Moje ulubione rzeczy [sierpień 2024]: zakupy
Wykorzystuję nasz pobyt w Wietnamie i Francji, żeby zaopatrzyć się w moje ulubione produkty i przetestować nowości. Wszystko to nie zostało kupione w dwa tygodnie, ale przez prawie 10 miesięcy, co pozwoliło mi skorzystać z okazji. Moi rodzice i siostra mieli uprzejmość przyjmować i przechowywać paczki u siebie, dopóki nie wpadłam. Dziękuję!
Kosmetyki
Zaczynamy od kosmetyków. W pewnym wieku już nie gonię za nowościami i tylko dokupuję swoje ulubione perfumy. Używam trzech zapachów:
- Chance Eau Tendre od Chanel (różowa butelka; przeszłam z wody toaletowej na wodę perfumowaną i wolę wersję wodę perfumowaną; jest droższa, ale zużywa się jej mniej za każdym razem)
- Un jardin après la mousson od Hermès
- Une Nuit magnétique od The Different Company.
Un jardin après la mousson od Hermès idealnie sprawdza się w czasie upałów – ma się wrażenie, że czuje się świeżość deszczu, gdy się go używa; to zapach po deszczu w Azji, dokładnie tak jak wskazuje nazwa. Sztuczka, gdy nie chce się wydawać zbyt dużo na te perfumy, to wybór formatu 30 ml, który jest dostępny tylko w Hermès (nie u resellerów).

Następnie, jeśli chodzi o Une Nuit magnétique, pewnego dnia otrzymałam dziwny e-mail z dziwnego adresu, zapowiadający ekskluzywną wyprzedaż -50% na wybrane perfumy The Different Company. E-mail okazał się autentyczny, ponieważ marka potwierdziła ponownie wyprzedaż. Skorzystałam z okazji, bo taka cena była wyjątkowa. Długo się wahałam, czy nie wziąć też zapasu 100 ml, ale trzeba przyznać, że te niszowe perfumy są tak skoncentrowane, że zużycie 50 ml zajęło mi kilka lat, więc 100 ml + zapas to byłoby na całe życie.
Opakowanie perfum 100 ml różni się od 50 ml – jest aksamitny woreczek i lejek do przelewania zapasu. Perfumy nadal pachną bosko. Ciekawostka: The Different Company poprosiło Christine Nagel, która nie była jeszcze nosem w Hermès, o stworzenie najlepszych perfum, jakie tylko potrafi, bez ograniczeń kosztów, czasu i składników. Efekt jest absolutnie niesamowity. Odkryłam je podczas testu „bez opakowania, bez nazwy” w Jovoy Paris i gorąco polecam wam zrobienie tam tego doświadczenia.




Le Rouge G od Guerlain: Guerlain w mojej głowie to marka nieco staroświecka i w ogóle się nią nie interesowałam, dopóki nie natknęłam się na wideo na Instagramie zrobione przez jej projektanta: Lorenza Bäumera. Uznałam ten przedmiot za tak pomysłowy, tak niesamowity, że sprawiłam sobie egzemplarz.
Trzeba kupić etui + wkład. Wybrałam starsze srebrne etui, bo nowe są złote i nie wydają mi się niezwykłe. Można mieć wiele wkładów i tylko jedno etui, jeśli się chce, bo każdy wkład ma własną nakrętkę. Więc na wyjście wkłada się ten, który się chce. Przedmiot jest ciężki i składa się z dwóch małych lusterek, ale jest przepiękny! Gdy tylko wyciąga się szminkę, lusterko otwiera się automatycznie za pomocą sprężyny. Mechanizm prosty, ale skuteczny. Trochę ciężki, ale tak luksusowy.



Nie wiem, jaka jest szminka i mam to gdzieś, bo chcę ten przedmiot. Niestety aksamit przyciąga kocie włosy! Nie zrujnowałam się, bo wszystko kupiłam na Vinted – liczcie 32 euro za całość vs 75 euro w sklepie.

