Moje Aktualne Ulubione – [Maj 2025] Sofizmaty, Determinizm i Miniatury
Sofizmaty
Zrobiłem semestr wymiany w Sydney w Australii, a mój najlepszy przyjaciel w Londynie w Wielkiej Brytanii. Któregoś dnia rozmawiamy o tym i odkrywamy, że czy to w Australii, czy w Wielkiej Brytanii, plagiat jest niedopuszczalny dla nich. Od pierwszych dni na uniwersytecie uczono nas pisania esejów z cytowaniem źródeł według „systemu harwardzkiego”, stylu cytowania autor-data często używanego w pracach akademickich, przykład (Durkheim, 1893) a pełne bibliografie podaje się na końcu, w sekcji „Bibliografia”. Uważam ten system za bardzo interesujący, bo zmusza mnie, za każdym razem, gdy przedstawiam myśl, do zastanowienia się, czy ta myśl pochodzi ode mnie (i podania trafnych argumentów), czy od kogoś innego. Dzięki temu eseje, które pisaliśmy podczas semestru wymiany, były znacznie bardziej przekonujące i lepiej skonstruowane niż te pisane we Francji.
Jednak po studiach całkowicie zapomniałem o tej metodzie. Przyznaję, że pisałem i mówiłem rzeczy, których logika była błędna. Albo czasem trafiam na bardzo tendencyjny artykuł, pełen manipulacji, i nie potrafię dokładnie wskazać, co jest nie tak. Ostatnio ktoś opublikował manipulacyjny artykuł (po wietnamsku), który szeroko się rozprzestrzenił. Inna osoba poświęciła czas, aby rozłożyć każdy argument na czynniki pierwsze, wskazując wszystkie sofizmaty (czyli błędne rozumowania) w tym artykule.
Sofizmat to argument, który na pierwszy rzut oka wydaje się logiczny, ale opiera się na błędzie rozumowania lub manipulacji.
W tym właśnie leżał problem w tych artykułach.
Przykłady:
- Ad hominem : atakowanie osoby zamiast argumentu. „Nie możesz mówić o ekologii, skoro masz samochód.”
- Fałszywy dylemat : „Jesteś albo ze mną, albo przeciwko mnie.” (Jakby nie było pozycji neutralnej, niuansów czy alternatyw).
- Fałszywa przyczynowość (post hoc ergo propter hoc): wiara, że jedno zdarzenie powoduje drugie tylko dlatego, że je poprzedza. „Odkąd noszę tę bransoletkę, mam więcej szczęścia.” A przecież można wyrażać swoje opinie bez konieczności podawania argumentów, ale trzeba to jasno zaznaczyć: „Odkąd noszę tę bransoletkę, czuję się szczęśliwszy, ale nie wiem, czy to ona jest tego przyczyną”.
- Fałszywa równoważność « To twoja opinia, szanuję ją, ale ja też mam swoją opinię », traktuje się dwie opinie jako równe, podczas gdy mogą być zasadniczo różne. Wydaje mi się jednak, że niektórych idei nie powinno się traktować jako zwykłych opinii, na przykład twierdzenie, że „Ziemia jest płaska” nie jest ważną opinią, ale błędem faktycznym. Szanowanie takiego twierdzenia pod pretekstem szacunku dla cudzych opinii może być mylące.
W dzisiejszym społeczeństwie, gdzie coraz częściej miesza się opinie i fakty, trudno odróżnić prawdę od fałszu. Czasem wystarczy przedstawić punkt widzenia inny niż dominujący, aby zostać oskarżonym o „hejt”, co prowadzi do niebezpiecznego zamieszania.
To może nas doprowadzić do skrajnego relatywizmu, gdzie prawda sprowadza się do kwestii osobistych odczuć lub subiektywnej opinii, gdzie 2+2 mogłoby być 5 w każdej chwili (jak w powieści 1984).
Jest kilka książek na ten temat, sofizmaty ale na razie nie mogę żadnej polecić. Jeśli znacie jakąś, dajcie znać w komentarzu!
