Wyspa Paros (Grecja) w grudniu
Jesteśmy w Grecji od prawie miesiąca (w Atenach) ale nie zwiedzamy zbyt wiele. Dokładny powód wkrótce zostanie ujawniony, ale na razie zadowólmy się tym małym pamiętnikiem z podróży. Mimo to udało nam się znaleźć trochę czasu na zwiedzenie greckiej wyspy. Wybór jest ogromny, jest tyle wysp! Decydujemy się odwiedzić wyspę Paros, która jest bardziej dostępna i mniej znana niż inne, i całkowicie pomijamy Mykonos, Santorini…
Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Dziennik podróży
Paros jest 4 godziny promem z Aten. Mogliśmy polecieć samolotem, ale prom o takim czasie wydaje mi się całkiem rozsądny, nie za długi i z porannym odjazdem (około 7 rano). Można wygodnie spać w części „lounge” (za dodatkowe 5 euro), która ma szerokie, rozkładane fotele jak w argentyńskich autobusach.
Zanim wyszliśmy z domu w Atenach, pytam JB, czy wziął prawo jazdy. Mówi „nie” i wraca po nie. Na szczęście, bo później dowiemy się, że autobus na wyspie Paros w niskim sezonie kursuje tylko raz na godzinę.
Tym razem postarałam się wyciągnąć mojego Osmo Pocket, żeby robić zdjęcia. Od jakiegoś czasu robię zdjęcia tylko iPhone’em i szczerze mówiąc, jakość nie jest najlepsza. Zrobiłam zdjęcia Osmo przypadkiem i kiedy je obejrzałam, wydały mi się tak piękne, że zapisałam sobie, żeby używać go częściej. Mój Osmo jest już stary (pierwsza generacja), ale jako że jest dobrej jakości, nie czuję potrzeby go wymieniać. Kiedy robię zdjęcia Osmo, ludzie dziwnie na mnie patrzą, bo nie wiedzą, co to za urządzenie. To przyciąga więcej uwagi do mnie, czego nie lubię, ale czego nie robi się dla pięknych wspomnień?
Po przybyciu na Paros odwiedzamy pierwsze biuro wynajmu samochodów tuż przy molo, które nazywa się Paros Drive. 20 euro za dzień za małe auto z manualną skrzynią. 50 euro za 3 dni. Płatność gotówką. Prosto i skutecznie. Dla tych bez samochodu, jest stacja autobusowa obok i postój taksówek naprzeciwko molo.
Naousa
Zostawiamy nasze rzeczy w hotelu w Naousa. Musimy być jedynymi gośćmi, bo wszystkie pokoje są otwarte, oprócz naszego. W pokoju jest klimatyzacja z ogrzewaniem. Tym lepiej, bo wieczorem będzie zimno.



No cóż, jest początek grudnia i w tygodniu, kogo by w ogóle przyszło do głowy przyjechać na tę wyspę? Jest tak pusto od turystów, że trudno nam znaleźć otwartą restaurację. Uff, jest jedna przy porcie. I jeszcze jedna za mostem. Niezbyt dobra, ale ujdzie.




Poświęcimy czas na zwiedzenie tego miasta. Część przy porcie jest starsza i ładniejsza. Woda jest krystaliczna, jak na Malcie, ale plaża przy porcie ma brzydki piasek, który nie zachęca do kąpieli.





Poszliśmy do kościoła na szczycie wzgórza i ta okolica jest bardziej nowoczesna i pozbawiona uroku. Krótko mówiąc, zostańcie przy porcie i starym zamku.

Poszliśmy zobaczyć kilka plaż, które wyglądają wymarzone (na zdjęciach) (Monastiri Beach i Kolympethres Beach), a kiedy dotarliśmy na miejsce, jedyne co mogliśmy powiedzieć to „yyyy”. Woda jest krystaliczna, czysta, bardzo ładna, ale piasek nie zachęca. Myślę, że jesteśmy rozpieszczeni białym, drobnym piaskiem naszej ulubionej wyspy Koh Phangan. A kiedy nie znajdujemy tego samego piasku, czujemy się źle ahaha 😀 Albo chcemy tej samej wody, ale z mini klifami, jak na Malcie. Koh Phangan nas totalnie zepsuło, już po nas! To jak po używaniu zbyt wielu pashmin, szalik ze 100% owczej wełny, o nienagannej jakości, będzie wydawał się „yyyy” w porównaniu.





Zastanawiam się, czy to wina tej części wyspy, więc jedziemy na drugą stronę wyspy, żeby zobaczyć, czy piasek jest ładniejszy. I niestety nie. Zarówno Piso Livadi, jak i Golden Beach, piasek jest słaby. Woda jest PIĘKNA, przejrzysta, czysta. Myślę, że oferuje wiele możliwości do snorkelingu, ale trzeba zabrać buty do wody, bo jest mnóstwo skał.




To, co uwielbiam, to wszechobecność kotów. Są niezwykle przyjazne i dobrze odżywione. Regularnie widzę stosy karmy wystawione dla nich. Trochę jak w Atenach.

