Yen Tu & MGallery Legacy: najbardziej duchowe miejsce w Wietnamie
Pod koniec rekonwalescencji JB w Nha Trang wracamy do Hanoi na miesiąc. Ze względu na nasz bardzo napięty harmonogram mamy tylko jeden przedłużony weekend na naładowanie baterii. Straciwszy dużo energii w tej historii z operacją „niespodzianką”, wszyscy potrzebujemy (moi rodzice i my) odzyskać siły. Wtedy przypominam sobie o pięciogwiazdkowym hotelu niedaleko Hanoi, którego zdjęcia kilka lat temu wprawiły mnie w zachwyt: Mgallery Legacy Yen Tu (link do Bookingu).
Uwaga: wszystko zapłaciliśmy z własnej kieszeni
Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Dziennik podróży
Yen Tu to nazwa, która coś mi delikatnie mówi. Nie wiem, co to jest, ale wiem, że ludzie często tam jeżdżą. Dopiero po zarezerwowaniu hotelu i zaproszeniu rodziców dowiaduję się, że wybrałem najbardziej duchowe miejsce w Wietnamie, z największą energią. To miejsce, które buddyjscy pielgrzymi wybierają, aby okazać swoją wiarę. Mówi się, że trzeba wejść na szczyt Yen Tu pieszo, trzy lata z rzędu, aby spełniły się twoje życzenia.
Można powiedzieć, że przypadek dobrze czyni. Albo rzeczy dzieją się wtedy, gdy najbardziej ich potrzebujemy. Bo jest wiele wyborów hoteli pięciogwiazdkowych w odległości mniej niż 3 godziny od Hanoi.
Hotel, który wypatrzyłem, nazywa się MGallery Legacy (link do Bookingu). Wcześniej był to Sofitel. Po kilku latach został odnowiony i stał się MGallery, nadal należący do grupy Accor.
Widziałem zdjęcie tego miejsca w hotelu. To właśnie mnie mocno uderzyło i zapisałem lokalizację, aby tam pojechać kiedyś. Dla tych, którzy nie znają azjatyckiej architektury, to miejsce natychmiast przywodzi na myśl królewski pałac. Ponieważ pałac królewski w Hue jest w połowie zniszczony, znalezienie miejsca, które naśladuje pałac królewski w ten sposób, jest wyjątkowe!


Dzień 1:
Krótko mówiąc, dzięki bliskości Hanoi (2,5 godziny drogi), tym razem możemy wyjechać o przyzwoitej godzinie (8:30) zamiast opuszczać stolicę o świcie jak poprzednio. Droga, która tam prowadzi, jest doskonała i udaje mi się przedłużyć noc, śpiąc aż do przyjazdu.
Kompleks Legacy Yen Tu obejmuje ten pięciogwiazdkowy hotel (pałac królewski), ogromny teren jeździecki, który wychodzi na ogromną świątynię. Obok znajduje się „wioska”, sklepy w kształcie wiejskich domów, oraz trzygwiazdkowy hotel, który imituje wieś chłopską. To bardzo dobrze zrobione, ma się wrażenie, że cofa się w przeszłość. Obecność fałszywego pałacu królewskiego nawiązuje do króla Tran Nhan Tonga (XIII wiek), który abdykował, aby zostać mnichem. Wycofał się w ten górzysty obszar, spędził czas w 16 różnych pagodach, zanim osiadł na szczycie pobliskiej góry. Założył gałąź buddyzmu zwaną „Trúc Lâm Yên Tử”. Dzięki swojej historii bardzo podobnej do Buddy, Tran Nhan Tong zajmuje bardzo ważne miejsce w sercach wietnamskich buddystów.
Od razu po przybyciu do Yen Tu jesteśmy pod wrażeniem licznych gór, bez śladu działalności człowieka. Patrząc na miniaturę, później zrozumiemy, że jesteśmy w środku doliny. Kompleks hotelowy zajmuje całą tę dolinę, stąd ten płaski teren, otoczony górami, które są coraz wyższe. Będąc przed podróżą lekko przeziębiona, byłam bardzo zmęczona, ale po przyjeździe poczułam się nabuzowana energią. Czyste górskie powietrze zrobiło mi ogromnie dobrze. Nie okłamano nas: to miejsce jest pełne energii.

Dzięki statusowi Accor Gold JB (uzyskanemu dzięki akcji w Accor), mamy dostęp do pokoi od razu, bez czekania, mimo że przyjeżdżamy 3 godziny przed zwykłą godziną zameldowania. Zostaliśmy też podwyższeni o dwie kategorie, z widokiem na basen po przekątnej. Nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy w samym środku lasu, a oprócz tego pięciogwiazdkowego hotelu i trzygwiazdkowego obok, nie ma żadnej innej infrastruktury.



