[Refleksja] #18 Czego nauczyło mnie rzemiosło: Lekcje życia o Dyscyplinie, Jakości i Wartości Czasu
Po 20 latach spędzonych wśród francuskich i wietnamskich rzemieślników w różnych zawodach (jubilerstwo, krawiectwo, kaletnictwo…) oto kilka refleksji i lekcji, których się nauczyłem.
Rzemiosło uczy dyscypliny
Jestem osobą, która lubi dobrze wykorzystywać swój czas i pieniądze, więc kiedy wybieram nauczyciela, chcę NAJLEPSZEGO, najbardziej skrupulatnego, najbardziej wymagającego, aby nauczyć się jak najwięcej, ale też dużo przez to cierpię. Zanim ich poznałem, myślałem, że jestem perfekcjonistą, ale po ich poznaniu zdaję sobie sprawę, że jestem lata świetlne od perfekcjonizmu.
Co zabawne, wchodząc do ich warsztatu, niekoniecznie myślisz, że są perfekcjonistami, bo narzędzia są wszędzie, wszystko wydaje się nieuporządkowane, ich ręce są bardzo brudne… ale w warsztacie nie ma kurzu. Ale kiedy zaczynają mnie uczyć zawodu, wszystko się wyjaśnia: narzędzia są jednak ułożone w kolejności zoptymalizowanej pod kątem użytkowania. U mojego nauczyciela kaletnictwa układa narzędzia według wysokości; podczas gdy ja mam zwyczaj układać według typu narzędzi. Więc kiedy potrzebuje linijki 10 cm, widzi ją natychmiast wśród narzędzi 10 cm, zamiast szukać jak ja wśród 10 linijek między 5 a 50 cm. A jeśli chodzi o brudne ręce, pod koniec dnia w jubilerstwie ja też mam czarne ręce. A w kaletnictwie, gdy tylko maluję krawędzie, mam farbę na rękach, ale regularnie też krople farby na ubraniach.
Wspólną cechą moich nauczycieli jest zakaz marnowania surowców. Mój nauczyciel jubilerstwa od razu każe mi pracować na srebrze (chociaż normalnie zaczyna się od mosiądzu), żebym od pierwszych sekund uważała, żeby nie zmarnować tyle srebra (to trafne porównanie) przez byle jaką pracę. Wciąż pamiętam, jak za bardzo rozgrzałam metal (o 10 sekund za długo) i zostawiłam plamę po ogniu (utlenianie srebra). Zamiast przymknąć oko, mój nauczyciel zmusił mnie do wypiłowania tej plamy. 10 sekund nieuwagi zamieniło się w godzinę pilnikowania. Od tamtej pory nie robię już żadnych plam po ogniu. W szyciu, jeśli zdarzy mi się uszyć krzywo, moja nauczycielka nigdy nie pozwala mi wyrzucić materiału, nawet jeśli to tylko mały kołnierz, który można szybko wyciąć i przyszyć od nowa. Nie, to 10 minut prucia. Najgorsze jest, gdy każe mi powtórzyć overlock. Koszmar! Każda nieuwaga jest surowo karana. A każdy błąd zapamiętuje się na całe życie, bo za każdym razem miałam od 30 minut do 1 godziny na naprawienie błędu, myśląc o czasie, który stracę w przyszłości, jeśli powtórzę ten sam. Szczerze mówiąc, każdy błąd w każdej dziedzinie popełniam tylko raz w życiu.
Natomiast w szkole biznesu, szczerze mówiąc, w ogóle nie pamiętam błędów, które popełniłam (może tylko źle zrobiony biznesplan). Ponieważ błąd = zła ocena wśród 36 000 ocen, ale potem i tak mam dyplom. W liceum była nauczycielka matematyki, która odejmowała mi 1 punkt za każdym razem, gdy oddawałam niechlujnie napisane zadania (żeby zrobić jak najwięcej ćwiczeń), ale co zmienia mieć 17 zamiast 18? To mnie nie rusza i nie ma żadnego wpływu. Ale spędzić 1 godzinę na pilnikowaniu, to robi wrażenie!!
