Poprzednie odcinki : Dzień 1, Dzień 2
Dziś znów wstajemy o 8 rano. Pomimo czystego nieba wczoraj wieczorem, nie było północnych świateł, a szkoda, zobaczymy je może innego dnia.
W pensjonacie Julia’s Guesthouse(link do rezerwacji) serwowane jest bardzo obfite śniadanie, z jajkami z farmy, domowym chlebem itp. Towarzyszą nam ptaki, które bardzo interesują się talerzem JB, oraz kot, który przychodzi po głaski. Czuję się jak w domu, tylko lepiej. Bardzo podoba mi się ten pensjonat!


Odkładamy niemniej 1h na śniadanie, przygotowanie termosu, spakowanie się i dopiero o 9 rano wychodzimy z pensjonatu. Dziś jest znacznie chłodniej, słońca nie ma, a ja żałuję, że nie pomyślałam o napełnieniu butelki gorącą wodą przed wyjazdem. Dziś odwiedzimy wiele wodospadów.
Część 1: Dziennik podróżyCzęść
2: Porady praktyczne
Część 1: Podróż
Plan podróży – Dzień 3
Aby uzyskać dostęp do tej mapy na Google Maps, kliknij tutaj

Przystanek 1: Gljufrafoss
Ten wodospad jest oddalony tylko 600m od słynnego wodospadu Seljalandsfoss, ale większość turystów nawet nie rzuca na niego okiem. Zaczynamy od tego, bo parking tutaj jest darmowy (hihihi), natomiast ten przed Seljalandsfoss jest płatny.
Próbuję przekonać JB, żeby założył buty, ale on śmieje się ze mnie, myśląc, że jest mi po prostu zimno. Ale po pokazaniu mu wodospadu i uświadomieniu, że musimy się do niego zbliżyć, przechodząc przez rzekę, uznał, że buty i poncho to dobry pomysł. Czy widzisz szczelinę między tymi dwoma ogromnymi skałami? To tam musisz wejść. Można próbować chodzić po wielkich skałach, uważając, żeby nie zamoczyć butów, ale jest to trudne. Niektórzy turyści wyszli przemoczeni od stóp do głów. Jeśli jesteś wyposażony w Gore-tex z wysokimi butami, zostaniesz oszczędzony.
Cieszyliśmy się wodospadem, nie mocząc się przy tym. Tak, kiedy taka zziębnięta dziewczyna jak ja organizuje wyjazd, możecie być pewni, że w walizce znajdzie się tyle ubrań i sprzętu, że wystarczy na Antarktydę 😀


Przystanek 2: Seljalandsfoss
Idziemy małą ścieżką, mijamy 3 inne małe wodospady, aż dochodzimy do słynnego Seljalandsfoss. Jest on tak ogromny, że widać go z drogi.


Szczególną cechą tego wodospadu jest mała ścieżka, która prowadzi za wodospadem. Absolutna rozkosz! Ścieżka jest trochę błotnista i śliska (są też resztki śniegu), cieszę się, że nasze buty myśliwskie, kupione za 9,9€ za parę w Decathlonie, spełniły swoją obietnicę. Tutaj też woda owiewa nam twarz, zwłaszcza gdy przechodzimy za wodospadem do słynnego zdjęcia.



Krótko mówiąc, bardzo, bardzo mi się podobało. Znowu bierzemy samochód. Po drodze zobaczymy jeszcze wiele innych wodospadów, ale ponieważ znajdują się one na terenach prywatnych, lub są trudno dostępne, nikt ich nie odwiedza. Jaka szkoda!
Przystanek 4: Basen Seljavallalaug

To niezbyt dobrze strzeżona tajemnica: ten odkryty basen jest jednym z pierwszych basenów w kraju, zaprojektowanym, aby nauczyć Islandczyków … pływać
Woda pochodzi z naturalnych źródeł, doprowadzona rurami (nie dotykajcie jej, bo jest gorąca). Basen jest niestety bardziej letni niż gorący, dno śliskie z powodu glonów, a przebieralnie niezbyt (wcale?) zadbane. Ale sceneria jest magiczna. Tylko JB się kąpał, bo nie mogę znieść tak ciepłej i brudnej wody 😀
Aby się tam dostać, wpisz Seljavallalaug Parking na Waze, a następnie musisz iść 15 minut pieszo. W pewnym momencie trzeba przejść przez małą rzeczkę (bardzo łatwo, bo można chodzić po kamieniach). Za górami, które widać w oddali, znajduje się wulkan o niewymawialnej nazwie (Eyjafjallajökull), który w 2010 roku zablokował ruch lotniczy. Widok z basenu (a nawet na ścieżce) jest niesamowity, spacer jest bardzo przyjemny i łatwy, gorąco polecam.



