Kair #2 (Egipt): Nasz pokój z widokiem na piramidy w Marriott Mena House
W Egipcie są trzy historyczne hotele, które naprawdę mnie kuszą: Winter Palace, Old Cataract i Mena House. Ostatnim razem mieszkaliśmy w mitycznym Winter Palace w Luksorze. Tym razem mamy przyjemność spędzić noc w mitycznym Mena House, u bram piramid.
Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Dziennik podróży

Hotel Mena House (link do Bookingu), położony u stóp majestatycznych piramid w Gizie w Kairze, jest jednym z najbardziej charakterystycznych obiektów w Egipcie. Zbudowany w 1869 roku, pierwotnie jako pawilon myśliwski dla króla Isma’ila Paszy, który chciał przyjmować zagranicznych dygnitarzy podczas inauguracji Kanału Sueskiego. Zbudowany w przepychu orientalnym, budynek miał odzwierciedlać wielkość i wyrafinowanie Egiptu w tamtej epoce.
Z biegiem lat pawilon został przekształcony w hotel przez zamożną angielską parę, Fredericka i Jessie Headów. Nazwali go „Mena House”, na cześć legendarnego króla Menesa, założyciela pierwszej dynastii faraonów. Od początku działalności hotelowej w 1886 roku Mena House przyciągał prestiżową klientelę, urzeczoną jego wyjątkową lokalizacją i niespotykanym luksusem.
Podczas II wojny światowej Mena House odegrał strategiczną rolę, goszcząc konferencje dyplomatyczne. Winston Churchill, Franklin D. Roosevelt i inni światowi przywódcy zatrzymywali się tutaj, wzmacniając jego historyczną aurę. Później stał się miejscem spotkań artystów, pisarzy i celebrytów, umacniając swoją reputację kultowego hotelu.
Dziś, choć unowocześniony o współczesne udogodnienia, Mena House zachowuje swój dawny urok. Jeśli budynek historyczny jest zamknięty i od lat jest w „remoncie”, to nowoczesne budynki odzwierciedlają styl starego, zwłaszcza dzięki charakterystycznym wzorom widocznym na balkonach.
Mimo że miasto rozrosło się aż do stóp piramid, Mena House pozostaje hotelem położonym najbliżej piramid, z widokiem z pokoi zapierającym dech w piersiach. Dlatego marzę, aby spędzić tam choć jedną noc, by poczuć, co to znaczy widzieć piramidę Cheopsa z łóżka.
Mena House za punkty Marriott Bonvoy
Mena House Hotel (link do Bookingu) należy do grupy Marriott i na szczęście, bo dzięki temu mogliśmy sfinansować nasz pobyt punktami Marriott Bonvoy, które zbieraliśmy przez lata dzięki karcie American Express. Jak mówi wietnamskie przysłowie: „trzy lata pracy spalone w godzinę”, wszystkie te punkty poszły na jedną noc, ale tym razem przelicznik punktów Marriott Bonvoy/cena pokoju jest szczególnie korzystny. Uwaga: Widzicie regularnie korzyści, które mamy tu i ówdzie z American Express, to karta, którą gorąco polecam, pierwszy rok jest za darmo dzięki naszemu poleceniu i sami zobaczycie, czy chcecie ją zatrzymać.
Rezerwujemy w tygodniu, licząc na upgrade, ale hotel ma niewiele kategorii pokoi. Ponieważ bierzemy już wyższą kategorię (pokój z widokiem na piramidy), wszystko, co mogą zrobić dla gości ze statusem Gold takim jak my, to ciasto na życzenia z okazji rocznicy ślubu (poinformowaliśmy ich o tym wcześniej), połączenie dwóch pojedynczych łóżek w jedno, a także wczesne zameldowanie i późne wymeldowanie, czyli standardowe przywileje statusu Gold. Dobrze jednak, że zarezerwowaliśmy pokój z widokiem na piramidy, bo w ostatniej chwili nie było już żadnego takiego pokoju.
Wszystkie pokoje są takie same, różni je tylko widok: na ogród, na basen, częściowy widok na piramidy albo pełny widok na piramidy.
Dzień 2 (ciąg dalszy)
Z Kairu, po zwiedzaniu starego Muzeum Egipskiego , znajdujemy Ubera, który zawozi nas do Mena House, robiąc duży objazd, bo nowa droga prowadząca do nowego Muzeum Egipskiego koło Gizy blokuje część starej trasy. Piramidy widzimy już z drogi.

