Dzień na Nusa Penida z Denpasar, Bali (Indonezja)
Będąc nieco rozczarowani „masową turystyką” na Bali, postanawiamy dać mu ostatnią szansę i odwiedzić małą wyspę obok: Nusa Penida, której zdjęcia sprawiły, że marzyliśmy o niej.
Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Dziennik podróży
Z Bukti koło Lovina, płacimy za taksówkę do Denpasar. Mogliśmy od razu wziąć łódź do Nusa Penida , ale ponieważ mamy duże walizki, woleliśmy zostawić je w hotelu w Denpasar i zrobić wycieczkę na Nusa Penida i z powrotem w jeden dzień, bez bagażu. Dobry wybór, zobaczycie później, dlaczego lepiej jechać tam bez walizek.
Tego rodzaju wycieczki oferuje wiele agencji, ale odkąd JB ma międzynarodowe prawo jazdy na motocykl, możemy spokojnie zwiedzać na skuterze, bez ryzyka mandatu i z ubezpieczeniem na wypadek wypadku. Kupujemy dwa bilety na łódź u Axe Stone Fast Cruise (więcej informacji tutaj) na poranny rejs.
Denpasar – Nusa Penida łodzią
Bierzemy najwcześniejszą łódź, która odpływa o 7:30. Trzeba być na miejscu 30 minut wcześniej. Aby wejść na łódź, trzeba zmoczyć się do ud. Ale ta podróż nie sprawia tyle problemów, co powrót.

Wyobrażam sobie, że zależy to również od pływów, ale powrót będzie koszmarem dla tych, którzy przyjeżdżają z walizką.
Podróż jest bardzo szybka, a łódź stabilna, nikt nie choruje. Na miejscu widzimy mnóstwo walizek porzuconych na piasku i turystów, którzy mają trudności z przewiezieniem ich po plaży. Szybko oddalamy się od tego chaotycznego miejsca i wkrótce znajdujemy się na uliczce, która wygląda trochę podejrzanie, gdzie dwóch mężczyzn zatrzymuje nas, aby pobrać opłatę za wstęp na wyspę. Pachnie to trochę oszustwem, ale po sprawdzeniu okazuje się, że naprawdę pracują dla władz. Płacimy gotówką (25 000 IDR/osobę, jeśli dobrze pamiętam), a następnie idziemy wzdłuż bardzo ruchliwej, bardzo niebezpiecznej drogi do naszego wypożyczalni skuterów (dane kontaktowe na dole artykułu).
Zwiedzanie Nusa Penida skuterem
JB miał dobry pomysł, żeby skontaktować się z nim wcześniej, bo widać, że to jedyny skuter, który mu został. Daje nam dwa dobre kaski. Biorąc pod uwagę jakość kasków, zastanawiamy się, czego trzeba się bać, że daje takie solidne kaski 😀

Szybko zrozumiemy, gdy odkryjemy, że drogi są ledwo na tyle szerokie, aby dwa samochody mogły się minąć. Aha, wyjaśniam! Jedziemy lewą stroną!

Nie jest to jak na wyspie Koh Phangan, gdzie wystarczy jechać prosto, bo jest tylko jedna droga. Po obserwacji innych samochodów zdaliśmy sobie sprawę, że jadą w to samo miejsce co my, więc zamiast „udawać GPS”, mogę odpocząć i patrzeć na krajobrazy, a JB po prostu „jedzie za konwojem” samochodów. Nie tylko chroni nas to przed autami z naprzeciwka, ale i jedziemy szybciej, nawet na zakrętach.
Mała uwaga o dzikich psach: mam wrażenie, że im większe miasto lub wyspa, tym bardziej terytorialne i agresywne są psy (Koh Samui, Ubud). Na bardzo spokojnych wyspach, jak Koh Phangan czy Nusa Penida, psy zdają się same uspokajać. Za każdym razem, gdy spotykamy psa, serce mi się ściska, ale psy na tej wyspie są bardzo przyjazne, wręcz bojaźliwe.
Przylądek T-Rex
Nasz pierwszy przystanek to ten półwysep w kształcie dinozaura. To najczęściej odwiedzane miejsce na wyspie; woleliśmy tam dotrzeć jako jedni z pierwszych i mamy rację, bo na razie możemy zejść bez czekania w kolejce. Wystarczy poczekać jeszcze 1 godzinę, a już trzeba stać w kolejce, nawet żeby zrobić krok w dół.
Schody są bardzo strome i nogi odmawiają mi posłuszeństwa w połowie drogi. Zostanę tutaj, w tym ładnym punkcie widokowym, podczas gdy dzielny JB zejdzie na plażę na dole. Stąd widać, że jest dużo wiatru i fal, kąpiel lub snorkeling są niebezpieczne. Nie żałuję, że nie wybraliśmy się dziś na wycieczkę snorkelingową.



