3 Dni 2 Noce w Sapa (Wietnam): zalane pola ryżowe pod koniec kwietnia
Nasz kumpel A. miał dołączyć do nas w Wietnamie w 2020 roku, ale dopiero po 2 latach covidu ten projekt stał się rzeczywistością. Podróżowaliśmy już razem kilka razy, ale to pierwszy raz, kiedy poznaje moich rodziców i podróżuje z nimi po moim kraju.
Ponieważ często planowałam i organizowałam sama nasze wspólne roadtripy, A. nazywa mnie z przymrużeniem oka „biurem podróży Anh„. Moim rodzicom jest zabawnie patrzeć, jak zachowuję się jak przewodnik turystyczny, to znaczy ktoś, kto płaci za wszystko, rezerwuje wszystko i ustala program każdego dnia. To też pozwala moim rodzicom trochę odpocząć i zwiedzać mniej uczęszczane miejsca, bo zwykle sami organizowali wyjazdy. Ale tak naprawdę, żadne biuro tu nie istnieje 😉 to po prostu ja planuję programy po swojemu, a inni nie mają nic do gadania, ot co ahahhaha, dzięki czemu mogę wydawać tyle, ile chcę.
Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Dziennik podróży
Prywatny kierowca
Na tę trasę wynajęliśmy prywatnie wietnamskiego kierowcę (i jego minibus 16-osobowy) na 3 dni. Ponieważ to przeddzień długiego weekendu (weekend 30 kwietnia & 1 maja), ceny są nieco wyższe, ale to już bardzo rozsądna kwota, biorąc pod uwagę niedawny wzrost cen paliwa: 7 milionów VND za 3 dni i 2 noce, z nieograniczonymi przystankami między Hanoi a Sapa (więcej informacji o budżecie na końcu artykułu).
Jest nas tylko 5, ale wybór 16-osobowego pojazdu to strategiczna decyzja: jedziemy w góry i potrzebujemy mocnego samochodu. Trasa jest długa (5,5 godziny między Hanoi a Sapa) i potrzebujemy jak najwięcej miejsca, żeby móc się wyciągnąć i spać.
Uwaga: niestety nie mogę podać wam kontaktu do naszego kierowcy, bo mówi tylko po wietnamsku i nie byliśmy w 100% zadowoleni z jego usług
Dzień 1:
Program pierwszego dnia:
– Wyjazd o 6:00
– Śniadanie
– Przyjazd do Sapa w południe, zameldowanie w hotelu MGallery La Coupole (link do Bookingu, link Agoda)
– Kolejka linowa (Sun World Fansipan Legend) na szczyt Fansipan
– Przystanek przy Srebrnym Wodospadzie
– Zachód słońca na szklanym moście Cau Kinh Rong May
– Kolacja w hotelu & zwiedzanie hotelu (link do Bookingu, link Agoda)
Wczesny wyjazd o 6:00. Poprzedniego dnia wszyscy harowaliśmy jak szaleni, żeby nie pracować podczas roadtripu, więc spaliśmy bardzo mało.
Jak na wszystkich trasach na północ, zatrzymujemy się 45 minut później w znanej Pho na śniadanie. To nie jest najbardziej higieniczna restauracja na świecie, ale pho z wołowiną (phở bò chín) z jajkami na półmiękko (trứng trần) bardzo dobrze robią. Celowo jemy porządnie rano, żeby nie musieć jeść lunchu i mieć więcej czasu na zwiedzanie.

