[Refleksja] #32: Prywatność staje się dobrem luksusowym
Covid dodatkowo przyspiesza izolację ultrabogatych. Oto tłumaczenie tekstu, który znalazłem na Instagramie i który wydał mi się bardzo interesujący:
To nawiązuje do ewolucji konsumenta luksusu, o której mówiłem ostatnio.
Im bogatszy jesteś, tym bardziej możesz pożegnać się ze wspólną infrastrukturą, wspólną przestrzenią, wspólnym ryzykiem i wspólną rzeczywistością.
Dziś izolacja stała się dobrem luksusowym: kontinuum schodzące w dół drabiny społecznej, gdzie każdy poziom kupuje nieco więcej oddzielenia od wspólnych przestrzeni.
Na samej górze jest ucieczka geograficzna w dosłownym sensie. Prywatne wyspy, posiadłości w Nowej Zelandii (która stała się ulubionym schronieniem apokaliptycznym miliarderów technologicznych), itp. Atrakcyjność polega na całkowitej kontroli: prywatna ochrona, żadnych nieproszonych gości, żadnego publicznego dostępu, żadnych spotkań z kimś, kto nie jest pracownikiem lub równym.
Następnie przychodzi drugi poziom: prywatyzowane osiedla i pionowa izolacja. Zamknięte osiedla istnieją od dziesięcioleci, ale ich nowsze wersje są bardziej… globalne. Pomyśl o tych bardzo luksusowych wieżowcach, gdzie prywatne windy prowadzą bezpośrednio do twojego mieszkania. Albo o wzroście architektur typu porte-cochère, zaprojektowanych tak, aby można było wjechać do domu samochodem, nie będąc widzianym z ulicy.
Trzeci poziom: sprywatyzowane usługi i równoległa infrastruktura. Medycyna concierge to nigdy nie czekanie w poczekalni. Prywatne lotnictwo to omijanie kontroli bezpieczeństwa i tłumów na lotniskach. Prywatne kluby i tak dalej. Prywatne szkoły podlegają tej samej logice: nie chodzi tylko o jakość nauczania, ale o kontrolę środowiska społecznego.
Jeszcze niżej znajduje się warstwa subskrypcji, łagodna forma wyjścia. To tutaj styka się z codziennym życiem. Dostawa zakupów spożywczych pozwala uniknąć współdzielenia supermarketu. Praca zdalna pracowników umysłowych pozwala nie korzystać z transportu publicznego. Pandemia spektakularnie przyspieszyła ten ruch, a znaczna jego część utrwaliła się.
To, co łączy wszystkie te poziomy, to fakt, że bogactwo kupuje wolność bycia niewidzianym, nieśledzonym, nieosiągalnym i niedotykalnym przez osoby lub systemy wymykające się twojej kontroli.
Dla ultrabogatych przekłada się to na:
- Prywatność fizyczna: mury, rowy, personel ochrony.
- Prywatność danych: nie korzystają z aplikacji masowych; mają family offices i asystentów, którzy filtrują informacje.
- Prywatność uwagi: nie muszą wystawiać swojego życia na widok publiczny, aby zapewnić sobie przetrwanie ekonomiczne.
- Prywatność prawna: trusty, spółki przykrywki, struktury offshore , które zacierają linie własności.
- Prywatność czasowa: nie stanie w kolejkach, nie utknięcie w korkach, niezależność od rozkładów innych.
Dla wszystkich pozostałych erozja prywatności jest ceną wstępu do życia społecznego. Korzystasz z „darmowej” aplikacji, ponieważ nie stać cię na rezygnację z niej. Akceptujesz pracę z oprogramowaniem do monitorowania. Mieszkasz w lokalu, w którym ogrzewaniem zdalnie steruje właściciel.
Co to jednak oznacza strukturalnie?
- Najbogatsi mają coraz mniejszy interes w tym, aby systemy publiczne działały dobrze. Jeśli nigdy nie korzystasz z transportu publicznego, nie chodzisz do publicznych parków, szkół czy systemów opieki zdrowotnej, masz niewiele powodów, aby je finansować lub ulepszać.
- Tworzy się pętla sprzężenia zwrotnego z ekonomią samotności. Im więcej zamożnych osób opuszcza wspólne przestrzenie, tym bardziej te miejsca się degradują lub pokrywają urządzeniami nadzoru, co popycha kolejnych ludzi w stronę rozwiązań prywatnych, jeśli mogą sobie na nie pozwolić, co jeszcze bardziej niszczy dobra wspólne.
- Prywatność staje się dobrem pozycyjnym. Kupowana jest nie tylko sama poufność, ale poufność w stosunku do innych. Wartość twojego zamkniętego osiedla polega na tym, że inni nie mają do niego dostępu.
- To rekonfiguruje ekonomię polityczną. Ci, którzy żyją w tych równoległych strukturach, są często odporne na konsekwencje decyzji publicznych, które dotykają resztę populacji.
Pytanie na 2026 rok: ile bylibyście gotowi zapłacić za prawdziwą prywatność? Aby wasze podróże nie były śledzone, rozmowy analizowane, zakupy profilowane, twarz rozpoznawana? I co oznacza fakt, że większość z nas nie może sobie na to pozwolić, podczas gdy ci, którzy zaprojektowali te systemy inwigilacji, czerpiąc zyski z naszych danych, zbudowali sobie rozległe twierdze, by chronić własną prywatność?


