Al Ula & Hegra (Arabie Saoudite) : Relacja z podróży
Kontynuujemy naszą podróż w grudniu 2024 po Arabii Saudyjskiej, którą odkrywamy po raz pierwszy. Dowiedzieliśmy się, że kraj jest otwarty dla nie-muzułmanów podczas wystawy światowej w Dubaju w 2020 roku, a wspaniałe stoisko Arabii Saudyjskiej bardzo nas zachęciło do odwiedzenia tego kraju.
Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Dziennik podróży
Dzień 5 podróży (kontynuacja)
Kair – Al Madinah
Lotnisko w Kairze nie jest najbardziej spokojnym miejscem na ziemi. Wszyscy mają mnóstwo bagażu, są bardzo niecierpliwi i niegrzeczni. Na szczęście jesteśmy tam 3 godziny wcześniej, bo czekamy 1 godzinę na odprawę bagażu. Bagaż jest skanowany trzy razy, a przy bramkach najpierw przechodzą mężczyźni, potem kobiety, ale one nie mają poczucia przestrzeni osobistej i przepychają się, czuję się nieswojo. Dwa razy pytają mnie, czy nie pomyliłam bramki i czy na pewno lecę do Medyny. To oczywiste, że turyści lecący z Kairu do Medyny to rzadkość i wyróżniam się wśród tych Egipcjanek udających się na pielgrzymkę. Staram się zakrywać włosy czapką, ale widać gołym okiem, że nie jestem muzułmanką.
Na lotnisku w Medynie w Arabii Saudyjskiej ci niegrzeczni Egipcjanie zamieniają się w baranki. Nagle stają się bardzo spokojni, szanują dystans osobisty. Niektórzy i tak próbują wyprzedzać, ale są surowo upominani przez pracowników lotniska. Myślę, że to lotnisko nie jest zbyt wydajne, bo czas oczekiwania jest bardzo długi, ale pracownicy są bardzo uważni. Na przykład dwie kobiety zasłabły i szybko je zauważono, przepuszczono przed wszystkimi. Z wizami załatwionymi wcześniej, kontrola graniczna przebiega gładko, przechodzimy w 20 sekund. Inni pielgrzymi wpatrują się w nas, jakby nie rozumieli, co tu robimy. JB jest jednym z nielicznych białych, a nasze ubrania od razu nas zdradzają. Oni wszyscy mają torby z nazwą swojego biura podróży, wielu jest ubranych na biało, wszystkie kobiety są zasłonięte. Saudyjki są ubrane na czarno i widać tylko ich oczy.
Mimo moich skromnych ubrań i dużego kapelusza, czuję na sobie spojrzenia innych pielgrzymów i bardzo mi to przeszkadza. Może to tylko wrażenie, ale w Medynie nie wydaje mi się, żeby Saudyjczycy mnie oceniali, tylko inni pielgrzymi, o czym powiem później. Obserwuję, jak kobiety zakładają chusty, i następnego dnia udaje mi się mniej więcej zakryć głowę jak one, chociaż widać, że moja chusta nie jest dobrze ułożona.
Długo czekamy pod Budżet na nasz samochód. Jest bardzo czysty, mocny, automatyczny i prawie nowy. JB zarezerwował dla nas noc w pobliskim hotelu (link do rezerwacji). Ponieważ nie miał ochoty jechać od razu po przylocie, zwłaszcza że zapadał zmrok, w nowym kraju, poszukał hotelu blisko lotniska. Jest nieco na uboczu i nie ma w pobliżu restauracji, ale bardzo miły pracownik hotelu zamówił dla nas jedzenie na naszą prośbę i kurier przyjechał pod nasz pokój (ryż z pieczonym kurczakiem, pyszne). Mogliśmy nawet zapłacić kartą. Jedyną wadą tego hotelu jest hałas (jesteśmy przy głównej ulicy) i prysznic (ciepły, ale słaby strumień). Ale pokój jest ogromny i wygodny, tak jak we wszystkich naszych hotelach.
Dzień 6
Następnego dnia wyruszamy do Al Ula – Hegra. Droga jest bardzo długa (3 godziny 40 minut) i monotonna, ale drogi są jak w USA, zresztą krajobrazy bardzo przypominają amerykański Zachód. Widząc pustynne góry, trochę się martwimy, bo zapomnieliśmy zatankować przed wyjazdem. Na szczęście po drodze są małe oazy ze stacjami benzynowymi. Stacje te są wyposażone w sale modlitewne i toalety. Tutaj litr wody kosztuje więcej niż litr benzyny. Płacimy 0,5 euro za litr benzyny, podczas gdy butelka wody o pojemności 1 litra kosztuje 0,75 euro.
Saudyjczycy są bardzo niebezpieczni na drodze i bez wahania wyprzedzają w dowolny sposób, bez żadnej widoczności. Kiedy widzisz samochód jadący z dużą prędkością, zrób jak inne wolne samochody – zjedź na prawą stronę, aby umożliwić wyprzedzanie. Zabawne jest to, że jest tak mało turystów, że nie mają jeszcze odruchu tłumaczenia znaków na angielski. Tak więc gdy tylko wyjeżdżamy z Medyny, wszystkie drogowskazy, a nawet ograniczenia prędkości, są po arabsku. Ale nasz samochód jest na tyle inteligentny, że wydaje „pip”, gdy przekraczamy dozwoloną prędkość.