Kiedyś, gdy droga była zła, trzeba było jechać nocnym pociągiem do Lao Cai, dać się obudzić o 5:30, a potem wsiąść w autobus do Sapa. Teraz nadal wstajemy wcześnie, ale przynajmniej możemy jechać samochodem i spać w nim aż do Sapa. Zdecydowanie wolę tę opcję, bo niezbyt mi się podobał wietnamski pociąg z przedziałami sypialnymi.
Trasa między Lao Cai a Sapa jest absolutnie przepiękna, ale jest tam wiele zakrętów. Punkty widokowe znajdują się po drugiej stronie drogi, więc myślę, że lepiej zatrzymać się przy nich w drodze powrotnej, inaczej jest zbyt niebezpiecznie.
Przed roadtripem codziennie sprawdzałam pogodę i spodziewałam się, że będzie fatalnie i będzie lało. Ale szczęście nam sprzyjało.
Ponieważjest piękna słoneczna pogoda, postanawiamy najpierw zwiedzić Fansipan i po prostu zostawić nasze bagaże w hotelu.
A. naprawdę nas przeraża, mówiąc, że mógł zostawić paszport w hotelu w Hanoi. Dzwonię do jego hotelu, a oni mówią, że nigdy nie przechowują paszportów. Po awaryjnym postoju, żeby uspokoić nerwy i znaleźć ten paszport, który bawi się w chowanego, on się odnajduje. Uff. Możemy jechać dalej.
Sun World Fansipan Legend
Fansipan to dach Indochin. Położony na wysokości 3143 metrów nad poziomem morza, Fansipan był wyzwaniem dla wszystkich zaprawionych trekerów.
Wcześniej, aby dotrzeć na szczyt, trzeba było od 2 dni do tygodnia (jeśli pogoda była zła) trekingu (odnotowano śmiertelne wypadki, wymagana była doskonała kondycja fizyczna). W związku z rosnącym pragnieniem nie-trekerów, aby zdobyć ten szczyt, grupa Sun Group zbudowała kolejkę linową i uruchomiła ją w 2016 roku z pomocą szwedzkich ekspertów. W przeciwieństwie do Ba Na Hills gdzie widziało się dużo ingerencji człowieka w bardzo imponującą kolejkę linową, tutaj, oprócz ogromnych filarów wspierających, ledwo widać ludzką rękę. Ta kolejka linowa ma ponad 6 km długości i jest najdłuższa w Wietnamie, a także najbardziej imponująca.
Aby dostać się do kolejki, mamy dwie opcje:
- wziąć funikular z naszego hotelu MGallery La Coupole (90 000 VND/osoba/powrót)
- wziąć nasz samochód
Wybraliśmy nasz własny samochód, aby jak najszybciej skorzystać z dobrej pogody, bo funikular zająłby znacznie więcej czasu.
Oto stacja kolejki linowej Sun Group z daleka:

Stworzyli kilka ogrodów, aby robić tyle zdjęć i selfie, ile się chce. To bardzo lubiane zajęcie przez Wietnamczyków.


Bilet kosztuje 737 000 VND/osoba/powrót. Każda kabina może pomieścić około dwadzieścia osób. Ponieważ podróżujemy w tygodniu, przed świętami, mamy prywatną kabinę dla nas 5. Luksus!

Już od pierwszych sekund jesteśmy olśnieni pięknem krajobrazów które się przed nami roztaczają. Pod koniec kwietnia pola ryżowe zaczynają być zalewane, gotowe na przyjęcie kiełków ryżu. Za kilka tygodni (w połowie maja) wszystkie te zalane pola będą zielone. A w czerwcu będą całe żółte i będzie przepięknie.

Przenosimy się z góry na górę, kabina jest bardzo stabilna, bo jest wspierana przez 3 liny (zamiast 2 lin jak w innych kolejkach).

Czasami ma się wrażenie, że jest się naprawdę w próżni i zastanawia się, jak ta kabina może być nadal wspierana, gdy filary są tak daleko od siebie.

Dzielę się zdjęciami, które zrobiłam w drodze powrotnej, bo światło było piękniejsze i lepiej było widać odbicie chmur i nieba na zalanych polach ryżowych. Uczta dla oczu!






W końcu docieramy do 2900 metrów nad poziomem morza (Sapa leży na 1600 metrach). Brakuje mi tlenu i każdy krok wymaga dużego wysiłku. Moi rodzice już tu byli i radzą nam odpocząć trochę i wziąć funikular, zamiast iść pieszo i umierać na schodach jak inni mniej doświadczeni turyści. Więc pijemy trochę herbaty imbirowej (50 000 VND) kupionej na miejscu i odpoczywamy. I po 15 minutach czuję się lepiej. Jest tam bufet bez ograniczeń (150 000 VND), jeśli was to interesuje.
Już sam krajobraz zaraz po wyjściu z kolejki jest niesamowity.


