Moje Hity Tego Miesiąca – [Sierpień 2025] – Iluminacja, Charyzma, DIY, A Dream within a dream
Spędziłam cały miesiąc w Île-de-France, pilnując kotów znajomych podczas ich wakacji, więc miałam sporo różnych zajęć.
Iluminacja
Nie wiem, czy kiedykolwiek wspominałam wam o mojej obsesji na punkcie iluminacji, ale trwa ona już kilka lat.
Od kilku lat chciałam się kształcić w iluminacji, ale dopiero w tym roku udało mi się być w Paryżu w odpowiednim momencie i zapisać na warsztaty iluminacji u Florence Aseult. Kilka uczestniczek powiedziało, że iluminacja stała się ich obsesją, a ja zrozumiałam dlaczego dopiero, gdy sama ją praktykowałam. To pierwszy raz, kiedy widzę, że w rzemiośle istnieje powtarzalne zadanie trwające kilka godzin (nakładanie farby w kilku cienkich warstwach); a ponieważ nie wymaga ono dużo myślenia, wchodzi się w stan „flow” porównywalny z medytacją. Odcinasz się od świata zewnętrznego, zostajesz sam na sam ze sobą i to jest niesamowicie relaksujące. Kiedy pierwszego dnia zobaczyłam temat (smoka), pomyślałam, że nigdy mi się to nie uda w 2 dni. Pod koniec pierwszego dnia wróciłam do domu bardzo zagubiona i pełna wątpliwości, bo efekt był naprawdę kiepski i nawet nie wiem, gdzie popełniłam błąd, bo wydawało mi się, że mniej więcej trzymałam się wskazówek. Na szczęście drugiego dnia, kiedy zaczęliśmy dodawać cieniowanie, mój rysunek w końcu zaczął przypominać coś konkretnego. Jestem z siebie całkiem dumna, nawet jeśli efekt nie ma NIC wspólnego z oryginalnym wzorem.
Są osoby, które robią iluminację po raz pierwszy i radzą sobie 10 razy lepiej niż ja. Wierzę w wrodzony talent, ale także w pracę i wytrwałość. Po tych warsztatach iluminacji doszłam do wniosku, że nie mogłabym rozważać zmiany zawodu na rzemiosło. Głównym powodem jest moja brak zręczności. Wiem, że można to ćwiczyć, ale mogłam porównać swoją zręczność ze zręcznością innych osób podczas wielu warsztatów i zajęć. Osoba z gorszą zręcznością, taka jak ja, zamiast 10 000 godzin na opanowanie sztuki, może potrzebować np. 15 000 godzin. Podczas gdy wrodzony talent mógłby skrócić ten czas do 8 000 godzin.
Mówię z doświadczenia: będąc naturalnie uzdolniona muzycznie, mogłam na własnej skórze przekonać się, jaką przewagę dają wrodzone zdolności. Liczba godzin treningu, które zaoszczędziłam w porównaniu z kolegami z konserwatorium, jest oszałamiająca.
Paradoksalnie często pociągają nas dziedziny, w których radzimy sobie najmniej, bo te, w których odnosimy naturalne sukcesy, wydają nam się pozbawione wyzwań. Nasze talenty często nam umykają właśnie dlatego, że przychodzą nam bez wysiłku. Naiwnie zakładamy, że każdy opanowuje równie łatwo to, co dla nas jest oczywiste. Dlatego spojrzenie z zewnątrz – nauczycieli, współpracowników, menedżerów – jest tak cenne: ujawnia te łatwości, których my już nie potrafimy dostrzec.
Anegdota o Jeffie Bezosie doskonale ilustruje tę rzeczywistość: na Princeton on i jego współlokator spędzili trzy godziny, męcząc się nad problemem matematycznym. Wyczerpani i zniechęceni poszli do Yasanthy, ich lankijskiego kolegi. Ten rozwiązał w kilka minut to, co im zajęło godziny bez skutku. Bezos zrozumiał wtedy, że nigdy nie będzie mógł rywalizować z prawdziwymi naturalnymi talentami w fizyce teoretycznej. Zamiast upierać się na ścieżce, gdzie zawsze miałby trudności w obliczu geniuszy takich jak Yasantha, miał mądrość, by przekierować się na informatykę i inżynierię – dziedziny, w których jego naturalne zdolności mogły się w pełni wyrazić. Ta decyzja doprowadziła go do stworzenia Amazona. Wyobraźcie sobie, gdyby uparł się na fizykę z dumy: zamiast rewolucjonizować światowy handel, prawdopodobnie prowadziłby mozolną karierę akademicką, zawsze pozostając w tyle za prawdziwymi cudami.
