[historia] Pilna operacja w Nha Trang (Wietnam)
5 sierpnia 2022
Uzupełnienie JB : Chociaż przez ostatnie dni nie mam żadnych problemów: dwa dni temu pobiegałem na plaży, dzień wcześniej wybraliśmy się na wycieczkę motorem, … budzę się z okropnym bólem brzucha i mdłościami. W pierwszej chwili myślę o zatruciu pokarmowym, bo od kilku dni jemy naprawdę lokalnie i średnio mi to odpowiada. Nie mogę jednak zwymiotować, a ból jest tak intensywny, że mówię sobie, że trzeba będzie jechać do szpitala, jeśli szybko nie ustąpi.
1 w nocy: Śpię, gdy JB mnie budzi. Od godziny strasznie go boli i prosi mnie o pomoc. Od tygodnia jesteśmy w wiosce rybackiej (Ninh Tinh), 30 minut od najbliższego miasta. Zachęcam go, żeby zadzwonił do swojego przyjaciela, francuskiego lekarza Vincenta, bo we Francji jest dopiero 17.00. Vincent zawsze mówił nam, że możemy mu przeszkodzić w razie problemów zdrowotnych. Dzwonimy do niego, a on, na szczęście, odbiera od razu. To, co mu mówimy, chyba mu się nie podoba: JB bardzo boli, jedliśmy wczoraj owoce morza, ale JB nie może zwymiotować ani pójść do toalety. Mówi nam, żebyśmy jechali na ostry dyżur, jeśli do 6 rano sytuacja się nie poprawi, i że będzie trzymał telefon przy sobie całą noc.
2 w nocy: Próbuję wywołać u niego wymioty, podając mu wietnamskie specyfiki, które powodują wymioty, i w końcu mu się udaje. Niestety, to nadal nie łagodzi bólu. Im więcej pije, tym więcej wymiotuje, ale tylko żółcią. Martwię się: to znaczy, że nie może się odpowiednio nawodnić. Nadal tak bardzo boli, że nie może ani leżeć, ani siedzieć. W międzyczasie pakuję walizki, żebyśmy mogli opuścić tę małą wioskę, gdy tylko mu się poprawi.
4:30 rano: widząc, że nadal się nie poprawia, budzę właściciela hotelu, w którym jesteśmy, i proszę, żeby zawiózł nas na ostry dyżur. Wszyscy się krzątają.
5 rano: wszystkie nasze bagaże są w samochodzie, a JB jest zabierany do przychodni w pobliskim mieście (Ninh Hoa). Chciałam jechać do Nha Trang, ale właściciel hotelu radzi, żeby najpierw złagodzić ból, jadąc do najbliższego miasta.
5:45: JB jest pod opieką w przychodni i dostaje dwa zastrzyki: jeden na ból, a drugi przeciwwymiotny. Mówią nam, że na badania i USG trzeba będzie poczekać na lekarza, który przyjdzie o 7. Ponieważ duże miasto jest już tylko godzinę drogi, decyduję się jechać od razu do dużego miasta Nha Trang. Jest tam tylko jeden prywatny międzynarodowy szpital, mówią nam, że lekarze mówią po angielsku. Podróż jest męcząca dla JB, ale mamy szczęście, że nie ma korków, a nasz kierowca zachowuje zimną krew przez całą drogę.
Uzupełnienie JB : droga była wyczerpująca, z miską na kolanach, wiecie po co. W tamtej chwili czuję ulgę, że dotarliśmy, ale szybko tracę złudzenia. To wygląda jak mała przychodnia z czterema łóżkami, które ze sobą rywalizują. Wciąż myślę, że to zatrucie pokarmowe, więc mówię sobie, że to może wystarczyć. Robią mi dwa zastrzyki, które nie dają odczuwalnego efektu, i ruszamy w drogę.
W samochodzie wykonuję mnóstwo telefonów:
- dzwonię do szpitala w Nha Trang, żeby uprzedzić, że niedługo przyjedziemy i będziemy potrzebować pomocy i badań
- informuję naszego francuskiego lekarza o sytuacji
- informuję moich rodziców, którzy są w Hanoi w Wietnamie
- dzwonię do hotelu w Nha Trang, który zarezerwowałam w trybie pilnym, żeby powiedzieć, że ktoś podrzuci im walizki
- proszę naszego kierowcę, żeby najpierw podwiózł nas do szpitala, potem zostawi walizki w tym hotelu i będzie mógł wrócić
- opłacam online brakującą fakturę za hotel, który opuściliśmy pośpiesznie dziś rano
- przygotowuję torbę z naszymi wartościowymi rzeczami i ważnymi dokumentami, którą będę nosić ze sobą przez cały dzień. Reszta, bez wartości, może zostać w hotelu. Jedyna rzecz, o której zapomniałam, to zabranie ładowarek i powerbanków.
