przyjaciółmi, bo samemu można się trochę znudzić.

Muszę jednak wspomnieć o jednej dziwnej sytuacji. Ona miała wizytę u renomowanego akupunkturzysty, specjalizującego się w akupunkturze jedną igłą (to chyba mówi samo za siebie, że jestthe best of the best) i zaproponowała, żebym jej towarzyszył. Z dziwnych powodów mój taksówkarz spóźnił się 2 minuty, a po drodze łapał czerwone światło za czerwonym światłem. Lekarz nie odbierał moich telefonów, mimo że drzwi wejściowe otworzyli mi nieznajomi. Zostały mi ostatnie drzwi do otwarcia: te do gabinetu. Ale nie wiedziałam, gdzie jest gabinet, i stałam jak głupia przed otwartym budynkiem. I przyszła mi do głowy myśl: on nie chce, żebym tam była. Więc czekałam w ogrodzie. Godzinę później wyszła i powiedziała: „Doktor nie chciał, żebyś tu była, nie chciał ci otworzyć, nie mogłam cię ostrzec”. Odpowiedziałam: „tak, sama się domyśliłam”. Ten doktor musiał mieć specjalną moc, bo potrafił wysłać mi wszystkie sygnały, żeby pokazać, że nie jestem mile widziana.
Keats-Shelley House
Obok słynnych schodów na Piazza di Spagnastoi mały, dyskretny budynek, tak dyskretny, że turyści siadają przed nim i całkowicie blokują wejście. To dawny dom bardzo znanego angielskiego poety.
D., którą poznałam dzięki temu blogowi, pokazała mi ten budynek, kiedy spacerowałyśmy po Rzymie, i przyznaję, że bez jej wskazówek nigdy bym nie pomyślała o jego odwiedzeniu, bo nie znałam tego poety. Nie miałam pojęcia o jego istnieniu.
Ale bardzo się ucieszyłam, że odwiedziłam ten mały dom, bo był pełen książek (innych angielskich poetów).



Można było dostać się na „tajny” balkon. Turyści schodzący po schodach nie mieli pojęcia, jak mogłam dostać się na ten ładny balkon. Pewnie myśleli, że wynajęłam drogi apartament na Airbnb. Zawsze cieszę się z takich „dobrych pomysłów”. W czasie mojej wizyty herbaciarnia jeszcze nie została otwarta, ale dowiedziałam się, że można tam teraz popijać herbatę.

Balkon widziany ze schodów:

Wykorzystałam to, że byłam w najdroższej dzielnicy miasta, żeby rzucić okiem na sklep Hermès, w daremnej próbie kupienia szalika sprzed 3 lat. Oczywiście już go tam nie było. Ale moja wizyta w Loro Piana nie była daremna. Po tym, jak po raz pierwszy usłyszałam o wełnie wikunii, poszłam dotknąć szalika w 100% z wikunii w Loro Piana – znacznie grubszego i bardziej miękkiego niż szalik z kaszmiru. Osobiście faktura nie uzasadnia ceny, ale wiem, że to najdroższa tkanina na świecie. W „W poszukiwaniu straconego czasu”, tom III, płaszcz z wikunii księcia został zarzucony na ramiona narratora, we wzruszającej scenie z moim ulubionym Saint-Loupem. Mam nadzieję, że kiedyś kupię tańszy w Ameryce Południowej (zawsze można marzyć, prawda?).

Poszłam zobaczyć słynne miejsce w centrum miasta, gdzie mieszkały koty uliczne. Przyglądając się uważniej, odkryłam plakat, a potem schody prowadzące do lokalu, gdzie przetrzymywano i karmiono niepełnosprawne koty. Normalne koty mogły wchodzić i wychodzić dowolnie, a jedzenie było dostępne bez ograniczeń. Można było pomóc, wpłacając darowiznę (lub adoptując koty do adopcji). Była tam wolontariuszka, która opowiadała o stowarzyszeniu i o tym, jak można pomóc.


Panteon
Z JB wróciliśmy zobaczyć Panteon. Byłoby imponujące pójść tam w deszczowy dzień, bo można by zobaczyć deszcz padający z sufitu, ale jest wyjątkowo ładna pogoda. Dziwnie widzieć tylu ludzi. Kiedy byliśmy tam w 2020, byliśmy prawie sami, ale wtedy nie można było wejść do środka. W 2023 było nas za dużo 😀


Bazylika św. Pawła za Murami
Mimo naszego lenistwa pojechaliśmy metrem do Bazyliki św. Pawła za Murami. To jedna z 4 bazylik, które koniecznie trzeba zobaczyć w Rzymie, i prawdopodobnie nasza ulubiona – jest bardzo przestronna, są tam portrety wszystkich papieży (nie sprawdzałam, czy są tam też papieże heretycy). Weszliśmy w środku mszy, ale i tak nas wpuścili.





Bazylika Santa Maria Maggiore
Przechodziłam obok niej kilka razy (nasze Airbnb było niedaleko), ale zawsze docierałam za późno (po godzinach zamknięcia). Może następnym razem.


Bazylika Świętego Piotra
JB koniecznie chciał wrócić, żeby zobaczyć bazylikę Świętego Piotra. Staliśmy w kolejce godzinę, żeby przejść przez bramkę bezpieczeństwa i wejść do bazyliki. Mimo niewiarygodnej liczby turystów, bazylika była tak ogromna, że mogliśmy sobie pozwolić na spokojne zwiedzanie. Tym razem nie odwiedziliśmy skarbca ani nie weszliśmy na górę, bo nie mieliśmy odwagi znowu stać w kolejce, ale wnętrze zawsze robi na nas wrażenie, nawet jeśli to była nasza 4. albo 5. wizyta.
Zastanawialiśmy się, czy naprawdę chcemy zapisać się na mszę pod przewodnictwem papieża, ale jeśli msza na placu Świętego Piotra podczas Zielonych Świąt mogła mnie przyciągać, to msza w środku, z tłumem ludzi, podczas której nic bym nie zrozumiała, w ogóle mnie nie zachwycała.


Pomnik Wiktora Emanuela II
Trochę się wstydzę, ale długo czekaliśmy, aby zwiedzić Pomnik Wiktora Emanuela II. Powiedzmy, że to było spowodowane wieloma schodami do pokonania. Oglądanie zachodu słońca z tego pomnika było bardzo satysfakcjonujące. Kościół obok, mniej imponujący, a płatne schody (15€) nas nie przekonały. Ale reszta (darmowe części) była naprawdę fajna.







JB i ja również wykorzystaliśmy nasz krótki pobyt, aby znaleźć sobie małe miejsce i wypowiedzieć życzenie przed fontanną di Trevi, zanim przetestowaliśmy restaurację z gwiazdką Michelin w Rzymie.

I w końcu poszłam do mojego dentysty na kontrolę. Zrobiliśmy ponowne zdjęcia rentgenowskie, spotkałam dokładnie tę samą higienistkę i tego samego dentystę (w sumie o to prosiłam). Dobra wiadomość jest taka, że wszystko jest w porządku, chodzi o to, żeby zachować moje zęby do końca życia, takie jakie są 😀 I będę tam wracać od czasu do czasu na kolejne kontrole.