Będę kontynuować te rzemieślnicze praktyki dla przyjemności, jaką dają, i niezależności, jaką oferują. Uwalniają mnie od dyktatu rynku i mód, pozwalając materializować moje własne twórcze pragnienia. Ale moim priorytetem będzie teraz znalezienie dziedziny, w której jestem naturalnie dobra i która mnie pasjonuje.
Lucy Boucher
Podczas targów książki rzadkiej w Paryżu w 2023 rokunatknęłam się na ilustrację artystki Lucy Boucher. Chciałam ją kupić, ale powiedziano mi, że służy do dekoracji stoiska i trzeba kupić całą książkę (chyba 1000€), żeby ją dostać. Mam skłonność do wymyślania wyzwań, gdy słyszę „nie” i chyba od tego momentu rozwinęła się u mnie obsesja na punkcie iluminacji.

W końcu udało mi się zdobyć ilustrację Lucy Boucher po dwóch latach poszukiwań i alertów na stronach aukcyjnych. To nie ta sama co na targach, ale inna, podobna. Ten styl to nie jest iluminacja, ale forma nowoczesnej iluminacji. Artyści, którzy się tym zajmują, nazywani są „malarzami miniaturowymi”. Zamiast robić pojedynczy egzemplarz jak w iluminacji średniowiecznej, używa się szablonów do reprodukcji ilustracji w nakładzie do 1000 egzemplarzy. Ale to wcale nie jest łatwe. To bardzo manualna praca. Pigmenty nakłada się za pomocą szablonów cynkowych. Trzeba od 20 do 80 przejść dla jednego rysunku. Znalazłam tę za 25 euro na Vinted (okazja!). Tego rodzaju ilustracje znajdziecie w książkach artystycznych, książkach dla bibliofilów wydanych w latach 60. Niektóre są podpisane i dołączane do książki; inne są wycinane z książek, jak w przypadku mojej ilustracji. W każdym razie kolory są bardzo żywe, a ilustracje często złocone (złotym proszkiem).
Torebki nano
W kaletnictwie zrozumiałam, że trzeba bezustannie powtarzać te same gesty, żeby się doskonalić. Dlatego robię mikro-torebki. Marnuję mniej skóry, a przy tym wykonuję wszystkie elementy torebki. Wydaje mi się, że luksusowe marki robią nawet 20 prototypów przed ostatecznym projektem. Ja jestem dopiero na 3. prototypie. Nie jestem jeszcze zadowolona z projektu, ale widzę poprawę z projektu na projekt. Powtarzając te same gesty, nie popełniam już tych samych błędów, a wykończenie jest lepsze. Bardzo mi się to podoba, bo po raz pierwszy mogę sobie pozwolić na spokojne wykonanie każdego gestu. Wcześniej często byłam ograniczona czasem lub koniecznością posiadania przedmiotu od razu (do użytku).
Więc możecie zobaczyć:
- moją niebieską mikro-torebkę, do której zmieszczą się tylko airpods pro. Wadą tego projektu jest brak wzmocnień – torebka odkształca się z czasem.
- moją mikro-torebkę, do której zmieszczą się tylko airpods pro. Wadą tego projektu jest zatrzask, który uważam za zdecydowanie za gruby.
- moją mikro-torebkę, do której zmieszczą się 2 karty bankowe, airpods pro & moje klucze. Wadą tego projektu jest zbyt krótki zamek błyskawiczny. Wymiary mikro-torebki są dokładnie takie, a uchwyty zbyt długie i cienkie.



W tym miesiącu odwiedziłam sporo muzeów, ale moim ulubionym pozostaje Jacquemart-André, o którym pisałam w innym artykule.
A dream within a dream
To chiński serial, który pojawił się tego lata.
Synopsis: Song Xiaoyu, młoda aktorka, znajduje się w uniwersum scenariusza, który czytała… w skórze tragicznej bohaterki Song Yimeng. Znając scenariusz, próbuje zmienić los swojej bohaterki, ale jest on ściśle związany z losem księcia Nan Henga, w którego wciela się Liu Yuning. Niektóre kluczowe sceny muszą się odegrać, bez względu na jej wysiłki, bo narzuca je scenariusz.

Serial liczy 40 dość krótkich odcinków i szczerze mówiąc, jest zabawiony do łez.
W trakcie odcinków inne postacie również zaczynają zdawać sobie sprawę, że są tylko postaciami w scenariuszu. Na początku nie wierzą, oczywiście (kto łatwo zaakceptowałby, że jego świat nie istnieje?), ale stopniowo i one próbują odzyskać kontrolę nad swoim losem. To nawiązuje do tematów głęboko zakorzenionych w kulturze azjatyckiej: determinizm, kwestia wolnej wolioraz idea, że nasz świat może być iluzją, snem. I że kiedy się „obudzimy”, wrócimy do formy pierwotnej, do „ŹRÓDŁA” (Tao). Jednak serial proponuje subtelną interpretację: nawet jeśli ten świat jest fikcyjny, nawet jeśli jest z góry napisany, warto go przeżyć do końca, z intensywnością i wolnością.
