Jezioro Titicaca i Isla del Sol (Boliwia): odcięte od świata


La isla del Sol (Wyspa Słońca) jest uważana za kolebkę cywilizacji andyjskiej. Tylko to! Niektórzy twierdzą nawet, że zatopiona została tam Atlantyda. Będziemy wędrować z północy na południe wyspy, zwanej „Świętym Szlakiem Wieczności Słońca”. Ta wędrówka prowadzi przez 3 wioski: Cha’llapampa, Cha’lla i Yumani. Przy wejściu do każdej wioski należy zapłacić za prawo do odwiedzin w poszczególnych społecznościach (od 10$B do 15$B/osoba)
Część 1: Podróż
Część 2: Budżet

Część 1: Podróż

Wreszcie miejsce, w którym jesteśmy trochę odcięci od świata. Co oznacza: brak Wifi, brak TV, brak bankomatów, brak samochodów. To właśnie na Isla del Sol można naprawdę poczuć energię jeziora Titicaca i docenić jego piękno.
Położone na wysokości ponad 3800 m n.p.m. jezioro Titicaca jest najwyżej położonym żeglownym jeziorem na świecie. Jezioro jest ciekawe do zwiedzania zarówno po stronie boliwijskiej jak i peruwiańskiej. Po stronie boliwijskiej, Isla del Sol jest obowiązkowym punktem zwiedzania, ponieważ wyspa otwiera drzwi do innego świata.
Nawet jeśli wyspa posiada dobrą infrastrukturę turystyczną, pozostaje bardzo tradycyjna. Na tej wyspie, która składa się z inkaskich szlaków, zatoczek godnych greckiej wyspy i małych stanowisk archeologicznych, nie ma samochodów. Jedynym sposobem na jego zwiedzanie jest spacer.
Szczegółowy plan zamieściłem tutaj (kliknij na powiększenie).

Dzień 1:

Nasze bagaże są przechowywane w naszym hotelu w Copacabana (Wendy Mar, link do rezerwacji), wyruszamy tylko z niezbędnym minimum w małym plecaku i o 8:30 rano wsiadamy na łódź z Asociacion Union Marines, aby udać się na północ wyspy. Podróż jest długa (2 godziny), a jeszcze dłuższa z powodu awarii silnika. Na szczęście są dwa i kapitan może przełączać się z jednego silnika na drugi. Nie należy siadać obok silnika z powodu zapachu i dymu. Gdyby pogoda była lepsza, chętnie usiedlibyśmy na dachu.
Nawet jeśli północna część wyspy jest mniej turystyczna niż południowa, w ostatnim roku powstały nowe i bardzo nowoczesne hostele. Teraz możesz mieć pokój z prywatną łazienką, a nawet, najwyższy luksus, ciepłą wodę (nie śnij, ciepła woda nie istnieje w tym rejonie).
Gdy tylko docieram do wioski Cha’llapampa, natychmiast kupuję mate de coca (herbata z koki), aby się rozgrzać i uniknąć choroby górskiej. Pogoda jest dziś pochmurna, jest bardzo zimno, gdy nie idziemy na spacer. Najpierw odkrywamy małą plażę, na której obozowicze rozbijają swoje namioty, mam nadzieję, że nie będą im przeszkadzać świnie i krowy, które są hodowane na plaży.
Podążamy jedyną ścieżką prowadzącą na północ. Krajobrazy są wspaniałe! Z tymi drobnymi piaszczystymi plażami można by uwierzyć, że jest się na wyspie na środku oceanu.

Podchodzimy (a raczej wspinamy się, dysząc) do ruin Chicany. Opłata za wstęp wynosi 15$B/osoba, będziemy musieli zapłacić za wstęp 3 razy podczas naszego pobytu na wyspie, ponieważ każdy bilet finansuje społeczność. Po drodze bilet będzie kilkakrotnie sprawdzany.

