Asie,  TDM

Pieniądze, edukacja, przesądy… kulisy Azji

Nękana licznymi wojnami, kolonizacjami, biedą i dwucyfrową inflacją roczną, Azja i Azjaci w ogóle mają dość specyficzny sposób zarządzania i zarabiania pieniędzy. Ten artykuł zdradzi wam kilka prawd mało znanych Europejczykom, ale znanych wszystkim Azjatom.

Pieniądze

Podczas różnych podróży po Azji z pewnością zauważyliście różnicę między cenami na etykietach a średnią pensją w danym kraju. Na szczęście nie żyjemy tylko z pensji! Obcokrajowcy nie mają pojęcia o bogactwie, które może drzemać w każdej szafie. Jeden z najbardziej nagłaśnianych w mediach wietnamskich miliarderów jest znany z tego, że gdy był mały, bez mrugnięcia okiem palił studolarowe banknoty dla zabawy. Jego przydomek to „Cuong Dollar”. Pieniądze płyną szerokim strumieniem wśród najbogatszych, prawdopodobnie nawet bardziej niż w Europie, ale po prostu nie są nagłaśniane! Wyobrażam sobie, że niewielu zagranicznych dziennikarzy ma dostęp do tego środowiska.

Dla wyższego kierownictwa nierzadko jest mieć dwie, a nawet trzy prace jednocześnie, nawet jeśli nie muszą płacić czynszu (często mieszkają z rodzicami, trzy pokolenia pod jednym dachem). Dzieci są powierzane dziadkom, aby rodzice mogli pracować wieczorami. Drugą pracą jest często tłumaczenie. Wietnamczycy są bardzo uzdolnieni językowo, można tam znaleźć wiele osób osiągających poziom geniusza, na przykład dziewczynę, która uzyskała maksymalny wynik na TOEFL ibt w wieku 18 lat, bo znała na pamięć słownik angielsko-wietnamski.

Od czasu boomu na media społecznościowe i problemów związanych z zatruciami pokarmowymi, drugim zajęciem może być produkcja i dostawa domowych posiłków.

Import

Innym, bardziej ryzykownym, ale bardziej dochodowym zajęciem jest import zagranicznych produktów: od żywności przez kosmetyki po leki. Mówię „bardziej ryzykownym”, ponieważ sukces w dużej mierze zależy od kursu dolara i relacji z celnikami.

Czy nigdy nie zastanawialiście się, dlaczego sprzedawczynie w Sephorze są takie skąpe w próbkach? Nie zatrzymują ich tylko dla siebie, za tym stoi prawdziwy biznes. Azja to duży rynek na próbki i miniatury wszelkiego rodzaju. Tak, nawet wasza mała próbka 1 ml znajdzie nabywców w Azji. Miniatury mogą również pochodzić z zestawów miniatur; są one rozdzielane i sprzedawane pojedynczo. Dotyczy to zarówno perfum, jak i kremów oraz szminek.

Tak więc w Azji można kupić połowę kremu (jest za drogi, więc sprzedawczyni dzieli go na kilka słoiczków). Ale oczywiście tylko drogie kremy markowe, nikt nie ma czasu robić tego dla małych kremów za 10 euro.

Spraye termalne sprzedawane tutaj w nieoficjalnych sklepach pochodzą z tytanicznej pracy azjatyckich „asystentów” za granicą. Przechodzą od apteki do apteki, kupują po 2-3 spraye na raz, a gdy ich kolekcja jest już pokaźna, wysyłają całą partię za jednym razem do Azji, gdzie ten sam spray zostanie sprzedany 3 razy drożej. Laboratoria doskonale zrozumiały ten trik i obecnie celowo ograniczają produkcję. Tak więc topowe produkty, jak woda termalna Avene, Uriage, Caudalie… i Duo+ z La Roche Posay… często są niedostępne w aptekach we Francji. Dlaczego Duo+? Bo Azjaci mają duże problemy z trądzikiem hihi.

Projekty nieruchomościowe również są źródłem dochodów, nieregularnym, ale znaczącym. Wiele działek przechodzi z rąk do rąk, a właściciele liczą na spekulację lub budowę nowej drogi w pobliżu, aby na tym skorzystać. Ci, którzy mają szczęście posiadać parterowy dom w mieście, mogą dobudować piętra pod wynajem. Czasami kilka osób składa się na budowę domu na wynajem. Ci, którzy mają dobrą lokalizację (tj. dom wychodzący na ulicę), ale nie mają pieniędzy na remont, zawierają umowy z najemcami sklepów. W zamian za XX miesięcy darmowego wynajmu najemcy zobowiązują się do przeprowadzenia remontu całego domu. Po zakończeniu umowy najmu właściciele mogą wynająć parter po lepszej cenie, nie wydając ani grosza na remont.