Krótki przystanek na jedzenie. Znajdujemy sporo budek z kebabami, grillowanym mięsem itp. Nie zawsze są dobre, bo mięso jest bardzo suche, ale tanio (10 SAR – 20 SAR).

Hegra
Hegra, znana również jako Mada’in Salih lub Al-Hijr, to niezwykłe stanowisko archeologiczne położone w północno-zachodniej Arabii Saudyjskiej. To starożytne miasto nabatejskie, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2008 roku, było drugim najważniejszym miastem królestwa Nabatejczyków po Petrze. Stanowisko słynie ze 111 monumentalnych grobowców wykutych w skale, z których wiele ma misternie zdobione fasady złożone z architektonicznych wzorów. Założone w I wieku p.n.e., Hegra była ważnym ośrodkiem handlowym na szlaku kadzidła, łączącym Półwysep Arabski z Morzem Śródziemnym. Pozostałości świadczą o wyjątkowym talencie architektonicznym Nabatejczyków i ich zdolności do tworzenia imponujących budowli na pustyni, z wyrafinowanym systemem cystern i studni do zarządzania wodą.
Mamy rezerwację na zwiedzanie Hegry (Hegra Day Tour) przez biuro turystyczne na 14:30. Jest napisane, że trzeba przyjść trochę wcześniej, ale w rzeczywistości zwiedzanie zaczyna się dopiero o 15:00. Tak naprawdę 14:30 to godzina odjazdu autobusu z centrum Al Ula. Dla tych, którzy mogą przyjechać bezpośrednio do Hegra Visitor Center jak my, można przyjść dopiero o 14:45. Przyjeżdżamy bardzo wcześnie, bo o 14:00. Obok jest mała wystawa, gdzie podają informacje o niedawno odkrytym grobowcu, w którym znaleziono 80 ciał, i wybrali jedno ciało losowo, aby zrekonstruować jego twarz – efekt jest niesamowity (ma zielone oczy, ale nie jest to dobrze widoczne).

Są 2 rodzaje wycieczek: Hegra Day Tour w grupie, jak my, albo prywatne wycieczki jeepem. To zależy od grubości portfela.

W pewnym momencie widzimy piękne czarne samochody GMC (marka dużych amerykańskich aut General Motors), idealnie czyste, ustawione jeden za drugim, i myślimy, że to konwój saudyjskich urzędników. Tak naprawdę to tylko luksusowa agencja, która przyjeżdża po swoich klientów. Zamiast pakować ich do autobusu, wolą wysłać GMC dla 2-3 klientów. Ci klienci wyglądają na bardzo eleganckich, dobrze ubranych. Przypominają mi typ klientów, którzy robią wycieczkę dookoła świata czarterem, których spotkaliśmy na Wyspie Wielkanocnej. Nie zdziwiłbym się, gdyby to były te same typy wycieczek, bo tutaj też jest lotnisko.
Z zaskoczeniem i przyjemnością znajdujemy lody marki La Romana tutaj. Według JB to najlepsze lody na świecie.

