Carnets de voyage,  Océanie,  Polynésie Française,  TDM

Z Paryża do Papeete: 27 godzin od drzwi do drzwi

Opisuję tę trasę szczegółowo, bo może zainteresować tych, którzy planują podobną podróż w celu przeprowadzki, ale też chcę zachować wspomnienia z tej epickiej wyprawy. Dla informacji: JB dostał przeniesienie na Tahiti, zostaniemy tam 9 miesięcy. Nasza przeprowadzka do Papeete zajęła nam kilka dni, ponieważ JB chciał być w Paryżu dwa dni przed wylotem, aby być gotowym na wszelkie ewentualności.

Ponieważ na tej wyspie na końcu świata wszystko jest drogie, a wybór produktów ograniczony, postanowiliśmy zabrać z Francji jak najwięcej rzeczy. Ustaliliśmy, że zabierzemy monitor komputerowy JB, nasz Cookeo i rice cooker, nawet jeśli później będziemy musieli je sprzedać lub oddać, gdy opuścimy Tahiti. Wyruszyliśmy z:

  • 4 dużymi walizkami (po 23 kg)
  • 1 monitorem komputera (w oryginalnym kartonie)
  • 1 walizką podręczną
  • i 2 plecakami

Myślę, że razem mamy około 120 kg. To dużo dla nas, którzy przywykliśmy do podróżowania z lekkim bagażem. Na początku naszej cyfrowej kariery nomadów mieliśmy razem około czterdziestu kilogramów ze wszystkim.

Wciąż jesteśmy znacznie lżejsi niż ci, którzy wynajmują kontener na przeprowadzkę!

Ponieważ jesteśmy najemcami, musieliśmy opróżnić mieszkanie w Lille. Mimo że było umeblowane i nie musieliśmy pozbywać się lodówki, kanapy, łóżka itp., zajęło nam to dwa miesiące; aż do ostatniej chwili były rzeczy do posprzątania i wyrzucenia. Inwentaryzacja miała miejsce w dniu wyjazdu do Paryża, więc terminy były nieco stresujące, ale zaplanowaliśmy zapas czasu. Udało nam się zmieścić wszystkie bagaże w Uberze XL jadącym na dworzec Lille Flandres, mieliśmy nawet dość czasu na dworcu, aby zjeść lunch i zrobić ostatnie zakupy (kiełbasa dla kolegów JB na Tahiti). Wzięliśmy pociąg Ouigo, który zatrzymuje się bezpośrednio na lotnisku CDG (wygodne). JB zarezerwował nam dwie noce w Mercure Convention (link do Bookingu) tuż przy CDGVal, tramwaju lotniskowym.

Miła niespodzianka: na przystanku CDGVal możemy wziąć wózki na bagaż i dotoczyć je do pokoju hotelowego (10 minut spacerem)! Było o wiele łatwiej niż się spodziewaliśmy, jedyny lekko sportowy moment był tuż przed i tuż po CDGVal. Ponieważ wózki nie są dozwolone w pociągu, musieliśmy zostawić wózek, ogarnąć bagaże we czworo, a po przejechaniu wziąć nowy wózek.

JB miał nadzieję, że uda się nadać bagaże dzień przed wylotem (taką opcję oferuje Air France dla lotów długodystansowych), ale okazało się, że to niemożliwe. Nadanie bagażu dzień wcześniej jest możliwe między 16:00 a 19:00, ale jeśli ma się przystanek w USA, można to zrobić tylko 24 godziny przed odlotem (w naszym przypadku samolot leci o 19:30, a biuro jest zamknięte o 19:00). Zabrakło 30 minut, żeby było to możliwe.

Ponieważ jestem Accor Gold, możemy poprosić o bezpłatne późne wymeldowanie do 16:00, co nam bardzo odpowiada, bo staramy się odpocząć i wyspać przed wylotem. O 16:00 pakujemy wszystkie rzeczy na dwa wózki, jedziemy CDGVal, jest jeszcze 20 metrów, gdzie trzeba wszystko nieść samemu bez wózka, ale udaje nam się to bez większych trudności.

