Zwiedzanie Petry (Jordania): 7. nowy cud świata
W 2001 roku prywatna organizacja zaczęła zachęcać kraje na całym świecie, aby ich mieszkańcy wzięli udział w głosowaniu na 7 nowych cudów świata. W ciągu ponad 8 lat podróży zajęło nam 5 lat odwiedzenie pierwszych 6 nowych cudów świata, ale Petra w Jordanii stawiała nam opór, ponieważ rzadko bywamy w tym regionie. Tym razem postanawiamy odwiedzić ostatni nowy cud z listy: Petrę.
Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Dziennik podróży
Arabia Saudyjska – Jordania
Lot z Medyny do Ammanu przebiega znakomicie, bo każdy pasażer ma co najmniej 5 miejsc. Od czasu wojny w Izraelu turystyka w Jordanii, która przecież nie jest w nią zaangażowana, przeżywa wolny spadek. Na lotnisku pokazuję mój Jordan Pass i dostaję wizę na małym papierku. JB wymienia nasze pozostałe saudyjskie rijale na JOD po niekorzystnym kursie, ale dzięki temu mamy za co zapłacić za wieczorny hotel bez martwienia się o bankomaty. Wysyłamy WhatsApp do wypożyczalni samochodów, skąd szybko po nas przyjeżdżają. Dostajemy niezbyt nową Sandero, ale w zupełności wystarczy. Nasza pierwsza noc w Jordanii to mały hotel przy lotnisku.
Następnego dnia od razu ruszamy szukać najbliższego bankomatu i znajdujemy go… w IKEI. JB przy okazji kupuje nam ciastka. W okolicy Ammanu jest sporo rzeczy do zwiedzania, ale przez ostrożność chcę, żebyśmy najpierw odwiedzili Petrę… a jeśli sytuacja geopolityczna się pogorszy, przynajmniej nie opuścimy Jordanii bez jej zobaczenia.
Droga jest mniej równa niż w Arabii Saudyjskiej i jesteśmy dość zaskoczeni, że już zaraz za Ammanem pojawiają się pustynne tereny. Jeśli w Ammanie pada deszcz, mamy nadzieję, że w Petrze będzie jednak ładniej. Nic z tego! Gdy zbliżamy się do Petry, a do celu zostaje tylko 30 minut jazdy, gęsta mgła, jakiej w życiu nie widzieliśmy, całkowicie zasłania nam widok. Wyciągam telefon, żeby patrzeć na żywo, bo przez smartfon mam lepszą widoczność, i tak docieramy do Petry. Na szczęście droga jest pusta i prawie nikogo nie ma. Ale to była bardzo niebezpieczna sytuacja.

W końcu docieramy do centrum Petry, którego mgła nie objęła, więc bez problemu trafiamy do naszego ładnego hotelu Movenpick Petra (link do Bookingu). To hotel polecany przez blogerkę, której nazwiska nie mogę sobie przypomnieć, bo jest tuż naprzeciwko Petra Visitor Center, co oznacza, że nie musimy brać samochodu, aby zwiedzać Petrę. Jest inny hotel, jeszcze bliżej, bo mieści się w samym Visitor Center, ale Movenpick bardzo mi odpowiada, bo należy do grupy Accor, możemy wykorzystać nasze punkty i mieć złote przywileje. Zadbaliśmy o to, aby wspomnieć o naszej rocznicy ślubu. Nie tylko dostaliśmy upgrade, ale w pokoju czekały na nas płatki róż oraz bardzo dobry tort. Co za uroczy gest!



Hotel jest bardzo ładny, a my mamy dodatkowo wyżywienie half board. Śniadanie w formie bufetu, kolacja w formie bufetu i darmowy podwieczorek między 16:00 a 17:00 (dania zmieniają się codziennie). To bardzo wygodne. Zobaczycie, po zwiedzaniu Petry nie będzie się chciało wychodzić z hotelu.
Petra Visitor Center
Jest 15:30 i biegiem udajemy się do Petra Visitor Center, aby w końcu zobaczyć słynny Skarbiec widziany i oglądany tysiące razy na wszystkich broszurach turystycznych i zdjęciach na Instagramie. Wystarczy pokazać nasz Jordan Pass, a w zamian dostajemy bilet do Petry ważny 3 dni, który trzeba cały czas nosić przy sobie. Studiuję mapę i prawie mdleję, bo nikt mi nie powiedział, że Petra jest tak ogromna. Nie spodziewałam się też hop-on hop-off w saudyjskim stylu, ale kiedy widzę 8 km do klasztoru!!!! czuję się naprawdę źle!