Dojazd do Mena House zajmuje nam 40 minut. Kontrola przy wejściu do hotelu jest bardzo dokładna: nasz samochód jest sprawdzany przez psa, a potem przez ochroniarza, który zagląda do bagażnika. Dopiero potem jesteśmy wysadzani 50 metrów od wejścia. Odbieramy bagaże i idziemy wzdłuż basenu do recepcji.


Tutaj kolejna szybka kontrola (bramka wykrywacza metali) i dowiadujemy się, że nasz pokój jest już gotowy (jest 13:00) i bardzo dostępny, bo znajduje się na parterze. Przed przyjazdem, podobnie jak przy wszystkich rezerwacjach Marriott, możemy dokonać zameldowania online kilka dni wcześniej i podać w e-mailu, czy jesteśmy tu z jakiejś szczególnej okazji. Tak właśnie jest, chcemy też świętować rocznicę ślubu, więc podaliśmy to. Widok z balkonu bardzo nam się podoba, ale przeszkadza nam, że jesteśmy tak nisko, na parterze, z przejściem tuż przed pokojem. Wyrażamy swoje niezadowolenie, a recepcja mówi, że sprawdzą i wrócą do nas później.


5 minut później dzwoni telefon i słyszymy, że mamy wrócić do recepcji z bagażami. Zmienią nam pokój.
Wracamy do recepcji i General Manager (chyba) widzi nas z bagażami i jest bardzo zszokowana. Prosi nas o wybaczenie, że powinniśmy zostawić bagaże w pokoju, a tragarz powinien pomóc nam przenieść rzeczy. Recepcjonistka sprzed chwili już nie ma, to sama GM pokazuje nam nasz nowy pokój, troszkę bardziej w lewo w porównaniu z poprzednim, ale tym razem na pierwszym piętrze (drugie piętro egipskie). Chciałbym być na samym szczycie (czwarte piętro egipskie), ale kiedy widzimy łóżko usłane płatkami kwiatów i ciasto „Happy 15th anniversary” na stole, rozumiemy, że to NASZ pokój, który recepcjonistka powinna nam była dać od początku, więc chętnie go przyjmujemy.



A oto widok z łóżka. Nie wiem, czy dobrze widzicie, ale są tu dwie piramidy!

Skoro to dla mnie małe marzenie być tutaj, to oczywiście nie będziemy łączyć zwiedzania z pobytem w Mena House. Przez 24 godziny po prostu tu zostaniemy i nawet nie wyjdziemy z hotelu.
Basen jest ogromny i uwielbiam system małych baseników z wodą, które schodzą aż do basenu – ma się wrażenie, że Nil płynie przez ogrody. Woda jest przyjemna, a JB nawet trochę się wykąpał. Jest bardzo luksusowo, zwłaszcza że jesteśmy dosłownie 100 metrów od pustyni. Co prawda miasto zbliżyło się do piramid ze względów turystycznych, ale za piramidami to już naprawdę pustynia. To tutaj powstał pierwszy basen w Egipcie, otwarty w 1892 roku. Nie mam jednak zdjęć starego basenu.


Hotel dysponuje sauną / łaźnią turecką i trzeba zarezerwować z wyprzedzeniem (30 min/sesja, gratis). Są też inne płatne usługi (masaże, zabiegi na twarz), ale lepiej rezerwować z wyprzedzeniem, bo miejsca znikają bardzo szybko. Ze względu na spadek kursu funta egipskiego takie usługi w hotelu 5-gwiazdkowym stają się bardzo przystępne cenowo.
Spacerujemy po ogrodzie…

…który prowadzi nas do restauracji 139. Ostatecznie to z restauracji jest najlepszy widok na piramidy, bo jest ona idealnie ustawiona.

Wieczorem jemy kolację w tej restauracji 139, która ma kilka egipskich specjałów w bardzo międzynarodowym menu. Staramy się jednak zarezerwować stolik, bo goście z zewnątrz też mogą przyjść na kolację. Zawsze wydaje mi się trochę niesprawiedliwe, że goście hotelowi czasem nie dostają najlepszych stolików przez tych zewnętrznych gości, więc zaznaczam też, że chcę stolik tuż przy basenie, żeby mieć widok na piramidy. Kelnerka mówi, że nie może obiecać takiego stolika, ale na kolację przychodzimy punktualnie o 19:00 i podając numer naszego pokoju, rzeczywiście dostajemy stolik z widokiem. Podeszła do nas menedżerka i poprosiła o numer pokoju, więc nie wiem, czy to zbieg okoliczności, czy naprawdę było zarezerwowane dla gości hotelowych.