Trudno też patrzeć na moich nauczycieli, którzy zawsze są niezadowoleni. Często wracam z warsztatu kompletnie załamana, przekonana, że jestem beznadziejna, bo naprawdę wszystko jest krytykowane: minimalna asymetria 0,1 mm, linia szycia nieidealnie równoległa, cięcie metalu nie dość proste… Co najbardziej frustrujące? Nawet gdy przedtem robię własną kontrolę jakości – nauczyłam się widzieć swoje błędy i sama siebie krytykować – oni wciąż znajdują wady. Zdarza mi się nawet pytać kilka razy „ale gdzie jest problem?”, bo tego nie widzę, a przede wszystkim nie rozumiem, jak mogłam popełnić ten błąd.
Przez długi czas czułam się naprawdę beznadziejna – jak nie być, skoro nigdy nie dostaje się komplementu? Aż pewnego dnia dowiaduję się przypadkiem, od innej uczennicy, że mój nauczyciel mówi o mnie z dumą, o moich postępach… Byłam zdumiona! Tak naprawdę zrozumiałam później, w życiu zawodowym, że konstruktywną krytykę rezerwuje się dla tych, którzy potrafią ją przyjąć i wykorzystać do rozwoju. A ludzie, którzy buntują się przy najmniejszej negatywnej uwadze? W końcu zostawia się ich w spokoju, nikt nie chce tworzyć konfliktów. Efekt? Stoją w miejscu i zostają odsunięci na boczny tor, nie rozumiejąc dlaczego.
Oto, czego naprawdę nauczyło mnie rzemiosło: pokory. Dla kogoś takiego jak ja, przyzwyczajonego do dobrych ocen w szkole, trudno było na początku być stale krytykowanym. Ale teraz rozumiem. Tak się rozwój odbywa.
Zdaję sobie sprawę, że podobnie jak matura, CAP (który zdają rzemieślnicy) ma zbyt wysoki wskaźnik zdawalności. Jednak po przejrzeniu programów i rozmowach z nauczycielami jasne jest, że treść jest niezwykle obszerna, jeśli naprawdę chce się uczyć dogłębnie. Szczerze mówiąc, w porównaniu z tym, mój tytuł magistra w szkole biznesu wydaje mi się znacznie mniej wymagający niż CAP Krawiec (z wyróżnieniem) czy CAP Kaletnik (z wyróżnieniem). Francuskie rzemiosło pozostaje standardem, któremu zazdrości cały świat, na przykład w takich dziedzinach jak haute couture, które uosabia wyjątkowe rzemiosło, czy też w świecie mody męskiej, o czym świadczą takie książki jak Parisian Gentleman Hugo Jacomet (ilustracja do tego artykułu), które ukazują tę doskonałość.
Rzemiosło kocha jakość
Długo myślałam, że restauracje serwują nam dania z niskiej jakości składnikami przez ignorancję. Dopóki nie poznałam szefa kuchni Jérémie na Koh Phangan, który pracował w kilku restauracjach gastronomicznych. Powiedział mi, że w szkole, nawet żeby otworzyć zwykłą restaurację, wszyscy szefowie nauczyli się rozpoznawać dobre składniki i wiedzieć, gdzie znaleźć najlepsze ostrygi, najlepszy camembert… to podstawa. Miałam z nim bardzo wzbogacające doświadczenie, kiedy pokazałam mu, jak robić nemy (według mojego rodzinnego przepisu), zrobiłam sos do nemów z moich składników kupionych w supermarkecie, a szef dał mi swoje składniki wysokiej jakości; i te dwa sosy NIE mają ze sobą NIC wspólnego.