JB wyciąga telefon i mówi, że możemy dziś przynajmniej dojść do Skarbca. W tę i z powrotem zajmie to tylko godzinę. A jeśli ta sportowa niedołęga ze mnie nie może iść dalej, trudno. OK, chodźmy tak, zwłaszcza że jest bardzo, bardzo zimno (9 stopni, odczuwalna 1 stopień) i pada deszcz.
Podchodzi do nas mężczyzna i proponuje konie, w cenie biletu. To prawda. Ale odkąd to ludzie są tak chętni, żeby świadczyć darmowe usługi? Czując, że to przekręt, odmawiamy i później dowiadujemy się, że konie rzeczywiście są za darmo, ale ich właściciel poprosi o ogromny napiwek. Tak czy inaczej, konie dowożą nas tylko do Siq, czyli wejścia do kanionu. Oszczędzilibyśmy 15 minut spaceru. Między wejściem a Siq jest 2-3 miejsca warte zobaczenia, zobaczycie tablice informacyjne.
Jeśli jednak chcielibyście pojechać prosto do Skarbca od wejścia, można było skorzystać z oficjalnego wózka golfowego, kosztowałoby to 15 JOD/osoba (w jedną stronę) i 25 JOD/osoba w obie strony. Więc jeśli naprawdę nie lubicie chodzić, możecie wyciągnąć portfel.
Ale polecam, jeśli możecie iść pieszo, iść pieszo, bo Siq jest naprawdę przepiękne. Widać tam tamę, ale suchą. Tamę zbudowali Nabatejczycy (których dzieło widzieliśmy w Arabii Saudyjskiej). W skale wykuty jest 88-metrowy tunel, który odprowadza wody potoku z Wadi Musa przez Siq do Wadi Al Mudhlim i Wadi al Matada.

Siq to naturalne pęknięcie góry o długości 1200 m. Wzdłuż skał biegną dwie rury wodociągowe. Znajduje się tam brukowana droga i nabatejskie betyle (święte kamienie).

A potem, na końcu, widzieliśmy to na wideo tysiące razy, ale na żywo robi o wiele większe wrażenie. Na końcu Siq widać Skarbiec (Al-Chazna). Przed nim stoją wielbłądy tylko po to, żeby zrobić ładne zdjęcia, do niczego innego nie służą.


Właściwie to jest przepiękne, robi wrażenie, jest jeszcze piękniejsze niż na zdjęciach. Na kolumnach jest mnóstwo szczegółów, uszkodzone rzeźby, ale wciąż można się domyślać ich piękna i kunsztu. I mimo deszczu dzisiaj, skały mają ten charakterystyczny różowy kolor Petry.
Skarbiec mierzy prawie 40 metrów wysokości i jest zwieńczony urną grobową, która według lokalnej legendy skrywa skarb faraona. Chociaż pierwotna funkcja wciąż pozostaje tajemnicą, Skarbiec został prawdopodobnie zbudowany w I wieku p.n.e. Wejście do Skarbca jest zabronione.

Potem można się naprawdę zastanawiać, co ludzie robią na tym suchym obszarze, dlaczego decydują się tu mieszkać, skoro plaża jest bliżej niż 2 godziny. To czysto ekonomiczne. Petra była stolicą królestwa Nabatejczyków w I wieku p.n.e. i leżała na szlaku handlowym kadzidła, mirry i przypraw. Wcześniej karawany przechodziły przez Wadi Rum i docierały do Petry.
Później Petra została przyłączona do Cesarstwa Rzymskiego i nadal prosperowała, aż do wielkiego trzęsienia ziemi w 363 roku n.e., które zniszczyło znaczną część miasta. To trzęsienie ziemi i zmiany szlaków handlowych doprowadziły do upadku miasta. Opuszczona, została „odkryta na nowo” przez szwajcarskiego odkrywcę, który podążał za swoim beduińskim przewodnikiem.