Po 2 godzinach wspinaczki docieramy w końcu do ruin, gdzie na próżno szukam studni z wodą święconą. Miejscowy pokazuje mi dokładne miejsce (patrz zdjęcie powyżej) i wyjaśnia, że mogę go pić bez obaw, zostało to naukowo udowodnione. Inni boliwijscy turyści nie wahają się zanurzyć swojej butelki z wodą w studni i napełnić ją do pełna. Woda jest naprawdę czysta, widać przez butelkę, że nie ma w niej żadnych zanieczyszczeń. Dodaje mi odwagi, by wziąć łyk (nie mam potem problemów trawiennych).
Ruiny dają nam przedsmak Machu Picchu, które zobaczymy już wkrótce. To jest jak labirynt, nie możemy ogarnąć wzrokiem całego terenu, stropy są zawalone, ale drzwi jeszcze trochę trzymają. Przy okazji, uważaj na głowę, jeśli jesteś wysoki.
Po drodze widzimy dwa znaki na hospedaje i casa, ale oba są zamknięte. Nasze próby u sprzedawców pamiątek, aby zostać zakwaterowanym w ich domu, w tradycyjnym domu, zostały grzecznie odrzucone.
Wracamy do wioski, wciąż bez noclegu, a w żołądkach nic od śniadania. Jest już 13:00 (przyjechaliśmy o 10:00), zatrzymujemy się w pierwszej otwartej restauracji (o tej porze nie ma ich zbyt wiele). Menu jest standardowe: zupa z quinoa, pstrąg z plancha za 25$B/osoba. Wygłodzeni, stwierdzamy, że posiłek jest pyszny, podczas gdy dwaj Francuzi obok nas wyglądają na zdegustowanych.
Wszystkie hostele w Cha’llapampa są obok siebie i są bardzo zatłoczone, często widzimy po 6-7 osób na tarasie każdego hostelu, co nie zachęca nas do pozostania tutaj. Znów jedziemy drogą, tym razem na południe wyspy, z zamiarem przenocowania w wiosce Cha’lla, w samym środku wyspy.
Zaraz po wyjściu mamy wspaniały widok na całą wioskę Cha’llapampa, i to właśnie tam znajdujemy super urocze schronienie na krawędzi klifu.


Nazywa się Refugio Alejandro czy jakoś tak. Ale skoro zdecydowaliśmy się iść aż do Cha’lla, pojedziemy drogą powrotną.
Półtorej godziny i dwie góry później jesteśmy w Cha’lla. Wszystko wygląda trochę martwo. Spodziewamy się trochę więcej sklepów, ale pod koniec popołudnia wioska jest super spokojna. Trafiamy na hostal, który nam się podoba (zadbany ogród, posiłki serwowane na życzenie, architektura na poły tradycyjna, na poły nowoczesna), nazywa się Playa del Inca. Spodziewamy się zobaczyć ekspata witającego nas, ale nie, wita nas kobieta z dwoma długimi warkoczami do pasa i w typowym boliwijskim meloniku. 40$B/osoba, mówi nam. Natychmiast mówimy „tak”, po czym odkrywamy wygodny pokój z prywatną łazienką (i ciepłą wodą). Umawiamy się na kolację z pstrągiem a la plancha w menu.

Będzie to najlepszy pstrąg jakiego spróbujemy w jeziorze Titicaca, marynowany ziołami z ogrodu, doprawiony jak należy i z dużą ilością warzyw (rzadkość w Boliwii). W porównaniu z tym lepiej rozumiemy, dlaczego obiad był okropny dla dwóch Francuzów, których spotkaliśmy w restauracji. Po posiłku rozmawiamy trochę z właścicielami: ten hostel został odnowiony 6 lat temu, dużo zbudowali sami i używają jak najwięcej materiałów pochodzących z wyspy. Opowiedzieli nam również o trudnościach, jakie mają dzieci, które wychowały się na wyspie i mówią swoim dialektem, kiedy idą do szkoły lub do dużego miasta i nagle muszą mówić po hiszpańsku. To wszystko, moje hiszpańskie słownictwo zatrzymuje się w tym miejscu, nie mogłem popchnąć rozmowy dalej, ale jest już trochę bardziej rozwinięta niż to, co miałem do tej pory.

Na zdjęciu: piękna plaża w Cha’lla. Kemping jest możliwe, pozwolenie zapytać właściciela Playa del Inca, ponieważ z wyjątkiem tego hostalu, nie ma publicznej toalety.

Dzień 2:

Następnego dnia, po dobrym śniadaniu, o 10 rano wyruszamy do Yumani, ostatniej wioski do zwiedzenia na wyspie. Pogoda jest zaskakująco ładna, co uprzyjemnia spacer. Jesteśmy jedynymi turystami na drodze, inni wyruszyli wcześniej, lub jeszcze nie dotarli łodzią. Mamy do towarzystwa pasterzy, owce, świnie, osły i psy.
Oto wioska Cha’lla (północna strona) widziana z góry

Wioska i jej pasterze

Wioska Cha’lla (południowa strona) widziana z góry:

Po drodze uiszczamy opłaty za zwiedzanie Cha’lla (15$B) i ruszamy w drogę powrotną. W pewnym momencie przechodzimy na drugą stronę góry, nie jest to już brzeg boliwijski, który widzimy z daleka, ale peruwiański.

Zatrzymujemy się w restauracji przy drodze (uwaga na parkiet zrobiony z pni drzew), aby odzyskać siły, po czym rozpoczynamy bardzo przyjemny zjazd do portu Yumani (bilet do Yumani: 10$B). Hotel naprzeciwko: Palla Khasa, posiada pokoje z panoramicznym widokiem na jezioro.