- przelewam pieniądze na konto bieżące i zwiększam wszystkie limity wydatków, przydadzą się. Ponieważ planowaliśmy spędzić czas w odosobnionej wiosce, mieliśmy też dużo gotówki. Biorę jej ze sobą maksimum.
7:00: Docieramy na ostry dyżur prywatnego szpitala Vinmec Nha Trang, JB jest od razu pod opieką. Muszę biegać we wszystkie strony, żeby założyć mu kartę medyczną, tłumaczyć dla JB, zapłacić zaliczkę. Ponieważ jestem jego żoną, mam prawo decydować o wszystkich zabiegach i badaniach, które będą przy nim wykonywane. JB ma kroplówkę łagodzącą ból. W międzyczasie lekarz wyjaśnia mi 3 poważne hipotezy i proponuje listę badań. Nie jest mi łatwo, nawet jeśli mówię po wietnamsku, zrozumieć, co mówią ludzie. Ich akcent jest zupełnie inny niż z Hanoi, skąd pochodzę, więc muszę prosić, żeby powtarzali wiele razy.
Badania kosztują około 10 milionów VND (400 €), ale myślą, że lepsza będzie zaliczka 15 milionów VND (600 €). Tutaj trzeba zacząć płacić przed rozpoczęciem leczenia, nawet w nagłych przypadkach. Akceptują karty kredytowe, więc mogłam zapłacić bardzo szybko.
Uzupełnienie JB : Po przyjeździe tutaj czuję ulgę. Od razu kładą mnie na czystym, wygodnym łóżku. Sala nagłych przypadków jest klimatyzowana. Zasłony są zaciągnięte, aby odizolować mnie od innych pacjentów. Trzy pielęgniarki mówiące po angielsku zadają mi pytania, mierzą ciśnienie, zakładają pulsoksymetr na palec, aby monitorować puls. Ból jest nadal nie do zniesienia, ale czuję, że jestem w dobrych rękach.

Kroplówka powoli zaczyna działać. JB przechodzi serię badań, w tym USG. Nikt mi nic nie powiedział, ale widziałam na ekranie i usłyszałam, jak pani doktor mówi o ogromnym kamieniu. Czekam na koniec USG, żeby zapytać, o co chodzi, a ona mówi: „kamień żółciowy, ale lekarz ci wszystko wyjaśni”.
Uzupełnienie JB : Podczas USG lekarka mocno uciska mi prawy bok, pytając, czy właśnie tam mnie boli. Ból jest tak rozlany, że nie widzę żadnej różnicy między bólem po prawej, po lewej, w środku, na górze czy na dole. Dopiero gdy leki przeciwbólowe zaczną działać, zdam sobie sprawę, że faktycznie chodzi o prawą stronę.
Przejście przez tomograf również jest nieprzyjemne dla JB. Muszę podpisać dokument, w którym wyrażam zgodę na wykonanie tego badania i potwierdzam, że nie jest uczulony na pewien środek. Ponieważ nigdy nie miał z nim kontaktu, zaznaczam, że nie możemy tego wiedzieć, skoro nigdy go nie miał. Za każdym razem, gdy każą mi coś podpisać, mam wrażenie, że trzymam w rękach życie i śmierć JB. To mnie niesamowicie przeraża, ale wiem, że muszę decydować, a im szybciej zdecyduję, tym szybciej zostanie uratowany.
W międzyczasie moi rodzice skontaktowali się ze swoją przyjaciółką w Nha Trang. Dołącza do mnie na izbie przyjęć, podczas gdy JB robi tomografię. Jej obecność bardzo mi pomaga, bo mam przynajmniej kogoś u boku i nie jestem sama. Proponuje, że zabierze do siebie niektóre zbędne rzeczy, żebym miała przy sobie tylko lekki bagaż z dokumentami i pieniędzmi.
10:00: wszystkie wyniki są gotowe. Ogłaszają diagnozę. Lekarzowi towarzyszy tłumaczka języka francuskiego i wyjaśnia, że ma zapalenie pęcherzyka żółciowego spowodowane kamicą żółciową, a rozwiązaniem byłaby operacja. Przynajmniej wykluczyli inne poważne hipotezy. Po ogłoszeniu mówi, że chce potwierdzić diagnozę z dyrektorem szpitala. Diagnoza zostaje ponownie potwierdzona.
Nie mają jednak chirurga do tego typu operacji i proponują przeniesienie do pobliskiego szpitala regionalnego.