Aby urozmaicić zwiedzanie, Sun Group stworzyła między szczytem Fansipan a stacją kolejki zespół buddyjskich miejsc, bardzo nowoczesnych, ale strasznie fotogenicznych, w tym ogromny posąg Buddy z brązu zawierający relikwię pochodzącą z Birmy oraz posąg Bodhisattwy również z brązu. Całość jest harmonijna. Niestety, straciliśmy tu zbyt dużo czasu. Jeśli możecie chodzić szybciej niż my, zróbcie to 🙂
Wskazówki: Zaraz po wyjściu z kolejki odpocznijcie trochę. Następnie weźcie funikular, aby wjechać na górę (99 000 VND/osoba/w jedną stronę) zamiast iść pieszo, kontynuujcie aż na szczyt Fansipan, a potem zejdźcie na dół aż do posągu Buddy, zanim wrócicie kolejką do Sapa.








Róże tutaj pachną bosko!


Po funikularze (płatnym – zapłaciliśmy tylko za przejazd w jedną stronę), trzeba wejść około 50 schodów. Prawdziwy szczyt jest tutaj! Jednak wszędzie są słupki, aby ludzie mogli robić sobie zdjęcia. Prawdziwy szczyt jest chroniony barierkami z drewna. Nieco niżej jest ogromna wietnamska flaga (w tej chwili w naprawie). Nie wahajcie się wziąć wietnamskich flag udostępnionych bezpłatnie z boku, aby wasze zdjęcia były jeszcze bardziej niezapomniane.


Uwaga, jest 10 stopni różnicy między Hanoi a Sapa, i od 5 do 10 stopni między Sapa a Fansipan. Zabierzcie ciepłe ubrania i szalik.
Silver Waterfall
Ten wodospad jest bardzo znany i odwiedzany. Można zapłacić bilet, aby wejść i podejść bliżej. Ale mały przepływ wody mi się nie spodobał, więc zdecydowałam się zrobić tylko zdjęcie z drogi i kontynuować zwiedzanie gdzie indziej.

Zaraz potem wjeżdżamy na drogi w kształcie spinki do włosów. Jest 4 słynne w północnym Wietnamie, w tym Ma Pi Leng którą pokonaliśmy podczas nasza podróż do Ha Giang. Tym razem jest to O Quy Ho. Na szczycie zakrętów jest miejsce do robienia zdjęć, które nazywa się Cổng Trời Ô Quy Hồ Sa Pa. To tutaj można robić zdjęcia jak na Bali z fałszywymi bramami raju, gniazdami itp.
Cau Kinh Rong May
Cau Kinh Rong May to bardzo ambitna budowla. To most szklany, przezroczysty, wysoki na 305 metrów, co odpowiada budynkowi o 100 piętrach. Nie można mieć zawrotów głowy w każdym razie.
Trzeba wziąć shuttle, aby dotrzeć do pierwszych schodów, zanim pójdzie się do biura sprzedaży biletów, a potem wziąć drugi shuttle do głównej windy. Główna winda jest zbudowana wewnątrz góry. Pierwsza część trasy nic nie widać, potem zaczynają się widoki, ale winda nadal się nie zatrzymuje.
Na szczęście dla strachliwych, cały most nie jest przezroczysty, jest duża część przykryta dywanami. Następnie zakłada się skarpetki na buty, aby nie porysować szyb, a potem można zdecydować, czy naprawdę chce się przejść całą kładkę, zanim dotrze się do balkonów, gdzie naprawdę ma się wrażenie bycia w pustce.



Jeśli nie mówimy o przerażającym doświadczeniu, mówmy o widokach. Stąd widać absolutnie wszystko. Jest tak wiele gór, że nie należy celować w zwykłą godzinę zachodu, ale 30-45 minut wcześniej.
Widać małe kręte drogi, małe samochody i słońce całkiem czerwone chowające się za górami. Co dziwne, nie ma aż tak dużo wiatru, a jeśli nie patrzy się w dół, tylko na widoki, też jest dobrze.



Na miejscu można zdecydować się zapłacić za ekstremalne atrakcje, jak chodzenie po moście linowym, zipline itp. (150000VND/aktywność), ale osobiście dla mnie, która boi się wysokości, most w zupełności wystarczy.

