Moje Obecne Ulubione – [Grudzień 2025]: Ubrania, Broken Window Theory
Dziś trochę o zimowych ubraniach. Odkąd noszę wyłącznie naturalne materiały, zimą nie miewam już nieprzyjemnych zastrzyków energii.
Uszyłam sobie spodnie garniturowe z wełny (o których wspominałam tutaj). Wcześniej nie nosiłam wełnianych spodni, bo nie chciało mi się chodzić do pralni chemicznej. Te spodnie bardzo mi się spodobały, bo jestem wrażliwa na zimno (dżinsy nie grzeją mnie teraz wystarczająco).
Postanowiłam sprawić sobie dwie kolejne pary, całkiem nowe, na Vinted: jedną od Bernard Zins, model Voyage, i jedną od marki Suistudio. Udało mi się je kupić naprawdę tanio, bo to dość niszowe rzeczy.
Bernard Zins był dostawcą spodni męskich dla Hermèsa i robią tylko to: spodnie garniturowe. Spodnie Bernard Zins mają tę zaletę, że są łatwe w utrzymaniu, bo skład (60% wełna, 38% poliester, 2% elastan) pozwala im wytrzymać pranie w pralce. Stąd ich nazwa (Voyage). Jednak trochę gryzą, a wykończenia są dobre jak na przeciętną markę, ale nie dość luksusowe. Myślę, że ich wersja „garniturowa” ma bardziej staranne wykończenia, ale nie mogłam tego przetestować.
Jeśli miałabym wybrać jeden, poleciłabym Suistudio. Ta damska marka Suitsupply już niestety nie istnieje, ale ich spodnie mają wszystkie cechy garnituru. Wełna, nawet jeśli jest miękka, może trochę gryźć w spodniach, więc jeśli kieszenie są duże, to może zminimalizować ten dyskomfort i właśnie tak jest w Suistudio. Przyszycie jest idealnie wykończone, są ściegi AMF (imitacja ręcznego ściegu) przy kieszeniach, pasek jest czysty, w środku jest ściągacz, a nawet pętki są zrobione bardzo starannie. Jeśli szukacie używanych wełnianych spodni, gorąco polecam tę markę.

Podczas Wielkiego Jarmarku w Lille udało mi się kupić sweter z dekoltem łódkowym u Erica Bomparda (model MO640-00D: dekolt łódkowy, rozcięcia przy mankietach), ten dekolt tak mi pasował, że postanowiłam zrezygnować ze wszystkich okrągłych i V-kształtnych dekoltów. Od teraz będę wybierać dekolty kwadratowe i łódkowe. Znajoma (dzięki M-G!) wyjaśniła mi, że okrągłe dekolty świetnie wyglądają przy większym biuście, ale kwadratowe lepsze są dla mniejszych, bo dodają objętości. Debolty łódkowe, jeśli mają odpowiednią głębokość, odsłaniają szyję i optycznie wydłużają sylwetkę. To mi pasuje w 100%. Kupiłam swetry na Taobao, 100% bawełna.


To idealny moment, żeby kupić swetry robione ręcznie przez utalentowane osoby, ale niedoceniane. Wystarczy wpisać „a mano” , żeby znaleźć mnóstwo włoskich ubrań na miarę albo ręcznie dzierganych. Popatrzcie, udało mi się kupić ten ładny sweter o bardzo profesjonalnym wykończeniu za 6 euro. Nie wiadomo dokładnie, jaki ma skład, ale z testu palenia wynika, że to naturalny materiał, prawdopodobnie wełna z moherem.