Ponieważ moje rodzinne miasto to Hanoi i mieszkają tam moi rodzice, moim odruchem jest zabranie JB właśnie tam. Bo będziemy mieć wszystkie potrzebne znajomości, kontakty i infrastrukturę (jest tam nawet francuski szpital), zamiast zostać tutaj. Pytam lekarza, czy operacja może poczekać i czy mamy czas, żeby najpierw wrócić, a odpowiedź jest twierdząca.
Pielęgniarz pyta, czy chcemy podpisać dokument wyjścia. Moja intuicja podpowiada mi, że tym razem trzeba poświęcić czas na przemyślenie.
Pytam JB, czy ból jest do zniesienia podczas takiej podróży (2 godziny samolotem + 4 godziny na przemieszczenie i czekanie), po czym mówi mi, że jego priorytetem jest mniejszy ból. Jego lekarz z Francji potwierdza przez telefon, że to prosta operacja.
Uzupełnienie JB : Jeśli macie w głowie geografię Wietnamu, wiecie, że to kraj długi i wąski. Hanoi jest na północy, Nha Trang na południu. Samochodem to 23 godziny drogi. Jedyną opcją jest samolot. Chyba że to byłby lot medyczny (o czym nigdy nie było mowy), nie wyobrażam sobie, jak mogłabym odbyć taką podróż. Tym bardziej że linia lotnicza pewnie odmówiłaby mi podróży na widok mojego stanu.
Przyjaciółka moich rodziców przekazuje mi ważne informacje medyczne (np. o dwóch rodzajach operacji), ponieważ sama była operowana, a jej znajomi też mieli operacje z innych powodów. Więc w 10 minut musiałam przyswoić mnóstwo informacji medycznych i umieć je zrozumieć, żeby zadawać trafne pytania.
Zadaję dodatkowe pytania dwóm lekarzom i dowiaduję się, że ryzyko pęknięcia pęcherzyka żółciowego podczas podróży do Hanoi wynosi 50/50. Jeśli tak się stanie, najprawdopodobniej będzie zagrożone życie. Przyjaciółka moich rodziców pyta, czy można sprowadzić tutaj chirurga (bo infrastruktura prywatnego szpitala jest lepsza niż publicznego), ale odmawiają. Pytam o informacje na temat drugiego szpitala publicznego i mówią, że rodzaj operacji (chirurgia otwarta lub laparoskopia) będzie zależeć od chirurga dostępnego na miejscu i nie mają żadnych rekomendacji (chirurga).
Bardzo im tego nie wybaczam, że tak szybko nas odprawili, i że nie poinformowali mnie o ryzyku. To nie ja powinnam zadawać tego typu pytania, to oni powinni mnie poinformować i przekazać mi więcej informacji. Ale mniejsza z tym, to już inna historia. Ostatecznie udało mi się zadać trafne pytania dzięki Google i przyjaciółce moich rodziców, i to jest najważniejsze.
Teraz trzeba podjąć decyzję. W myślach obliczam czas potrzebny na dotarcie do Hanoi lub Sajgonu i akceptuję przeniesienie do drugiego szpitala publicznego, chociażby po to, żeby uzyskać drugą opinię, a przede wszystkim sprawdzić, czy proponują laparoskopię.
Dzwonię do rodziców, którzy pytają, czy chcę, żeby przyjechali. Mówię tak, zalewając się łzami. JB, słysząc „50% ryzyka” i widząc mnie we łzach, zaczyna się bać i przekazuje mi ważne informacje na wszelki wypadek…
Uzupełnienie JB : Wow, jak to czytam, nie wierzę, że musiałem to zrobić. Nigdy nie dowiem się, jakie było realne ryzyko, ale doszliśmy do punktu, w którym uznałem, że warto przekazać Anh informacje administracyjne, żeby było jej łatwiej, gdyby mnie już nie było. Podczas naszego podsumowania po pierwszej podróży dookoła świata twierdziliśmy, że spełnienie naszego marzenia daje nam dużo spokoju. Mogłem tego doświadczyć w praktyce: gdyby to był mój ostatni dzień, nie miałbym żadnych wyrzutów, dobrze wykorzystałem życie.
Ale to nie czas na płacz. Dostaję dokumentację medyczną JB do przeniesienia. Ledwo udaje mi się zrobić kilka zdjęć wyników badań, a oni wyrywają mi ją z rąk i nigdy więcej mi jej nie oddają.
Przyjaciółka moich rodziców rezygnuje z nas i wpadnie do nas później.