Widać piramidy, bo jest prawie pełnia księżyca i jest małe światełko podkreślające kształt piramidy Cheopsa z jednej strony. To światło gaśnie o 19:30, kiedy zaczyna się pierwszy pokaz świateł i dźwięku przed Sfinksem.

Jedzenie jest całkiem dobre, liczcie 600 LE od osoby + 24% opłat za obsługę i inne + napiwki. Jest nawet mały pokaz tańca.

Oto plan hotelu, nasz pokój jest w budynku 11.

Długo się wahamy między zwiedzaniem piramid bardzo wcześnie rano następnego dnia + późnym wymeldowaniem (myślę, że jako Gold mogę nadużyć i postarać się o wymeldowanie o 16:00) a pozostaniem w hotelu tylko do południa i zwiedzaniem piramid w porze lunchowej turystów. Waham się do ostatniej chwili. Ale kiedy wślizguję się pod kołdrę i na nowo odkrywam dobre łóżko w Marriott, myślę sobie, że małe leniwe poranki będą dobrze zasłużone. JB ceni sobie absolutny spokój. To prawda, że w Atenach w zeszłym miesiącu mieliśmy wyjątkowo hałaśliwy airbnb: były roboty, ciężarówki i pies, który wył cały dzień. Tutaj jest absolutna cisza.

Podobno pościel w Sofitel (słynne So Bed) i w Marriott są najlepsze wśród hoteli 5-gwiazdkowych. Niestety, nie udało nam się skorzystać z So Bed podczas pobytów w Sofitel, więc mogę potwierdzić tylko jakość pościeli w Marriott. JB próbuje znaleźć nazwę dostawcy pościeli Marriott, ale na prześcieradle widnieje napis „shop on marriott.com”. Obie sieci hotelowe sprzedają na swoich stronach swoją pościel. Praktyczne! Bawełna egipska jest bardzo słynna, nie wiem, czy w Mena House używają prawdziwej egipskiej bawełny, mam nadzieję!
Dzień 3
Poprosiłam JB, żeby szeroko rozsunął zasłony przed snem, żebym mogła obudzić się rano i zobaczyć piramidy z łóżka, jak tylko otworzę oczy. Jest nawet oślepiająco jasno, bo światło jest bardzo mocne wcześnie rano, nawet w grudniu. Trudno opisać szczęście, jakie czuję, gdy otwieram oczy i widzę ten niesamowity i jedyny na świecie kształt z mojego łóżka. Tak o tym marzyłam! Tak bardzo chciałam tego doświadczyć! Dla tych, którzy podróżują dużo jak my, czasem budzimy się i nie wiemy, w jakim kraju jesteśmy, ale tutaj nie ma możliwości pomyłki!!
Rano widać smog lub pył pustynny, który spowija piramidy. Dlatego większość turystów odwiedza muzea rano, a piramidy dopiero po południu, żeby mieć czystszy widok.


Stary budynek jest znacznie bliżej piramid, ale wychodzi na ulicę, więc nie dziwi mnie, że jest zamknięty, bo nie będzie wystarczająco luksusowy. Ale z Mena House nie widać podstawy piramidy, bo jest zasłonięta przez coś w rodzaju płaskowyżu. Zresztą widać to na tym historycznym zdjęciu: widok z Mena House wcześniej nie obejmował podstawy piramid. Nie widać też trzeciej piramidy.

No dobrze, pora na śniadanie. Trik, gdy chce się zwiedzać dużo i nie tracić czasu na lunch, to obfite śniadanie rano. Śniadanie nie jest wliczone w cenę pokoju, trzeba doliczyć około 23 dolary. Kelnerzy pilnują, aby przesiadywać gości, gdy tylko stolik z widokiem jest dostępny. Tego ranka są tylko goście hotelowi (w przeciwieństwie do lunchu i kolacji), jest spokojniej, żadnych instagramerów w zasięgu wzroku. To inna atmosfera, gdy są goście z zewnątrz, bo przychodzą dla zdjęć i są bardzo konkurencyjni o stoliki z widokiem albo spędzają mnóstwo czasu na robieniu sobie zdjęć w koktajlowych sukienkach, ryzykując przygnieceniem lub przeszkadzaniem gościom hotelowym.