Determinizm


Ostatnio, książkę Noh Sang-jin, mistrza w sa-ju (koreańskiej astrologii, opartej na godzinie i dacie urodzenia), gwan-sang (fizjonomii) oraz pung-su (geomancji), przetłumaczono na wietnamski. To wyjątkowe wydarzenie, bo zazwyczaj Wietnamczycy tłumaczą tego typu dzieła tylko wybitnych chińskich autorów, rzadko japońskich czy koreańskich. Po krótkim researchu na Naverze odkryłem, że autor był ostatnim uczniem Je-san Park Jae-hyuna, legendarnej postaci w tej dziedzinie. Noh Sang-jin jest również doradcą wielu koreańskich polityków i odgrywa rolę w rekrutacji kadry kierowniczej wyższego szczebla w Samsungu (!!!).
Idee Noh Sang-jina mnie poruszyły, zwłaszcza jego silny nacisk na determinizm.
Porównuje życie do samochodu i drogi. Los reprezentuje pojazd (naturę osoby, która miałaby być wybrana przed narodzinami, w zależności od życiowego planu, który chce się zrealizować), a szczęście odpowiada wybranej drodze. Innymi słowy, choć pojazd (osobowość i talenty) jest z góry określony, trajektoria życia (szanse i przeszkody) zależy od czynników zewnętrznych, takich jak wysiłek i osobiste wybory. Kiedy jest się na autostradzie, trzeba przyspieszyć i osiągnąć 110 km/h, a nie zostać przy 50 km/h. Natomiast na trudnej drodze trzeba zwolnić i czasem zaakceptować jazdę z prędkością 5 km/h, aby nie wpaść do wąwozu. Ale zawsze trzeba mieć paliwo, bo inaczej nawet na autostradzie nie ruszymy się ani o centymetr.
Ta metafora podkreśla wagę działania we właściwym momencie i przygotowania , nawet jeśli los wydaje się już przesądzony. Jednak wysiłek lub jego brak również należy do „umiejętności” przypisanych przez los. W związku z tym, choć mamy wrażenie, że posiadamy wolną wolę, jest ona jednak ograniczona przez kontury losu. Twierdzi na przykład, że nawet jeśli ktoś dokłada wszelkich starań, ale nie ma w losie przeznaczenia na bycie miliarderem, nigdy nim nie zostanie.
Ponieważ nikt nie zna granic swojego losu (ostatecznego celu podróży samochodu), trzeba iść naprzód, wkładać wysiłek, niezależnie od drogi, aby odkryć ostateczny cel. Z drugiej strony nie należy mieć pretensji do „leniwych”, bo ich brak woli też jest częścią ich losu. Będą leniwi, gdy dążą do złego celu.
Wyjaśnię: Według niego los to kontrakt, który podpisujemy przed przyjściem na ten świat. Wybieramy naszych rodziców, przeszkody, nieszczęścia i nasz główny cel. Całe nasze życie polega na tym, aby znaleźć, jaki cel ustaliliśmy z „wszechświatem” i go osiągnąć. Paulo Coelho nazywa to „osobistą legendą”. Mówi: „cały Wszechświat sprzysięga się, abyś mógł spełnić swoje pragnienie”, ponieważ wszechświat podpisał z nami kontrakt, aby pomóc nam osiągnąć to pragnienie.
Tak więc, jeśli nie jesteśmy bogaci, to niekoniecznie nasza wina, ale dlatego, że nasz cel jest gdzie indziej, wszechświat celowo nas zubaża, aby skierować nas na właściwą ścieżkę, ku naszej „osobistej legendzie”. Dlatego prawo przyciągania nie działa na wszystkich: cel musi być częścią „kontraktu” i w granicach wyznaczonego losu.
Z jednej strony uważam ten determinizm za bardzo wyzwalający. Z drugiej strony podważa on ukrytą nadzieję, którą wszyscy mamy, że możemy zmienić nasz los. W wietnamskim istnieje wietnamskie wyrażenie: „đức năng thắng số”, które tłumaczy się na polski jako „cnota i zdolność zwyciężają los”, podkreślając ideę, że wewnętrzne cechy i umiejętności mogą wpływać na los i go przewyższać.
Co o tym sądzicie?