Lefkes
Zwiedzamy Lefkes i pozwalamy sobie zgubić się w jego uliczkach. Bardzo mi się podoba! W szczycie sezonu musi być jeszcze piękniej z małymi sklepikami prowadzonymi przez rzemieślników. Bo dziś wszystko jest zamknięte. Wymarłe. Jestem rozdarta między przyjemnością spacerowania po ulicach pełnych pięknych sklepików a byciem zmiażdżoną przez hordy turystów. Nie można chcieć mało turystów + otwartych sklepików. To niekompatybilne.






Aby rozpoznać domy prawdziwych mieszkańców, to proste. Szukajcie najbrzydszych, najbardziej zaniedbanych domów. Te najładniejsze są albo sprzedane Francuzom, albo zamienione w airbnb, albo w sklepy. Co 20 metrów są małe kościółki. JB próbuje otworzyć jeden z nich i pani mieszkająca naprzeciwko przychodzi z małym kluczykiem i otwiera nam drzwi. W środku są typowe obrazy cerkiewne, ale osobliwością jest tłoczony metal (przepiękny) z otworami w miejscach twarzy.



Główny port na Paros
Następnie zwiedzamy uliczki głównego miasta, do którego przypłynęliśmy promem. Jest absolutnie przepięknie! Jest tu jeszcze więcej do odkrycia. Spędzamy tam godziny, to prawdziwy labirynt. Gdyby tylko sklepiki były otwarte, rany!!























Myślę, że jeśli nie macie samochodu i nie interesuje Was plaża, wystarczy zostać tutaj i już. Jest mała plaża przy porcie, ale bez większego znaczenia.
Następnie gorąco polecam cerkiew Holy Shrine of the Virgin Mary Ekatontapyliani, którą uważam za przepiękną. Ściany są proste, ale widać mnóstwo starożytnych, dobrze rzeźbionych kamieni.


Repusowane metalowe wyroby wydają się być lokalną specjalnością.



Główny plac pozostaje ruchliwy, z kilkoma otwartymi restauracjami i kawiarniami. To tutaj możemy znaleźć coś do picia i jedzenia, cierpliwie czekając na nasz prom powrotny do Aten.


Lubimy też spacerować wzdłuż portu. Można tam podziwiać zachód słońca i obserwować rybaków.



Paralia Aliki to małe miasteczko, ale szczególnie miłe, bo to tutaj wpadłam na dobry pomysł, żeby nakarmić koty.

Ponieważ supermarkety sprzedają tylko karmę niskiej jakości, nauczyłam się podczas mojego doświadczenia w stowarzyszeniu obrony zwierząt, że lepiej przynieść mokrą karmę. Kot pije mało, a sucha karma niskiej jakości może uszkodzić jego nerki, więc trzeba dawać pastę. I koty ją uwielbiają. Gdy widzę kota i otwieram pastę, nagle pojawia się 5 lub 6 kotów. Udało mi się nakarmić 2 grupy kotów i jeśli niektóre dają się pogłaskać, inne boją się mnie i muszę im „rzucać” pastę, bo gdy tylko kładę pastę gdzieś, 3-4 koty się na nią rzucają, a nieśmiałe koty nie mają wtedy szans.
Dla tych, którzy dobrze jeżdżą (albo godzą się na pokonanie stromego odcinka pieszo), jest kościół Marmara ze wspaniałym widokiem (360 stopni), a można wejść na poziom dachów (jeśli kościół jest otwarty), aby zrobić bardzo ładne zdjęcie (nawet jeśli kopuły nie są niebieskie).
Z powodu zamknięcia prawie wszystkich restauracji i sklepów, znaleźliśmy tylko jedną dobrą restaurację na wyspie: Masete. To rzeźnik, który sprzedaje grillowane mięso i gyrosy. Jest tak dobre, że poszliśmy tam dwa razy w ciągu dwóch dni. I zawsze jest miejsce parkingowe.
Bardzo podobała nam się życzliwość ludzi. Ludzie, którzy kochają dzikie koty, muszą być życzliwi 😀
Po 19.00 prom przyjeżdża po nas i po długiej podróży docieramy do Aten w deszczu. Taksówkarz próbuje nas oszukać, żądając dowolnej kwoty na koniec kursu, ale JB się opiera. Kierowca nie akceptuje płatności kartą i nie wystawia rachunku (chociaż obie te rzeczy są obowiązkowe, nawet po angielsku na szybie taksówki), ale przynajmniej zapłaciliśmy cenę z taksometru.
Po Atenach będziemy przechodzić z jednego zwiedzania w drugie, między Kairem, Arabią Saudyjską, Jordanią (Petra!!!), wszystko to w grudniu – będziecie mieli co oglądać. Obiecuję, że zrobię zdjęcia moim Osmo. Do zobaczenia!
Część 2: Praktyczne wskazówki
- Prom Ateny – Paros: 2 odpływy dziennie, około 50 euro od osoby + 5 euro za miejsce „comfort” (nie potrzebne poza sezonem)
- Wynajem samochodów: 20 euro/dzień lub 50 euro/3 dni w Parosdrive, rezerwacja z wyprzedzeniem nie jest potrzebna poza sezonem
- Hotel: Irini rooms