Bungalowy są jeszcze wyższe i bardzo urocze. Nie kosztują aż tak dużo (licz około 700 000 VND za noc, z oczywiście obowiązkiem zjedzenia kolacji w hotelu, bo w okolicy nic nie będzie).

MGallery La Coupole
Bardzo zmęczeni porannym wstawaniem i wieloma zmianami wysokości, wracamy do hotelu. Ledwo mamy czas odłożyć rzeczy, a już czas na kolację. Wyjątkowo mamy voucher aby skorzystać z restauracji hotelowej (bardzo dobra, ale trochę droga). Z zamkniętymi oczami polecamy sashimi z pstrąga z Sapa (goi ca hoi). Korzystamy z okazji, aby świętować urodziny mojego taty przy dobrym czekoladowym torcie (zrobionym przez szefa cukierni hotelowej).
MGallery La Coupole to nie jest zwykły hotel. Składa się z części „stacja kolejki linowej/centrum handlowe” i części hotelowej.

Otwarty dopiero w 2018 roku, został zaprojektowany przez słynnego architekta Bill Bensley, który jest bardzo wymagający w wyborze materiałów i lokalizacji. Często wymaga idealnej lokalizacji, aby móc rozwinąć całą swoją kreatywność. MGallery La Coupole to jego drugie dzieło w Wietnamie, po Intercontinental Da Nang (dużo, dużo droższym). Ponieważ to dawna farbiarnia, wszystko przypomina świat mody. Jednak użył wielu elementów i wzorów z ubrań mniejszości etnicznych mieszkających w Sapa (Dao, Muong, H’mong…), aby zrobić lampy, dywany, płytki… które przypominają tradycyjne elementy. Ten hotel zdobył nagrodę za najlepszą architekturę w World Luxury Hotel Awards 2019.







Basen, którego wysokość pod sufitem odpowiada 2 piętrom, jest arcydziełem. Poświęciliśmy mu prawie cały poranek. Jest mnóstwo leżaków, miejsc do odpoczynku, żyrandoli (tak, tak, żyrandoli!!) nad basenem. Jest otoczony posągami sportowców o wysokości 3-4 metrów. Płytki inspirowane są tradycyjnymi wzorami, jest absolutnie przepięknie!


Oczywiście, jak we wszystkich luksusowych hotelach w Wietnamie, śniadanie to bufet szwedzki i ma się ogromny wybór.

Wybraliśmy pokój wyższej kategorii z widokiem na ogród i/lub widok na Sapa.
Na 10. piętrze znajdują się bar i taras z widokiem na całe miasto. Bez mgły widok musiał być zapierający dech w piersiach.
Niestety nie mam wystarczająco miejsca, aby pokazać wszystkie zdjęcia hotelu, ale wiedzcie, że jest mnóstwo rzeczy do odkrycia, małych elementów do podziwiania. Jeśli lubicie vintage meble, będziecie zachwyceni, znajdując w każdym rogu korytarza unikalny przedmiot.
MGallery La Coupole w Sapa: liczcie 3 miliony VND, czyli 120€/noc za pokój wyższej kategorii.
Link Booking
Link Agoda
Dzień 2:
Program 2. dnia:
– Śniadanie w hotelu o 8:00 (bufet szwedzki) (link do Bookingu, link Agoda)
– Basen o 9:00
– Spacer po centrum miasta o 11:00
– Wymeldowanie w południe
– Zwiedzanie wioski Cat Cat
– Kąpiel w ziołach leczniczych o 15:00
– Przyjazd do homestayu Wioska Sau Chua à 16h15
Bufet bez ograniczeń zawsze zadowala w każdym hotelu 4-gwiazdkowym lub wyższym we Wietnamie. Oprócz kuchni wietnamskiej jest też ogromna ilość jedzenia europejskiego. A w francuskiej sieci, takiej jak AccorHotels, rogaliki i pain au chocolat są zawsze bardzo dobre.
Szybko zwiedzamy centrum miasta, szczególnie kamienny kościół pozostawiony przez Francuzów.