Pozwólcie, że opowiem historię, aby trochę podsycić dyskusję, bo jak się wcześniej dobrze uczyliśmy, należy unikać sofizmatów i przedstawiać różne punkty widzenia 😉 heheh
Po konsultacjach z kilkoma mediami wiem, że ta idea determinizmu jest wśród nich powszechnie podzielana. Dlaczego? Ponieważ udaje im się przewidzieć wiele przyszłych wydarzeń, i nawet jeśli ludzie są ostrzegani, te wydarzenia pozostają nieuniknione. W takich sytuacjach kusi, aby uwierzyć w determinizm. Pamiętam medium, z którą się konsultowałem przed moją podróżą dookoła świata, bo nagle miałem wątpliwości. Jej klienci wszyscy mówili o jej wielkiej dokładności, a kilku wspominało o drobnych incydentach, które przewidziała, w tym o kradzieży kieszonkowej. Trzeba wiedzieć, że niezwykle rzadko padamy ofiarą kieszonkowców, gdy jest się uważnym i przyzwyczajonym do wypatrywania ich w paryskim metrze, ale tak się złożyło, że JB został okradziony w biały dzień na plaży Copacabana. Czytając kilka książek kilka lat później, zrozumiałam, skąd brały się te kradzieże u jej klientów. Prawdopodobnie pomaga jej dżin lub zagubiona dusza. Te dusze widzą teraźniejszość i przeszłość, ale nie przyszłość. W zamian za informacje, które przekazują, proszą o coś w zamian. I te kradzieże kieszonkowe były ceną, którą płacili jej klienci, i to prawdopodobnie jedyna poprawna przepowiednia, którą udaje jej się zrobić za każdym razem. Oczywiście, ta medium wierzy w determinizm, bo mimo jej ostrzeżeń, wielu w końcu daje się okraść wcześniej czy później.
Kindle Unlimited w Amazon Japan
Wznowiłem subskrypcję Kindle Unlimited na Amazon.co.jp. Wiecie, sklepy Kindle nie mają tych samych zasobów w każdym kraju. W Japonii jest mnóstwo książek DIY w ofercie Kindle Unlimited i to dla mnie wielka przyjemność, że mogę je czytać. Właściwie „czytać” to za dużo powiedziane. Te książki są świetnie ilustrowane, nie trzeba znać japońskiego. Oto mała lista książek, które „wypożyczyłem” na Kindle Unlimited.


W tej chwili możecie wypróbować za darmo Amazon Kindle Unlimited na amazon.co.jp przez 2 miesiące, wystarczy założyć konto na Amazon.co.jp i podać międzynarodową kartę płatniczą. Interfejs Amazona można ustawić na angielski. W każdym razie, jeśli dobrze znacie interfejs Amazon France, nie powinniście mieć trudności.
Jest tyle wartościowych książek, że trudno mi zrobić listę. Osobiście czytam książki o wycinaniu papieru, szyciu, hafcie i domkach dla lalek. Mają techniki unikalne na świecie. Niektóre e-booki zawierają linki do pobrania szablonów z japońskiej strony. To bardzo wygodne dla tych, którzy mają maszyny do wycinania jak ja. Gorąco polecam! to jest darmowe!
DIY
W tym miesiącu wyciągnęłam moją maszynę do wycinania i robiłam papierowe ptaki . Papier to materiał, który towarzyszy mi od dzieciństwa, robiłam dużo kartek 3D. Pewnie dlatego, że to najtańszy materiał, do którego każde dziecko ma dostęp. Teraz, kiedy mam maszynę do wycinania, bawię się jeszcze lepiej.
Wzięłam udział w warsztatach, żeby stworzyć miniaturę ogrodu z papieruprzed złożeniem dwóch zestawów miniatur. Moja wizyta w muzeum miniatur w Amsterdamie (JB policzył, powiedział, że byłam tam 4 razy w 2 dni) przypomniała mi, jak bardzo to lubię. Nie czuję się jeszcze na siłach, żeby stworzyć miniaturę od A do Z. Robię zestawy, żeby nauczyć się technik, ale chciałabym kiedyś stworzyć własny projekt. Myślę, że miniatura to najbardziej zaawansowana forma DIY, bo można iść bardzo daleko, być perfekcjonistą i robić jednocześnie kaletnictwo, introligatorstwo, malarstwo, złocenie i szycie.
Mówiłam o tych wszystkich projektach na moim drugim kreatywnym blogu mehach.com.




Mówiąc o miniaturach, odkryłam ten koncept miniaturowego muzeum (które jest bardzo małe, wynajmowane za 200$/mies.). Dzielą się swoją strategią marketingową i merchandisingową i to bardzo interesujące.