Port Yumani:

Zaczyna się poszukiwanie hostelu w Yumani. Chcąc być obok portu (co okazuje się być bardzo dobrą decyzją), kierujemy się do najbardziej bling bling hotelu po lewej stronie portu, po czym zostajemy ostudzeni przez cenę (80$B/os z łazienką do podziału). Właściciel, bardzo miły, pokazuje nam hostel swojego sąsiada, Las Cabañas de Agua Dulce (link Booking), 50$B/osoba, prywatna łazienka. Od razu mówimy „tak”.

Nasz hostel jest najprostszy ze wszystkich tutaj, z adobe ścianami (przy okazji, można zobaczyć suszące się w ogrodzie cegły abode). W sumie 3 pokoje, oparte o niewielkie wzgórze z imponującym widokiem na cały port i ośnieżone szczyty. JB, zbyt zmęczony, ucina sobie małą drzemkę, podczas gdy ja piorę spodnie zabrudzone oślimi odchodami (tak, na tej wyspie masz 100% (złej) szansy na chodzenie po oślich odchodach). Woda jest letnia, ale i tak udaje mi się wziąć prysznic, pod warunkiem, że potem wygrzeję się na słońcu w ogrodzie.
Jest to doskonała okazja do obserwacji scen rodzinnych właściciela karczmy. Ubrania i pościel musi prać ręcznie w wiadrze. Ścieki są wykorzystywane do podlewania roślin i trawnika. Dzieci również korzystają z niej, aby się umyć, zimną wodą. Brrrrhhh… Tak czy inaczej, wszystko dzieje się w ogrodzie.
Jest godzina 15.00, setki turystów z Copacabany wspinają się po słynnych pochyłych schodach, z niemałym trudem. Ta droga jest bardzo ładna i zielona, z kilkoma ładnymi miradorami i hostalami, ale jest bardzo ciężka fizycznie. Z rozbawieniem obserwujemy turystów, którzy przyjeżdżają tu, na południe wyspy, z bardzo ciężkim plecakiem. Prawdopodobnie nie poprosili o informacje przed przyjazdem, w przeciwnym razie zostawiliby torbę w Copacabanie. Jeśli szukają miejsca na biwak, to również nie jest to odpowiednie miejsce, północna część wyspy jest bardziej odpowiednia.

O 17.00 nie ma już nikogo. Nawet turyści, którzy zostali, aby spać na wyspie, uciekają z portu i wolą spać na szczycie wzgórza pełnego hostali. Jesteśmy 6 turystami, którzy chcą spać w pobliżu portu. Widok jest przepiękny, zwłaszcza o zachodzie słońca (nie jesteśmy w dobrym kierunku, bo skręcamy na wschód), ale i tak widzimy ośnieżone szczyty czerwieniejące pod ostatnimi promieniami słońca.

Jemy w restauracji u podnóża wzgórza i oglądamy gwiazdy. Kilka włączonych świateł utrudnia trochę obserwacje gwiazd, ale dla mnie jest wystarczająco przyjemnie.
O 5 rano budzi nas chłód i szum deszczu. Staramy się przespać połowę drogi do 9 rano, zanim zjemy bardzo proste śniadanie w porcie. Tak się cieszymy, że spaliśmy obok portu, bo sądząc po rozczarowanych minach przeładowanych ludzi, którzy musieli schodzić z całego wzgórza po śliskich kamieniach usianych oślimi odchodami, nie mogło być łatwo.
Kasa biletowa jest zamknięta, ale obok sklepu z napojami kręci się facet z biletami w ręku, od razu go zauważamy i kupujemy od niego bilety za 25$B/osoba. Dlaczego nie usiadł po prostu przy kasie? Nie jesteśmy pewni.
Przestało padać i wróciliśmy do Copacabany, upchnięci w małej łódce bez kamizelki ratunkowej, duszeni przez zanieczyszczenia z silnika. Wracamy do twardej rzeczywistości!

Część 2: Budżet

  • Zakwaterowanie:
    • Playa del Inca w Cha’lla: 40$B/osoba – prywatna łazienka, 35$B/posiłek i 10$B/śniadanie
    • Las Cabañas Agua Dulce w Yumani: 50$B/osoba, prywatna łazienka – uwaga są 2 hostele Las Cabanas, nasz jest „Agua Dulce”, na lewo od portu, nie trzeba się dużo wspinać, aby do niego dotrzeć
  • Łódź:
    • Copacabana -> północna część wyspy: 25$B/osoba, odjazd o 8:30 i 13:30
    • Południe wyspy -> Copacabana: 25$B/osoba, odjazd o 10:30 i 15:30
  • Żywność:
    • Menu pomiędzy 25$B a 35$B za lunch (zupa quinoa + pstrąg)
    • Wieczór: danie od 15$B do 45$B
    • Wyciskany sok: od 10$B do 15$B
    • Śniadanie: od 10$B do 15$B
  • Odwiedziny :
    • 15$B do Cha’llapampa
    • B$15 do Cha’lla
    • 10$B w Yumani
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *