Carnets de voyage,  Istanbul,  TDM,  Turquie

Stambuł (Turcja) w 2024: Wielki Bazar i dzielnica Tiphane

Novotel Bosphorus

Po kilku dniach spędzonych po stronie „Błękitnego Meczetu”, przechodzimy przez most i spędzamy kilka dni w dzielnicy Tiphane, którą dobrze znamy, bo za każdym razem, gdy jedziemy do Stambułu, wynajmujemy Airbnb maksymalnie 15 minut od tej dzielnicy. Ponieważ tym razem zostajemy tylko kilka dni, JB rezerwuje dla nas Novotel Bosphorus (link do Bookingu). Przede wszystkim dlatego, że mamy mile Accor, ale też dlatego, że JB jest zawsze Gold i możemy ewentualnie dostać upgrade, a także dlatego, że hotel ma bardzo ładne spa. Wahaliśmy się między Novotelem a Marriottem (JB zawsze ma swoje mile z American Express), ale Marriott jest dwa razy droższy.

Planujemy przejechać trasę Błękitny Meczet – Novotel Uberem, ale żaden kierowca nie przyjmuje kursu, bo to się nie opłaca, trasa trwa ledwie 15 minut, nie chcą tego. Ciągniemy walizki do najbliższego tramwaju. Na szczęście po tej stronie jest raczej płasko, nie jak w dzielnicy Galata na przykład. O 11 w poniedziałek jest mniej ludzi, nikomu nie przeszkadzamy z naszymi walizkami, tym lepiej!

Dzięki statusowi Gold dostajemy pokój od razu (early check-in) i jesteśmy upgradowani o kategorię z widokiem na wieżę Galata. Do tego dochodzą zwykłe korzyści: darmowy deser w pokoju, dwa napoje powitalne i późne wymeldowanie na życzenie.

Od razu zwiedzamy spa hotelu: części dla mężczyzn i kobiet są oddzielone. Każda część jest wyposażona w saunę i łaźnię parową. Następnie basen jest wspólny. Turecki hammam jest niezwykle piękny, ale jest płatny. Można go zarezerwować dla siebie, rezerwując „turecki hammam”, niezależnie od liczby osób. Jest sala VIP dla tych, którzy wybierają zabiegi VIP (od 200 euro), z bardzo, bardzo uroczym małym tureckim hammamem VIP.

Jestem błyskotliwa, ale nie do tego stopnia. Mój ulubiony turecki hammam, również cały z marmuru, jest 3 minuty stąd, więc wolę tam pójść, niż rezerwować ten w hotelu.

Restauracja Archer na parterze jest praktyczna i dobra. Restauracja na dachu znajduje się w przewodniku Michelin, nigdy jej nie testowaliśmy. JB przetestował śniadanie i nie był pod wrażeniem.

Myślałam, że Novotel i Marriott wychodzą na Bosfor, ale jest budynek oddzielający te hotele od morza i tylko najwyższe piętra mają widok na ocean z okna.

W Marriott

Następnie wchodzimy na promenadę i odkrywamy, że tylko hotel The Peninsula ma bezpośredni widok na morze i nawet prywatyzuje część promenady. Oczywiście poszliśmy do The Peninsula na zwiady i zrobić zdjęcia 😀 To hotel, który kosztuje minimalną krajową/noc, więc oczywiście…

Pobyt w Novotelu to rodzaj zasłużonych „miniwakacji”. Codziennie chodzimy do spa i sauna dobrze robi, moja skóra jest gładsza, krążenie krwi jest lepsze. Szczerze, chciałabym być w kraju, gdzie mam dostęp do sauny codziennie jak tutaj.

Sąsiednia ulica jest pełna restauracji. Kiedyś te restauracje były dość drogie w porównaniu z innymi lokalnymi restauracjami, ale nie mogły podnosić cen w nieskończoność, musiały pozostać przystępne, bo klientela pozostała lokalna. Tak więc te restauracje, niegdyś bardzo drogie, stały się bardziej przystępne niż te w pobliżu Błękitnego Meczetu i można dobrze zjeść za 13 euro od osoby (ceny hiszpańskie, zamiast paryskich).

Podczas gdy JB idzie do swojej ulubionej dentystki, ja pozwalam sobie na turecki hammam w Kılıç Ali Paşa Hamam. Ten hammam jest cały z marmuru i odkąd go odkryłam, nie chce mi się szukać innych, bo bardzo mi odpowiada tutejsza obsługa.