Jest jeszcze jedno konto na Instagramie, które bardzo lubię: to twórca , który tworzy obrazy z nici do szycia (string art). Specyfika polega na tym, że robi to z komputerem podłączonym do maszyny zrobionej na zamówienie. Zaprogramował program do automatycznego wbijania gwoździ, prowadzenia nici i efekt jest zdumiewający. Nie uważam, że powinniśmy wracać do średniowiecza. Bardzo lubię rzemiosło, ale uważam, że to jeszcze bardziej niezwykłe, gdy artyści używają nowych technologii, aby poszerzać kreatywność.
Szycie coraz bardziej mnie denerwuje, nie czuję przyjemności, kiedy szyję. W pewnym momencie musiałam dokończyć bluzkę i zrobiłam to w trybie „jakoś to będzie”. Ten brak oczekiwań w końcu wyzwolił przyjemność tworzenia. Wykończenia są niestety gorsze niż wcześniej, bo tnę i szyję szybciej i nie poprawiam błędów. Ale przynajmniej nie szyję z ociąganiem. Myślę, że przy szyciu, w przeciwieństwie do innych form rzemiosła (gdzie nie używam maszyn i lepiej kontroluję ruchy), muszę obniżyć mój perfekcjonizm i pozwolić, żeby czas i praktyka zrobiły swoje. Zrobiłam komplet dla mojej siostry. Górę robiłam 3 razy, aż stała się nadająca do noszenia i to powtarzanie czyni ten top lepszym, nie perfekcjonizm.
W Brukseli widziałam te małe pudełka czekoladek w kształcie domków. Pudełka kosztują około 24€ i mają w środku czekoladki. Ale ja chcę tylko pudełka, więc kupiłam te puste pudełka na Vinted między 1€ a 3€. Kartonowe walizeczki też znalazłam na Vinted za 3-5€. Dzięki temu mogę przechowywać moje narzędzia, nici do szycia… kiedy ich nie używam.

DIY & monetyzacja
Coraz więcej osób zachęca mnie do monetyzacji czasu poświęcanego na DIY. Niektórzy pytają, dlaczego nie łączę konsumentów z rzemieślnikami na zamówienie, których znam — odpowiedziałam już zresztą na to pytanie tutaj. Inni zastanawiają się, jak zamierzam czerpać dochód z moich doświadczeń w kaletnictwie, szyciu, miniaturach, tłumaczeniu automatycznym itp. A jednak nikt nie pyta biegacza, jak zamierza zarobić na następnym maratonie.
Moje pasje, nawet jeśli uprawiam je z zaangażowaniem i na prawie profesjonalnym poziomie, pozostają dla mnie w tej samej logice: to przestrzeń kreatywności, a nie biznesplan. Kiedy zatracam się w manualnej aktywności, to trochę jakbym medytowała. Nie myślę już o niczym innym, po prostu jestem tu, skupiona, spokojna. Nazywamy to „przepływem” : momentem, w którym jesteśmy tak pochłonięci tym, co robimy, że zapominamy o upływającym czasie. To stan bardzo podobny do tego pokazanego w filmie Soul, kiedy bohaterowie wchodzą w tę wyjątkową przestrzeń, w której są całkowicie połączeni ze swoją pasją. Wznoszą się.
Pasja, która staje się źródłem dochodu, staje się także pracą — i nie jest rzadkością, że część przyjemności szybko wyparowuje. Za każdym razem, gdy otrzymuję zamówienie — nawet te od JB — czuję dużą presję, co często odcina mnie od przyjemności tworzenia. Może dlatego, że nie opanowałam jeszcze wystarczająco technik manualnych, aby pracować z taką pewnością siebie, jaką miałam w poprzedniej pracy, w marketingu? Na razie odpowiadają na bardzo jasną potrzebę wolności: wolności od konsumpcjonizmu, od narzucanych trendów . Gdy tylko coś mi się podoba, mogę to stworzyć sama, własnymi rękami — i tym bardziej to doceniam.
Jeśli kiedyś zdecyduję się zarabiać na moich pasjach, dowiecie się o tym pierwsi. W międzyczasie możecie już korzystać z tego, co udostępniam — choćby po to, aby składać zamówienia u moich ulubionych rzemieślników.