No cóż, wreszcie nasza kolej. Tutaj jesteśmy z turystami niemuzułmańskimi, żadna turystka nie jest zakryta, czuję się trochę bardziej swobodnie i mogę w końcu zdjąć welon. Mimo to jesteśmy na środku pustyni, więc zawsze dobrze jest chronić się przed słońcem kapeluszem, kremem z filtrem i okularami przeciwsłonecznymi. Wszyscy wsiadamy do autobusu z przewodnikiem i robimy 4 przystanki. Na każdym przystanku przewodnik po angielsku zwięźle wyjaśnia, co warto zobaczyć, ale można mu zadawać pytania.
Pierwszy przystanek to Jabal Ithlib, z dużą jadalnią z subtelnymi dekoracjami na ścianach.

Wzdłuż ścian kanionu wyrzeźbiono w skale posągi nabatejskich bogów. Idąc dalej kanionem, odkrywamy inskrypcje arabskie (starodawne pismo, bez kropek) i kilka rysunków wyrytych w skałach. W Hegrze formacje skalne składają się głównie z piaskowca, skały osadowej, która była szczególnie odpowiednia do wykuwania monumentalnych grobowców. Piaskowiec ten ma różne kolory, od beżowego po czerwono-pomarańczowy, tworząc spektakularne odcienie, szczególnie o wschodzie i zachodzie słońca. Wybierając ostatnią wycieczkę dnia, nie mamy wprawdzie zachodu słońca, ale pod koniec wycieczki pojawia się delikatna poświata, która pięknie podkreśla grobowce. Te krajobrazy przypominają nam zarówno amerykański Zachód, jak i Goreme w Turcji.



Drugi przystanek wysadza nas przed pierwszym ozdobnym grobowcem, który zobaczymy tego dnia. Grobowce tutaj mają drzwi, ale są drewniane, więc zostały zniszczone. Już sam fakt, że zewnętrzna część pozostała nietknięta po 2000 latach, to cud!


Ta część jest przeznaczona wyłącznie dla grobowców, ponieważ prawdziwe miasto Hegra znajdowało się wcześniej dalej. W tej samej formacji skalnej można znaleźć kilka grobowców. Każdy grobowiec zawiera kilka pochówków. Wolno nam wejść tylko do jednego grobowca, numer 26. Pozostałe wydają mi się całkowicie puste. Miejsce nie było chronione przed 28 rokiem, więc można zobaczyć na ścianach współczesne graffiti.

Grobowce są ozdobione tylko na zewnątrz, ale to bardzo ładne. Na górze zawsze znajduje się kilka schodków prowadzących do nieba, a także inskrypcja mówiąca, do kogo należą. Według naszego przewodnika inskrypcje to główna różnica między Hegrą a Petrą.
Uważam, że wycieczka jest bardzo dobrze zorganizowana. Jest wystarczająco dużo wyjaśnień, ale też wystarczająco dużo czasu na zdjęcia. Jednak zdarza się, że 2-3 autobusy przyjeżdżają jednocześnie i kiedy wracamy, przewodnik nas nie liczy. Kilka osób z naszej grupy pomyliło autobusy i odjechało innym, albo zostali sami po odjeździe wszystkich autobusów. Zostali odwiezieni wózkiem golfowym. Ale cóż, są tylko 4 przystanki dla wszystkich, więc nie da się zgubić na pustyni.
Trzeci przystanek jest najbardziej wyczekiwany (Tomb of Lihyan son of Kuza). To skała eksponowana we wszystkich broszurach turystycznych i filmach promujących Arabię Saudyjską. Ktoś miał dobry pomysł, żeby sprywatyzować skałę i zrobić z niej swój rodzinny grobowiec. Niestety ten grobowiec nigdy nie został ukończony. Widać na przykład, że przed drzwiami nie jest całkiem gładko. W każdym razie to pozwala nam poznać metodę budowy: rzeźbiono od góry do dołu.