Szybki skan, kto jest z nami na śniadaniu: bardzo mało par, raczej rodziny, żadnych małych dzieci. Myślę, że Egipt pozostaje dość rodzinnym kierunkiem, to miejsce tak niesamowite, że ludzie wydają się chcieć je doświadczać z rodziną. Jesteśmy w połowie grudnia i nie słychać francuskiego; wyobrażam sobie, że francuscy turyści przyjeżdżają raczej na Boże Narodzenie. Jak na gości tak prestiżowego hotelu, ludzie są dość źle ubrani. Ten cichy luksus, to może nie to, co pokazują nam na Instagramie; cichy luksus z Instagrama nie jest wystarczająco cichy. Tutaj jest zbyt cichy , bo wygląda, jakby wszyscy ubierali się w Shein, to zabawne! To bardzo kontrastuje z „luksusem” pełnym logo w Sofitel Hanoi, gdzie goście to raczej billboardy: Louis Vuitton na górze, Gucci na dole, buty Dior… Będziemy mieli okazję porozmawiać o old money / new money później.
JB korzysta z basenu, a potem z sauny/hammamu (zarezerwowanego wcześniej). Co jest trochę szkoda w Mena House, to że recepcja w ogóle nie informuje nas o oferowanych usługach. Zwykle w Marriott są zawsze ciekawe aktywności, rzemieślnicy robiący pokazy… odkryliśmy przypadkiem, że jest pianistka, która przychodzi przed kolacją przy recepcji, na przykład. Darmowa sauna/hammam, musieliśmy to odkryć sami. Układ budynków jest bardzo dziwny i nie wykorzystuje optymalnie położenia względem piramid. Niektóre ścieżki w ogrodzie są zbyt blisko balkonów na parterze. Do tego wiele innych szczegółów wcale nie feng shui; zła architektura może powodować duży dyskomfort. Mimo lokalizacji nie ma rooftopu. Myślę, że biorąc pod uwagę historię, to były budynki dobudowywane stopniowo, więc brakuje chirurgicznej i zoptymalizowanej architektury nowoczesnych pałaców. Krótko mówiąc, ten hotel nie do końca spełnia standardy 5-gwiazdkowego hotelu, a tym bardziej hotelu Marriott, czy to pod względem infrastruktury, czy obsługi. Trzeba przyznać, że nawet w Winter Palace, innym historycznym i prestiżowym hotelu, mieliśmy te same problemy, więc myślę, że to musi być egipski standard. Ale wybaczymy to wszystko, bo widok jest jedyny w swoim rodzaju na świecie. A przede wszystkim zapłaciliśmy za niego tylko naszymi punktami Marriott.
Ale gdy płaci się z własnego portfela, może to zostać w gardle, jak w przypadku pana, który wymeldowuje się w tym samym czasie co my. Powód: cieknąca umywalka. Ton głosu się podnosi i opada dopiero, gdy pan uzyskuje 50% zniżki od ceny pokoju za powstałe niedogodności.
Zostawiamy cały bagaż u bagażowego i idziemy pieszo do Piramid. Mena House jest tylko 7 minut spacerem od Piramidy Cheopsa, to wygodne! JB kupił bilety wstępu z wyprzedzeniem na oficjalnej stronie, a my znamy już całkiem dobrze płaskowyż w Gizie (zwiedziliśmy go trzy razy ostatnio). Dobrze zrobiliśmy, idąc tam, gdy ludzie jedzą lunch, bo zobaczycie, mieliśmy mnóstwo szczęścia i mnóstwo spokojnych chwil. Ciąg dalszy w naszym następnym artykule.
Podsumowując, Mena House jest dobry, gdy płaci się punktami Marriott Bonvoy lub milami, albo gdy rezerwujecie długooo wcześniej i korzystacie ze zniżek. Uważam, że stosunek jakości do ceny nie jest zbyt interesujący, ale jeśli za wszelką cenę chcecie ten widok, taniej będzie przyjść na lunch do restauracji 139 (przyjdźcie wcześnie, żeby mieć ładny stolik) jako gość z zewnątrz. Dla widoków nie do końca na Piramidę Cheopsa, ale z ładnym widokiem mimo wszystko, zaproponuję inne alternatywy później.
Ciąg dalszy naszych przygód w Kairze, znajdziecie tutaj
Część 2: Praktyczne wskazówki
- Pokój z widokiem bezpośrednio na piramidy: od 500 euro do 870 euro za noc, bez śniadania (link do Bookingu)
- Możecie też wybrać pokój z częściowym widokiem na piramidy; w takim przypadku piramidy będą widoczne tylko z pewnego miejsca na balkonie
- Pokoje z widokiem na ogród są tańsze, ale nie ma sensu być w Mena House z widokiem na ogród. Lepiej zarezerwować hotel 3-gwiazdkowy w Gizie z widokiem na Sfinksa i zapłacić 2 razy mniej. W końcu to moja opinia.
- Posiłek w restauracji 139: około 25 dolarów za osobę
- Śniadanie: około 23 dolary za osobę
- Transport Kair – Mena House: 5 euro Uberem