Przystanek 5 : Skogafoss
Ten wodospad jest powodem, dla którego przyjechaliśmy na Islandię. Oglądałam sobie spokojnie serial Vikings, sezon 5, kiedy to postać z serialu przypadkowo wyrzuciła się na czarną plażę, by odkryć ten piękny wodospad. Zastanawiałem się, czy ten wodospad naprawdę istnieje, jeśli tak, to gdzie i jak mogę się tam dostać. Kilka miesięcy później, oto stoję przed wodospadem moich marzeń.
Ponownie, aby zbliżyć się do nich, potrzebujesz poncho (lub wodoodpornego ubrania). Przepływ jest imponujący.


Na szczyt prowadzą schody, trochę trudne fizycznie, ale widok wart jest wysiłku. Zobaczyć można ogromną rzekę, z której bierze początek ten piękny wodospad, panoramę, ptasie gniazda, a przede wszystkim kolejny wodospad za nim (aby się do niego dostać trzeba pchnąć metalowe drzwi). Woda jest błękitna, przejrzysta, to naprawdę niesamowite!



Szczegóły praktyczne: zjedliśmy lunch w pobliżu wodospadu, przed food truckiem sprzedającym fish & chips. 15€ (2000kr) za tacę, na szczęście jest dobra. Nie przepadając za rybami, zdecydowałem się na tacę frytek, tylko 500kr. Toalety przy parkingu są płatne (200kr), trzeba samemu wrzucać pieniądze do skrzynki.
Przystanek 6: Wrak samolotu na plaży w Sólheimasandur
Wpisz Solheimasandur Plane Wreck i znajdziesz dokładną lokalizację tego wraku samolotu. Wypadek nie spowodował żadnych ofiar, więc nie jest to krwawa wizyta, zapewniam. Wcześniej można było dojechać tam samochodem, ale właściciel pola zdecydował inaczej i trzeba najpierw udać się na parking (ten wyświetlany na mapach Google nie jest prawidłowy, wpisz Plane Wreck Parking na Waze)
Gdy tylko dotarliśmy na parking, przywitał nas znak ostrzegający o warunkach pogodowych. Kiedy zobaczyłem „co najmniej 3-4 godziny podróży w obie strony”, chciałem pominąć ten krok. Ostatecznie, sprawdzając na maps.me, podróż w obie strony szacowana jest na 1h30 tylko + czas spędzony na miejscu.

Ale wiatr wieje bardzo, bardzo mocno, a ja jestem typem osoby, która myśli „skoro są alternatywne drogi, to po co chodzić?”, więc kiedy zobaczyłam, że nadjeżdża ten prom, podbiegłam do kierowcy, żeby zapytać go, ile to kosztuje. Powiedziałam JB: „Jestem gotowa zapłacić max 1000kr/osobę”.
Ostatecznie będzie to 2500kr/osobę (w obie strony), z godziną na miejscu. Podobno ten shuttle odjeżdża co 30 minut i stempluje nam coś na ręce, żebyśmy mogli wrócić autobusem do domu bez konieczności płacenia po raz drugi. Akceptowana jest tylko płatność kartą.

Założyłem sobie limit 1000kr, ale przy takim wietrze, 1h30 marszu… kto naciskał na JB, żeby jechał promem ? To byłem ja! Tak więc w ciągu zaledwie 15 minut jesteśmy już przed tym wrakiem. Yaayyyy JB spodziewa się dużo więcej ludzi, ale nas było tylko około 10.