Zresztą będzie można zobaczyć tę skałę przypominającą grzyb (widoczną niedaleko wejścia) i zauważyć, że ten grobowiec jest jeszcze mniej zaawansowany niż poprzedni.

Wszyscy są bardzo zadowoleni, że tu są, to naprawdę highlight wycieczki.





Jestem trochę zaskoczona rozmiarem tego grobowca, wyobrażałam go sobie większym. To na pewno nie jest najwyższy grobowiec tutaj. Jednak wciąż jest bardzo piękny, a w delikatnym świetle końca dnia skała nabiera cieplejszego odcienia. Myślę, że najlepsze momenty dnia to pierwsza i ostatnia runda zwiedzania. Są miejsca, gdzie jesteśmy pod światło, ale w zamian można przejść kilka metrów, aby obejść skałę, i jest kolejny grobowiec w świetle. Myślę, że spośród setki grobowców na miejscu, biuro turystyczne bardzo dobrze wybrało 4 przystanki. To nie jest monotonne, zawsze jest coś nowego do oglądania. To mniej swobodne niż w Petrze, ale dla leniwych jak ja, podoba mi się też ten amerykański sposób zwiedzania.

Kiedy stoisz przed miejscem, o którym marzyłeś tak długo, myślę, że jest w tym coś surrealistycznego. Nadal nie mogę uwierzyć, że tam byłam.
Jeśli pójdziemy prosto, około 5 godzin później dotrzemy do Wadi Rum w Jordanii.
Ostatni przystanek to właśnie niedawno odkryty grobowiec z rekonstrukcją twarzy jednego ze znalezionych ciał. Odkryto go dzięki ulewnej ulewie, która odsłoniła bardzo skromne wejście do grobowca. Należy on do rodziny z klasy średniej. Jedno z ciał miało naszyjnik z daktyli!! Super pomysł!


Z tego miejsca widzimy skałę „sprywatyzowaną” z daleka, a także skałę w kształcie ludzkiej twarzy.


Wszyscy opuszczają miejsce, bardzo zadowoleni z wycieczki. Mają piękne zdjęcia i wszyscy się czegoś nauczyli. Jestem pod ogromnym wrażeniem organizacji. Dodatkowo, dają nam coś do picia za darmo przez cały czas, w autobusie jest zimna woda, ale także w recepcji dostajemy butelki soku pomarańczowego z imbirem, absolutnie pyszne. Pracownicy mają długie, wełniane abaje, absolutnie przepiękne. Tak, jesteśmy na pustyni, w grudniu świeci słońce, ale jest trochę chłodno, a zwłaszcza po zachodzie słońca robi się bardzo zimno.
Jeśli nie masz dużo czasu, możesz wrócić kilka godzin później na Hegra After Dark ale my woleliśmy pójść następnego dnia.
Dopiero po wycieczce meldujemy się w Airbnb. Więc tylko w Arabii Saudyjskiej pozwalamy sobie zostawić nasze komputery w bagażniku samochodu na parkingu podczas zwiedzania. Dobrze wiemy, co czeka każdego złodzieja w tym kraju, więc zostawienie ich tam jest super bezpieczne.
Nasze Airbnb (link) jest 30 minut od Hegry. Jest tak mało opcji w okolicy, że aby mieć coś dobrego, trzeba albo zapłacić bardzo dużo, albo oddalić się trochę. Nasze Airbnb jest bardzo przestronne, mamy sypialnię z prywatnym prysznicem i wspólny salon z daktylami do woli na parterze, gorąco polecam. Z ciepłą wodą jest trochę słabo z ciśnieniem, ale to normalne, jesteśmy na pustyni. Zjedliśmy tyle soku z mango i daktyli, że nie potrzebujemy dziś kolacji.


Dzień 7
Our Habitas Alula
Moja koleżanka H. jest inicjatorką tej wizyty. Kiedy rozmawialiśmy o Arabii Saudyjskiej i Jordanii, wysłała mi mnóstwo zdjęć luksusowych hoteli w okolicy. Wiele z nich jest znacznie powyżej naszego budżetu, ale nie jestem typem, który łatwo się poddaje. Dwa hotele szczególnie do mnie przemawiają: Our Habitas Alula (link do Bookingu) i Banyan Tree Alula (link do Bookingu, od 500 euro za noc, ale średnia cena wydaje się być raczej 1000 euro za noc). Oba znajdują się w sprywatyzowanej dolinie o nazwie Ashar Valley.