Centrum miasta jest teraz pełne restauracji, jedna bardziej krzykliwa od drugiej. A kiedyś, gdy przyjechałam tu jakieś dwadzieścia lat temu, była tylko jedna ulica handlowa i trudno było znaleźć hotel z ciepłym prysznicem.
Szybko podchodzą do nas kobiety z mniejszości etnicznych w tradycyjnych strojach. Mimo tłumaczeń mojej mamy, że nie zamierzamy kupować pamiątek, i tak wesoło za nami idą, a nawet pozują do zdjęcia 😀

Wioska Cat Cat
Między Sapa a wioską Cat Cat mijamy ładne kawiarnie i hotele. Jeśli masz ochotę, polecam iść pieszo, bo cały czas schodzi się w dół, więc można nacieszyć się ładnymi kawiarniami.
Kierowca podwozi nas pod główne wejście, gdzie płacimy 500 000 VND za osobę za wstęp. Wioska Cat Cat była bardzo biedna jakieś dwadzieścia lat temu. Ale dzięki turystom małe, biedne domki zastąpiły sklepiki z pamiątkami wzdłuż całej trasy.

Na pewno zastanawiacie się, kto może jeść takie twarde kawałki suszonego mięsa? To specjalność północnego Wietnamu: bawole mięso suszone przez miesiące, zawieszone tuż nad kominkiem. Jest bardzo twarde do żucia, trzeba pokroić na małe kawałki nożyczkami, zanim spróbuje się przeżuć mały kawałek.

W końcu docieramy do nieco bardziej otwartego miejsca. Tuż obok znajduje się parking dla motocykli. Turyści na motocyklach parkują tutaj, a ci, którzy przyjechali z kierowcą lub zorganizowaną wycieczką, docierają z góry, jak my.

Jakieś trzydzieści metrów dalej (w dół i stromo) odkrywamy wiele wodospadów, małych i dużych. Ten jest największy. Cat Cat, nazwa wioski, może pochodzić od francuskiego słowa „cascade”?

Jestem pod wrażeniem piękna tego miejsca. Po długim spacerze z radością korzystamy z chłodu wokół wodospadów i zimnego soku z trzciny cukrowej. Oczywiście z widokiem.


Po wodospadach widok staje się stopniowo mniej ładny, mniej ciekawy. Powoli wracamy na parking nr 2, gdzie czeka nasz kierowca. Jeśli przyjeżdżasz tu sam, możesz wziąć taksówkę motocyklową lub elektryczny shuttle, aby wrócić do Sapa.




Gorąca kąpiel w ziołach leczniczych
Zazwyczaj po porodzie Wietnamki nie mogą brać prysznica ani pracować, ale mniejszości górskie mają sekret, który pozwala młodym matkom szybko wrócić do formy, by mogły wrócić na pola ryżowe: dobra, gorąca kąpiel w ziołach leczniczych. Ile ziół zawiera? Jakie to zioła? Nie będę w stanie ci powiedzieć.
Miejscowi podali mi adres Sapanapro. Ich woda jest tak słynna, że sprzedają również wersje skoncentrowane, które trzeba wymieszać z wodą w wannie. Droga tam jest częściowo w remoncie, więc cieszymy się, że mamy solidny samochód.

A. trochę narzeka na program, ale gdy już zasiada w ogromnej drewnianej beczce służącej za wannę, z niesamowitym widokiem na pola ryżowe i las, gorącą wodą pachnącą ziołami, sprawia wrażenie zadowolonego z tego niecodziennego doświadczenia (podobnego do tego, które mieliśmy w Ha Giang). Oczywiście jest 6 pokoi, więc każde z nas ma prywatny pokój. W każdym są do 3 wanny. Po kąpieli nie trzeba spłukiwać się czystą wodą, wręcz przeciwnie, trzeba pozwolić, aby wszystko wchłonęło się w ciało i po prostu się wytrzeć.