11:00: Zostajemy przetransportowani karetką do szpitala regionalnego w Khanh Hoa (z sygnałem „pi-po”), w towarzystwie pielęgniarza i lekarza. W karetce informuję naszego lekarza we Francji o mojej decyzji i wysyłam mu wszystkie wyniki badań, które udało mi się sfotografować.
11:15: JB zostaje złożony na bardzo niewygodnym noszach w wietnamskim standardzie. To wtedy zaczynamy tracić pewność siebie, bo infrastruktura nie ma już nic wspólnego z prywatnym szpitalem. Nikt się nami nie zajmuje. JB nie ma już żadnej kroplówki, nawet prześcieradła. Łóżka są ustawione co 50 cm od siebie, wszyscy cierpią. Inne łóżka czekają, aż ktoś się nimi zajmie. Wszyscy pacjenci są w towarzystwie rodzin. Sama, nie mogę nawet odejść od JB ani na krok, nic nie jadłam, nic nie piłam. W głowie przewijają mi się opcje, ale żadna nie wydaje się lepsza od tej. Nie pozostaje nam nic innego, jak czekać. Wysyłam nazwę nowego szpitala wszystkim.
Uzupełnienie JB : Zanim jeszcze przekroczyliśmy próg szpitala, uświadamiam sobie spadek standardu. Przenoszą mnie z łóżka w szpitalu międzynarodowym na łóżko w szpitalu lokalnym. Materac jest brudny, musi być dwa razy węższy i cztery razy cieńszy. Pielęgniarz poświęca nawet trochę czasu, aby zabrać wygodne, czyste prześcieradło, które było zwinięte między moimi nogami.


W międzyczasie moja mama uruchamia swoją sieć kontaktów, dzwoniąc do wszystkich znanych lekarzy, aby znaleźć nazwisko chirurga specjalizującego się w pęcherzyku żółciowym. Moi rodzice, którzy są w trakcie wycieczki 3 godziny od Hanoi, w ostatniej chwili znajdują taksówkę, która zawozi ich na lotnisko. W ostatniej chwili udaje im się kupić dwa bilety lotnicze z Cat Bi (koło Hai Phong). W Wietnamie sprzedaż biletów lotniczych kończy się 3 godziny przed odlotem.
12:07: Najważniejsza wiadomość dnia: moja ciotka, lekarka, podaje nam nazwiska dwóch chirurgów, którzy pracują w szpitalu regionalnym, w którym jesteśmy. Jeśli to taki typ operacji, to ten chirurg. Uczę się tej wiadomości na pamięć, bo boję się, że nie starczy mi baterii do końca dnia. Na szczęście JB dał mi też swój telefon, więc trzymam oba i informuję jego rodzinę, moją rodzinę i naszego lekarza o tym, co się dzieje.
W końcu lekarz przychodzi zobaczyć JB. Prosi o kolejne badanie + USG. Kazano mi najpierw zapłacić zaliczkę przed wykonaniem badań. Na szczęście mam przy sobie dużo gotówki, więc udało mi się to zrobić w kilka sekund. Ci, którzy płacą przelewem lub kartą kredytową, niech sobie odpuszczą!
12:40: Po długim oczekiwaniu (JB nie ma już żadnej kroplówki, na szczęście kroplówki z rana działają, więc cierpi, ale trochę mniej), ktoś pobiera mu krew, a potem po kolejnym długim oczekiwaniu zabierają go do sali USG. Widzimy kamień żółciowy na ekranie, a lekarz wyjaśnia mi, co to jest, że potrzebna jest operacja. Pytam, jaki to rodzaj operacji, a jego odpowiedź już mnie uspokaja: oczywiście, że proponują laparoskopię.
Nieśmiało, ale nie mam nic do stracenia, pytam, czy można wybrać chirurga, na co słyszę, że nie, bo to pilna operacja. Pytam wprost, czy chirurg pan X jest na dyżurze. Odpowiadają mi: „jaki pan X?”, zrozpaczona, myśląc, że ciotka nie podała mi właściwego nazwiska, próbuję: „Pan X, który pracuje w tym szpitalu”. A ultrasonografista wskazuje mi lekarza, który od początku prowadzi JB: „to on!”.
Nie możecie sobie wyobrazić ulgi, jaką wtedy poczułam. Moje 10000 opcji znika w jednej chwili.
Od tej pory jest tylko jedna opcja: zostać tutaj i dać się operować, ASAP.
Uzupełnienie JB : Ponieważ od początku dnia jestem skończony i kompletnie naćpany, nie nadążałem za historią z chirurgami. Ale chyba pierwszy raz widzę, jak Anh się uśmiecha. To mnie uspokaja.