Ubrania
Po wielkim błędzie włożyłam szalik pashmina kupiony w Dubaju do suszarki (byłam chora, nie uważałam) i zrobił się tak mały jak chusteczka (przesadzam). Chciałam go zastąpić wikunią w Peru , ale widząc cenę 1000 dolarów, szybko zmieniłam zdanie. Na szczęście wypatrzyłam szalik z pashminy marki Princesse Moghole, nowy i w połowie ceny na Vinted. Skorzystałam z okazji.
Ten szalik jest tkany gęściej niż ten z Dubaju, to splot diamentowy, więc używa się więcej wełny. Jest bardzo ciepły, lekki (100 g) i uuwielbiam go! Szkoda by mi było płacić pełną cenę, ale za połowę – ujdzie.


Uwielbiam Vinted, znajduję tam świetne okazje. Kupuję ubrania prawie wyłącznie na Vinted, bo celuję w stare kolekcje (lepsza jakość, mniejsze rozmiary). Ludzie kupują tyle rzeczy, z których nie korzystają, że można znaleźć mnóstwo prawie nowych ubrań w niskich cenach. Na przykład ta mała sukienka „Comptoir des cotonniers” z wełny i bawełny, ze starej kolekcji. 12 euro.

Znalazłam nawet panią, która ręcznie robi na drutach swetry z najlepszych wełn. Kupiłam od niej kamizelkę z mohairu (100% mohair), żeby zastąpić moją wełnianą kamizelkę, która całkiem się skurczyła. I jestem mile zaskoczona – jest miękka, nie drapie i grzeje. Ta kamizelka wymagała 9 motków włóczki. Wiecie, motki sprzedawane dziewiarzom często mają lepszy skład niż chemiczna wełna (akryl), którą sprzedaje się w sklepach. Pani robi na drutach dla przyjemności, bo nie zarabia dużo na sprzedaży tych kamizelek, około 65 euro. Dodatkowo przyjmuje zamówienia na miarę, więc nie wahajcie się. Oto jej Vinted: https://www.vinted.fr/member/13666658-patriciamangon

Mówiąc o rzeczach na miarę, kilka lat temu kupiłam jedwabną koszulę nocną u tego wietnamskiego dostawcy i kiedy koszula się podarła, źle spałam przez bardzo długi czas… nie mogłam już wytrzymać i skontaktowałam się z nimi, żeby zrobili mi dwie kolejne. Tyle że mieli tylko biały jedwab, więc czekałam, aż pojawią się nowe kolory i zamówiłam dwie koszule. To najlepsze na świecie. Noszę je cały czas i piorę ręcznie, żeby dłużej służyły.
Nawet w Wietnamie prawdziwy jedwab tradycyjny jest rzadkością i dostawcy rzucają się na niego, wszystko znika bardzo szybko. Bardzo trudno znaleźć prawdziwy jedwab dobrej jakości. Te koszulki nocne kosztowały mnie tylko 50 euro za sztukę (wietnamskie ceny). Tak bardzo uwielbiam ich jedwab, że zamówiłem dwie poszewki na poduszki, jedną dla siebie, a jedną dla mamy. Kiedy używa się prawdziwego jedwabiu (do tego tkanego ręcznie), nie ma zjawiska elektrostatycznego i traci się mniej włosów. Ryzyko polega na tym, że można się uzależnić i nosić tylko jedwab ahahha.
Ponieważ podarowali mi dwie gumki do włosów, mogłam też zauważyć, że kiedy używam jedwabnej, a potem ją zdejmuję, żaden włos nie zostaje z nią wyrwany, podczas gdy inne bawełniane zawsze wyrywają mi 4 lub 5 włosów. Oto ich Instagram: https://www.instagram.com/lualang

U mojego innego ulubionego dostawcy https://www.facebook.com/aochanbong, połączyłem projekt dwóch ich kreacji, aby stworzyć tę lnianą sukienkę, haftowaną ręcznie. Motyw haftu jest trójwymiarowy i wymaga dwóch igieł. Tak bardzo spodobał im się mój mały projekt, że teraz proponują go innym klientom.

Biżuteria i galanteria skórzana
To nie nowość, ale JB podarował mi pierścionek z brylantem, którego projekt zaprojektowałam i wybrałam diament sama. Mówiłam wam o tym tutaj.
Jeśli chodzi o galanterię skórzaną, znowu spędziłam długie godziny u mojego mistrza i zrobiłam całkowicie samodzielnie w domu moją drugą skórzaną torbę.