Za 61 euro (cena dla stałych klientów takich jak ja, 73 euro dla nowych) mam peeling & mycie & szampon. Przed inflacją ten sam zabieg kosztował tylko 35 euro. Ten super piękny hammam niedaleko Hagia Sophia kosztuje teraz ponad 100 euro, wyobrażasz sobie !!! To za drogo. Po 5 latach odkrywam, że hammam oferuje darmową herbatę na koniec zabiegu, ale nigdy o tym nie wiedziałam, więc po tureckim hammamie zwykle od razu wracałam do domu ahaha.

Jeśli chodzi o JB, on też pójdzie do Kılıç Ali Paşa Hamam, a potem do bardziej lokalnego hammamu, skąpi, gdzie może dostać peeling i masaż za mniej niż 25 euro. Ponieważ nie wiemy, kiedy wrócimy do Stambułu, staramy się maksymalnie korzystać z tureckiego hammamu, który bardzo różni się od marokańskiego.

Wielki Bazar

Zbieramy się, żeby pójść na Wielki Bazar. Próbuję znaleźć ręcznie robiony srebrny pierścionek dla mojego szwagra, ale nie mogę. Są tylko przemysłowe wzory albo stare pierścionki z wygrawerowanymi talizmanami.

Mam ochotę kupić sobie coś, ale nie wiem dokładnie co.

Tak mi się przydarzyło, że pomyślałam, że dobrze byłoby kupić srebrny kubek. Właściwie byłam chora w Sofii i pomyślałam, że gdybym miała srebrną łyżkę, mogłabym wyzdrowieć szybciej (zgodnie z wietnamską metodą, która wymaga absolutnie srebrnej łyżki). A skoro łyżka, to i kubek, bo kupowanie samej łyżki do tego nie ma sensu, czemu nie kubek, który będzie pasował do łyżki? ahaha Srebro zawsze było uważane za narzędzie uzdrawiające w tradycyjnej medycynie wietnamskiej. Posiadanie srebrnej miski lub kubka wytworzy jony srebra w mojej herbacie, sposób na zapobieganie zdrowiu (wszyscy, którzy robili kurację srebrem koloidalnym, wiedzą, o czym mówię). Spędziłam długie chwile na stronie aukcyjnej, zanim zdałam sobie sprawę, że srebro używane przed 1925 rokiem w sztućcach mogło zawierać ołów, więc jest toksyczne. Że srebro sterling nie było takie czyste (92,5% srebra) i wchłanianie jonów miedzi (7,5%) nie było do końca moim celem. Tak więc po długich badaniach doszłam do wniosku, że potrzebuję czystego srebra (99,9%).

Wpisałam „silver”, żeby znaleźć sklepy sprzedające srebro na Wielkim Bazarze i głównie widziałam hurtowników biżuterii srebrnej. Dopiero w części „Antykwariaty” zobaczyłam sklep pełen srebrnych zastaw stołowych, nowych!.

Pytam i dowiaduję się, że to srebro sterling (92,5%). Cena jest ustalana na podstawie wagi i w zależności od metody produkcji (ręcznej lub maszynowej), cena za gram będzie się różnić. Proponują mi przemysłową szklankę ze srebra sterling (105g) za 250 euro, a drugą ręcznie robioną za 300 euro. Obie szklanki są zbyt proste. Szczerze mówiąc, gdybym była zmotywowana, mogłabym zrobić podobną szklankę z 2 spawami sama. Więc myślę, że może zasługuję na bardziej zdobioną, czystszą, cięższą szklankę (celuję w 250g-300g)… a kupienie jej w Wietnamie będzie mnie kosztować mniej. Ciąg dalszy nastąpi…

Natomiast u antykwariuszy znalazłam stary zegarek. Mój Tissot jest martwy, bo zabrałam go na e-foiling. Zawsze boję się trafić na nawiedzony przedmiot u antykwariuszy, więc kupuję tego typu produkty zawsze z dużą ostrożnością. Sprzedawczyni mówi mi, że to zegarek całkiem nowy, pochodzący z lat 60. Uff. Jest mechaniczny, to znaczy trzeba go nakręcać codziennie. Tak bardzo nie jestem przyzwyczajona do mechanicznych zegarków (to mój pierwszy!), że następnego dnia, kiedy już w ogóle nie działał, JB odkrył, że nie umiałam go poprawnie nakręcić. Wykonywanie tego mechanicznego gestu każdego ranka jest tak archaiczne, ale bardzo mi się to podoba… To jak chwila dla siebie, żeby docenić upływający czas.