Oba mają baseny na środku pustyni. Our Habitas ma bardziej przystępną wersję Caravane by Habitas (od 280 euro), a goście tej bardziej przystępnej wersji mogą nadal korzystać z przestrzeni i aktywności Our Habitas. Mówię to dla tych, którzy chcą doświadczenia „Habitas”.
W przeciwnym razie, dla „skwaterów” takich jak my, są day pass w Our Habitas i Banyan Tree. Za 350 SAR od osoby masz dostęp do basenu i codziennych aktywności. Wolałem „Our Habitas”, ponieważ ich basen jest stworzony do robienia pięknych zdjęć, a ich restauracja jest naprzeciwko basenu, podczas gdy basen Banyan Tree jest raczej do pływania. Dodatkowo, sprawdziłem aktywności przed przyjazdem i szczególnie interesuje mnie Sound Bath o 11:00 w Our Habitas. Nasz przyjaciel F. bardzo chwalił „sound baths” z misami kryształowymi które są oferowane w Four Seasons na całym świecie. Jest kilka „Our Habitas” na świecie i są one trochę „new age”, „healing”… a aktywności oferowane przez hotel naprawdę wykraczają poza zwykłe (breathwork, sound bath itp.).
Kilka tygodni przed naszym przyjazdem piszę do Our Habitas, aby zarezerwować day pass ale w ogóle nie potwierdzają mojej rezerwacji. Idziemy mimo wszystko z burakiem i zostajemy zatrzymani przez strażnika przy wjeździe do doliny. Tylko ci, którzy mają bilety na zwiedzanie Maraya lub rezerwację w jednym z tych luksusowych hoteli, mogą wjechać. Na szczęście mam mój e-mail z rozmowy z Our Habitas i wpuszczają nas. W recepcji Our Habitas odkrywam, że nasza rezerwacja została już uwzględniona, ale po prostu mi nie odpowiedzieli.
W recepcji (malutkiej) jest mnóstwo gości (którzy właśnie wylądowali na lotnisku w Al Ula, jak sądzę), a zameldowanie trwa wieczność. Nie ma bagażowych, para gości musiała sama ciągnąć swoje bardzo ciężkie walizki do baggy, które przyjeżdża wieki. Doświadczenie zameldowania przebiega w całkowitym chaosie i na szczęście nie zapłaciliśmy 1000 euro za noc, bo nawet powitanie w naszym Airbnb za 80 euro było 10 razy bardziej satysfakcjonujące.
Jednak myślę sobie, że biorąc pod uwagę liczbę gości, którzy się tu tłoczą, naprawdę jest bardzo, bardzo dużo bogaczy. 0,01% najbogatszych na świecie to jednak 800 000 osób, dla których 1000 euro to nic. To przypomina mi Dubaj gdzie naprawdę poczułam, że nigdy nie będę miała dość, że nigdy nie będę wystarczająca, wystarczająco odnosząca sukcesy, wystarczająco inteligentna, zawsze będą drzwi, które będą przede mną zamknięte. Nigdy nie będę mogła udawać, że 1000 euro to nic, czy to oznacza, że nie pracuję wystarczająco? Nie jestem wystarczająco mądra? To absolutnie śmieszne, bo żyję teraz swoim najlepszym życiem i teoretycznie nie powinnam nikomu zazdrościć. Myślę, że w krajach takich jak ten można bardzo szybko dać się ponieść zazdrości, chciwości, frustracji. Zawsze istnieje ekskluzywna usługa dla bogatych, bogatszych, jeszcze bogatszych… podczas gdy w Europie też to istnieje, ale nie jest tak widoczne. W każdym razie, po naszej podróży do Bhutanu zrozumieliśmy, że sekret szczęścia polega na wyeliminowaniu zazdrości, a najskuteczniejszym sposobem jest udawanie głupiego, nie widzieć, nie wiedzieć, że istnieje taki czy inny luksus, taka czy inna ekskluzywna usługa.
No cóż, 350 SAR, czyli 80 euro od osoby później, oto jesteśmy w buggy w kierunku basenu. Otrzymujemy najlepsze możliwe powitanie przez pracownika przy basenie, który układa dla nas ręczniki na leżakach i daje nam ogromne płaszcze, które noszą wszyscy klienci (bo jednak jest zimno). Bo tak, nawet na pustyni w grudniu jest zimno. Dodatkowy wiatr sprawia, że basen nie nadaje się do kąpieli, nawet jeśli woda jest dobra (bo podgrzewana). Więc wszyscy influencerzy i sprzedawcy marzeń paradują w bikini przy basenie (muszą mieć day pass jak my, bo wszyscy mają plecaki, żeby schować swoje rzeczy). Myślę, że przybliżając ich zdjęcia, można by zobaczyć zjeżone włoski z zimna. Natomiast prawdziwi klienci ledwo robią zdjęcia, zbyt zajęci jedzeniem lub siedzeniem w swoich pokojach ahahah.
Popatrzyłam na zdjęcia niektórych instagramerów i faktycznie nie widzę żadnych zdjęć pokoju (który wydaje się mały, ale jest tam bardzo fajna przestrzeń w stylu „beduińskim” z widokiem na dolinę, bardzo instagramowa).