JB wraca godzinę później, mówiąc, że zejście na plażę to niemal wspinaczka, jest za gorąco, nie zabrał wody i zawrócił w połowie drogi.

Wchodzimy z powrotem po schodach i jesteśmy zdumieni widokiem tłumu turystów czekających na przesunięcie się o chociaż 20 centymetrów, bo ludzie ciągle zatrzymują się, żeby robić zdjęcia. Trzeba przyznać, że Bali to idealne miejsce dla selfie, zdjęć, instagramerów, a nie dla podziwiania oczami.
Angel’s Billabong
Jest tu tak wiele parkingów, że mamy trudności ze znalezieniem tego, co warto zobaczyć. Miejsce jest bardzo duże i zaprojektowane tak, aby można było długo spacerować.
Atrakcją jest naturalny basen, w którym bardzo silne fale mogą czasem uderzyć. Dzięki naturalnym otworom utworzonym przez kamienie pod spodem, teoretycznie można być bezpiecznym i nie zostać porwanym przez fale, ale widać, że jest dużo zielonych alg i wypadek może się szybko zdarzyć. Podobno kiedyś można było się tu kąpać; widzieliśmy nawet schody do tego celu, ale nie wyobrażam sobie, żeby wszyscy ci turyści kąpali się i wszyscy wyszli cało; zawsze znajdzie się ktoś, kto zaryzykuje życie dla nieco bardziej wyjątkowego zdjęcia…


Broken Beach
Idąc dalej, dojdziecie do takiego naturalnego łuku. Można obejść go dookoła. Jednak nie ma żadnych zabezpieczeń, więc uważajcie bardzo, bardzo gdzie stawiacie stopy. Nawet w stabilnej pozycji widok sprawia, że się trzęsę i nie mogę nawet zrobić zdjęć 😀



Orzeźwiamy się zasłużonym kokosem (droższym niż zwykle, ale świeżym), zanim ruszymy dalej.
Crystal Bay
Jesteśmy bardzo głodni i postanawiamy udać się do Crystal Bay na lunch. Parking jest czarny od pojazdów, ale i tak znajdujemy małe miejsce dla naszego skutera (to zaleta posiadania tylko skutera). Żeby zjechać do Crystal Bay, trzeba mieć porządne hamulce.
Jest ogromny wybór restauracji. Po lewej stronie jest źródło słodkiej wody, szerokie jak mała rzeka. To wygodne, bo po kąpieli można się tu po prostu spłukać, za darmo. Skręcamy w prawo i idziemy na koniec plaży. Kurczak z BBQ jest pyszny. Ta plaża nie jest „krystaliczna”, jak wskazuje jej nazwa, ale jest przyjemna. Z nogami rozłożonymi wachlarzowo, w cieniu parasola, czuję się naprawdę dobrze i zostajemy godzinę, patrząc na fale, przypływające łodzie, ludzi pływających na kajakach…


Tuż przy parkingu jest teren pełen drzew kokosowych. Widziałam sporo zdjęć tego miejsca na Instagramie. Na zdjęciach wygląda świetnie, ale w rzeczywistości wygląda jak zwykły opuszczony teren.