Książki
Przechodząc teraz do książek. Niestety dla mojego konta bankowego interesuję się książkami dla bibliofilów i wydaniami specjalnymi od niedawna.
Uwielbiałam Filary Ziemi Kena Folletta i kiedy wydali wersję graficzną (tylko po francusku, jak sądzę, ale jakie to szczęście!), nie tylko kupiłam e-booka, ale też kupiłam wersję czarno-białą w wydaniu specjalnym. Jest znacznie większa niż zwykły komiks i zawiera bonusy, których specjalna wersja Fnac nie ma.

Bardzo lubię też wersję kolorową, ale wersja czarno-biała pozwala lepiej docenić kreskę. Papier jest też lepszej jakości. Bardzo mi się podoba! Planowane jest łącznie 6 tomów. Mam nadzieję, że nie wypuszczą specjalnej wersji dla wszystkich 6 tomów, bo to mnie zrujnuje (35 euro za specjalny album) ahahah.



Zainteresowałam się wydaniami „Limited Editions Club”, klubem książkowym bardzo, bardzo dobrze zrobionym w latach 30. w Stanach Zjednoczonych. Wszystkie książki są ilustrowane, a szef (George Macy) zawsze starał się mieć element związany z autorem (francuski papier, francuski ilustrator, gdy chodzi o Prousta, rosyjski drukarz dla rosyjskiej powieści itd.). Niestety, jest bardzo mało informacji o tym klubie książkowym. Są tylko 2 książki, które o nim mówią, i musiałam sprowadzić jedną z tych książek ze Stanów Zjednoczonych, oczywiście rujnując się. Księgarz ostrzegł mnie, że to wielka księga, i byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam jej rozmiar: tak duża jak komiks.

To książka o pięknych książkach, więc sama książka jest bardzo zadbana (nie będąc fine press też): czcionka, układ, papier, oprawa… bardzo mi się podoba! i to radość dowiedzieć się więcej o fine press, jak każda książka została zaprojektowana, dostarczona. The Limited Editions Club jest bardzo znany z zapraszania Matisse’a i Picassa do ilustrowania ich książek. Mają też książkę z dedykacją prawdziwej Alice z powieści Lewisa Carrolla + Fahrenheit 451, którego oprawa podobno nie ma się palić. Krótko mówiąc, dużo kreatywności. Dla bibliofilów Limited Editions Club jest tańszy niż Folio Society, oferując jednocześnie znacznie wyższą jakość. Te książki zostały wydrukowane na prasie, ilustracje drukowane ręcznie, przed erą komputerów. Współczesne odpowiedniki tych książek kosztowałyby dziś 600-800 dolarów nowych, podczas gdy LEC często jest sprzedawane w cenie od 30 do 100 dolarów.
Udało mi się zdobyć 3 książki The Limited Editions Club :
- Swann’s Way (W stronę Swanna) Marcela Prousta: ta książka interesuje mnie tylko ze względu na ilustracje i dlatego, że tkanina użyta do oprawy ma dokładnie ten sam wzór co ściana w sypialni Marcela Prousta. Rozstanę się z nią po przeczytaniu.
- The innocents abroad Marka Twaina: ilustracje są drukowane starą techniką, czyli jeden kolor na raz, to bardzo ładne. To rodzaj dziennika podróży przed swoim czasem, bardzo zabawny, a układ jest wyjątkowy, jak to potrafią dobre prasy. Rozstanę się z nią po przeczytaniu.
- Gone with the wind (Przeminęło z wiatrem): powieść została „cancelled” w ostatnich latach za użycie „N-word” i pro-niewolniczą wizję, ale trzeba ją umieścić w kontekście historycznym. Ilustracje są bardzo, bardzo piękne i liczne, papier jest ładny, układ ułatwia czytanie. Niestety, wybrałam tanią wersję, więc będę musiała sama przerobić oprawę. Rozstanę się z nią po przeczytaniu.
Aby dowiedzieć się, jak otrzymuję paczki ze Stanów Zjednoczonych, zobacz mój artykuł tutaj.