Naprzeciwko Skarbca znajduje się duża krata. Jeśli przyjrzysz się uważnie, zobaczysz dodatkowo drzwi w piwnicy, to przyprawiło mnie o ciarki.

Wiem, że jest bardzo dostępny punkt widokowy, z którego można spojrzeć z góry na Petrę, ale niestety dostęp do tego punktu został zablokowany. Zresztą przy tym deszczu to nie jest dobry pomysł. Później ktoś mi powie, że jest inny punkt widokowy, wciąż otwarty, do którego dostęp jest za grobowcami królewskimi, ale ta osoba odradza mi treking, bo jest mniej ładnie niż na zdjęciach, mówi, że zdjęcia na pewno były photoshopowane, bo z tego punktu, bardzo trudno dostępnego i bardzo wysoko położonego, Skarbiec wydaje się malutki.
Zaczynam marznąć mimo warstw ubrań i wracamy w deszczu do hotelu. Przy wyjściu zauważamy ten plakat z listą 7 nowych cudów świata. Zwiedziliśmy je wszystkie, w końcu!

Dzień 18 podróży: przejście przez tylne wejście
Jestem raczej leniwa, co zawsze zmusza mnie do znajdowania sztuczek lub skrótów. Po zobaczeniu, że „główny szlak” do Klasztoru ma 8 km, czyli 16 km w obie strony, mówię sobie, że to nie może być jedyna droga, bo inaczej influencerki nie stałyby wszystkie w koktajlowych sukienkach przed Klasztorem. Trzeba przestudiować sytuację i znaleźć rozwiązanie. Patrzę dokładniej na plan, a także na Google Maps i odkrywam, że są 3 wejścia.
Główne wejście to Petra Visitor Center. Drugie wejście jest przy Qasr al Bint (Al Ulaya Gate, Lower Gate), darmowy shuttle też tam jedzie. Mogłabym przejść tamtędy, ale to oznaczałoby wejście po 800 schodach, a potem zejście z nich do Klasztoru. Nie, dziękuję! Trzecie wejście nazywa się „Back door” (nie jest zaznaczone na oficjalnym planie, ale widoczne na Google Maps).
Przy okazji, zanim przejdzie się przez drugie lub trzecie wejście, trzeba mieć bilet (co my mamy). Wchodząc przez Back door, idzie się do Klasztoru, potem schodzi do Skarbca, a następnie do wyjścia. Zaliczasz cały teren za jednym razem. Nie trzeba robić trasy w obie strony: wejście – Skarbiec – Klasztor – Skarbiec – wejście. Zawsze lepiej wejść jednym wejściem, a wyjść drugim.
Aby zwiedzić Petrę od tego tylnego wejścia, można:
- podjechać darmowym shuttle’em z głównego wejścia (za Petra Museum) do Małej Petry
- a potem, z Małej Petry, zapłacić 5 JOD/osobę za rządową jeepę, która podwiezie nas do Back door
- następnie idzie się 1h20 do Klasztoru (lub płaci za muła)
- Schodzi się +800 schodami, aby zobaczyć starożytną świątynię i grobowce królewskie (lub płaci za muła)
- Idzie się kolejną godzinę do Skarbca (lub płaci za muła)
- potem 30 minut do wyjścia (lub płaci za wózek golfowy)
No i tyle, teoretycznie plan na dziś.
Niestety, między rzeczywistością a planem jest kilka przekrętów. Darmowy shuttle istnieje, owszem, ale kierowcy nie mają ochoty go uruchamiać. Mówią nam, że czeka się 30 minut (chociaż wiem, że kursują co najmniej 3 na godzinę i że jest kilka shuttle’ów w gotowości). Ale cóż, przy obecnej małej liczbie turystów mamy wrażenie, że robią, co chcą. Minutę później, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, podjeżdża taksówka i proponuje zawieźć nas do Małej Petry za 10 JOD (dla dwojga). Nie wiemy, ile będziemy czekać na shuttle, więc zgadzamy się. Szczerze? Nie róbcie tak jak my, byliśmy słabi.
(Nie jedziemy do Małej Petry naszym samochodem, bo potem trzeba będzie znaleźć sposób na powrót do Małej Petry darmowym shuttle’em. A w komentarzach, które czytałam na Instagramie Petry, darmowy shuttle nie podwozi ludzi do Małej Petry po odbiór samochodu, tylko tylko do Klasztoru. Dlatego wolę jechać do Małej Petry transportem publicznym.)