Przedmioty używane a qi
Jeśli chodzi o ubrania, które mają bezpośredni kontakt z moją skórą, nie kupuję już używanych. Wolę kupować nowe (czy to na Vinted, czy gdzie indziej), bo przeczytałam artykuł, w którym wyjaśniono, że qi (energia życiowa) poprzednich właścicieli może pozostać na ubraniach. Jeśli to osoba, która ma piękne życie, ta qi może zostać mi przekazana, ale jeśli qi jest zła, to też ją wchłonę. Kiedyś kupiłam niezbyt drogi naszyjnik z pereł w sklepie jubilerskim. Przez ostrożność, nawet jeśli wyglądał na nowy, wyczyściłam wszystko, ale mimo to dostałam alergii. Rozebrałam naszyjnik na części i okazało się, że perły są całkiem nowe, ale zapięcie ze złota 18K jest prawdopodobnie używane. Po wymianie zapięcia nigdy więcej nie miałam alergii na ten naszyjnik. Podejrzewam, że zapięcie zatrzymało qi poprzedniej właścicielki…
To działa też w drugą stronę: nie chcę oddawać swojego qi nikomu. Jeśli chodzi o ubrania, z którymi się rozstaję i które nosiłam wystarczająco długo, żeby moje qi się na nich zostało, wystarczy wyprać je kilka razy, suszyć na słońcu przez kilka dni i trzymać z dala od siebie przez kilka miesięcy, zanim je sprzedam lub oddam.
Ponieważ jestem wrażliwa na zimno, kupiłam też mulety z wełny owczej, made in France. Wykończenia nie są zbyt staranne, ale są puchate i przyjemne. Polecam, bo kosztują tylko 15 euro i grzeją. Wiem, że można kupić kapcie z filcu wełnianego z gumową podeszwą, ale bardziej podoba mi się puchatość tych muletek.

Opinie
Zamówiłam w przedsprzedaży limitowaną edycję Alchemik po angielsku w zeszłym roku i oto jest, książka właśnie została dostarczona. Oprawa, design i materiały użyte do oprawy są idealne, ale całkowicie blokuję się przy papierze, który uważam za zbyt biały, oraz przy rysunkach w kolorach, które nie są dla mnie wystarczająco ostre. A mimo to opinie wszystkich innych kupujących są w 100% pozytywne!!! Natychmiast napisałam do wydawcy, aby podzielić się swoimi uwagami, z czystej ciekawości. Otrzymałam odpowiedź 20 minut później, dostałam ekskluzywne informacje na temat wyboru koloru papieru, dlaczego widać takie detale w kolorowych ilustracjach, jak są drukowane, dlaczego to kosztowało dużo, dlaczego było trudne, prawdziwy kurs druku! Dobrze zrobiłam, wysyłając tego e-maila!