Nasz samolot odlatuje o 19:30, więc mamy mnóstwo czasu na nadanie bagażu. Zabezpieczamy folią dwie najdelikatniejsze walizki (trzeba liczyć minimum 16 €/bagaż), bo ich zamki błyskawiczne mogą nie wytrzymać podczas transportu. Trochę się martwimy, bo w Air France bagaż nadaje się teraz automatycznymi maszynami, a kilka walizek przekracza dozwolony limit o 500 g do 1,5 kg. Na szczęście, ponieważ mamy dość obszerny karton, naszym bagażem zajmuje się człowiek i odprawa przebiega pomyślnie. Są dwie walizki, które naprawdę mocno przekraczają limit (1,4 kg), ale człowiek ma serce i przymyka oko (nie bez komentarza), podczas gdy maszyny naliczyłyby nam minimum 60 € za walizkę za te nieszczęsne dodatkowe kilogramy. W Air France zasady są surowe: jedna walizka w luku = maksymalnie 23 kg. Jeśli masz dwie walizki, nie masz prawa do łącznej wagi 46 kg, ale do dwóch osobnych walizek o maksymalnej wadze 23 kg każda. Pan jest tak miły, że gdy widzi moją małą walizkę podręczną, proponuje, że nada ją bez dodatkowych opłat. Więc mamy 6 walizek w luku, oops

Jeśli chodzi o dodatkowe bagaże w luku, cena rośnie wraz z liczbą walizek. Pierwsza dodatkowa walizka to 90 €, ale druga dodatkowa to już 200 €. Pozwoliliśmy sobie na tę ekstrawagancję, bo monitor JB jest bardzo wygodny do pracy i dostał on dodatek na przeprowadzkę, który pokrył ten wydatek. Bez tego zrobilibyśmy inaczej.

Przy okazji monitora, mały dodatkowy stres. JB dobrze się wcześniej dowiedział, że można nadać karton i że wymiary są w porządku. Ale personel lotniska się zreflektował i zaczął mówić o bagażu nietypowym. W końcu przeszło, a ponieważ był w oryginalnym opakowaniu, nie było potrzeby dodatkowego zabezpieczenia.

Ponieważ lot jest bardzo długi i pełny, decydujemy się nie siedzieć obok siebie; jesteśmy w tym samym rzędzie, ale przedzieleni przejściem. Daje nam to trochę więcej miejsca na nogi i nie przeszkadzamy sąsiadom przy każdym ruchu.

I ruszamy w 11 godzin i 35 minut lotu do Los Angeles. To przystanek techniczny, podczas którego wysiadają pasażerowie, wsiadają inni, zmienia się załoga i tankuje się paliwo. To ten sam samolot leci do Tahiti, bagaże zostają w luku. Jednak nawet przy takim przystanku technicznym, trwającym 2 godziny, USA traktuje to jako wjazd na terytorium. Trzeba więc mieć wizę (automatyczną z ESTA dla Europejczyków), wyjść z bagażem podręcznym i przejść przez kontrolę imigracyjną i bezpieczeństwa. To dość męczące i może być stresujące, zwłaszcza przy zmęczeniu. Cała operacja zajęła nam 45 minut. Zostało trochę czasu na WC, drobne zakupy i rozprostowanie nóg.

Potem lecimy 7 godzin i 46 minut do Papeete. Ku naszemu ogromnemu rozczarowaniu większość pasażerów z pierwszego lotu leci dalej drugim (75% według stewarda, z którym JB rozmawiał), więc jest bardzo mało wolnych miejsc. Nie udaje nam się znaleźć pustego rzędu, żeby przesiąść się i siedzieć obok siebie, ale to nie tragedia – większość lotu przesypiam.