Po wyjściu z sali USG muszę jeszcze długo czekać, zanim podpiszę bardzo przerażający dokument, w którym w skrócie jestem poinformowana o ryzyku i o tym, co będzie się działo dalej, i to ja ponoszę odpowiedzialność za podjętą decyzję. Lekarz mówi mi, że najpierw musi operować 2-3 osoby i nie wiadomo, kiedy JB będzie operowany, ale na pewno dzisiaj.
Dzwonię do ubezpieczyciela międzynarodowego, aby poinformować o operacji.
Ponieważ szpital międzynarodowy Vinmec dał nam nieczytelną płytę CD ze zdjęciami z tomografii, dzwonię do przyjaciółki moich rodziców, która musi odebrać zdjęcia rentgenowskie i zaświadczenie o ubezpieczeniu po angielsku z Vinmec. Niestety ta pani jest dość starsza, więc między momentem, w którym ją poprosiłam, a momentem, w którym dokumenty dotarły, minęła godzina, a lekarz ciągle domagał się tego dokumentu. Właśnie rozważałam drugą opcję, gdy ona się pojawiła.
JB zaczyna mieć gorączkę dopiero około 14:00 (wcześniej nie miał), więc stan zapalny się rozpoczął.
15:00: Lekarz, bardzo miły, proponuje hospitalizację przed operacją. JB zostaje przetransportowany na wózku inwalidzkim do sali z 5 łóżkami, wygodniejszej niż łóżko na izbie przyjęć. Pożyczam ładowarkę do iPhone’a, w końcu. Zostawiam JB z jego telefonem i z przyjaciółką moich rodziców, żeby coś zjeść, ale pielęgniarka podchodzi do mnie i każe mi podpisać kolejne dokumenty. Przychodzi inna osoba i mówi, że skontaktowało się z nimi międzynarodowe ubezpieczenie i trzeba podpisać takie a takie dokumenty. JB ponownie dostaje kroplówkę i wykonują mu kilka badań przed operacją. Mówią nam, żeby zdjąć z niego całą biżuterię i metalowe przedmioty.
Uzupełnienie JB : jako że nie miałam pojęcia o czasie, dopiero czytając artykuł zdaję sobie sprawę, że spędziłam 4 godziny na tej izbie przyjęć, co za horror! Ale łóżko jest już o wiele wygodniejsze.

Nie jestem głodna, ale muszę jeść: w końcu siadam w restauracji naprzeciwko szpitala, żeby zjeść talerz ryżu, który nie jest zbyt dobry, ale ryż jest sycący i mi pomoże.
16:15: JB przebiera się, sadzają go na wózku inwalidzkim, a potem pielęgniarka popycha go biegiem przez zatłoczone korytarze.

16:30: Przed windą każe mi się zatrzymać i mam 2 sekundy, żeby wytłumaczyć JB, że nie mogę z nim iść i „powodzenia”.
Uzupełnienie JB : to dość ostre rozstanie 🙁 Pielęgniarka prowadzi mnie do wejścia do innego budynku. Daje mi klapki, pomaga zdjąć fartuch, żeby dać mi zwykłe prześcieradło do owinięcia wokół talii. Daje mi znak, żebym szła, i rozumiem, że sama nie może wejść do tego miejsca. To niewygodne, bo mam duże trudności z chodzeniem. Przechodzę obok dwóch sal operacyjnych, gdzie widzę trwające operacje. Potem trzecia, która wydaje się być w trakcie przygotowań. Pielęgniarki dają mi znak, żebym weszła. Jestem uspokojona, widząc, że wszystko wydaje się czyste. Każą mi się położyć na stole operacyjnym, przyczepiają mi czujniki do ciała. Leżę na plecach, podczas gdy jedyną pozycją, którą jakoś znosiłam, było leżenie na prawym boku. Przychodzi chirurg, mówię „xin chào”, co bawi wszystkich. Dają mi maskę do oddychania, po trzech wdechach czuję, że odpływam, potem ciemność.
Pielęgniarka wraca pięć minut później i pokazuje mi drzwi „tutaj czekasz na jego wyjście!” i mówi, żebym poszła się przebrać, coś zjeść, bo wyjdzie za 3-4 godziny.

Widzę inne rodziny, siedzące na podłodze, czekające na bliskich. Pacjenci wychodzący są całkowicie nadzy na łóżku i ledwo przykryci białym prześcieradłem, jak zwłoki, kompletnie nieprzytomni. Potem pielęgniarka i ich rodziny prowadzą ich do sal. Obserwuję uważnie, żeby zanotować rzeczy do przyniesienia dla JB.
W międzyczasie moi rodzice są już w samolocie i muszę ogarnąć ich przyjazd do hotelu.
