Antwerpia, miasto diamentów (Belgia) – pamiętnik z podróży 2023
Po Holandia, JB wciąż czeka na odbiór naszego mieszkania w Nicei więc decydujemy się zostać w Europie jeszcze kilka miesięcy. Nie wiedząc, gdzie jechać, proponuję mu Belgię, którą przemierzyłam ekspresowo z moją koleżanką M. i jej synem tuż przed Covidem. Wybieramy Antwerpię jako bazę, bo uwielbiałam (1) fakt, że większość diamentów przechodzi przez Antwerpię (2) jej muzeum drukarstwa.
JB rezerwuje nam ładny Airbnb 10 minut rowerem od katedry i dopiero gdy tam docieramy, odkrywamy, że ten Airbnb jest w środku domu spokojnej starości. Patrzymy z zazdrością na jadalnię i pytamy, czy my też możemy dołączyć do emerytów w porze posiłku. Mówią nam „nie” i musimy zadowolić się aneksem kuchennym w mieszkaniu. Jednak możemy poprosić o sprzątanie, tak jak nasi emerytowani sąsiedzi. Przynajmniej wiemy, co nas czeka, gdy będziemy starzy i jeśli będziemy mieć jeszcze szczęście mieć pieniądze.
Bierzemy rowery (w stylu Vélib), aby dostać się do centrum, gdy nie chce nam się samodzielnie gotować. W Antwerpii transport publiczny jest na topie, jest tramwaj, autobus, metro, pociąg… to po prostu kosztuje bardzo dużo. Jesteśmy we flamandzkiej części i wygląda jakbyśmy byli w Szwajcarii, każdy mieszkaniec mówi płynnie w 10 językach, wszystko jest bardzo zorganizowane, bardzo czyste, trochę droższe, ale jemy gorzej niż we francuskiej części Belgii. Nie wiem już za bardzo, w jakim języku rozmawialiśmy z kelnerami, ale chyba głównie po angielsku.
Muzeum Plantina
Nigdy, przenigdy nie znudzi mi się muzeum drukarstwa Plantina, które odwiedziłam łącznie 3 razy, chyba. Mają piękną kolekcję czcionek ołowianych, ale też maszyn, miedzianych płyt do akwaforty… Napisałam artykuł, w którym chwalę to muzeum, prawdopodobnie moje ulubione na świecie! Wolna myśl dominuje w tej części świata i widać jej ślady wszędzie w mieście, a zwłaszcza w kolekcji książek tu wydrukowanych.


Katedra
Między moją wizytą w 2020 a tą w 2023 ceny katedry wzrosły x2, więc decyduję się zostać w okolicach katedry i nie zwiedzać już wnętrza.


Naprzeciwko katedry jest bardzo urocza rzeźba.

A wokół piękne domy, które przypominają Brugię, ale w mniej ładnej wersji.

W całym mieście można znaleźć piękne budynki, trzeba poruszać się rowerem, aby je wszystkie podziwiać powoli.








Jest jeden plac, który uwielbiam, i często tam chodzę, bo uważam, że jest spokojny, i odkrywa się wielki plac po targu w wąskich uliczkach. Naprzeciwko kościół jezuitów (Kościół Świętego Karola Boromeusza), po prawej wspaniała biblioteka (Biblioteka Dziedzictwa Hendrika Conscience’a) gromadząca 1,5 miliona woluminów – których nie wolno nam przeglądać.








Dzielnica żydowska
Dworzec centralny jest przepiękny, choć trochę podejrzany.



Ale tuż obok znajduje się dzielnica żydowska. Dzielnica żydowska w Antwerpii to DIAMENTY!!! Błyskotki !!
Większość diamentów przechodzi przez Antwerpię, ponieważ jest tu niesamowite skupisko jubilerów . To tutaj są szlifowane, sortowane, mierzone, certyfikowane… i odsprzedawane na całym świecie. Antwerpia coraz bardziej traci swój monopol, ponieważ Indie, z wykwalifikowaną i tanią siłą roboczą, szlifują ogromne ilości diamentów. Trzeba przyznać, że handel diamentami jest manipulowany przez De Beers. Jest astronomiczna ilość diamentów po odkryciu kopalń w Afryce, ale kontrolują podaż, więc ustalają cenę, jaką chcą. Dlatego możecie spróbować odsprzedać swój diament, odkupią go za grosze, nie jak złoto. De Beers inwestuje dużo pieniędzy w reklamę, w filmy i teraz Amerykanie wierzą, że trzeba proponować małżeństwo z minimum jednym karatem diamentu, inaczej to nie ma sensu. Możecie obejrzeć dokument na Netflixie, aby dowiedzieć się więcej (Nothing Lasts Forever) lub przeczytać świetną książkę Stoned autorstwa Aji Raden. Uwaga, w filmie dokumentalnym mówią, że nie da się odróżnić diamentów naturalnych od laboratoryjnych, ale to nieprawda.



Miałam zły pomysł, żeby odwiedzić dzielnicę żydowską w piątek, a potem w sobotę. Ale oni mają inną koncepcję weekendu niż my, więc dzielnica jest zamknięta, nic się nie dzieje. Trzeba było wrócić w tygodniu, żeby zobaczyć mnóstwo biżuterii, mnóstwo diamentów, aż trudno uwierzyć. Podczas naszego pobytu w Antwerpii oglądaliśmy serial na Netflixie (Diamenty) o żydowskiej rodzinie z dzielnicy diamentowej w Antwerpii i jesteśmy bardzo zadowoleni, że możemy pójść w te miejsca i powiedzieć sobie „ach, ten budynek, widzieliśmy go w serialu!”.
Owszem, ten serial to tylko zbiór stereotypów o żydowskich diamentach, ale zauważyłam na przykład taki szczegół, że kobiety muszą nosić peruki, z wyjątkiem sytuacji, gdy są z bliskimi (nie pytajcie mnie, do której gałęzi judaizmu to się odnosi!). Przyjrzałam się uważniej na ulicy i rzeczywiście tak jest! Widać jednak, że to peruki, bo jest w nich coś nienaturalnego, nie wiem, ruch nie wydaje mi się naturalny, ale trzeba się bardzo uważnie przyjrzeć. A mężczyźni wszyscy noszą kapelusze z dwoma lokami po obu stronach, także mali chłopcy, jak w filmach!
Poza tym nie znalazłam pięknych synagog jak w Serbii, i nie kupiłam też diamentów, bo uważam, że są bardzo drogie w porównaniu z tymi, które znajduję w Wietnamie (które pochodzą raczej z Indii).
Opierając się na Antwerpii, pojedziemy pociągiem na mini road-trip po Belgii.