Gdy dotarliśmy do Małej Petry, zobaczyliśmy biały rządowy jeep, ale pan z oficjalnego biura powiedział nam: „och, jeep odjeżdża dopiero, gdy jest 10 osób”. Oczywiście, alternatywą byłoby wzięcie prywatnej taksówki za 5 JOD/osobę, ale w zamian trzeba iść 20 minut dłużej, aby dostać się do tylnego wejścia. Później dowiedzieliśmy się, że to kłamstwo. Że rząd nakazuje, aby jeep odjeżdżał co najmniej co 15 minut, nawet jeśli jest tylko jedna osoba. Ale skoro nawet sprzedawca biletów jest w zmowie, kto wie, jak długo może nas zmusić do czekania. Jeszcze raz: nie bądźcie słabi jak my. Ponieważ wzięliśmy inną taksówkę, która wysadziła nas naprawdę daleko od tylnego wejścia, podczas gdy oficjalny jeep kosztowałby tyle samo i oszczędziłby nam dodatkowe 20 minut marszu.

Tak, wysadził nas tu, na środku niczego, i pokazał nam malutki punkt w oddali.

Na szczęście są Beduini z mułami dla turystów, którzy też idą do Klasztoru, więc po prostu za nimi idziemy. Nawet jeśli jesteśmy dla nich zupełnie bezużyteczni, wołają nas, gdy czują, że trochę błądzimy. Szczerze, nie miałabym pełnego zaufania, gdybym nie miała ze sobą offline Maps.me. Przed wyjazdem pamiętajcie, aby pobrać mapę Maps.me!!

A oto słynne tylne wejście, gdzie ktoś sprawdza nasz bilet i pokazuje, gdzie iść dalej.


To tutaj mógł nas wysadzić oficjalny jeep. Beduini z końmi mówią nam, że zostaliśmy oszukani przez urzędnika, ale nieważne, dzięki temu, drodzy czytelnicy, nie dacie się nabrać!

Od tego miejsca trasa jest znacznie łatwiejsza do przejścia, będą równo ułożone kamienie, dobrze widoczne schody, nie ma żadnych pułapek, tylko jedna ścieżka. Jeśli macie wątpliwości, wyciągnijcie Maps.me. Po drodze spotkamy kilku Beduinów, którzy proponują nam gorące napoje i pamiątki. Niektórzy oferują muły, nie pytałem o cenę, ale kierowca taksówki mówił o 10 JOD/osobę. Ściska nam się serce, ale nie możemy wesprzeć wszystkich. Pytają, czy za nami są inni turyści i są bardzo rozczarowani odpowiedzią.




Bardzo się cieszę, że idę tą ścieżką, bo oferuje nam krajobrazy zupełnie inne niż te, które widzimy w Petrze.

Zobaczycie szczeniaki i koty. O nic nie proszą, tylko o pieszczoty. Jeden kot szedł za nami przez 500 metrów i biegł, gdy go wołaliśmy, przesłodki!