Jedzenie serwowane przez Air France jest coraz gorsze i go jest mało. Jadłam, żeby przeżyć, ale nic mi nie smakowało. JB docenił, że proponowano szampana i digestify, nawet pasażerom klasy ekonomicznej. Na odcinku Los Angeles – Tahiti załoga jest polinezyjska, w tradycyjnych strojach, co wprowadza w klimat.

Plusem jest darmowe wifi na obu lotach (z dobrym przeglądem dzięki Starlinkowi, bez problemu można streamować. JB nawet mógłby popracować, gdyby chciał (nie chciał). Mogę też podłączyć moje airpodsy do ekranu w samolocie, dzięki czemu mam redukcję hałasu, oglądając cały sezon 5 HPI.

Po przylocie do Papeete okazuje się, że wszyscy mają po 2–3 duże walizki, więc nasze 6 walizek + 2 plecaki nikogo nie dziwią. Bez problemu znajdujemy wózki. Przy wyjściu pani pyta, czy mamy ze sobą jedzenie. Jako uczciwi ludzie odpowiadamy twierdząco. Mówię o suszonym wołowinie kupionej w Los Angeles i o kiełbasie kupionej przed wylotem z Lille. Prosi o ich obejrzenie. Suszona wołowina przechodzi w 5 sekund, ale kiełbasa zajęła znacznie więcej czasu; na szczęście była drobna adnotacja „wieprzowina pochodzenia francuskiego”, bo inaczej moje 75 € kiełbasy wylądowałyby w koszu. Wyjaśniono nam, że w przypadku wieprzowiny musi być pochodzenia francuskiego. Kiełbasa „wieprzowina pochodzenia UE” innej pasażerki poszła do kosza. Dobrze, że nie wzięliśmy ze sobą sera, bo byłby kupiony na wagę i bez etykiety, więc wylądowałby w śmieciach. A nawet z etykietą pani mówi, że zależy od daty produkcji i rodzaju sera (zapomnijcie o serze z mleka surowego). Obok nas inni ludzie zostawiają świeże owoce, które też zostaną wyrzucone.

Wypłacamy pieniądze z bankomatu (20 000 franków pacyficznych = około 180 €), żeby zapłacić za taksówki i zakupy. Bez problemu znajdujemy vana, który zabiera nasze 6 walizek i podwozi nas pod naszego Airbnb za 2800 franków pacyficznych (płatność tylko gotówką). Oczywiście, ponieważ przylatujemy bardzo wcześnie (5 rano), JB zadbał o rezerwację Airbnb już poprzedniego dnia, żebyśmy mogli od razu wejść do środka. Czekanie do 14:00 po tak długiej podróży byłoby okrutne.

Uwaga na zmianę strefy czasowej (12 godzin różnicy) – można stracić poczucie, którego dnia się przylatuje i o której. W tę stronę „cofamy się” w czasie, więc koniecznie trzeba sprawdzać godzinę i dzień na potwierdzeniu biletu lotniczego. W naszym przypadku wylecieliśmy w piątek o 19:30 (czasu paryskiego), a przylecieliśmy w sobotę o 5 rano (czasu Tahiti). Licząc przemieszczanie się z hotelu & Airbnb, podróż od drzwi do drzwi trwała 27 godzin.

Jesteśmy bardzo zadowoleni i odetchnęliśmy z ulgą, że dotarliśmy z całym bagażem & kiełbasami w nienaruszonym stanie. Po szybkim spacerze po centrum i lokalnym targu w Papeete ucieszyłam się, że dobrze zrobiłam, pakując tyle rzeczy. Wszystko jest drogie, niezbyt ładne; a po zaledwie 2 godzinach na zewnątrz włożyłam już sukienkę do kosza z brudami z powodu potu 😀

Możliwość komentowania Z Paryża do Papeete: 27 godzin od drzwi do drzwi została wyłączona