3-dniowa wycieczka między Montrealem a fiordem Saguenay
Witajcie, z dużym opóźnieniem opowiadam Wam o naszym przedłużonym weekendzie w fiordzie Saguenay w połowie maja.
Część 1: Dziennik podróżyCzęść
2: Porady praktyczne
Część 1: Podróż
Przed przyjazdem do Montrealu, otrzymaliśmy maila z Airbnb informującego o powodzi w północno-wschodniej części miasta. Na szczęście nasz airbnb nie ucierpiał, ale dopiero kiedy wzięliśmy samochód, mogliśmy zobaczyć skalę zjawiska. Woda sięga prawie do poziomu autostrady, a tysiące domów i drzew ma nogi w wodzie.

Mówiąc o samochodzie, wypożyczyliśmy go z Avis. Teraz, gdy JB ma kartę AmericanExpress, nie musimy płacić za opcjonalne ubezpieczenie (ubezpieczenie karty pokrywa wszelkie szkody, JB mówił o tym szczegółowo tutaj), więc zapłaciliśmy około 25€/dzień za wynajem. Naprawdę tanio. Ponadto, nie są wcale wybredni w kwestii inwentaryzacji armatury.
Mieliśmy zarezerwowany kompaktowy samochód, ale oni nie muszą mieć wiele, więc zostaliśmy ulepszeni, dając nam mały 4×4. Musisz wiedzieć, że tutejsze samochody są zazwyczaj ogromne, aby wytrzymać śnieżyce itp., więc nawet „małe” 4×4 wydaje nam się dość duże i szerokie. Ale naprawdę nam się podoba, ponieważ jest to najnowocześniejsze rozwiązanie, z sygnalizacją świetlną na lusterku, gdy samochód znajduje się w martwym polu widzenia. Dostępny jest nawet alarm dźwiękowy, jeśli włączysz migacz, gdy obok Ciebie znajduje się samochód. Kamera cofania do parkowania jest bardzo przydatna – bo nie zawsze czujesz się komfortowo w tak dużym samochodzie. W maju nie wolno nam już mieć kół zimowych, ale jak nam wytłumaczono, koła letnie w Kanadzie = koła zimowe we Francji 🙂 Powiedziano nam również, aby uważać na drodze, ponieważ pod koniec zimy jest wiele wybojów.

To pierwszy raz, kiedy JB prowadzi samochód w Ameryce Północnej. Ruch w centrum Montrealu jest bardzo gęsty, jeżdżą tam bardzo duże ciężarówki, to robi wrażenie. W strugach deszczu, przy bardzo szybko jadących samochodach… cieszyliśmy się, że nie mamy malutkiego auta.
Trzy Rzeki
To miasto nad rzeką jest naszym pierwszym celem podróży. Przejeżdżamy obok najbardziej Instagramowych miejsc w mieście, czyli tej kasy biletowej na rejs – niedaleko portu. I mały dwór, zanim zrobimy szybki postój przed starym więzieniem miejskim. Pogoda jest bardzo zła, a my nie chcemy tu zostać zbyt długo, więc nie zatrzymujemy się. Ale to jest do odwiedzenia, gdy pogoda jest dobra.


Jest bardzo zimno jak na miesiąc maj. Wyciągnąłem wszystkie ubrania kupione na Islandię. To jest straszne!
Quebec City & Montmorency Falls
Przejazd do Quebec City jest żmudny, stresujący – z powodu wielu ciężarówek – i niewielu drzew wokół. Jazda samochodem po centrum miasta w piątkowe popołudnie jest po prostu okropna. Postanawiamy wrócić innego dnia (czytaj notatnik tutaj), bo samo znalezienie miejsca parkingowego, będzie straszne. Przechodzimy przed wodospadem: Montmorency Falls, które są tuż przy autostradzie. Po deszczu woda jest cała brudna. Ale z Quebec City można tam dojechać również transportem publicznym.
Spa des Neiges
Od Quebec City droga staje się bardziej znośna, jest więcej drzew, momentami otaczają nas lasy jodłowe. Zatrzymujemy się w Snow Spa, które w zimie jest dosłownie pokryte śniegiem, jest bardzo piękne. Ale w maju też jest bardzo pięknie. Są tu różne baseny, woda ma temperaturę od 20° do 41°C. Do dyspozycji są 2 sauny, hammam, pokoje wypoczynkowe (w których można poprosić o rozpalenie kominka). Zapłaciliśmy 45$/osoba (w tym ręczniki, i dostęp do basenów). Trzeba przyjść w klapkach (to obowiązkowe), można też wypożyczyć szlafrok (6$). W Quebec City i Montrealu jest sporo takich uzdrowisk, ale to jest jedno z jedynych, które naprawdę wykorzystuje wodę termalną. Oczywiście, nie jest to w żaden sposób porównywalne z tymi wszystkimi szalonymi spa, które wypróbowaliśmy w Japonii czy Islandii, ale i tak jest bardzo czyste i przyjemne, zwłaszcza po ciężkim dniu jazdy.