Klasztor
Myślę, że byliśmy dość szybcy. Zamiast 20 minut do tylnego wejścia + 1h20 do klasztoru, zajęło nam to 1,5 godziny łącznie. Co za emocje, gdy w końcu dostrzegamy Klasztor (Ad Deir) !!! Ma 47 metrów szerokości i 48,3 metra wysokości. Wnętrze zajmują dwie ławki i ołtarz przylegający do tylnej ściany. To miejsce było używane jako biclinium na spotkania stowarzyszeń kulturalnych. Klasztor pochodzi z początku II wieku naszej ery. Sala została później ponownie wykorzystana jako kaplica chrześcijańska, a na tylnej ścianie wyrzeźbiono krzyże, stąd pochodzenie jego nazwy. Tutaj nie widać wielu detali, ponieważ jego architektura, w przeciwieństwie do Skarbca, przewiduje miejsca na umieszczenie rzeźb, które obecnie znajdują się w muzeum w Petrze (wstęp wolny).

Gdy robimy sobie zdjęcia, młody Beduin podpowiada nam, jak najlepiej robić zdjęcia (smartfon do góry nogami). Powierzamy mu nasz smartfon, a on robi naprawdę piękne zdjęcia. Spodziewamy się, że damy mu kilka JOD, ale nasz młody Beduin jest znacznie bardziej zachłanny. Prosi o horrendalny napiwek (20 JOD za zdjęcia + zaprowadzenie nas do punktu widokowego, do którego możemy sami dojść). Ale mówi, że te pieniądze zostaną podzielone między jego beduińskich braci, więc w geście dobroci dajemy mu 15 JOD, ale znowu byliśmy słabi. To nasza ostatnia podróż przed długim czasem, mamy tendencję do osłabiania czujności.

Zobaczycie tę małą grotę po prawej stronie. Wejdźcie do niej!


Na miejscu zobaczycie punkty widokowe 1 i 2. Oraz grotę 3, skąd można zrobić piękne zdjęcia. Jeśli pójdziecie do punktów widokowych, będziecie musieli zapłacić za napój (od 1 JOD do 2 JOD).

Wybraliśmy punkt widokowy numer 1, bo jest tam piękna jordańska flaga. Sprzedawca spał, gdy tam poszliśmy. Wypiłem herbatę, bardzo mi pomogła. Będziecie mieć ten widok.


A z drugiej strony będziecie mieć ten piękny widok.

Całkiem możliwe jest wytrekowanie na koronę klasztoru. Widziałam kilka filmów, ale nie jestem naprawdę zmotywowana. Poza tym ładnie to wygląda tylko z dronem.







Dobra, czas zwiedzić resztę Petry. Schodzimy z trudem te +800 schodów. Miniemy sporo turystów wjeżdżających na mułach, ale wyglądają na spiętych, to chyba niezbyt wygodne. Myślę, że nasza trasa jest lepsza, bo nie przechodzimy tą samą drogą dwa razy, co oszczędza energię i czas.






Starożytne miasto
Następnie dochodzimy do Wielkiej Świątyni… Szczerze, jest co oglądać, ale nie przywiązywałam do tego dużej wagi.


To, co mnie interesuje, to grobowce królewskie które widzicie w oddali. Bardzo przypominają Skarbiec, ale w znacznie bardziej zerodowanym, bardziej zniszczonym stanie. Fasady są jednak wspaniałe. Nie widać tego dobrze na zdjęciach, ale w rzeczywistości podobało mi się ich zwiedzanie prawie tak bardzo jak Skarbca.

W okolicy jest kilku wojskowych. A w oddali widać grobowce, które bardzo przypominają te, które widzieliśmy w Hegra w Arabii Saudyjskiej.

Wracając do grobowców królewskich, są one bardzo duże, szerokie, szersze niż Skarbiec. Jeden z nich ma jeszcze kolumny. Beduini podchodzą do nas z propozycją wynajęcia mułów, jak zwykle. Jeden z nich opowiada mi o swoim życiu i mówi, że wczorajszy deszcz był bardzo mile widziany przez Beduinów. Mieszkają w jaskiniach (ci z Wadi Rum mieszkają w namiotach). Mówi, że mają tu wszystko, jest im bardzo dobrze, jest woda, jaskinie są przyjemne, hodują trochę zwierząt, dobrze jedzą… i zaprasza nas, żebyśmy zobaczyli jego jaskinię. Bo wciąż są obszary nieobjęte rejestrem UNESCO, które należą do nich i można do nich dojechać na mułach. Program wydaje mi się bardzo interesujący, ale problem polega na tym, że trzeba mu całkowicie zaufać, w jaskini na środku niczego. Zachowałam jego numer na wszelki wypadek…








Przechodzimy obok teatru, wykutego w zboczu góry, mogącego pomieścić 4000 osób. To jedyny na świecie teatr wykuty w skale. Można go zobaczyć z góry, ale nie chce mi się wspinać.

