Kartka z podróży: 2 miesiące we Francji, sierpień – wrzesień 2023
Jeśli blog jest rzadziej aktualizowany niż kiedyś, to dlatego, że gdy podróżujemy, podróżujemy za dużo i nie mamy czasu na blogowanie, a gdy odpoczywamy, odpoczywamy za dużo i nie mamy ochoty blogować 😀 Będę potrzebować dużo czasu, żeby napisać brakujące kartki z podróży między kwietniem 2022 a lipcem 2023, ale spróbujemy, powoli.
Sierpień 2023
W sierpniu, po objazdówce po Europie (z krótkim przystankiem w Turcji), wróciliśmy do Francji, żeby zaopiekować się kotem mojej siostry podczas jej wakacji. Jak zwykle, JB wynajmuje dla nas Fiata 500 w Leclerc, którego cena jest zawsze nie do pobicia jak na miesięczny wynajem
Ponieważ od maja 2023 pracuję bardzo mało (jestem zwolenniczką ruchu FIRE i obecnie w trybie Barista FIRE), mam prawie cały czas na robienie wyłącznie rzeczy, które lubię. Moja siostra lubi prace ręczne tak samo jak ja, więc jest dobrze wyposażona. Wszystkie moje narzędzia do kaletnictwa i linorytu również są u niej przechowywane. Podczas letnich wyprzedaży wypatrzyłam dodatkowo maszynę, na którą miałam ochotę od dawna: Silhouette Portrait 3. Moja siostra i ja będziemy się dzielić opieką nad tą maszyną do cięcia 😀
Podczas pobytu u siostry pracowałam głównie nad papierem:
Te tygodnie są intensywne, bo każdego dnia powstaje coś nowego. Nie dlatego, że jestem super szybka, ale wiedząc, że będę miała dostęp do narzędzi, a zwłaszcza do maszyny do cięcia, wszystkie projekty zostały przygotowane wcześniej i czekały tylko na realizację.
Zaczęłam robić introligatorstwo, korzystając z bardzo prostych tutoriali w Internecie. Bardzo mi się to spodobało i utwierdziło w wyborze prawdziwego kursu introligatorstwa 3 dni w Tours we wrześniu.


Będąc u siostry i mogąc odbierać paczki, weszłam w tryb bibliofilki na kilka tygodni, zanim rozstałam się z częścią mojej kolekcji (gdy tylko piękna książka zostanie przeczytana i jestem przekonana, że nigdy jej nie przeczytam ponownie, rozstaję się z nią).
Dwa znaczące znaleziska warto wyróżnić: wydanie na bibule z Władcą Pierścieni oraz wydanie deluxe Hobbita, nigdy nieczytane.
Pobyt na farmie
Po tych tygodniach intensywnej pracy spędziliśmy tydzień na farmie mlecznej 30 minut od Le Mans. Rolnicy są bardzo dumni ze swojej pracy, zwłaszcza że starają się dostarczać krowom prawie 100% pożywienia tylko dzięki swoim polom. To wyczyn, bo wielu rolników uzupełnia 15% do 20% pożywienia importowaną soją. Nasi rolnicy twierdzą, że ich krowy jedzą lepiej niż u innych gospodarstw, więc mleko jest lepszej jakości.
Mieliśmy okazję spróbować niepasteryzowanego mleka, prosto z porannego udoju. Nie mając nawyku picia mleka, męczyliśmy się, żeby we dwoje wypić 2 litry w 2 dni. To mleko ma zupełnie inny smak niż mleko ze sklepu. Co dwa dni przyjeżdża ciężarówka po mleko, które zostanie użyte do produkcji sera emmental President.
Oglądałem Rolnicy szukają żony przez ponad 10 lat, więc takie farmy są mi całkowicie znajome. Rolnicy dbają o swoje krowy tak bardzo, jak mogą, ale na pewno tempo jest intensywne dla krów: zawsze w ciąży, z nogami w g*wnie przez większość czasu. Najlepszy moment w ich życiu to okres między narodzinami a 2 rokiem życia, kiedy niczego się od nich nie oczekuje. Samce są od razu zwalniane, cześć.
Ale nie można też mieć pretensji do rolników, oni też nie dają rady, pracując od rana do wieczora. I nie mówię już o zapachu! Był tak intensywny, że przez tydzień poszłam zobaczyć krowy tylko raz, bo potem śmierdziałam g*wnem od stóp do głów. Dodatkowo, przy przechowywaniu obornika, unosi się chmara much, bardzo zadowolonych z wejścia do naszego mieszkania.
Jednak można podkreślić spokój, dobre produkty prosto z farmy (rolniczka dała nam kilka pomidorów i mirabelek z ogrodu). Nawet w Super U w okolicy jest dział poświęcony lokalnym rolnikom (bo jest ich wielu).