Pieniądze

Wróćmy więc do zarządzania oszczędnościami w Azji. Przy dwucyfrowej inflacji oprocentowanie w banku jest również bardzo atrakcyjne: 15% rocznie dla waluty lokalnej, ale tylko 1% dla walut obcych i złota. Tak, na tym samym koncie bankowym można otworzyć specjalną przestrzeń do przechowywania dolarów, euro, a nawet złota.

Nie przychodzi się tak po prostu ze swoim małym złotym pierścionkiem. Złoto kupuje się w sztabkach i sprzedaje po kursie dziennym za gram. W okresie komunizmu ceny domów były ustalane na liczbę sztabek złota, ponieważ to była jedyna mniej więcej stabilna „waluta”. Tak właśnie widziałam, jak moja babcia kupowała swój dom. Jest to super przemyślane, sztabki są przechowywane w dedykowanym etui. Są na nich stemple oraz oznaczenie czystości złota i jego wagi. Sztabki występują w różnych, ściśle określonych rozmiarach. Dla urozmaicenia sztabki dostępne są obecnie w wersji figurek, a nawet Kubusia Puchatka.

Nie jest więc rzadkością, że rodziny nadal przechowują złoto w szafie – lub rzucają się do jubilerów, aby kupić sztabki, gdy kurs złota nieco za bardzo wzrośnie. Dlatego włamania do rezydencji nadal mają miejsce i stają się coraz bardziej brutalne, bo włamywacze wiedzą, że oprócz sprzętu elektronicznego zawsze mogą znaleźć sporą ilość złota i dolarów.

Nierzadko można zobaczyć posągi z litego złota u bogatych ludzi. To wszystko jest brzydkie, ale jak oni lubią sobie ozdabiać domy! Obcokrajowcy, którzy nie znają dobrze kultury Azji, nigdy nie dostrzegą tony pieniędzy ukrytej za brzydkim drewnianym stołem czy alkoholowym roztworem mającym leczyć rany. Pierwsze pochodzi z drzewa o naturalnym kształcie stołu, które dodatkowo ma naturalny zapach, ponieważ zostało zaatakowane przez szczególnie pachnące grzyby. Drugie to żółtawy płyn pozyskiwany z żółci dzikiego niedźwiedzia, zmieszany z alkoholem, aby leczyć rany.

Zamożni emeryci liczą na odsetki generowane przez ich oszczędności, aby uzupełnić swoją skromną emeryturę. Wkładając do banku kupę pieniędzy wielkości trzech cegieł, co miesiąc otrzymują wystarczająco, aby żyć wygodnie. Nie zapominajcie, oprocentowanie wynosi 15% rocznie.

Byłem świadkiem zakupu używanego samochodu w stylu „Le Bon coin” z moim kuzynem. Mój kuzyn przyjechał na spotkanie ze swoją kupą pieniędzy (660 milionów VND w banknotach 500 000 VND). To ogromna cegła, można by nią ogłuszyć krowę! Położyliśmy pieniądze na stole w czarnym worku na śmieci. Facet nie przelicza pieniędzy, ufa. Z kuzynem odjeżdżamy z autem i papierami. Deal! Myślałem, że zobaczę to tylko w filmach, ale pieniądze, dużo pieniędzy krąży tutaj.

W centrum Hanoi jest dziwna ulica, na której żaden sklep nie ma szyldu. Sklepy są puste, siedzi tylko 2-3 facetów, a kilka posągów z litego złota zdobi te sklepy. Jesteśmy w sercu dzielnicy kantorów, gdzie kursy ustalane są indywidualnie, zależnie od klienta i kwoty wymiany.

Inna usługa na wzór Western Union, bardzo popularna wśród ekspatów, odbywa się na prywatnych grupach na Facebooku: ktoś musi wysłać pieniądze do Hanoi, czy jest ktoś, kto chce wysłać w drugą stronę? Transakcja odbywa się po umówieniu spotkania, rodziny rozmawiają przez telefon. Deal! 0 opłat, 0 prowizji. Pieniądze można otrzymać w euro, dolarach lub VND.

Edukacja

Dlaczego jest tak wielu azjatyckich studentów w krajach rozwiniętych? Nie zawsze przyjeżdżają tu po lepszą edukację, niestety! To raczej związane z trudnością egzaminu wstępnego na uniwersytet w Wietnamie, jeszcze trudniejszego niż konkurs do grandes écoles we Francji. Czemu to mówię? Za granicą jest miejsce w renomowanych szkołach. Natomiast w wietnamskich uniwersytetach jest znacznie mniej miejsc niż kandydatów. Konkurencja jest zacięta! Pamiętam, mój kuzyn miał chore wyniki 27/30 (3 przedmioty, 9/10 z każdego), a udało mu się tylko częściowo. Zamiast znaleźć się na liście studentów na darmowym kierunku, został zapisany tylko na płatny. Ponieważ wielu innych miało 30/30 lub 29/30.