JB i ja zastanawiamy się, czy chcemy pojechać na wschód wyspy, spędzić tam noc i kontynuować zwiedzanie następnego dnia, bo wypożyczalnia motocykli daje nam taką możliwość – możemy trzymać skutera tak długo, jak chcemy.
Mimo że czuję się tu naprawdę dobrze, po raz pierwszy od naszego przyjazdu na Bali mam jakby przeczucie: wyjechać z Bali ASAP, nie utknąć na małej wyspie. Ta myśl krąży mi po głowie od naszego przyjazdu do Ubud kilka tygodni wcześniej i zobaczymy, że to przeczucie dotyczy JB, który trafi do szpitala i będzie operowany w trybie pilnym 10 dni później.
Ale szczerze, gdybym nie miała tego przeczucia, mogłabym zostać na Nusa Penida cały miesiąc. Ściągnięcie walizek na wyspę byłoby uciążliwe, ale kiedy już to zrobisz, to byłoby piękne życie, jak każde piękne życie, jakie można prowadzić na stosunkowo małej, stosunkowo odwiedzanej wyspie, ale jeszcze nie zadeptanej przez turystów i cyfrowych nomadów. Do tego połączenie 4G jest doskonałe. Jest mnóstwo miejsc do snorkelingu, można zobaczyć ogromne manty, widziałam filmy, wygląda to zapierająco dech w piersiach, wydaje się, że wokół wyspy jest mnóstwo fajnych atrakcji.
Mamy jeszcze trochę czasu i zwiedzamy północ wyspy, szukając miejsca, gdzie moglibyśmy się zatrzymać. Wpadamy na świeżo otwartą kawiarnię, absolutnie przepiękną: Penida Colada Beach Bar. Wszystkie kawiarnie i restauracje tutaj są bardzo ładnie urządzone, ale to miejsce skradło nasze serca. Plaża nie nadaje się do kąpieli, bo jest tam za dużo koralowców i jest raczej zarezerwowana dla rybaków, dlatego jest basen!!! A widok na wulkany, góry… Ale widok! Jeśli kiedyś wrócę na Bali, na pewno spędzę miesiąc na Nusa Penida, to pewne! To zbyt spokojnym, zbyt love, zbyt spokojna.


Powrót na Bali

To tutaj sprawy zaczynają się komplikować. Mamy odpłynąć łodzią o 16:30, ale będzie miała duże opóźnienie: jest za mało wody, turyści muszą iść pieszo, woda sięga do ud… do pierwszej łodzi, która ma ich zawieźć do dużej łodzi. Wyobraźcie sobie los walizek. Nie, nie chcę nawet myśleć 😀 Wszyscy są przemoczeni, w złym humorze i zestresowani… bo nikt się tego nie spodziewał.

Po dotarciu na Bali, na plaży łapią nas fale, podobnie trzeba zanurzyć się po uda. Wypycha mnie fala podczas schodzenia z łodzi i wpadam do wody jak loser 😀 Na szczęście moje rzeczy były na plecach i nie zmokły. Do tego cumujemy daleko od portu: 1 km pieszo, cała przemoczone, z ubraniami coraz bardziej lepiącymi się od morskiej wody.
Następnym razem, gdy pojadę na Nusa Penida, obiecuję, że sprawdzę rozkład pływów. Włożę laptopa do wodoodpornego worka, przyjadę tylko z plecakiem i zostanę tam miesiąc! 😀 ale na razie bardzo się cieszę, że zobaczyłam to wszystko WCZEŚNIEJ, żeby wiedzieć, czego się spodziewać.
Część 2: Praktyczne wskazówki
- Bali – Nusa Penida łodzią: jak się tam dostać? Ile to kosztuje? Praktyczne informacje napisane przez JB tutaj
- Zakwaterowanie: mieszkaliśmy w hotelu Prime Plaza Hotel (link do rezerwacji). Znajduje się 5 minut pieszo od portu Sanur na Bali. To duży hotel (400 pokoi), któremu brakuje nieco intymności. Ale stosunek jakości do ceny jest dobry. Basen jest bardzo ładny i masz bezpłatny dostęp do sauny.
- Wypożyczalnia skuterów: korzystaliśmy z Nusa Penida Scooter Rental (https://goo.gl/maps/CE35ia9ENbhRczAN9) można się z nimi skontaktować przez Whatsapp: +62 858-5894-9197 Zapomniałam, ile to kosztowało, ale było przystępnie, a skuter był w dobrym stanie.
- Atrakcje na Nusa Penida jeśli nie masz skutera: zapewnienie kierowcy, snorkeling, lekcje surfingu, nurkowanie, … Nasz partner Civitatis oferuje wiele atrakcji po francusku, możesz zobaczyć klikając tutaj.