Wydaje się to odpowiedzią na obecny trend w Azji, gdzie niektórzy ludzie decydują się na całkowite odcięcie od społeczeństwa, przekonani, że osiągnęli formę „przebudzenia”. Ale serial zdaje się sugerować, że ludzkie doświadczenie, jakkolwiek niedoskonałe, musi być najpierw w pełni przeżyte. Dopiero po przejściu przez życie w całej jego złożoności prawdziwy powrót do „źródła” może mieć sens. Innymi słowy, ucieczka od świata w imię oświecenia może być sama w sobie iluzją, ponieważ wewnętrzny rozwój zaczyna się od zaangażowania w swoje otoczenie, jakiekolwiek by ono było.
Wśród postaci drugoplanowych jest jedna, która mnie poruszyła: młody człowiek z dobrej rodziny, niezbyt bystry, ale dobrze sobie radzi, bo ma dobre wsparcie. Nie docenia ani swojego szczęścia, ani pozycji. A najbardziej ironiczne? Za każdym razem, gdy ponosi porażkę z powodu własnych decyzji, zrzuca winę na bohatera. Co prawda bohater też nie jest najmilszy na świecie, ale ta drugoplanowa postać jest odpowiedzialna za wiele dramatów w swoim życiu, których nie chce przyznać. Im bardziej atakuje bohatera, tym bardziej on się wybija. Tego typu postaci nie są fikcyjne: spotykamy je w prawdziwym życiu. Osoby zamknięte w permanentnej postawie ofiary, niezdolne do refleksji, uciekające od odpowiedzialności i wolące obwiniać innych, niż spojrzeć prawdzie w oczy.
Wreszcie jest inna niezwykle inteligentna postać kobieca, „high achiever”. Uosabia ona coś, co można nazwać „dziewczyną wycieraczką”: goni za swoim obiektem westchnień, rysuje 73 jego portrety w trzy dni, całkowicie się poświęca. A na koniec on wyznaje jej, że całe to oddanie sprawia, że czuje się zbędny, nie ma już miejsca, bo ona robi już wszystko. Ta dynamika jest bardzo wymowna: kiedy ktoś daje z siebie wszystko, w końcu dusi drugą osobę, sprowadzając ją do roli pasywnej. Na dłuższą metę ta, która daje, w końcu się męczy, czuje się samotna w emocjach. I często to ona w końcu eksploduje, zarzucając drugiemu bierność, nawet jeśli od początku zajęła całą przestrzeń. To bolesny paradoks: on czuje się wymazany, ona niezrozumiana i niekochana. Ona daje wszystko, on nie jest wdzięczny. To częsta pułapka wśród „high achievers”. Potrzebna jest równowaga, jak yin i yang. W serialu kończą jako małżeństwo i są szczęśliwi, ale w prawdziwym życiu częściej zmierzamy ku rozwodowi, jak Astrid i jej mąż w znakomitym „ Crazy Rich Asians”. Kiedy mężczyzna wie, że nie zasługuje na taką kobietę i mówi to głośno i wyraźnie, trzeba go wysłuchać i uwierzyć mu, zamiast za nim biegać.
Krótko mówiąc, mimo że to serial „z epoki”, niesie ze sobą bardzo interesujące przesłania filozoficzne i społeczne. Zakończenia nie zdradzę, jest zaskakujące, a fani od emisji nieustannie próbują snuć hipotezy.
Charyzma
Podczas moich wizyt poznałam bardzo charyzmatyczną kobietę, do której poczułam ogromną przyjaźń. Reprezentuje ona jeden z trzech typów charyzmy opisywanych w książkach: obecność, moc i ciepło (présence, pouvoir et chaleur), a w tym konkretnym przypadku chodzi o „obecność”. Według Olivii Fox Cabane charyzma składa się z trzech fundamentalnych, wzajemnie powiązanych elementów:
- Obecność: bycie w pełni tu i teraz w interakcji, co buduje zaufanie i sprawia, że druga osoba czuje się doceniona.
- Moc: postrzeganie swojej zdolności wpływania na świat wokół siebie; poprzez wiedzę, status, język ciała itp.
- Ciepło: widoczna życzliwość wobec innych.
Mam wrażenie, że kiedy do niej mówisz, nic innego wokół nie istnieje. Jest taka koncentracja w jej spojrzeniu, w aktywnym słuchaniu, w sposobie, w jaki parafrazuje to, co właśnie powiedziałam (żeby upewnić się, że dobrze zrozumiała mój komunikat), żeczujesz się zrozumiany i doceniony za to, kim naprawdę jesteś – podczas gdy inni raczej myślą o tym, co powiedzą dalej, albo przygotowują argumenty, żeby nam zaprzeczyć. To pierwszy raz, kiedy spotykam osobę w realu z taką charyzmą.