Nie wytrzymuję długo gorąca kąpieli i wychodzę pierwsza. Podczas oczekiwania jakiś Wietnamczyk zadaje mi głupie pytania, które mnie denerwują, przechodzę ze stanu odprężenia w zły humor. Później rodzice powiedzą mi, że pewnie chciał mnie podrywać, ale ja wyjechałam z Wietnamu dawno temu i już nie potrafię wyczuć tych subtelności (lub ich braku). To kolejne doświadczenie, które pokazuje, że nie jestem już w pełni Wietnamką ani w pełni Francuzką.
Homestay
Jest jeszcze dość wcześnie, ale właściciel dzisiejszego homestayu nalega, abyśmy przyjechali na czas, by cieszyć się tam zachodem słońca, więc około 16:00 wyruszyliśmy, ignorując wiele atrakcji turystycznych po drodze (ogród różany, ruiny katedry itp.), nawet kierowca jest zdziwiony, że mam taki lekki program.
Dzisiejszy homestay to jedno z najbardziej niezapomnianych doświadczeń w programie. Oczywiście nikt nie wie, jak jest ważny. Kierowca dostał tylko adres i to wszystko. Jako organizatorka dźwigam ciężar organizacji, rezerwacji, ale także ekscytacji zmieszanej z oczekiwaniem na szczególnie niezapomniane przeżycie. Czekam na ten moment od tygodni. Ale to mnie też czasem męczy, że nie mogę być beztroską osobą, która po prostu korzysta z dobrze zaplanowanego programu, nie musi patrzeć na zegarek i myśleć o następnym miejscu.
Droga jest trudna i wąska, ale udaje nam się dotrzeć nieco wcześniej niż planowaliśmy. Jestem odprężona, bo w programie nie ma już nic więcej. „Major-domo” z homestayu wita nas serdecznie, czekał na nas. Pochodzi z mniejszości etnicznej, więc mówi po wietnamsku z lekkim akcentem. Jest sam i musi robić wszystko, to musiało go zmęczyć, bo ciągle przeprasza za opóźnienie lub za czekanie, podczas gdy my uważamy, że jest bardzo skuteczny. Nasza grupa odkrywa z rozdziawionymi ustami, że sprywatyzowałam homestay mogący pomieścić 25 osób! Tak!
Dobrze, wytłumaczę się: jestem błyskotliwa, ale nie do tego stopnia. Właściwie właścicielka, z którą byłam w kontakcie, po podaniu mi cen za 3 pokoje, namówiła mnie do sprywatyzowania wszystkiego, bo to kosztuje tylko 40€ więcej, a „doświadczenie będzie 10 razy przyjemniejsze” – twierdzi. OK. Odkryłam ten homestay, śledząc intensywnie Facebooka mojej wietnamskiej koleżanki, która podróżuje po Wietnamie z mężem i dwójką dzieci. Ponieważ mają samochód, zawsze udaje im się znaleźć fajne hotele, homestaye, Airbnb. Pamiętam, że była bardzo pod wrażeniem pięciogwiazdkowej obsługi tego homestayu, a także jego lokalizacji z dala od utartych szlaków. Zapisałam to miejsce, przypinając je na Google Maps, i wystarczy otworzyć mapę i na nie trafić, w ten sposób znajduję miejsca i układam mój mały plan. Współrzędne i ceny są na końcu artykułu, jak zwykle.
Są 3 poziomy: na parterze jest kuchnia, ogromny salon i taras. Drugie piętro: drugi salon, 3 pokoje, w tym 2 z łazienką. Ostatnie piętro to otwarta sypialnia z wieloma łóżkami. Trzeci i czwarty pokój mogą korzystać z dwóch wspólnych łazienek.





Ogród jest ogromny i jest miejsce, gdzie możemy usiąść, napić się herbaty i podziwiać zachód słońca. Ponieważ przyjeżdżamy trochę wcześnie, zanim zdążymy zobaczyć zachód słońca, czajnik jest już pusty.

Każde z nas korzysta z tej ogromnej przestrzeni, czytając, śpiąc lub po prostu patrząc na krajobrazy. To miejsce jest oazą spokoju, nie ma absolutnie żadnego hałasu, widok na góry, major-domo jest po to, by spełniać wszystkie prośby – luksus!
Kierowca dogaduje się z major-domo. Ponieważ w pobliżu nie ma restauracji ani zajazdów, a najbliższa wioska jest 30 minut stąd, będzie spał dziś w salonie i zje kolację z major-domo.