Jest jeszcze jeden zegarek, który bardzo mi się podoba, sekundnik ma kształt konia i kiedy koń przemierza tarczę, odsłania podpis byłego tureckiego prezydenta. To był zegarek stworzony dla jego partii politycznej i uważam, że to genialny pomysł! Ale JB uważa, że jest zbyt złoty, zbyt krzykliwy, więc go nie kupiliśmy.

U jubilerów jest mnóstwo krzykliwej biżuterii, ale to mi się nie podoba, bo to tylko złoto 14k. Lubię nosić minimum 18k, najlepiej 24k. To może mój odruch uczennicy jubilerstwa. Im czystsze złoto, tym jest bardziej plastyczne. Ponieważ nie mam zbyt silnych rąk, lubię, gdy metal stawia mi niewielki opór. Podoba mi się również pomysł, że mogę przetopić swoją biżuterię, gdy się nią znudzę, i stworzyć nową. A w przypadku złota 24k jest to lepsze.

W każdym razie czuję się jak ryba w wodzie. Uwielbiam oglądać projekty i zastanawiać się, jak bym je zrobiła, gdybym musiała je stworzyć sama, czy ten czy tamten pierścionek był trudny do wykonania; czy ten czy tamten kamień był podgrzewany. A Wielki Bazar zdecydowanie jest stworzony do gapienia się w witryny!

Jest część, która bardzo mi się podoba, a mianowicie część z futrami. Jestem zmarźluchem, więc miałam mały płaszcz z króliczego futra (do noszenia, gdy w Paryżu było -2°), który niestety musiałam sprzedać. Mają bardzo ładną kolekcję na Wielkim Bazarze, ale sprzedawcy wyglądają na takich, którym brakuje klientów, więc nie okazuję żadnego zainteresowania, bo inaczej rzucą się na mnie.

Jest mnóstwo podrabianych toreb. I widać, że są podrobione, bo są zbyt źle zrobione. Nie mają ani odpowiedniego rozmiaru, ani odpowiedniej skóry, ani odpowiedniego koloru… Są sprzedawane otwarcie, na oczach wszystkich. To nie jest jak w Dubaju, gdzie sprzedawcy muszą dyskretnie zaczepiać klientów. W Stambule zobaczysz wiele zakwefionych kobiet z podrobionymi szalikami Louis Vuitton, Dior, Gucci… wiadomo, skąd one są.

Kończymy nasz spacer, udając się na Bazar Przypraw. To mały budynek w dobrej lokalizacji i zawsze zatłoczony. To tam sprzedano mi fałszywy szafran. Nie wiedziałam, jak wygląda prawdziwy szafran, więc dałam się nabrać, ale już nigdy więcej!

Kiedy już się używało prawdziwego szafranu, myślę, że można rozpoznać prawdziwy po samym zapachu, ponieważ fałszywy ma nieco nieprzyjemny zapach, nie tak delikatny jak prawdziwy. Od tego czasu udało mi się zdobyć szafran z Iranu i z Maroka i uważam, że ten z Iranu jest dłuższy i ma bardziej czerwony kolor niż ten z Maroka. Mogliśmy nawet kupić szafran z Afganistanu podczas wystawy światowej w Dubaju.

Dni mijają zbyt szybko i już czas opuścić Stambuł i jechać do Aten. Za bardzo boimy się, że nie znajdziemy Ubera jak ostatnio, więc wybieramy prywatną usługę, która kursuje na trasie Stambuł – lotnisko. Jest to jednak 45 minut drogi. Cena to 35 euro, ale za dodatkowe 5 euro możemy wynająć bardzo przestronnego vana.

JB każe nam czekać w lounge na lotnisku (IPA), najgorszym w naszym życiu… gdzie prawie nie ma wolnych miejsc, a talerze nie są nawet sprzątane. Na szczęście ten lounge był wliczony w nasz Priority Pass, bo niektórzy zapłacili za to 100$!!! Krótko mówiąc, odradzam.

Możliwość komentowania Stambuł (Turcja) w 2024: Wielki Bazar i dzielnica Tiphane została wyłączona