W literaturze mamy Gatsby’ego:
Uśmiechał się ze zrozumieniem — a nawet czymś więcej niż ze zrozumieniem. Był to jeden z tych rzadkich uśmiechów, niosących w sobie cechę wiecznej pewności, jakie zdarzają się tylko cztery lub pięć razy w życiu. Uśmiech, który przez chwilę zdawał się stawiać czoła całemu światu zewnętrznemu, po czym zwracał się ku tobie, pełen nieodpartej życzliwości. Irozumiał cię dokładnie tak, jak pragnąłeś być rozumiany, wierzył w ciebie tak, jak chciałbyś wierzyć w siebie samego, i dawał ci pewność, że ma o tobie dokładnie takie wyobrażenie, jakie w swoich najlepszych chwilach miałeś nadzieję przedstawić.
Drugi przykład to osoba, o której tylko słyszałam. To przyjaciółka mojej znajomej. Dowiedziałam się od tej znajomej, że ta kobieta miała studio w centrum Paryża, udostępnione przez szefową za darmo (bez ukrytych intencji). Później dowiedziałam się, że to ten typ kobiety, której wyświadcza się przysługi tylko po to, żeby móc pozostać z nią w przyjaźni i cieszyć się jej obecnością i światłem. Zapytałam, skąd bierze się jej charyzma i usłyszałam o obecności, koncentracji… dokładnie jak u kobiety, którą poznałam tego lata.
Nie mam przykładów dla drugiej kategorii „moc”, ale mam przykład charyzmy z ostatniej kategorii: „ciepło”. Koleżanka podarowała mi sesję u kręgarza i opowiedziała, jak go „znalazła”. Brała udział w publicznym wydarzeniu na ulicy, a kiedy ten kręgarz przyszedł, emanował tak silną energią, że wszyscy odwrócili się, jakby był Jezusem, i zastanawiali się „kto to jest?”. Podczas wizyty u niego zrozumiałam, że ma energię „guru”: emanuje bezwarunkową miłością, bez osądzania, jakiej nigdy nie widziałam gdzie indziej. Lepiej rozumiem, dlaczego ludzie kłaniają się guru, oddają im cały swój majątek, tylko po to, by być blisko tego pola bezwarunkowej miłości. Bezwarunkowa miłość rzadko emanuje z zupełnie obcych ludzi – mam wrażenie, że tylko matka może ją ofiarować. I nie każda matka, w dodatku. Dlatego jest tak rzadka i tak nieodparta. Opowiadałam tę historię wielu osobom i wszystkie pytały, dlaczego nie wróciłam do tego kręgarza. Mówiłam im, że zdecydowanie nie szukam guru 😀 Musiałam tylko wiedzieć, że to istnieje i że to czwarta najsilniejsza energia, jaką może emanować człowiek (powyżej 500, według książki Power vs. Force Davida R. Hawkinsa). Zanim zaczniesz jej szukać w zewnętrznym źródle, lepiej popracować nad tym, żeby samemu dać sobie bezwarunkową miłość.

Wszystko to uświadomiło mi, że czar przeważa nad fizyczną urodą. Jeśli uroda może wzbudzać zazdrość, to czar natychmiast czyni osobę piękniejszą i bardziej magnetyczną. Myślę, że charyzmę można pielęgnować, ale nie w duchu manipulacji – to kwestia aury.
Osoba charyzmatyczna ma naturalnie wysoki poziom energii albo pracuje nad jego podniesieniem. Ta intensywność pozwala jej promieniować i dzielić się tą energią w sposób nieograniczony z otoczeniem. Z kolei spotkałam też osobę o niezwykłej aurze (też przyjacielska miłość od pierwszego wejrzenia), która z czasem przygasła z powodu trudnych okoliczności życiowych. To potwierdza, że ta energia nie jest niezmienna i wymaga pielęgnacji. Wiele osób nie dostrzega tej różnicy i zastanawia się: „dlaczego ludzie mnie unikają, skoro ciągle się uśmiecham?”. To dlatego, że inni intuicyjnie wyczuwają, że to sztuczny uśmiech, maskujący głęboki dyskomfort lub sztucznie podtrzymywany przez Xanax i tym podobne. Mnożenie uśmiechów nie gwarantuje postrzegania jako osoby szczęśliwej, a ta dysonans jest natychmiast wyczuwalny.
Mam nadzieję, że spędziliście piękne lato i że we wrześniu będę miała wiele pięknych rzeczy do pokazania.