Dzień przed przyjazdem musiałam zarezerwować kolację – przez właścicielkę. Nie ma właściwie menu, więc podałam kilka wskazówek, a reszta należy do niej. Nawet nie zapytałam o cenę, bo ten homestay został przetestowany i zatwierdzony przez moją przyjaciółkę. Kiedy trzeba wchodzić w zbyt wiele szczegółów, zwłaszcza dla 5 osób, to mnie męczy, więc czekam na niespodziankę.
A niespodzianka naprawdę przerosła moje wyobrażenia. Widzę, że przygotowują grilla, potem widzę szaszłyki wieprzowe, jajka i całą rybę na wierzchu, zapakowaną w liść bananowca.

Kiedy siadamy do stołu, odkrywamy ucztę ! Potrzebowałam kilku minut, aby podać nazwę i wyjaśnić, jak je się każdą potrawę. Nasi dwoje zachodnich gości uwielbiali kleisty ryż gotowany w bambusie. Jemy go z solą sezamową. Wszyscy uwielbiamy rybę, która jest bardzo delikatna.

Nie jest aż tak zimno, ale widziałam zdjęcia z palącym się kominkiem, więc proszę major-domo, czy może go rozpalić. Myślę, że zawracamy mu głowę tą prośbą, ale on i tak to robi. Przynosi nam resztę węgla z grilla i drewno cynamonowe. Co prawda drewno zostało pozbawione swojej zewnętrznej warstwy (cynamonu, którego używamy w kuchni), ale jego drewno i tak daje lekki wyczuwalny aromat. Siedzimy wszyscy przed tym kominkiem, tak szczęśliwi z tego nieoczekiwanego momentu.

Kładziemy się bardzo szybko, bo nie ma innych rzeczy do roboty. Internet jest bardzo wolny, nie łapie 3G/4G. Około północy pada jak z cebra, naprawdę bardzo mocno. Ponieważ dach jest z blachy, słyszymy każdą kroplę deszczu, oprócz grzmotów. Psy szczekają prawie całą noc, biedactwa.
Dzień 3
Program Dnia 3:
– Śniadanie w homestayu
– Zwiedzanie przejść granicznych w Lao Cai
– Zwiedzanie targu w Lao Cai
– Obiad i powrót do Hanoi
Nie możemy powiedzieć, że dobrze spaliśmy. Ale śniadanie, bardzo obfite, już na nas czeka i to bardzo dobrze robi. Major-domo musiał wstać bardzo wcześnie. Mówi nam cicho, że grupa 20 osób już przyjechała o 6 rano, aby uniknąć ruchu w ten długi weekend, ale też dlatego, że nie wiedzieli, co robić ani gdzie iść w ten deszcz. Nie wpuścił ich bo właśnie sprywatyzowaliśmy dom. Siedzą w małej chatce przy wejściu do homestayu. Ta grupa musi być bardzo zadowolona, gdy się dowie, że organizatorka programu, czyli ja, zaplanowała wczesny wyjazd, i że będą mogli korzystać z domu już od 8:30.
W obliczu tego deszczu jestem bezradna. Mój program całkowicie bierze w łeb (i to dosłownie!), i muszę wybrać między kilkoma opcjami. Bardzo zmęczona także wieloma przemieszczeniami w ostatnich tygodniach, wybieram łatwe rozwiązanie: wyjeżdżamy stąd 😀 żegnajcie polowania na chmury, żegnajcie kawiarnie z widokiem, żegnajcie pięciogwiazdkowy hotel, który chcieliśmy zawłaszczyć. I tak jest lepiej. Bo pogoda nam sprzyja. Za każdym razem, gdy widzimy coś ciekawego po drodze, nie pada. W ten sposób mogliśmy zatrzymać się, aby obserwować rolniczki, pola ryżowe, zjeść ananasa, zatrzymać się w punktach widokowych itp. Nie ma właściwie programu, tylko przystanki tu i tam.