Zatoka Świętego Pawła
Paul’s Bay (zarezerwowaliśmy ją jeszcze tego samego dnia, między południem a drugą w nocy – bo nie byliśmy pewni, czy uda nam się dziś dużo jechać). Nasze pierwsze wrażenie o mieście to piękno domów w mieście. To jak bycie w Disneylandzie. Jest super super piękny i czysty. Zapomniałam zrobić zdjęcia, pozwoliłam Ci poszukać na Google Images.
Dodatkowo JB wybrał super urokliwy domek hotelowy: Gîte TerreCiel(Booking link) Mamy apartament z miejscem na „konsolę/TV” 🙂 Spójrzcie na ten salon, jest zbyt piękny!

Posiłki spożywamy w restauracji prowadzonej przez francuskiego szefa kuchni. Ucieszyłem się, gdy znalazłem tatara wołowego – prawdziwego. Za bardzo za tym tęskniłem! JB decyduje się na danie dnia: pół homara smażonego z czosnkiem. Jest pyszne. Homar nie jest bardzo drogi w Kanadzie, przez kilka tygodni. A wszystkie restauracje oferują „sezonowe” menu z homarem w każdym daniu i każdym sosie. Restauracja nazywa się Le Mouton Noir, jest trochę droga (30$CA danie około).
Po dobrze przespanej nocy i wspaniałym domowym śniadaniu (naleśnik z jagodami!!! yum) udajemy się na plażę, akurat gdy miejscowi organizują zbiórkę śmieci. Prawie podają nam worki do odbioru śmieci, ale jest ich tak mało, że nie potrzebują naszej pomocy.


Po drodze…
Kontynuujemy jazdę non stop aż do Baie Saint-Catherine. Po drodze widzimy mnóstwo jezior, zamarzniętych lub nie. To jest bardzo piękne. Przyroda zaczyna powoli budzić się do życia po – bardzo – długiej zimie. Jedziemy teraz mniejszą drogą, w sobotę nie ma dużego ruchu.



Dochodzimy do końca drogi. Stąd odpływają promy do Tadoussac, popularnego miejsca obserwacji fok i wielorybów… promy odpływają co 20 minut, a przeprawa jest darmowa. Dziś tego nie zrobimy, bo wycieczki i platformy widokowe są zamknięte do połowy czerwca. Wrócimy do tego później.

Mały Saguenay
Małą drogą docieramy do Petit Saguenay. Droga wydaje się trwać wieczność, nie ma nic na drodze, żadnych sklepów, restauracji, a my jesteśmy bardzo głodni. Po dotarciu do centrum Petit Saguenay, kupujemy na stacji benzynowej to, co mamy do przekąszenia. Przed podjęciem małej drogi (wpisz Rue du Quai na Google Maps) do rzeki Saguenay. Woda nie jest dziś zbyt ładna, ale miejsce jest bardzo przyjemne, z kilkoma stołami piknikowymi.


Śnieg nie stopniał jeszcze w 100%, spójrz na kupkę śniegu za JB.

Obiad jemy w lokalnym supermarkecie, jest tam kilka stolików i mikrofalówka. Kiedy JB stoi w kolejce za starszym mężczyzną, ten wręcza kasjerce kartkę i pyta ją, co jest na niej napisane. Czyta liczby na głos, nie wiedząc, co to znaczy. A pan odpowiada: „dziękuję, to jest kod mojej karty kredytowej” :). Potem prawie zapomniał swojej karty – podczas gdy wszyscy klienci z tyłu znają jego kod, ahahahha. Scena jest już burleską, dodajmy do tego bardzo silny akcent Quebecu i robi się naprawdę zabawnie.
Punkt widokowy na fiord Saguenay
Kontynuujemy ścieżkę doAnse de Tabatière, aby dostać się do tego punktu widokowego z widokiem na fiord Saguenay. Mamy trochę słońca, więc widok jest bardzo satysfakcjonujący. Wstęp do parku nie jest darmowy, jest tam mała skrzynka, do której można wrzucić kopertę z pieniędzmi na opłatę za wstęp (od pamięci $8.75/osoba). Ale płatności można dokonać również online.