Wnętrze hotelu jest absolutnie luksusowe, z wieloma miejscami do robienia zdjęć. Poświęcamy godzinę na zwiedzanie wszystkich zakamarków.

Basen jest bajeczny, woda pochodzi ze źródła, jest przestronny, z trzema dobrze ukrytymi i bardzo wygodnymi jacuzzi.




Lobby

Bar

W marcu byliśmy w podobnym hotelu, kategorii „Retreat”, i nie możemy się powstrzymać od ich porównania.
Oba są w środku lasu, ale tamten hotel traci swój blask w porównaniu z tym. W tamtym hotelu można było znaleźć owady i pająki spacerujące po balkonie (nawet w pokoju), ptaki, które robią tyle hałasu, że budzimy się o 6 rano, fałszywy spokój ukryty pod lokalizacją „z dala od świata”. Tutaj jest nienagannie: żadnych owadów, nawet komarów. Ptaki są, ale są bardzo dyskretne. Wygląda na to, że wszystkie żywe istoty tutaj też medytują, są spokojne. Luksus naszego pokoju i infrastruktury doskonale współgra z ciszą otaczającej nas przyrody. Zamiast nudzić się, czujemy wręcz ukojenie. Czasem pada deszcz, nagle, intensywnie, po czym wychodzą promienie słońca, a potem znowu pada. Z szeroko otwartymi drzwiami na balkon i las, słuchamy muzyki deszczu. Nie ma nic oprócz odgłosu deszczu.
Niektóre elementy pokoju pokryte są cienką warstwą brązu.

Nawiązuje to do w całości brązowej pagody na szczycie najwyższej góry Yen Tu. Zresztą za każdym razem, gdy przechodzimy przez kładkę prowadzącą do lobby, widzimy szczyt bardzo wysokiej góry. Wieczorem widzimy światło na samym szczycie. I wiemy, że za tą górą jest jeszcze wyższa góra, na której znajduje się ta słynna pagoda z litego brązu.

Zwiedzamy strefę spa. Składa się ona z części „onsen” z ciepłą wodą źródlaną o temperaturze 45 stopni, łaźni parowej, sauny oraz sali pełnej himalajskich kamieni solnych.

Szczerze mówiąc, gdybyśmy nie planowali odwiedzić innego onsenu w pobliżu Ha Long, może wybralibyśmy ten (płatny). Jestem pod ogromnym wrażeniem perfekcji spa, jego architektury, drobnych detali i dekoracji, że decyduję się na zabieg na twarz i namawiam JB na masaż stóp. W tygodniu ceny są niższe o 20%.



Moja sala zabiegowa wychodzi na jezioro, a tuż przy oknie stoi brązowa wanna. Nie wiem, czy to zmęczenie, czy jakość masażu twarzy, ale prawie zasypiam podczas zabiegu, co rzadko mi się zdarza.

Wieczorem o 20:00, po kolacji w restauracji hotelowej, odbywa się przedstawienie w „wiosce”. Zabierają nas tam elektrycznym samochodem. Wioska to raczej miejsce, gdzie chcą od nas wyciągnąć pieniądze: średniej jakości masaże, sklepiki z pamiątkami, małe stoiska, małe restauracje… Jest uroczo, ale nie jest to niezbędne.
Dzień 2:
Zaczynamy dzień od wspaniałego bufetu szwedzkiego, tak jak to Wietnamczycy potrafią robić najlepiej. JB, który odzyskał apetyt i trawienie, jest zachwycony. Ja korzystam trochę mniej, bo wciąż jestem lekko chora.

Cieszę się, że zarezerwowałam dwie noce w tym hotelu, zamiast jednej, jak większość gości. Po pierwsze dlatego, że wiem, że jestem naprawdę zmęczona, a po drugie, zawsze trzeba dwóch nocy, aby zrobić sobie prawdziwą przerwę i nabrać sił. Jedna noc to za mało: ledwo zdążę przyjechać, zwiedzić miejsce, przespać się, a następnego dnia już trzeba pakować walizki. Goście tego hotelu są też wyjątkowi, to nie są zwykli ludzie, szukający tylko luksusowego doświadczenia. Jechać do Yen Tu to raczej dla wierzących.
Dlatego hotel dysponuje wegańską restauracją i organizuje sesje jogi i medytacji od rana do wieczora. Z listy wybieram medytację z tybetańskimi misami dźwiękowymi i zapisuję całą rodzinę. Nawet mój ojciec, który się wahał, wziął udział w sesji medytacyjnej.
Mamy sesję prywatną, bo nikt inny się nie zapisał. Moja mama ma w domu misę dźwiękową kupioną w Nepalu, bezpośrednio u producenta. Byłam leczona we Francji misą tybetańską raz. Dlatego bardzo jestem ciekawa, co nam każą robić podczas tej sesji. Wbrew naszym wyobrażeniom, pani prowadzi nam wykład na temat mis tybetańskich: jak ich używać, jak z nimi medytować, jakie dźwięki preferować w zależności od celu itp. Każde z nas dostaje misę i ta sama misa może wydawać dwa różne dźwięki, jeśli używają jej dwie osoby. Słuchając dźwięku każdej z naszych mis, potrafi udzielić nam trafnych informacji o naszych charakterach. Wykrywa nawet wahanie u mojego ojca: to jedyny, który wahał się przyjść na zajęcia. To niesamowite!