To doświadczenie nauczyło mnie, że nigdy nie należy milczeć w obliczu wątpliwości czy dostrzegalnej wady. Czasami to zwykły błąd (np. gdy nie dostałam podwyżki w miesiącu awansu, księgowy przeprosił za swój błąd), niezrozumiały wybór artystyczny, albo gorzej: stopniowe pogarszanie jakości. Bo gdy nikt się nie skarży, niektóre marki wykorzystują to, aby obniżać jakość i zwiększać marże. Przełom nastąpił, gdy dowiedziałam się, że ludzie poświęcają czas na zgłaszanie problemów z jakością markom (nawet w przypadku swetra czy długopisu), sama skontaktowałam się z kilkoma markami, załączając zdjęcia, i zawsze otrzymałam zwrot pieniędzy lub wymianę, nawet w przypadku produktów, które nie były już nowe.
P/s: Niektóre marki mają taką aurę, że ich klienci nie śmią ich krytykować. Sézane jest tego doskonałym przykładem: ludzie potrzebowali lat, aby wyrwać się z tego „uroku”, mimo wyraźnego spadku jakości. Te marki hipnotyzują swoich konsumentów, którzy bronią ich zawzięcie, jakby wyssały z nich duszę i krytyczne myślenie. Gdy widzę ludzi wariujących, bo ubranie Sézane jest wyprzedane, to dla mnie sygnał alarmowy.
Mechanizm cichego pogarszania się przypomina mi „teorię wybitych szyb”, teorię kryminologiczną opracowaną w latach 80. XX wieku. Zasada jest prosta: jeśli wybita szyba w budynku nie zostanie naprawiona, wysyła to sygnał: „nikt tu nie pilnuje, nikogo to nie obchodzi”. Szybko inne szyby zostaną wybite, potem pojawią się graffiti, a następnie poważniejsze zniszczenia. Pierwszy nieusunięty bałagan otwiera drzwi do eskalacji. Widziałam zresztą eksperymenty z ukrytą kamerą, które potwierdzają tę teorię: samochód zaparkowany na ulicy, z którego bezkarnie kradną reflektory, sygnalizuje, że całkowicie akceptowalne i bezpieczne jest zajęcie się resztą (lusterkami, kołami, szybami). Każdy nieukarany czyn normalizuje następny i zachęca do eskalacji.
Zasada ta szczególnie odnosi się do bezpieczeństwa i porządku publicznego. To, co zarzucam Francji, to właśnie ten brak konsekwencji : prawdziwi przestępcy nie trafiają do więzienia, podczas gdy zwykły obywatel, który popełni drobne wykroczenie przez nieuwagę, jest natychmiast karany. Moja dziewczyna przekonała się o tym na własnej skórze: nękana na ulicy, śledzona aż do budynku, wszystko sfilmowała. Policja natychmiast rozpoznała mężczyznę, ale stwierdziła, że nie może nic zrobić, bo był bez dokumentów. Efekt: może nadal nękać i terroryzować kobiety bez żadnych konsekwencji. To dokładnie ta „wybita szyba” z teorii, nieukarane zachowanie przestępcze, które wysyła sygnał innym przestępcom, że im większe przestępstwo, tym większa bezkarność. W takim kontekście nie sposób czuć się bezpiecznie: nie tylko przestępstwa nie są karane, ale nie ma żadnego efektu odstraszającego.
W Dubaju czy Singapurze łamanie prawa kosztuje bardzo drogo, zawsze. Nawet przy wielkiej pokusie, zastanawiasz się dwa razy, zanim złamiesz zasady. Lee Kuan Yew w swojej autobiografii wyjaśniał swój wybór nakładania bardzo wysokich grzywien w Singapurze: według jego doświadczenia, marchewki nie wystarczą, trzeba kija. Efekt: kraje, w których czujesz się niezwykle bezpiecznie, gdzie możesz wreszcie wyłączyć ten program niepokoju „uwaga na kieszonkowców”, który kręci się w pętli w naszej głowie.
Tak więc, czy chodzi o jakość produktu, czy bezpieczeństwo publiczne, publiczne milczenie i brak konsekwencji otwierają drzwi do degradacji. Przekazywanie opinii i utrzymywanie jasnych standardów to dbanie o „szyby”, zanim wszystkie się wybiją.
Narzędzia dla architektów i inżynierów
Z powodu moich działań w iluminatorstwie i geometrii sakralnej, muszę znaleźć narzędzia umożliwiające precyzyjne linie (bo nie wychodzi mi to jeszcze z pędzlami), przy użyciu tuszu (pergamin to trudny materiał). Natknęłam się na markę Rotring. To niemiecka marka specjalizująca się w narzędziach do rysowania dla architektów i inżynierów.
Wcześniej było bardzo mało narzędzi (pióra wieczne, pędzle, ołówki), architekci i inżynierowie musieli używać grafionów, które pozwalały im rysować linie o stałej grubości. Te grafiony mają dodatkowo tę zaletę, że można ich używać z cyrklem. Bardzo przydatne do rysowania okien, arkad… jak w moim przykładzie:

Następnie wynaleziono izografy (długopisy techniczne). Te długopisy techniczne używa się z tuszem, ale pozwalają na regularną grubość linii przy bardzo małym nacisku, nie pozostawiają dużych plam przypadkiem jak grafiony, i nie trzeba co 30 sekund dolewać tuszu. Są tak dobrze zrobione, że można też kupić części zamienne. Tego typu produkty mogą służyć 30 lat bez problemu, dlatego kosztują bardzo dużo.
Udało mi się zdobyć zestaw na Vinted (wpiszcie Rotring College Set, możecie też kupić nowy na Amazonie, ale jest droższy, link Amazon).