Więc jeśli następnym razem będziecie się czuć źle, bo ktoś tam pluska się w basenie w super drogim hotelu, możliwe, że to dzięki day passowi, albo rezerwacji posiłku. Ach, tańsza opcja, żeby cieszyć się tą przestrzenią (bez możliwości kąpieli jednak), to zarezerwować stolik w restauracji Tama w hotelu przez aplikację MyTable. Ale jest bardzo mało dostępnych miejsc, bo trzymają stoliki dla gości lub ludzi z day passem jak my. W dniu, kiedy tam poszliśmy, restauracja była prawie pusta, ale w aplikacji pokazywała pełne obłożenie.



Trzeba przyznać, że ten basen jest absolutnie NIESAMOWITY. Mieć taki basen na środku pustyni to zbyt duży luksus, zbyt dużo bling bling. Do tego podgrzewana woda!!! Ależ to jest dobrze zrobione! Leżaki w wodzie, aż do bardzo płytkiej części, gdzie nawet dzieci mogą się bawić, aż do efektu przelewania w stylu „kaskady”, bardzo harmonijnego. W absolutnie feng shui i idyllicznym otoczeniu. To prawdopodobnie mój ulubiony basen na świecie !!! (z tym z Sapa)






O 11:00 wsiadamy do buggy, który podwozi nas pod strefę jogi. Pracownica rozkłada maty i poduszki. Tylko JB i ja przychodzimy na sesję „Sound Bath” i uwielbiam to!

F. ma rację, to jest magiczne. Nie miałam takiego duchowego przeżycia jak on, ale misy kryształowe mają przyjemniejszy dźwięk niż misy tybetańskie. To bardzo, bardzo przyjemne. JB trochę zasypia, a ja udaje mi się, przez godzinę, mieć czas idealnie zatrzymany. Jak mówiła pani na początku sesji „nie macie żadnych zmartwień, nie macie nic do roboty, nie idziecie donikąd”… udaje mi się w pełni żyć teraźniejszością podczas tej sesji, zamiast planować nasz road trip po raz setny i zastanawiać się, dlaczego nadal nie mam 1000 euro do wydania na pokój hotelowy ahahah. Szczerze nie wiem, jak można uzyskać dostęp do takich zabiegów poza hotelami, bo jest specyficzna technika: każda misa odpowiada czakrze i są dwa dźwięki jednocześnie, to się ciągle zmienia. Niektóre są bardziej harmonijne niż inne. Jest jedna misa, szczególnie, która gdy dźwięczy, sprawia mi ból w klatce piersiowej, a na koniec sesji już nie boli. To naprawdę doświadczenie, które najbardziej mi się podobało w Our Habitas. O 17:00 jest dodatkowo sound bath w kanionie, ale nie zostajemy do 17:00, nie można przesadzać.
Obok sali jogi znajduje się siłownia (też możemy z niej korzystać) i huśtawki.