Idę ASAP do hotelu na zameldowanie. Wytłumaczenie im, dlaczego JB nie ma, skoro to on zarezerwował, i że trzy osoby zajmą pokój (zamiast dwóch) zajęło mi dobre pół godziny. Moje walizki są już w lobby (dzięki kierowcy z rana). Mam czas wziąć prysznic i przygotować małą torbę z naszymi dwiema kurtkami puchowymi, żeby okryć JB zaraz po wyjściu z bloku; ta torba zawiera wszystko, co potrzebne na tę pierwszą noc w szpitalu.
17:30: Już stoję przed drzwiami bloku, bo boję się, że wyjdzie wcześniej, niż planowano, i że spanikuje, jeśli mnie nie zobaczy. Słucham muzyki medytacyjnej, żeby nabrać sił, myśląc o całym dniu. Ani przez chwilę nie panikowałam, byłam spokojna i opanowana od pierwszych godzin. Zastanawiałam się nawet, dlaczego nie bałam się bardziej. Pewnie dlatego, że w Bali było mi tak źle i czułam się tak zagrożona, że brak poczucia zagrożenia w Wietnamie to dla mnie stan spokoju. To także dzięki temu absolutnie zaskakującemu spokojowi nigdy nie rozważałam najgorszego i zawsze byłam pełna ufności. Podczas naszej podróży musieliśmy stawić czoła stresującym sytuacjom, z których nie widzieliśmy wyjścia/rozwiązań natychmiast, ale zawsze potrafiłam znaleźć rozwiązanie i szybko zdecydować. Tym razem też intuicja mnie dobrze prowadziła. Gdybyśmy spędzili w Bali chociaż tydzień dłużej, wynik niekoniecznie byłby tak pomyślny. Dlatego czułam się w Bali śmiertelnie zagrożona i ciągle mówiłam JB, że musimy wyjechać i wrócić do bardziej rozwiniętego kraju. Moja intuicja wiedziała, że coś się kroi.
18:30: Moi rodzice docierają do Nha Trang i idą do hotelu zostawić walizki
18:33: Pielęgniarz, którego pytam, czy widział „obcokrajowca”, mówi mi, że JB właśnie dotarł na salę pooperacyjną. Żyje. Informuję wszystkich.
19:18: Moi rodzice docierają przed blok operacyjny, gdzie czekam na JB. Płaczę ze szczęścia. Wreszcie mogę sobie pozwolić na opuszczenie gardy i odpoczynek, bo najgorsze minęło. Tata daje mi kanapkę (banh mi), bardzo dobrą, ale jem ją mechanicznie, bo w ogóle nie mam głowy do jedzenia. Moja matka wypytuje tu i tam i dowiadujemy się, że JB wyjdzie o 21:30.
21:00: lekarz wyjaśnia nam, jak przebiegła operacja. Ostatecznie było trudniej, niż przewidywano, bo woreczek żółciowy był mocno nabrzmiały i bardzo wypełniony. Kamień był większy, niż widać było na USG. Można było czekać 1-2 dni na operację, ale szanse na udaną operację też malały. Na szczęście trafiliśmy na znakomitego chirurga. Mogliśmy się dowiedzieć w kolejnych dniach, że JB miał prawdziwe szczęście trafić na te 24 godziny, kiedy miał dyżur, bo 24 godziny później już byśmy go nie mieli. Mój biedny JB nie ma już woreczka żółciowego. Będzie musiał bardziej uważać na swoją dietę.
21:30: JB wychodzi z bloku operacyjnego. Jest podpięty do mnóstwa rurek i kabli, w tym rurki w brzuchu, z której wypływa mała ilość żółtawego płynu.
Uzupełnienie JB : Oczywiście nie mam pojęcia o czasie. Budzę się w nowej sali. Rozglądam się na lewo, prawo, są inne łóżka z pacjentami. Nie czuję nic szczególnego, ale hałas jest bardzo nieprzyjemny. Słyszę śmiechy, ludzi mówiących bardzo głośno. Zauważam, że po lewej stronie znajduje się to, co musi być pokojem socjalnym dla personelu. Moje zmysły są prawdopodobnie zdezorientowane i wzmacniają natężenie dźwięku. Zdaję sobie sprawę, że moje ręce i nogi są unieruchomione. Wołam o pomoc, ale dźwięk, który wydobywa się z moich ust, wydaje się nieistotny w porównaniu z hałasem z pokoju socjalnego. Czekam, nikt nie przychodzi. W końcu próbuję i udaje mi się uwolnić prawą rękę. Odkrywam, że jestem przywiązany do małej plastikowej torebki: kamień, który mi usunięto. Jest ogromny! Myślę sobie, że wyjście z łóżka samemu byłoby bardzo złym pomysłem, więc czekam dalej. W końcu przychodzi pielęgniarz, pomaga mi zmienić prześcieradło i przenosi mnie na inne łóżko. Wychodzimy z budynku i szybko odnajduję Anh i jej rodziców.