W drugą stronę samochody suną jeden za drugim, kierując się do Sapa. Ruch jest tak duży, że centrum Sapa już w ten weekend zakazało wjazdu dużym samochodom, a autokary turystyczne muszą wysadzać pasażerów na obrzeżach miasta. Podczas gdy cały Wietnam wyjeżdża na długi weekend i walczy o idealne zdjęcia na Instagramie, my spokojnie wracamy do Hanoi, w przeciwnym kierunku.
Lao Cai i granica
Jednak musimy przejechać przez Lao Cai droga do Hanoi, a Lao Cai to „granica z Chinami”. A. nigdy nie był w Chinach, więc pozwolimy mu rzucić na nie okiem. Bez trudu znajdujemy przejście graniczne (zamknięte), gdzie możemy zrobić sobie zdjęcia z mostem łączącym oba kraje oraz słupami granicznymi. Atmosfera jest radosna, wszyscy już czują się jak w Chinach, choć nadal stoimy na wietnamskiej ziemi. Przed Covidem wystarczyło zapłacić niewielką sumę za jednodniową wizę, aby zobaczyć, jak wygląda Państwo Środka.
W tym momencie Chiny są jeszcze w lockdownie i widać, że nic się tam nie dzieje. Jedyne auta, które widzieliśmy, to radiowozy i karetki. Wszystko jest całkowicie martwe. Chiny nadal stosują strategię zero covid i kontrolują absolutnie każde przejście graniczne (ograniczone do wymiany towarów).


Jedziemy potem wzdłuż rzeki oddzielającej oba kraje i trafiamy na kolejne przejście graniczne, gdzie ciężarówki przejeżdżają bardzo powoli. Kierowcy są ubrani w kombinezony medyczne, jakby mieli kontakt z ebolą. Ciężarówki przejeżdżają jedna po drugiej przez most, żadnego mijania się! Jaka to smutna scena! Ci Chińczycy mieszkający po drugiej stronie rzeki, czy mogą nas widzieć? Obserwować nas? Gdy wychodzimy, idziemy do restauracji, tłoczymy się na granicy, robiąc zdjęcia mostu, czy oni nas widzą? Czy myślą, że urodzili się po złej stronie mostu?

Spędzamy trochę czasu na targu w Lao Cai. To przejście graniczne nie jest głównym dla importu chińskich towarów, ale i tak widać tu mnóstwo kiepskiej jakości chińskich produktów. Za to owoce są lokalne i niezwykle kuszące. Nie wahajcie się zjeść tam lunchu, jeśli macie ochotę.


Próbujemy znaleźć restaurację, którą moi rodzice bardzo polubili, ale przez Covid wydaje mi się, że już nie istnieje. Tracimy przypadkiem na prostą restaurację serwującą bun cha (makaron z grillowaną wieprzowiną), zanim wracamy na stałe do Hanoi.
Część 2: Praktyczne wskazówki
Budżet
- Kierowca: 7 milionów VND za 3 dni i 2 noce + 300 000 VND na koszty zakwaterowania. Samochód 16-osobowy.
- Niestety nie mogę podać wam kontaktu do naszego kierowcy, bo mówi tylko po wietnamsku, a my nie byliśmy w stu procentach zadowoleni z jego usług
- Możecie znaleźć mnóstwo kierowców i wycieczek z Hanoi
- MGallery La Coupole (link do Bookingu, link Agoda) : ok. 100-120€/noc
- Kolejka linowa: 737 000 VND/osoba/tam i z powrotem
- Kolejka linowo-terenowa: 99 000 VND/osoba/w jedną stronę
- Szklany most: 350 000 VND/osoba, bez atrakcji
- Wejście do wioski Cat Cat: 90 000 VND/osoba
- Kąpiel w gorących źródłach u Sapanapro: 100 000 VND/osoba, dostałam dodatkowo 20% zniżki, nie wiem dlaczego
- Wioska Sau Chua w Sapa: 4 500 000 VND za pełny wynajem, albo między 800 000 VND a 1 100 000 VND za pokój. Kontaktujcie się z właścicielką na Facebooku, mówi po angielsku. Płatność przelewem, możecie to łatwo zrobić za pomocą usługi Wise (dawniej Transferwise)
- Obiad i śniadanie w wiosce Sau Chua w Sapa dla 5 osób: 2 250 000 VND
- Bun cha w Lao Cai: 45 000 VND/osoba
Planujesz podróż do Wietnamu? Nasz partner Get Your Guide oferuje bilety wstępu i wycieczki z przewodnikiem francuskojęzycznym w bardzo rozsądnych cenach. Kliknij tutaj, aby zobaczyć ich ofertę i zarezerwować online.