Krótko mówiąc, za 80 euro od osoby żyjemy naszym najlepszym życiem. Ale prawdopodobnie nie, gdyby to było 1000 euro ahaha.
Korzystamy z naszego dostępu, żeby pójść zobaczyć Banyan Tree. Nie wchodzimy do środka, ale recepcja wydaje się bardziej kameralna i ekskluzywna. Wille są widoczne z drogi, ale bardzo z daleka. Wydają mi się większe niż te w Our Habitas. A przede wszystkim, za tę samą cenę, wiele willi ma prywatne baseny!! Banyan Tree to bardzo znana sieć luksusowych hoteli, ale nigdy nie miałam okazji tam wejść. Podaję wam te informacje na wypadek, gdybyście należeli do 0,01%, którzy mogą sobie pozwolić na taki pokój.
Maraya
Korzystamy z tego, że mamy wstęp do strefy, żeby udać się do Maraya, budynku koncertowo-wydarzeniowego. Ten budynek jest na wszystkich filmach promocyjnych Arabii Saudyjskiej. Pomysł jest bardzo prosty: to budynek pokryty lustrami. Ale jest w tak wyjątkowej okolicy, że w zależności od kąta obserwacji staje się prawie niewidoczny. Ten budynek bardzo podoba się JB, który uważa go za szczególnie udany i zabawny.
Skupcie się na zdjęciu poniżej, żeby znaleźć budynek.



Stare miasto Al Ula
Nie czuję się dobrze, bo jestem głodna. Kiedy jestem głodna, denerwuję się. Mamy jechać do Al Ola, niedaleko naszego airbnb, na lunch, ale to 30 minut drogi. Postanawiam przesunąć zwiedzanie i zjeść lunch w starym mieście Al Ula. Spodziewam się, że nie będzie miejsc parkingowych. Jednak są dwa duże parkingi na obu końcach starego miasta, parkujemy na North Parking i jest wózek golfowy, który kursuje co 20 sekund, aby zawieźć nas 50 metrów dalej, do wejścia do starego miasta. W Arabii Saudyjskiej jest mnóstwo takich mało wykwalifikowanych prac, to zajmuje ludzi i tworzy pięciogwiazdkową obsługę finansowaną przez państwo. To super.

Obchodzimy restauracje, ale są albo nietrafione, albo zamknięte, albo z kosmicznymi cenami. Jestem bliska skończenia z pustym żołądkiem i na szczęście znajduję uliczkę, która przecina odrestaurowane stare miasto, i kończę przed absolutnie pyszną i niedrogą restauracją (link do Google Maps). Wybieram ich Kabsah z kurczakiem i pomarańczą. Ryż jest marynowany i przepyszny. Trzy Saudyjki podchodzą do nas, mówią, że są właścicielkami restauracji i pytają, czy jedzenie jest dobre. Sprawia mi to ogromną radość widzieć przedsiębiorcze kobiety w tym kraju, gdzie do 2019 roku kobiety nie miały prawa pracować.

Stąd widać wyraźnie, że Al Ula to prawdziwa oaza. To jak „Dolina Pomników” w USA, ale z dodatkowymi drzewami. Jeśli przejdziesz za restaurację, zobaczysz schody prowadzące na najwyższy punkt starego miasta, a zobaczysz stare domy (bez dachów) i odrestaurowane części (z dachem).




Na samej górze zastajemy personel przygotowujący piękny i długi stół na elegancką kolację. Kto może zarezerwować takie miejsce? Myślę o GMC, które widzieliśmy wczoraj, ale kilka godzin później zobaczymy tam zakryte głowy, więc to chyba nie turyści zagraniczni. Moi bliscy nazywają mnie „agencja Anh”, bo czasem zabieram rodzinę i przyjaciół w podróże, układając luksusowe trasy i zawsze znajdując idealny moment, by być sami w danych miejscach. Ale tutaj „agencja Anh” ma konkurencję!!

Tutaj nawet Starbucks i Dunkin Donut wtapiają się w otoczenie. Jestem bardzo zadowolona, że znajduję Tim Hortons, gdzie piłam dużo gorącej czekolady, gdy byliśmy w Kanadzie. Jednak biorąc pod uwagę klimat, będzie to mrożona czekolada.