Docieramy do ulicy fasad , gdzie widzimy wiele grobowców nabatejskich, podobnych do tych w Arabii Saudyjskiej, ale w gorszym stanie. Szczerze mówiąc, cieszę się, że Hegra i Petra się uzupełniają, cieszę się, że odwiedziłam Hegrę przed przyjazdem tutaj.

A potem docieramy do Skarbca. Mamy szczęście, że przy tym miejscu, szczególnie obleganym przez turystów, prawie nikogo nie ma, a my mamy trochę wysokości.

Pokazuję wam wyjście z Siq, skąd roztacza się pierwszy widok na Skarbiec, jeśli przyjeżdża się od strony Visitor Center.



Widzicie to małe przejście? To jest właśnie Siq.

No to kilka zdjęć Skarbca zrobionych przez JB w różnych momentach. Próbujemy znaleźć zdjęcia, na których jest mało ludzi. Dla tych, którzy są zmotywowani, przyjdźcie tu wcześnie rano lub późnym popołudniem.





Czas wracać. Zrobiliśmy dzisiaj 22 000 kroków i przeszliśmy 9 km z przewyższeniem 500 m. Cieszymy się, że mamy dostęp do podwieczorku pełnego czekolady, który oferuje nasz hotel.


Następnego dnia wracamy do Małej Petry naszym samochodem, ale tylko po to, aby zwiedzić Małą Petrę, której nie mieliśmy czasu zwiedzić poprzedniego dnia. To miejsce jest bezpłatne i prawie nikogo tam nie ma. Nie jest szczególnie wyjątkowe, ale warto tam zajrzeć, jeśli macie własny samochód. W drodze powrotnej zabieramy autostopem dwóch beduińskich chłopców, którzy skaczą z radości, gdy widzą, że się zatrzymujemy. Nie wiem, co tam robili, ale czekałby ich 2-godzinny marsz, aby wrócić do centrum miasta.




JB zbiera się, aby ostatni raz zobaczyć Skarbiec, podczas gdy ja odpoczywam w pokoju.
Dwa dni później, gdy jestem w Wadi Rum, odkryję, że brakuje 100 JOD w moim portfelu (czyli 135 euro), ale nie wiem, czy kradzież miała miejsce w tym hotelu, czy w tym w Wadi Rum. W każdym razie były tylko dwa momenty, kiedy mój portfel leżał na stole (podczas śniadania i w Małej Petrze ostatniego dnia). A ponieważ złodziej zostawił 400 JOD z 500 JOD, nie zauważyłam tego od razu. Co więcej, złodziej najwyraźniej nie miał czasu, bo moja wiza w portfelu była podarta. Mając doskonałą pamięć, wiem, ile mam pieniędzy i że nie podarłam wizy. Nie mogę powiedzieć, czy to w tym 5-gwiazdkowym hotelu, czy w innym 5-gwiazdkowym hotelu w Wadi Rum, ale w każdym razie ostrzegam was. Kradzież byłaby nie do pomyślenia w Arabii Saudyjskiej, gdzie złodzieje są surowo karani, ale tutaj tak nie jest.
Wsiadamy do samochodu i jedziemy do Wadi Rum.

Część 2: Praktyczne wskazówki
- Hotel: Movenpick Petra (link do Bookingu): 122JOD/pokój dwuosobowy z połową pensjonatem
- Wiza: bezpłatna dzięki Jordan Pass (więcej informacji)
- Wejście do Petry: wliczone w Jordan Pass, wybraliśmy Jordan Pass z Petrą na 3 dni (Jordan Expert) 80JOD
- Wynajem samochodu: 347$ za 21 dni. Korzystaliśmy z porównywarki discovercars.com do wynajmu samochodu w Jordanii.