Dźwięk mis dźwiękowych musiał nam dobrze zrobić, bo po sesji cała rodzina poczuła przypływ energii. Bierzemy nasz samochód i jedziemy w kierunku Ngoa Yen, góry, gdzie osiedlił się dawny król. Mijamy kilka jezior, ale gdy docieramy na miejsce, leje jak z cebra. Dowiadujemy się, że jest przerwa w dostawie prądu. To nie deszcz jest imponujący, typowy tropikalny deszcz, który nas niepokoi… ale kolejka linowa. Nawet jeśli prąd wróci, firma obsługująca kolejkę może wyłączyć prąd w trakcie wjazdu, aby uniknąć uderzenia pioruna, i możemy utknąć w kabinie pośrodku lasu.

Wietnamczycy wytłumaczą to wydarzenie „przeznaczeniem”. Może to nie jest odpowiedni moment, aby tam iść, albo JB i ja nie mamy jeszcze pozwolenia, aby się tam udać.
Omijamy jezioro i docieramy do innego jeziora. Widzimy dostęp do grobu innego króla na małej wyspie na środku jeziora

W pobliżu znajdują się groby innych członków królewskiej rodziny Tran. Cały ten obszar został odkryty dopiero w latach 80. XX wieku. Francuzi, którzy przecież przekopują wszystko i odkrywają wszystko, nie postawili tu stopy. To naprawdę imponujące, bo to ogromna dolina, ukryta co prawda przez góry, ale znacznie niższe niż te, które widzieliśmy na północy, a okolice są gęsto zaludnione. Jaka magia mogła ukryć to miejsce przed rabusiami grobów, kolonizatorami, a nawet innymi dynastiami po Tranach? Ten obszar jest naprawdę niezwykły.
Pewien pan, spacerując w okolicy, zobaczył niesamowitą energię unoszącą się z ziemi. Wybudował świątynię. Nikt się nią nie opiekuje, ale jego uczniowie mają do niej dostęp i przychodzą od czasu do czasu posprzątać. Mogą pożyczyć klucz, aby przyjść medytować samotnie lub przyprowadzić chorych. Moja mama zabrała tam dwie osoby z depresją, a po dniu lub nocy obie wróciły do Hanoi uzdrowione.
Wracamy do hotelu i znów wybieram masaż. Bo za bardzo kocham spa, nie wiem dlaczego 😀 to moje ulubione miejsce w hotelu. Tym razem dostaję salę z wanną w kształcie lotosu (z kamienia).

Zabieg składa się z masażu olejkiem, a następnie pocierania woreczkami wypełnionymi ziołami leczniczymi. To takie przyjemne, zwłaszcza gdy na zewnątrz pada deszcz (z błyskawicami i grzmotami). Po tym masażu jestem całkowicie wyleczona.
Wieczorem uczestniczymy w sesji medytacji przy świecach. Idealny przepis na dobry sen.
Dzień 3: Wejście
Pamiętam, jak pytałam naszą nauczycielkę medytacji, które miejsce w Yen Tu jest najbardziej duchowe, z największą energią, a ona odpowiedziała: oczywiście, że to wieża, w której znajdują się relikwie króla Tran Nhan Tonga. Wszyscy celują w pagodę z brązu, ale ci, którzy „mają zdolności”, wiedzą, że to wieża.
Idąc za jego wskazówkami, mimo porannego deszczu, decydujemy się mimo wszystko tam pojechać. O 7:30 przestaje padać, jemy śniadanie, a hotel zawozi nas elektrycznym samochodem pod dolna stację kolejki linowej o 9:00.
Troje z nas jest tam po raz pierwszy. Moja mama, jedyna, która ma informacje o trasie pełnej przeszkód, zapomina nas uprzedzić, że droga jest długa i nieco wymagająca. Mając do dyspozycji kolejki, myśleliśmy, że będzie tak samo łatwo, jak Sapę. Tak więc JB ma na sobie sandały i koszulkę polo Lacoste, ja jestem w tradycyjnej lnianej sukience; zamiast być w trybie wędrówkowym. JB później powie, że go oszukałam, ahahah
Płacimy 320 000 VND za osobę za obie kolejki linowe (tam i z powrotem). Pierwszy przejazd jest już zapierający dech w piersiach. Zdajemy sobie sprawę z rozmiaru naszego kompleksu hotelowego (cała dolina, mówiłam wam), a z trudem dostrzegamy inne ludzkie budowle w oddali.