Zostajemy przeniesieni do sali z 5 łóżkami. Każde łóżko jest wyposażone w mały mebel, a my dzielimy lodówkę i dość czystą łazienkę. Każdemu pacjentowi towarzyszy bliska osoba. Bliscy muszą spać na podłodze obok pacjentów, bo oddział jest daleki od tego, co znamy z Francji. To ja muszę pilnować JB: jego kroplówek, podawać mu do picia i jedzenia (którego szpital nie zapewnia), pomagać mu, gdy musi załatwić potrzeby fizjologiczne… Zakładam airpodsy, żeby słuchać relaksującej muzyki, ale ustawiam alarm, który dzwoni co 20-40 minut, w zależności od kroplówki, którą ma JB, żebym mogła sprawdzić jego stan i iść po pielęgniarki. Biedny JB nie przestaje przepraszać za to, co mi robi. Chociaż na moim miejscu zrobiłby dokładnie to samo.

To prawdopodobnie jedna z najtrudniejszych nocy w moim życiu. Rozpływam się we łzach w ciemności, żeby uwolnić stres. Naprawdę musiałam spać tylko 30 minut. Mój ojciec chciał iść na moje miejsce, ale i tak nie mogłabym spać spokojnie w hotelu, a JB będzie czuł się bezpieczniej tej pierwszej nocy przy mnie.
JB ma obie ręce zajęte kroplówkami i nie może nic zrobić. Muszę go cały czas pilnować. Puszczam mu podcasty i zakładam słuchawki. W pewnym momencie budzę się z przerażeniem i odkrywam, że zostały tylko 2-3 krople kroplówki. Gdybym jej nie zatrzymała na czas, krew mogła popłynąć w przeciwnym kierunku i wypompować krew z JB.
Śpię więc na podłodze na bambusowej macie, którą kupił mi mój ojciec. Jest bardzo zimno, bo pacjent z sąsiedniego łóżka upiera się przy włączonej klimatyzacji, a zwłaszcza wentylatorze na maksa. Na szczęście wzięłam ze sobą nasze dwie kurtki puchowe. JB z kolei nie marznie. O 1 i 2 w nocy pielęgniarki zwracają mi uwagę na klimatyzację i dopiero wtedy udaje się ją ściszyć i przestaję cierpieć z zimna.
6 sierpnia 2022
5:30: światło się zapala, wszyscy bliscy muszą wstać ASAP, żeby zrobić miejsce pielęgniarkom. Jestem całkowicie wyczerpana. Od 28,5 godziny jestem na nogach.
6:00: Mój ojciec przyjeżdża z pomocą, żeby mnie zmienić i pozwolić mi iść trochę pospać do hotelu. Lekarz przychodzi zobaczyć JB i przepisuje kroplówki na cały dzień.
Wracam do hotelu, jem śniadanie (bufet szwedzki, super!) i śpię do 11:00
W międzyczasie moja mama zajmuje się JB, masuje go, robi mu refleksologię i nie ma już gorączki. Pielęgniarki miały mu zdjąć igłę już od 2 w nocy, ale tego nie zrobiły mimo moich nalegań. Zrobiły to dopiero, gdy moja mama, jako autorytet, nakrzyczała na nie. W międzyczasie ciągle prosimy o prywatny pokój.
Uzupełnienie JB : Pokój nie jest zbyt wygodny, jestem w 100% zależny, bo mam obie ręce zajęte kroplówkami, ale nie mam prawa narzekać. Jestem totalnie odurzony i już nie cierpię męczarni jak poprzedniego dnia. Jedyną prawdziwą niedogodnością jest pielęgniarka, która się mną opiekuje. Ciągle w złym humorze, sprawia, że krwawię, uderzając w moją kroplówkę, wylewa na mnie mnóstwo płynu, gdy zmienia kroplówki… Wyobrażam sobie, że musi opiekować się dziesiątkami pacjentów i że jej dni są bardzo długie.
Popołudnie: JB zostaje przeniesiony dwa piętra wyżej. Całe łóżko jest wnoszone do windy w celu transportu. Następnie musi zmienić łóżko (bardzo bolesne dla niego), ale mamy teraz prywatny pokój z dwoma łóżkami, w tym jednym dla mnie.