Mówiąc o pięknych książkach, sprawiłam sobie „Folwark zwierzęcy” George’a Orwella, wydanie Suntup. To jedna z niewielu książek dla bibliofilów, które kupuję, płacąc cenę pierwotną (195 dolarów, ehem…). Sprzedawca dodatkowo podarował mi ochronę obwoluty, cenioną przez Amerykanów, bardzo mi się ten pomysł podoba!
Książka jest naprawdę bardzo ładna. Szkoda, że nie jestem bogata, aby kupić wszystkie wersje „Numbered” Suntup, oni mają wizję pięknej książki, która bardzo odpowiada mojej. Wersja „artist” Folwarku zwierzęcego (ta, którą mam) jest najtańsza, więc oprawa jest owszem staranna, ale pozostaje przemysłowa. Kupiłam tę książkę, ponieważ druk wciąż odbywa się jak za dawnych dobrych czasów, z metalowymi czcionkami i używa się prasy do „prasowania” czcionek wypełnionych atramentem na papier. Papier musi być gruby i dobrej jakości, aby się nie podarł. Jest też ekskluzywne wprowadzenie napisane przez syna George’a Orwella, Richarda Blaira, do tego wydania.


Moja kolekcja z serii La Pléiade jest kompletna. To oficjalne, moja ulubiona powieść to „W poszukiwaniu straconego czasu” i przeczytam ją jeszcze kilka razy. Mam już wersję „czysty tekst” z La Pléiade, sprawiłam sobie wersję z przypisami i szkicami, którą nazywam „notatki na kilogramy”. Szkice niezbyt mnie interesują, poza fragmentem o sucharze i spotkaniu z pokojówką pani de Putbus (które nie zostały zachowane w powieści). Więc moja kolekcja składa się z 6 tomów Prousta & 1 Voltaire’a. Myślę, że wystarczy, chyba że wydadzą 2 tomy Tolkiena 😀
Wszystko to zostało kupione z drugiej ręki – bo ludzie nie kupują Pléiadów do czytania, to powszechnie wiadomo – z wyjątkiem tomu 3, którego nie można było dostać używanego, a który miałam ogromną przyjemność kupić bezpośrednio w księgarni Gallimarda. Więc 4 tomy Prousta kosztowały mnie 200 euro (zamiast 300 euro), a Voltaire 20 euro, chyba. Bardziej ekonomicznie jest kupować tom tu i tam od osób prywatnych na leboncoin czy vinted, niż kupować nowy komplet w Gallimardzie.

To książki, które nazwałabym „luksusowymi książkami kieszonkowymi”. Niekoniecznie dla bibliofilów, ale ładniejsze niż przeciętne, z oprawą bradel, niezbyt wytrzymałą, ale błyszczącą na półce.
W księgarni Gallimarda Pléiady są niedostępne i schowane za ladą. Trzeba o nie poprosić, gdy chce się je kupić. A ja dodatkowo wyszłam (wstyd mi, bo nie umiałam się oprzeć) z torbą, która wygląda jak książka NRF. Ahhhhhhh


Musiałam kupić książki niedostępne w formie e-booka, a mianowicie:
- Oprawa techniczna i rygor (najlepsza książka o oprawie, tę zostawiam). Ponieważ jest rzadka, ceny są szalone, ale z wielką cierpliwością znalazłam egzemplarz za 160 euro na Amazonie, zamiast 300 euro.
- Oprawa bradel (też zostawiam)
- Ilustrować Prousta (2 książki na ten temat), sprzedam je po przeczytaniu.
- Proust widzący: wyjątkowa książka! Sprzedam ją po przeczytaniu.
- Pop-up manuel élémentaire Anne Goy i Nadii Corazzini. Wyprzedana, musiałam przeszukać cały internet, żeby znaleźć egzemplarz w małej belgijskiej księgarni. Książki pop-up to kolejna miłość mojego życia. Tę zostawiam.
- i mnóstwo wietnamskich książek





Żeby sfinansować te wszystkie zakupy, musiałam pracować (normalnie!) i sprzedać sporo rzeczy na Vinted, cieszę się.
Poza kilkoma wyjątkami i Pléiadami, te książki zostaną sprzedane po przeczytaniu, więc jeśli jakieś książki Was interesują, nie wahajcie się ich zarezerwować. Skończę czytanie pod koniec września, myślę.