Z pełnym żołądkiem postanawiamy pojechać trochę dalej do Elephant Rock. To po prostu ładna skała, pośrodku niczego. Ale Saudyjczycy są bardzo dobrzy. Instalują tam kawiarnię i restaurację, toalety, dobre głośniki, parking i stoły zagłębione w piasku, i wszyscy tam idą po zachodzie słońca. Atmosfera jest bardzo, bardzo przyjemna. Bliski Wschód ma talent do zamieniania skał w złoto, dzięki wizji i dużej ilości pieniędzy. Ale nie wyjaśniają nam, jak my też możemy mieć tyle pieniędzy, bez ropy ahaha.


Wracamy do airbnb. Dziś wieczorem nie będzie kolacji. Mamy tylko „Hegra After Dark” o 21:00. Jak zwykle, 21:00 jest dla tych, którzy wyjeżdżają z Al Ula, dla tych, którzy przyjeżdżają do Hegra Visitor Center, spotkanie jest o 21:15, a wyjazd o 21:30.
Bardzo podoba mi się to, że zwiedzamy coś innego niż Hegra Day Tour. Zabierają nas na miejsce wozem, 4 osoby naraz, to bardzo bajkowe. Dwóch Saudyjczyków jest z nami i ku naszemu zaskoczeniu, kobieta nie ma zasłoniętej twarzy. Ale ma na sobie absolutnie piękną abaję z wełny, sięgającą do pięt. Bardzo lubię ten ubiór, uważam, że ubiera, a jednocześnie jest bardzo wygodny. Lubię wersję rozciętą na środku, jak płaszcz.
Są dwa różne miejsca, sekretny ogród i bardziej otwarta przestrzeń. Są tam aktorzy odgrywający role Nabatejczyków. Wygląda to bardzo zabawnie, ale spektakl jest po arabsku i krótko streszczony po angielsku. Cały komizm nas omija.





Potem jest coś w rodzaju „lokalnego targu”. Dostajemy fikcyjne monety i możemy chodzić od stoiska do stoiska, aby „kupować” napoje i jedzenie oraz uczestniczyć w warsztatach. Nauczyłam się na przykład robić khol (eyeliner) i poznałam przepis na perfumy. Inni robią nawet bransoletki na wymiar. Wszystko to jest już wliczone w bilet, oczywiście. Trochę jak Puy du Fou, dobrze się bawimy, dobrze jemy, uwielbiam to!! Gorąco polecam odwiedzić to miejsce w ciągu dnia i wieczorem, bo to uzupełniające się doświadczenia.

Spędzamy kolejną noc w naszym airbnb, zanim wrócimy do Medynie.


Część 2: Praktyczne wskazówki
Budżet
- Wypożyczenie samochodu w Budżet (biuro na lotnisku w Medynie): 742 SAR za 4 dni (189 euro). Wzięliśmy automat, Huyndai Elantra
- Paliwo: 25 euro (88 SAR) za 978 km
- Zakwaterowanie:
- Hotel w pobliżu lotniska w Medynie: Rekaz Diamond (link do Bookingu)
- Airbnb w Al Ola: 101 euro za noc (pokój dwuosobowy, prywatna łazienka) link do airbnb
- Day pass Our Habitas Al Ula: 350 SAR/osoba, do rezerwacji z wyprzedzeniem
- Jedzenie:
- 40 – 55 SAR/danie to przyzwoita cena
- 20 – 25 SAR/napój to dobra cena
- W Al Ula gorąco polecam restaurację Tofareya z pięknym widokiem, ale też pysznymi daniami. Restauracja założona przez trzy młode kobiety.
- Zwiedzanie:
- Old town Al Ula: bezpłatnie
- Hegra Day Tour: 95 SAR, do rezerwacji na oficjalnej stronie: https://www.experiencealula.com/en/things-to-do/experiences/hegra-tour
- Hegra After Dark: 200 SAR, do rezerwacji na oficjalnej stronie: https://www.experiencealula.com/en/things-to-do/experiences/hegra-after-dark