Niestety, wielu turystów wsiada i wysiada z samolotu rujnując go codziennie trochę bardziej dla ładnego zdjęcia na Instagramie. Wnętrze samolotu chyba zmieniło się w stosunku do zdjęć, które widziałem na blogu, nie ma w nim już nic, podczas gdy wcześniej były tam jeszcze kable.
Wydaje mi się, że zaraz po katastrofie od razu odzyskano nadające się do użytku i wartościowe części samolotu (jak skrzydła, silnik, fotele itp.)? W każdym razie zwiedza się go dość szybko, a wiatr wieje tak mocno, że po 15 minutach nie możemy już wytrzymać, wracamy już do promu, zamiast czekać te 60 minut.
Ostatecznie, to była dobra decyzja, aby nie zwlekać, ponieważ mieliśmy jeszcze mnóstwo rzeczy do zwiedzenia zaraz po.
Przystanek 7: Półwysep Dyrholaey
Wcześniej była to wyspa, powstała w wyniku podwodnej erupcji. Stopniowo, dzięki kolejnym erupcjom, łączy się z brzegiem. Aby dostać się do tej latarni musimy pokonać zygzakowatą ścieżkę tylko dla samochodów 4×4. Widziałem kilka małych samochodów podjeżdżających na szczyt i tu widać, że turyści w ogóle nie respektują instrukcji… zresztą jak spadnie śnieg, to mały samochód będzie miał spore problemy z wjechaniem na górę.
Wiatr wieje bardzo mocno, tak mocno, że prawie wyrwał drzwi od samochodu. Na szczęście miałem odruch przytrzymywania się drzwi przy każdym ich otwarciu – bo wiem, że ubezpieczenie nie obejmuje tego typu wypadków (jest to wyraźnie napisane w samochodzie).



Widok jest wyjątkowy, bo jak okiem sięgnąć widzimy tę czarną, piaszczystą plażę, a w tle wulkany i ośnieżone góry… To jest zapierające dech w piersiach. Szkoda, że słońce bawi się w chowanego, bo nie zobaczycie go tak dobrze jak my na zdjęciach

Bierzemy samochód i jedziemy do punktu, który na Google Maps nazywa się Kirkjufjara Beach. Wstęp na plażę jest niestety zabroniony, gdyż zdarzył się wypadek, w którym turysta został porwany przez ogromną falę. W żadnym wypadku nie powinieneś być ustawiony plecami do oceanu. Nastąpił też ogromny obryw skalny (zawaliło się urwisko). Na lewo od tej plaży jest dziura w klifie, przez którą przechodzą fale – jest dobra do zdjęć, ale można zostać całkowicie oblanym (wodą morską, mniej chłodną). Natura może być niebezpieczna na wyspie, prawda?


A gdy wejdziemy trochę wyżej, to czeka na nas taki właśnie krajobraz. Jest taki piękny! A na dodatek pojawiło się słońce! Jakie wymarzone krajobrazy!
Już z daleka widać Wyspy Westmana, ten mały, zupełnie płaski obszar. Wśród nich jest jeden, który pojawił się w ciągu jednej nocy, dzięki podwodnej erupcji. Jakie to wygodne!


Chcielibyśmy zejść na dół, aby odwiedzić tę plażę (robiąc objazd samochodem), ale jesteśmy zbyt zmęczeni z powodu wiatru. Jedziemy bezpośrednio do naszego pensjonatu: Guesthouse Reynir(link Booking), pensjonat nieokreślony, bez uroku, ale bardzo czysty, dobrze ogrzewany, z dużą kuchnią i co sprawia, że praca jest wykonana (81€/pokój dwuosobowy). Niestety nie ma śniadania.
Dalsza część naszej przygody: Dzień 4
Część 2: Praktyczne wskazówki
Dziś przejechaliśmy 140 km. Czas spędzony w samochodzie : 2h30 (z uwagi na niektóre drogi ograniczone do 20km/h do 50km/h lub dostępne tylko dla 4×4)
Budżet
- WC: 200kr/osobę za każdym razem
- Lunch: fast food (fish & chip) 2000kr/pakiet, 500kr jeśli jesz tylko frytki
- Basen i wodospady : bezpłatny dostęp
- Transfer z wraku samolotu : 2500kr/osoba
- Guesthouse Reynir(link do rezerwacji): 81€/pokój dwuosobowy, śniadanie NIE jest wliczone w cenę, wspólna łazienka, wyposażona kuchnia, w pokoju jest mały zlew. Ogrzewanie jest jak zwykle na szczycie
Porady
- Zaparkowaliśmy przed wodospadem Gljufrafoss, żeby nie płacić za parking. Ale jeśli zaparkujesz przed Seljalandsfoss, płatność jest obowiązkowa, jest tam maszyna przyjmująca karty kredytowe
- Na basen: należy zabrać ze sobą ręcznik, strój kąpielowy, torbę na mokry strój i klapki. W przebieralni znajdują się haczyki, na których można powiesić ubrania.
- Droga do parkingu przy basenie jest pełna dziur i żwiru, mniej lub bardziej utwardzona, normalny samochód może tam dojechać, ale trzeba uważać!
- Ponownie, polecamy Waze do nawigacji samochodowej, Maps.me do spacerów (na basen i do samolotu) oraz międzynarodową kartę kredytową, ponieważ płatności są czasami dokonywane tylko kartą