Wszędzie, gdzie szłam, patrzono na mnie od stóp do głów, bo albo moje obcasy są za wysokie na wieś, albo jestem zbyt wystrojona na kąpiel w jeziorze, albo zbyt Downton Abbey na trekking. To trochę jak kandydatki z Paryża w Rolnicy szukają żony, zastanawiamy się, co one tam robią, w białych butach sportowych lub w sukience obok krów.
Trzy wyjścia, które zrobiliśmy, to wizyta w Le Mans, szlak trekkingowy i pobliskie jezioro, żeby JB mógł przetestować swoje nowe buty do chodzenia.



Wrzesień 2023
Oddaliśmy samochód, odebrałam moje narzędzia kaletnicze i maszynę do cięcia, i pojechaliśmy do Chalmazel, gdzie obecnie mieszka V., brat JB.
V. zamówił u mnie skórzany portfel, bo jego jest za stary i za duży. Zaproponowałam mu skóry, które miałam na stanie, i zdecydowaliśmy się na portfel z novonappy podszyty zermattem, jak moja torebka. Dzięki mojej maszynie do cięcia zyskałam pół dnia i skończyłam go w 4,5 dnia. V. jest bardzo zadowolony, bo to jego pierwszy w pełni ręcznie robiony portfel na miarę. Zmierzyliśmy wszystkie jego karty i papiery, żeby zmieściły się w portfelu. Zrobiłam mu też małą skórzaną teczkę (na papiery samochodowe) i portmonetkę (na monety). Dzięki tym drobnym projektom odzyskałam wprawę w kaletnictwie.
Pewna obserwująca na Facebooku pokazała te zdjęcia swojemu mężowi szewcowi i pochwalił moje wykończenie. Jestem bardzo zadowolona, bo z 3 portfeli, które zrobiłam, jeden był kompletnie nieudany, więc wskaźnik sukcesu wynosi na razie tylko 66% 😀
Wynajęty domek był trochę daleko od wioski, ale mieliśmy dzięki temu piękny widok i spokój. Nawet ptaki były spokojne – żaden nie obudził mnie o 5 rano jak w Nikaragui.
Chociaż nie miałam dużo miejsca na prace ręczne, mniej więcej poradziłam sobie z dostępną przestrzenią, czasem pracując w łóżku.

