Ostatnie dni w Tajlandii
Po 6 miesiącach w Tajlandii w końcu decydujemy się wyjechać, bo od 1 listopada pada non stop, i przez kilka dni nawet nie miałam ochoty wychodzić z mieszkania: ulice są zalane, wszędzie są owady, wszędzie jest wilgotno.
Moje infekcje wracają i znów muszę zrobić serię testów na Koh Samui. Mam dość! Więc po boosterze Moderna, który postanowiliśmy przyjąć po szczepieniu Janssenem, decydujemy się na 3 ostatnie noce na Koh Samui: 2 noce w luksusowym hotelu i ostatnią noc w normalnym hotelu w Chaweng, ale blisko lotniska – ze względów praktycznych.
Ritz-Carlton Koh Samui
Po otrzymaniu statusu Gold Marriott Bonvoy od naszego przyjaciela F., przekraczamy próg tej marki z dużo większą pewnością 😀 to pierwszy raz, gdy poznajemy Ritza i nie wiemy, czego się spodziewać.
No cóż, mogę powiedzieć, że obsługa jest na najwyższym poziomie. Niestety, ten hotel też ma tę wadę, że jest za duży i trzeba koniecznie wzywać baggy, aby poruszać się po hotelu. Dzielę się z wami kilkoma zdjęciami hotelu. Mieliśmy ofertę: 2 noce w cenie jednej, co daje 120€/noc, ze śniadaniem. To dobrze robi, zwłaszcza że szczepionka Moderna wykończyła nas całkowicie pierwszego dnia.


Część naszego pokoju (na zdjęciu nie widać salonu, balkonu & biurka)



Oto wideo z naszego pokoju. Tuż przed tym poprosiliśmy pokojówkę o przygotowanie kąpieli. Zajęło jej to 20 minut! Po raz pierwszy JB znajduje wannę, która pasuje do jego wysokiego wzrostu.
Uwielbiam baseny w hotelu: pierwszy, ukryty i mało uczęszczany, znajduje się na poziomie spa. Każdy może z niego korzystać, oczywiście bez rezerwacji zabiegu. A basen naprzeciwko plaży, z leżakami w wodzie – gdzie można popijać lemoniadę, porównując odcienie błękitu nieba, wody, basenu…




Najwyraźniej można zobaczyć zachód słońca z lobby, które jest na wysokości, ale niestety padało, gdy tam byliśmy.

Śniadanie w trybie unlimited jest obowiązkowe do przetestowania. Ich croissant jest odpowiednio chrupiący. Bardzo mi się podoba!

Pokazano nam najpiękniejszy pokój w hotelu, z prywatnym basenem, biurkiem naprzeciwko oceanu i zaproponowano go za 4000 bahtów więcej, ale JB powiedział nie :'( buuuu

A oto najwyższy punkt hotelu, herbaciarnia – opróżniona z powodu Covid – która teraz służy tylko jako punkt widokowy

Hotel oferuje inne atrakcje, takie jak mini golf, siłownia… Na miejscu jest kilka restauracji. Wieczorna restauracja jest bosko dobra, ale trzeba dobrze wybrać danie – jeśli danie nie jest ostre, to jest za dobre – ale jeśli jest ostre, to będziecie pluć ogniem.
Malibu Koh Samui
Kończymy nasz pobyt w Tajlandii nocą w Malibu Koh Samui. Kontrast jest uderzający: po kilku miesiącach luksusowej obsługi w naszym małym hotelu Baan Tang resort tanim, ale przytulnym na Koh Phangan, i kilku luksusowych hotelach, w Malibu, trzeba przyznać: nie ma żadnej obsługi.
Jednak gdy zapada zmierzch, cały ogród staje się niezwykle pachnący – cudowny zapach kwiatu, który otwiera się tylko wieczorem. Przypomina mi to moje rodzinne miasto Hanoi i wzrusza mnie tak bardzo, że mimo braku obsługi, jestem zachwycona, że wybrałam to miejsce na ostatnią noc w Tajlandii.
S. i L., bardzo sympatyczni francuscy ekspaci, których poznaliśmy przez Instagram, spotykają się z nami w japońskiej restauracji. Wracają z Francji, a w ich walizce nasz tablet reMarkable 2 (zbyt mili!!). JB może teraz studiować prawo na własnym tablecie. Dziękuję, dziękuję! A tak, nie mówiłam wam: JB zapisał się na Uniwersytet Paris II, na studia prawnicze. Musi studiować równolegle z pracą freelancera, podróżując. Niełatwe, gdy doba ma tylko 24 godziny.


Spotykamy się z I. i P. na śniadanie przed opuszczeniem wyspy. To takie smutne, nie widzieliśmy się zbyt często od naszego przyjazdu do Tajlandii, ale więź między nami jest bardzo silna. I. wręcza nam paczkę domowych ciasteczek, bardzo bardzo dobrych, zanim podwozi nas na lotnisko.
Wyniki naszego testu PCR w Bangkok Hospital przychodzą o 8 rano, zgodnie z planem: negatywne. Możemy jechać do Dubaju bez problemu.
Tajlandia już się skończyła. Od naszych 2 tygodni kwarantanny w Bangkoku w maju po regularne wizyty na Koh Samui czy Koh Phangan, niczego nie żałujemy. Znaleźliśmy nasz mały rajski zakątek w środku niestabilności.
Mamy przystanek w Phuket – widok z samolotu podczas lądowania jest zapierający dech w piersiach. Spędzamy pół nocy w hotelu blisko lotniska, który oferuje darmowy transport na lotnisko i z powrotem. Tłoczymy się w lounge na lotnisku – dowód, że masowa turystyka wróciła. A następnego dnia, z półprzymkniętymi oczami, docieramy do Dubaju.