Ruszam się po całej kabinie, aż zauważam, że podłoga jest przezroczysta. Wydaję okrzyk przerażenia i zostaję w pozycji siedzącej przez całą podróż 😀

Pierwszy przystanek to wieża z relikwiami króla. Najwyraźniej nie mam odpowiednich zdolności, bo nie odczuwam szczególnie silnej energii, inaczej niż w innych miejscach w okolicy, ale i tak kilka razy okrążam ją pieszo, jak mi doradzono. Kwiaty frangipani upajają miejsce.

Dochodzimy do pierwszej pagody, po bardzo stromych schodach…

zanim kontynuujemy wspinaczkę do pagody „jeden dach” (Chua Mot Mai), przylegającej do ogromnej skały. Wewnątrz znajduje się źródło wody i możemy z niej pić lub używać jej do odświeżenia twarzy.


Kontynuujemy marsz do drugiej kolejki linowej. Chmury nadciągają szybciej niż my i wspinaczka odbywa się całkowicie w chmurach. Nic nie widzimy. Naprawdę boję się, że chmury będą równie gęste na szczycie, ale tak nie jest.
Dzięki chmurom powietrze jest chłodniejsze i gdy tylko docieramy na szczyt, do pagody z brązu, wszystko nagle się rozjaśnia. Przed nami zapierające dech w piersiach krajobrazy. 270° gór, szczytów, lasu…





Pagoda z brązu wydaje się mniejsza niż na zdjęciach. Jest w całości z brązu, stąd jej nazwa: Chua Dong. Usytuowana na szczycie najwyższej góry, nigdy nie została uderzona piorunem. Jest tak maleńka, że nie można do niej wejść, ale ofiary pozostawia się tuż przed nią. Mamy szczęście, że możemy zrobić zdjęcia całej pagody. Zwykle zawsze jest przed nią tłum. Dziś ludzie są bardziej zajęci i pochłonięci krajobrazami.

Schodząc, zamiast przechodzić przez inny nowoczesny posąg z brązu, wracamy tą samą trasą w przeciwnym kierunku. Po Sapa nauczyliśmy się, że nie należy zatrzymywać się w miejscach bez większego znaczenia. Słyszymy kobietę wchodzącą i dziękującą Buddzie za sprzyjającą pogodę. Inni ciężko oddychają i co 10 metrów pytają, czy już doszli. Wśród tych wiernych są tacy, którzy całą drogę musieli pokonać pieszo, zatrzymując się przy wszystkich pagodach. Jest też inna trasa, również z kolejką linową, z innego miasta. Krótko mówiąc, ta pagoda jest dumą i miejscem pielgrzymek całego regionu. To dziwne, że słyszę o niej dopiero teraz. Może jak z grobowcami królewskimi, to miejsce objawia mi się dopiero wtedy, gdy jestem gotowa / gdy naprawdę tego potrzebuję?




Wracamy do hotelu około 12:00, cali spoceni, ale szczęśliwi, bo teraz chmury zniknęły i przejazdy kolejką linową są jeszcze bardziej imponujące. Ponownie, dzięki statusowi Gold JB, udało nam się uzyskać późne wymeldowanie o 14:00. Więc wszyscy mogliśmy zdrzemnąć się (albo iść na basen) przed powrotem do samochodu w kierunku Ha Long.
Część 2: Praktyczne wskazówki
Budżet
- Moi rodzice wynajęli samochód, ale można też skorzystać z usługi zwanej „Limousine”, aby się tam dostać (skontaktuj się z hotelem)
- MGallery Legacy Yen Tu (link do Bookingu) :
- między 80 € a 120 € za pokój za noc w najtańszym pokoju (w tygodniu jest taniej), śniadanie w cenie
- około 200 € za pokój za noc za pokój taki jak nasz, śniadanie w cenie
- liczcie 10 € do 15 € za posiłek za osobę w hotelu – w przeciwnym razie idźcie do hotelowej wioski, będzie taniej
- masaż: około 50 €/h, ale naprawdę warto
- Kolejka linowa: 320 000 VND za osobę za obie kolejki linowe, w obie strony