A oto nowe dzieła stworzone w górach:
To był naprawdę relaksujący czas dla nas. V. i JB każdego ranka wyruszali na wędrówki, przygotowując się do trekkingu w Nepalu. Kilka razy w tygodniu spotykałam się z V. i jego dziewczyną P. na dobrym domowym posiłku.
Ponieważ nie miałam ochoty gotować dwa razy dziennie, robiliśmy bardzo proste dania i pod koniec miesiąca oboje straciliśmy kilka kilogramów. Skoro pracuję mniej, jem mniej, a do tego mięso nie trzyma się długo, więc nie jadłam go codziennie i schudłam mimowolnie. Badania krwi po tym minimalistycznym miesiącu są znakomite 😀 Nawet jeśli nie byliśmy na dużej wysokości, górskie powietrze zrobiło mi bardzo dobrze.
Cała czwórka odwiedziliśmy piękne zakątki, na przykład Montarcher i ten niesamowity widok:
lub Saint-Bonnet-le-Château które przechowuje mumie w przerażających pozycjach (prawdopodobnie zabite bronią białą), ale ma bardzo piękne witraże.
JB i ja odwiedziliśmy Papiernię i wyszłam z mnóstwem wysokiej jakości ręcznie robionych arkuszy.
Obchodziliśmy tutaj nasze urodziny – rzadko świętujemy je z rodziną, więc sprawiło mi to przyjemność.
Zrobiliśmy też super grilla z sąsiadami i zbieraliśmy jagody w ogrodzie (było ich tak dużo, że musiałam dodawać jagody do wszystkiego, co jadłam, w tym do sałatek i herbat).
Oglądaliśmy mecz Saint-Étienne z Valenciennes na sektorze. To dość łagodny sektor, bo są dzieci i rodziny, moim zdaniem nie ma wystarczająco dużo wyzwisk 😀 Sektor naprzeciwko wygląda na bardziej hard core , bo jest wiele transparentów, żeby ubliżać I graczom, I trenerowi. Mecz był nudny, bo gracze byli zbyt słabi, i nie było popcornu jak w kinie, ale podobało mi się, mogłam myśleć o różnych rzeczach podczas meczu: moich projektach DIY, książkach, które planuję kupić/odstąpić, jaki artykuł opublikuję pierwszy na blogu…

Myślałam, że będę mogła zostać tu kilka miesięcy, z moimi narzędziami do kaletnictwa, linorytu, introligatorstwa i pięknymi książkami, aż do prawdziwej burzy, podczas której spędziłam 2 godziny wycierając wodę wpadającą drzwiami z salonu, w środku nocy. Tuż przedtem JB powiedział mi, żebym go pod żadnym pozorem nie budziła (bo kładę się później i zwykle budzę go hałasem), więc wycierałam sama, mniej lub bardziej skutecznie, ale przede wszystkim przypomniało mi to straszliwą noc spędzoną w Czarnogórze, kiedy czekaliśmy na świt. Zabawne, jak można być cierpliwym we wszystkich hobby, nałożyć 10 warstw farby na skórzany portfel, a stracić cierpliwość przy pierwszej kaprysie pogody.
Oczywiście JB następnego dnia powiedział mi, że powinnam go była obudzić.
Góry całkowicie straciły swój urok i marzyłam tylko o tym, żeby wrócić do trzeciego co do wielkości miasta we Francji.
Spędzimy 1,5 dnia w Lyonie i nie wiem dlaczego, to miasto tak bardzo mnie fascynuje , że trudno mi było uwierzyć, że naprawdę tam jestem. Mówiłam wam o mojej wizycie w warsztacie druku na jedwabiu, opowiem wam też o jego muzeum drukarstwa, które zrobiło na mnie duże wrażenie.
Bardzo podobała mi się też bazylika Notre-Dame de Fourvière . Zaletą Lyonu jest to, że płaci się za bilety autobusowe czy tramwajowe zbliżeniowo kartą bankową – to wygodne.


W drodze powrotnej deszcz chłostał nas po twarzy i zmoczył połowę ubrań, ale w środku miasta wydaje się to znośne, podczas gdy w górach człowiek czuje się bezbronny i kruchy.
Zaraz po Lyonie wróciliśmy do Paryża (JB przez pomyłkę kupuje bilety z dworca TGV niedaleko lotniska). Oddałam maszynę siostrze i zmniejszyłam walizkę z 22 kg do 12 kg. W Paryżu odwiedziłam targi książek rzadkich z moją koleżanką M., zanim sama pojechałam do Tours, żeby mój staż z introligatorstwa, do Chartres na mój staż z witrażu, a potem mini road trip po Europie. W tym czasie JB i V. polecieli samolotem do Nepalu, z przystankiem w Abu Zabi, a ich celem był Base Camp Everestu.