Kiedy pokazałam tę kartkę JB-owi, ostrość linii i jakość tuszu sprawiły, że zapytał, czy wydrukowałam wzór 😀


Ponieważ isograf jest zbyt drogi i zbyt profesjonalny, większość ludzi używa jego kuzyna, finelinera. Końcówka finelinera (po lewej) to rodzaj gąbki, która zużywa się z czasem, podczas gdy isograf (po prawej) jest ze stali. 0.2 od Rotringa jest dużo cieńszy niż 0.05 finelinera. Ponadto isografy można przykręcić do cyrkla tej samej marki.

Przechodząc z finelinerów na isografy, czuję się, jakbym awansowała do pierwszej klasy 😀 Linie są ostre, tusz jest głęboko czarny i nie trzeba naciskać zbyt mocno, szerokość pióra jest idealna, bardzo wygodna dla moich palców. Fascynujące jest odkrywanie narzędzi tak dobrej jakości, które mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Na Vinted i Le Bon Coin można znaleźć mnóstwo vintage’owych zapasowych końcówek i cyrkli Rotring. Wybierajcie cyrkle w 100% metalowe, bo są bardziej precyzyjne niż te plastikowe.
Teraz, gdy architekci nie rysują już na papierze, to artyści używają tego rodzaju narzędzi, aby uzyskać większą precyzję i ostrość. Jedyną wadą, jaką widzę, jest mały wybór tuszu. Tusz musi być wystarczająco płynny, aby nie wysychał wewnątrz pióra, ale nie za bardzo płynny, żeby nie spływał na papier. Na razie znajduję tylko 3 kolory: czarny, czerwony i niebieski. To wystarcza do iluminacji, ale dla artysty może być trochę frustrujące.

Te pióra są bardzo niezawodne i mało się zużywają, są używane do rysunków wykonanych mechanicznie lub za pomocą narzędzi do projektowania wspomaganego komputerowo.
Po wszystkie porady dotyczące użytkowania i przykłady możecie obejrzeć to wideo i zobaczyć moją kolekcję narzędzi Rotring tutaj.
Zmniejszenie obciążenia psychicznego
Kontynuuję moją misję eliminacji obciążenia psychicznego. Nasze mieszkanie jest dziwnie rozplanowane, więc musimy włączać osuszacz po każdym prysznicu. Nasz nie uruchamia się automatycznie. Po kilku miesiącach ręcznego włączania, decydujemy się poświęcić godzinę na znalezienie modelu kompatybilnego z domotyką. Teraz nowy włącza się i wyłącza automatycznie w zależności od wilgotności w pomieszczeniu. Co prawda potrzeba do tego 3 komponentów, ale raz skonfigurowany, oszczędza nam obojgu codziennego obciążenia psychicznego.
Na liście wkurzających obciążeń psychicznych jest depilacja. Dlatego umówiłam się na depilację laserową. Próbowałam depilacji światłem pulsacyjnym, ale nie działała zbyt dobrze. Nowe lasery są bardziej skuteczne, prawie bezbolesne, ale trzeba wracać co 6 tygodni. Aby pozbyć się owłosienia w 90%, leczenie potrwa prawie rok. Ale w przyszłości, gdy pójdę na basen lub plażę, nie będę już musiała dźwigać ciężaru psychicznego depilacji. Nie mogę się doczekać!
To wszystko na ten miesiąc, życzę Wam wszystkim wesołych świąt. Dbajcie o siebie, zwłaszcza między 18 a 21 grudnia!


