3 dni na pustyni południowego Lipez (Boliwia)
Mam w zwyczaju pisać wpisy „na gorąco”. W tym konkretnym przypadku piszę z trzymiesięcznym opóźnieniem. Ponieważ nie zapisałem nazwy każdego przystanku i mam pamięć znacznie gorszą niż Anh, ten wpis nie będzie zbyt dokładny. Przepraszam 😀
Kiedy jesteśmy w Uyuni, decyduję się w końcu zarezerwować wycieczkę 3 dni / 2 noce po południowym Lipez. Trochę się wahałem, bo Anh, ze względu na wrażliwość na wysokość, nie chce jechać na tę wycieczkę. Zostawiam ją więc w Uyuni na 3 dni.
W Uyuni nie brakuje biur podróży, wszystkie oferują te same wycieczki, w podobnej cenie. Wybraliśmy takie, które miało dobre opinie w Google (Anh wypatrzyła ich samochód i powiedziała, że turyści w nim wyglądali na wyjątkowo zadowolonych) i zarezerwowałem dzień przed wyjazdem. Dostępna była tylko wycieczka z hiszpańskojęzycznym przewodnikiem. To mi odpowiada, jest taniej, a moja podstawowa znajomość hiszpańskiego powinna wystarczyć.
Wycieczka 3 dni / 2 noce kosztuje 900 Bs + 200 Bs dodatkowo za dwa prywatne pokoje, które będę miał (zamiast spania w sali wieloosobowej). Płatność gotówką, w przeciwnym razie trzeba doliczyć 5% prowizji za płatność kartą. Powiedziano mi, żeby zabrać trochę gotówki na toalety.


Dzień 1
Spotkanie w biurze o 9:00.
Poznaję moich towarzyszy podróży. Myślałem, że będzie grupa hiszpańskojęzyczna, a tymczasem jest Niemiec, Hiszpan, dwie Holenderki i Chinka. Sami podróżujący solo! Wszyscy mówią po angielsku, z wyjątkiem naszego przewodnika i Chinki 😀
Dowiaduję się, że trzeba zabrać wodę na 3 dni. Napoje są wliczone w posiłki, ale poza nimi nie. I nie będziemy mieli okazji kupić wody po drodze. Śpieszę się kupić dodatkowo dwie butelki dwulitrowe. Razem 6 litrów + to, co dostaniemy podczas posiłków, wystarczy.
Pierwszy przystanek: cmentarz pociągów. Robi wrażenie za pierwszym razem, ale byłem tam już raz 7 lat temu, drugi raz przedwczoraj, kiedy robiliśmy naszą jednodniową wycieczkę po pustyni, i teraz trzeci raz. Nadal zabawne jest obserwować setki turystów podekscytowanych tym odkryciem.

Następnie jedziemy do małej wioski Colchani , gdzie też byłem przedwczoraj. Chociaż Colchani opisywane jest jako „malownicza” wioska, to moim zdaniem to przede wszystkim przystanek turystyczny z sklepikami z pamiątkami i małym muzeum pokazującym, jak wydobywa się sól. To tutaj jemy pierwszy posiłek w budynku z soli!

Potem wjeżdżamy w głąb solniska. Najpierw w bardzo suchą część, potem w zalany obszar. Nawet jeśli to mój trzeci raz, nie można się tym znudzić. To piękne, najpiękniejsze miejsce na Ziemi, jakie znam!


Spędzimy godziny na robieniu różnych zdjęć i filmów, bawiąc się perspektywą. Zachód słońca da nam wspaniałe kontrasty kolorów, to jest cudowne! Zabierzcie coś do okrycia, bo szybko robi się bardzo zimno. Ponieważ dużo padało w ostatnich 48 godzinach, jest jeszcze więcej wody niż 2 dni temu, ale to wciąż mniej imponujące niż to, co widzieliśmy 7 lat temu.










Docieramy do naszego hotelu w San Juan. Nie do końca rozumiałem, czy śpimy w hotelu z soli i miła niespodzianka, rzeczywiście tak! Hotel jest dość rustykalny, ale bardzo ładny. Wycieczka przewiduje nocleg w pokojach wieloosobowych, ale zapłaciłem dodatkowo za pokój prywatny. Mam więc prywatny pokój z toaletą i łazienką. I mam nawet mniej więcej ciepły prysznic, co jest miłe, żeby zmyć sól nagromadzoną w ciągu dnia. Czysty luksus!


Dzień 2
Ten drugi dzień jest szczególnie interesujący ze względu na różnorodność krajobrazów, które przemierzamy: pustynne obszary, laguny, lamy i flamingi w setkach.













Jemy lunch przy lagunie, na środku pustyni, kompletnie odludziu. Nie przeszkadza to, że jest tam hotspot Wi-Fi. Nie testowałem, ale wydaje mi się, że trzeba wrzucać monety, żeby uruchomić prąd i móc się połączyć, niesamowite 😀
Pod koniec dnia, gdy jechaliśmy do hotelu, Hiszpan zapytał przewodnika, jak nazywa się nasz hotel i szukał go na telefonie, nie bardzo rozumiem po co. Kilka chwil później samochód się zatrzymuje i wysadza naszego hiszpańskiego kolegę. Instynktownie pytam, czy kończy trasę pieszo i czy mogę mu towarzyszyć. Dwie minuty później jesteśmy sami, a samochód już daleko. Wtedy dowiaduję się, że jesteśmy 7 kilometrów od celu ahaha. Było trochę męcząco z powodu wysokości i wiatru w twarz, ale nie żałuję, to dodaje pikanterii przygodzie!
Śpimy w schronisku w Huayllajara. Tu też jest dość rustykalnie: sale wieloosobowe po 6 łóżek, prąd wyłączany o 22. Poza mną! Kto znowu ma prywatny pokój z gorącym prysznicem i prądem do woli (chyba, bo spałem już o 22 ^^).

Dzień 3
Pobudka bardzo wcześnie (5:00!). Hiszpański turysta ma dobry pomysł, żeby wyjść przed śniadaniem podziwiać gwiazdy. Naprawdę warto, bo coraz rzadziej można zobaczyć niebo bez zanieczyszczeń świetlnych, to jest piękne. Korzystam przez kilka minut, po czym szybko wracam, bo jest bardzo zimno!
Mamy lekkie opóźnienie z powodu awarii mechanicznej samochodu.
Jedziemy do Sol de Mañana, gdzie podziwiamy wschód słońca i aktywność gejzerów (wraz z zapachem zgniłych jaj). Jesteśmy na wysokości 5000 metrów nad poziomem morza.





Następnie kąpiemy się w naturalnie gorących źródłach termalnych o temperaturze 35°C. To regenerujące, bo pobudka była trudna i jest wyjątkowo zimno! Podziwiamy piękny widok na lagunę, a przez nią przechodzą lamy. Przepięknie!


Nadchodzi czas rozstania z częścią grupy – istnieje bowiem możliwość, że zostaniemy wysadzeni na granicy chilijskiej, skąd dalej udamy się do San Pedro de Atacama, które znajduje się tuż obok.
Trochę się waham, bo to bardzo ciekawy rejon, ale przypominam sobie, że Anh czeka na mnie w Uyuni.
Kolejna nieprzewidziana przeszkoda z powodu przebitej opony. Koło zapasowe jest zużyte do granic możliwości, co świadczy o tym, że to musi się zdarzać regularnie.

Zrobimy jeszcze kilka przystanków po drodze, ale reszta dnia jest poświęcona głównie na powrót do Uyuni!