Uzupełnienie JB : Szczęście! Tym bardziej, że przy okazji zmieniam pielęgniarki i jakość będzie nieporównywalna.
Pielęgniarka prosi nas o zakup opatrunków chirurgicznych. Obecnie brakuje materiałów medycznych i szpitale nie mogą ich zapewnić. Pacjenci (rodziny pacjentów) muszą je kupować sami. Dostajemy adres, wymiary opatrunków i mój ojciec je dla nas kupuje.
Ze względu na korzystne obserwacje od rana, lekarz decyduje się na usunięcie rurki przyczepionej do jego brzucha. Wygląda to na bardzo, bardzo bolesne. „Dziura” zamyka się natychmiast po usunięciu rurki, ponieważ szwy są już założone przez chirurga i tylko czekają, aby się zewrzeć. Nie wiem, jak to działa, ale to bardzo dobra robota. JB ma dużo włosów na brzuchu i nie pomyśleli, żeby go ogolić przed operacją (bo Wietnamczycy nie mają owłosienia na brzuchu). Pielęgniarka musiała go ogolić przed założeniem kolejnego opatrunku.
Uzupełnienie JB : „bardzo dużo włosów na brzuchu”? Może jak na azjatyckie standardy. Moje owłosienie na brzuchu jest całkowicie w normie.

JB musi żuć gumę, aby ułatwić pasaż jelitowy. I na szczęście to zadziałało.
Zostaję z nim do następnego dnia. Tym razem, ponieważ nie ma kroplówki, mogę pozwolić sobie na budzenie się co dwie godziny tylko po to, żeby pomóc mu załatwić potrzeby fizjologiczne i poprawić koc…
Nasz lekarz FR dzwoni do nas regularnie, żeby zapytać o samopoczucie, a ja informuję go o każdym postępie.
7 sierpnia 2022
Wychodzę ze szpitala rano jak zwykle, bo mój tata przejmuje zmianę. Wszystkie wizyty kontrolne odbywają się w obecności taty, bo zawsze wychodzę wcześniej.
Tym razem czuję się lepiej, więc wracam o 9 rano po zameldowaniu rodziców w innym hotelu. Wychodzę ze szpitala około południa na lunch z mamą i na oglądanie mieszkań (dla rekonwalescencji JB).
Pielęgniarka zwraca mi uwagę, że JB nawet nie zmienia pozycji, co jest złe. Musi się trochę więcej ruszać. Zachęcam go, żeby się trochę obrócił, ale ma mdłości i prawie zwymiotował. Później odkryjemy, że to skutki antybiotyku, więc nic takiego.
Jego opatrunek się sypie i zakładają mu nowy, tym razem super dobry i super ładny.
Zwracam JB uwagę, żeby spróbował się ruszać, a on nie tylko udaje mu się wstać samodzielnie, ale też umył zęby na stojąco, bez pomocy.

Spędzam przyjemną noc w szpitalu, bo JB może już sam wstawać bez przeszkadzania mi. Obudziłam się tylko raz.
Wysyłam wszystkie informacje do naszego lekarza FR jak zwykle.
8 sierpnia 2022
Jeden z lekarzy, który uczestniczył w operacji, przychodzi go zbadać i pozwala JB wyjść ze szpitala tego samego popołudnia. Przed wyjściem dostaje kilka zastrzyków.
W międzyczasie zajmuję się płatnością, ubezpieczeniem, dokumentami…
I wszyscy spotykamy się w apartamencie z pięknym widokiem na plażę Hon Chong w Nha Trang. Na co najmniej miesiąc rekonwalescencji.

W międzyczasie dokonujemy kilku odkryć:
- że kamień jest jak rurka o różnej gęstości, pusta w środku. Ta pusta przestrzeń prawdopodobnie pozwalała na przepływ żółci, stąd brak bólu przez długi czas przy tak dużym kamieniu
- kamień musiał pokrywać ściany pęcherzyka żółciowego
- potem oderwał się od ścian, i od tego momentu JB zaczął odczuwać ból
- to wyjaśnia, dlaczego nie było stanu zapalnego w momencie przyjęcia na ostry dyżur, ale stan zapalny zaczął się tuż przed operacją, gdy kamień swobodnie przemieszczał się w środku
- to wszystko wyjaśnia, dlaczego pęcherzyk żółciowy jest taki „świeży” i tak ogromny kamień pozostał niezauważony
- JB przyjmował leczenie w kwietniu na problemy z paznokciami, a kamień przyspieszył przez ten lek?
- dobrze, że zoperowaliśmy go ASAP, chirurg mówi, że mogliśmy czekać jeszcze 2 dni, ale byłoby coraz trudniej, z większym ryzykiem