Jak to możliwe, skoro konkurs obejmuje program 3 lat liceum + program zaawansowany, do którego można się dostać tylko poprzez korepetycje po lekcjach? To proste! Nikt nie ma tu dzieciństwa. Wiele moich znajomych jest bitych, besztanych, maltretowanych… tylko dlatego, że miały 8/10 zamiast 10/10 jak „wszyscy”.

Z obawy przed niezdaniem konkursu i utratą twarzy (tak, wszyscy wiedzą, że taka rodzina ma dziecko zdające egzamin), każdy stara się znaleźć plan B na wszelki wypadek. Najgorsze jest dla chłopaków: jeśli nie zdadzą po 2 próbach, czeka ich wojsko. Więc jaki jest ten plan B? Studia za granicą. To kosztowne, ale ma tę zaletę, że nie traci się twarzy (wręcz przeciwnie, można być dumnym) i unika się słynnego egzaminu.

W ten sposób azjatyccy rodzice finansują nawet 8 lat studiów swoim pociechom za granicą (8 lat, bo niektóre powtarzają rok, niestety). Najchętniej wybierane kraje to USA i Anglia. Francja i Europa są wybierane przez frankofonów i „biedniejszych”, bo opłaty za studia są najniższe.

W ten sposób te księżniczki i książęta lądują na obcej ziemi, oni, którzy potrafią tylko się uczyć i uczyć. Muszą po raz pierwszy nauczyć się gotować, zmywać naczynia, prać ubrania… wielu płacze i chce wracać. Ale jak? Obalili egzamin albo go nie zdali, ich rodzice stracą twarz, jeśli wrócą od razu. Mają tylko jeden wybór: zostać i spróbować się zintegrować…

Superstycja

Przejdźmy teraz do przesądów w Azji, które Europejczycy w większości kojarzą z brakiem rozwoju. W Azji dominuje buddyzm i różnego rodzaju kulty, w tym kult zmarłych. Jak trafnie zauważył Stéphane w „Le test preuve de l’au delà”, kultura europejska nie przygotowuje ludzi na przejście śmierci. To na łożu śmierci, myśląc, że wszystko się skończy, pacjenci zaczynają widzieć rozświetlony tunel i rozumieć istnienie życia po śmierci. 5 minut na zaakceptowanie i przyswojenie to zdecydowanie za krótko. Natomiast w Azji to prawda tak powszechna i akceptowana, że historie typu „musiałam zapłacić medium, żeby przepędzić ducha sprzed mojego domu” czy „wczoraj twój dziadek wrócił do moich snów, chciał kurczaka, więc postawiłam mu go na ołtarzu” nikogo nie szokują i można o tym rozmawiać z każdym.

Nikogo też nie szokuje informacja, że jakiś ślub odbędzie się dopiero za 3 lata, bo medium powiedziało, że tak będzie lepiej… albo że A i B nie mogą się pobrać, bo ich daty urodzenia są niekompatybilne.

Nie da się ukryć, że są z tym związane pewne niedogodności, ale uważam, że pozytywne jest bycie tak otwartym na inne formy istnienia. Wiara w reinkarnację pozwala również zaakceptować swój los (musiałem być bardzo zły w poprzednim życiu, skoro tak cierpię w tym) i dobrze się zachowywać, aby zapewnić sobie lepsze następne życie.

Teksty słynnej księgi, opowiadającej historie o wróżkach i duchach, są nawet nauczane w szkole. Oczywiście nie ze względu na przesądne idee, ale ze względu na ich wartość literacką. Podobnie jak można czerpać przyjemność z analizowania Draculi po angielsku czy Horli Maupassanta. Wiele azjatyckich tekstów mówi o wielkiej księdze przeznaczenia. Każdy ma swoją stronę, los jest z góry przesądzony zgodnie z zachowaniem danej osoby w poprzednim życiu. Sposób, w jaki się zachowuje, może przynieść niewielkie ulepszenia w obecnym życiu, ale przede wszystkim w następnym. Najgorsi odradzają się jako zwierzęta albo pozostają dręczeni w piekle na zawsze.

Co więcej, azjatyckie filmy grozy są najlepsze na świecie. Rzadko widuje się potwory o tysiącu oczach, ale historie o złych duchach. Przenigdy, przenigdy ich nie obejrzę! Kino koreańskie z pewnością pokazało, jak można straszyć bez efektów rodem z Hollywood.

Oto kilka soczystych informacji o Azji. Do zobaczenia!

Możliwość komentowania Pieniądze, edukacja, przesądy… kulisy Azji została wyłączona