Nie wiem, czy to dlatego, że Free przechodzi z 3G na 4G w Kanadzie, ale przez długi czas nie mieliśmy zasięgu. Nie ma sieci, nie ma Internetu. Ale to chyba dotyczy wszystkich, bo mijamy wiele samochodów z dużą anteną cibi. W rzeczywistości jesteśmy w środku niczego 🙂
Lac Saint-Jean
Podczas gdy tydzień temu Lac Saint-Jean było jeszcze zamarznięte, dziś znajdujemy to ogromne jezioro w połowie zamarznięte. Są nawet piaszczyste plaże, w lecie musi być bardzo przyjemnie.


To już koniec dnia, jedziemy jeszcze 30 minut trasą 155, jedną z najmniejszych i najpiękniejszych dróg w Kanadzie, aż docieramy do naszego motelu: Auberge Motel Panorama(link do rezerwacji), z widokiem na kolejne jezioro (Lac Bouchette). Kolacja w lokalnej restauracji. JB próbuje w końcu poutine, specjalności Quebecu, ale niestety, naprawdę nie jest rewelacyjne (co sugeruje aspekt wizualny).


W drodze do jeziora Wapizagonke
Chcieliśmy tam pojechać, ale część drogi jest zamknięta, więc zatrzymujemy się na najbliższym parkingu, by kontemplować małe jeziorko naprzeciwko.


Jezioro Sacacomie
Dojazd do Sacacomie Lake jest na szczęście otwarty, nawet droga prowadząca do niego jest trochę mała. Ale jesteśmy w środku natury, jest naprawdę miło. Parkujemy na parkingu i idziemy na plażę przy miejscowym hotelu. Po tej drodze nie wolno jeździć samochodem, ale można tam iść pieszo, zwłaszcza jeśli nie kąpiemy się tam i nie korzystamy z infrastruktury. nie ma tam absolutnie nikogo.



Korzystamy z tego, że mamy samochód i jeździmy na zakupy (bardzo lubię supermarkety IGA, mają o wiele bardziej zróżnicowane i dobrze zaopatrzone półki niż inne). Jak już mówiłem, w Kanadzie jest sezon na homary. Ceny są nadal wysokie na początku sezonu (18$CA za homara), czytelnik powiedział nam, że powinniśmy iść za 9$CA za funt i zdecydować się na homara pomiędzy 1 lb – 1 1/4 lb, jest to najlepszy stosunek jakości do ceny. Ale szczerze mówiąc, to już jest tanio w porównaniu z Francją. Ohlala!

Samochód oddajemy bez problemu (wrzucając kluczyk do wypożyczalni, gdyż przyjechaliśmy po godzinie zamknięcia). Fajną rzeczą w Kanadzie jest to, że jest tak bezpieczna, że nie musisz się o wiele martwić. Nie musisz mieć się na baczności.
Podsumowując
W ciągu 3 dni przejechaliśmy bardzo dużo – choć nie mamy wrażenia, że widzieliśmy wiele. Odległości w Kanadzie są tak ogromne! Nie mieliśmy nawet czasu na wędrówki, ani na zatrzymanie się w Quebec City. Myślę, że aby ta sama trasa była spokojna, będziemy musieli dodać co najmniej 1 dzień więcej.
Krajobrazy są dość monotonne, lasy nad jeziorami, lasy nad jeziorami… nie jesteśmy na Islandii czy w Nowej Zelandii, gdzie krajobrazy zmieniają się na każdym kroku. Staraj się unikać, jeśli to możliwe, autostrady między Montrealem a Quebec City i jak najszybciej wybierz malowniczą trasę 155 – wolniejszą, ale i bardziej ekologiczną.
Do zobaczenia wkrótce w kolejnych podróżach po Kanadzie. Przepraszam, że ich pisanie zajęło mi dużo czasu, ale po serii artykułów o Islandii potrzebowałam trochę przerwy. Ale wróciłem!
Część 2: Praktyczne wskazówki
Budżet
- Wynajem samochodu w Avis: 100$CA za 3 dni
- Benzyna: 70$CA
- Posiłki: od 20$CA do 30$CA/osoba (podatek + napiwki wliczone)
- Snow spa: C$45 w weekendy (C$38 w pozostałe dni), bez konieczności wcześniejszej rezerwacji. Pamiętajcie o klapkach!
- Hotele
- w Baie-Saint-Paul: Gîte TerreCiel(link do rezerwacji) 105$CA (lub 70€) dla dwóch osób, pyszne śniadanie wliczone w cenę
- w Lac-Bouchette (trasa 155) : Auberge Motel Panorama(link Booking) $71CAD – uwaga, Wifi nie działa i sieć telefoniczna była bardzo słaba.