Tak samo jest z innymi rzemiosłami. Każdy potrafi rozpoznać i znaleźć jakość, potem to tylko kwestia kosztów. Fast fashion da ci 100% akrylu, 100% poliestru, a krawiec na miarę z Savile Row da ci 100% wełny, 100% jedwabiu, 100% wikunii…
Moi nauczyciele zawsze wybierają najlepsze, bo zrozumieli po tych wszystkich latach testów i uczenia się, że nie można zrobić czegoś pięknego z narzędziami niskiej jakości i materiałami niskiej klasy. Nawet jeśli ma się najlepszą technikę na świecie, na skórze, która pęka, lub na sztucznej skórze z plastiku, produkt szybko się rozdarł. U nich można dotknąć i podziwiać narzędzia, które kosztują majątek i które zbierali całe życie. Rzemieślniczki używają narzędzi bardzo dobrej jakości, ale rzemieślnicy mają coś z nożami. Ojej, oni kochają noże i kupują je bez końca. W kilku egzemplarzach. To ich hobby, nigdy nie zrozumiałam atrakcyjności noży. Oczywiście, ja też mam bardzo piękne noże i japońskie nożyczki robione ręcznie, i doceniam jakość, ale nie potrafię ich kolekcjonować.
Czy to logiczne pracować z narzędziami niskiej jakości? Jeśli wynik nie jest zadowalający, skąd wiadomo, czy to my jesteśmy niezdarni, czy narzędzia są wadliwe? Przynajmniej z materiałami dobrej jakości wiemy dokładnie, co jest nie tak – to na pewno nasza technika wymaga poprawy. Żadnych wymówek, żadnych niejasności.
Weź ten uderzający przykład: niedawno uczestniczyłam w kursie online z krawcową, która pracowała w haute couture. Jej linie szycia były wyraźnie mierne, niegodne jej poziomu ekspertyzy. Ale czy to naprawdę była jej wina? Wcale nie! Dano jej prostą maszynę domową, podczas gdy ona była przyzwyczajona do pracy na profesjonalnej maszynie płaskiej. Gdyby oceniano ją tylko na podstawie tych szwów zrobionych na sprzęcie niskiej jakości, nie zostałaby nawet zatrudniona w H&M, a udowodniła swoją wartość w haute couture! To pokazuje, jak wielkie znaczenie ma narzędzie. Ważne jest, aby oszczędzać w życiu, bo pieniądze nie spadają z nieba, ale zapewnij sobie narzędzia dobrej jakości: ergonomiczne krzesło, ergonomiczną mysz, stół na odpowiedniej wysokości… to zmienia wszystko!
Zauważ, jak prawdziwi rzemieślnicy cenią swój czas i materiały. W jubilerstwie mój profesor nalega, abym pracowała bezpośrednio na srebrze, a nie na mosiądzu – 'po co marnować godziny na metalu, który utleni się i będzie brzydko pachniał?’ – mówi. Gdybym mogła sobie na to pozwolić, kazałby mi pracować nawet na złocie. Podobnie jest w kaletnictwie, gdzie mój profesor odmówił przyjęcia uczennicy, która chciała używać tylko niskiej jakości skóry. Dla niego to była strata czasu – po co kompensować słabą jakość materiału trudniejszą i mniej satysfakcjonującą pracą? Introligatorzy również kierują się tą filozofią: pracują tylko z książkami dobrej jakości, systematycznie odrzucając egzemplarze z pożółkłymi i zniszczonymi stronami, chyba że mają wyjątkową wartość sentymentalną.
Więc kiedy widzę te filmy na YouTube z 'podsumowań szyciowych’, gdzie amatorzy krawiectwa mozolnie odtwarzają ubrania marek takich jak Sézane, Balzac, Sandro, Maje, szukając tych samych niskiej jakości tkanin syntetycznych, to mnie zasmuca. Te marki używają mieszanki włókien naturalnych z poliestrem, wiskozą i akrylem, aby obniżyć koszty – po co chcieć to naśladować? Czy to logiczne poświęcać tyle czasu i wysiłku na odtworzenie ubrania z niskiej jakości tkaniny? To tak, jakby czas zainwestowany nie miał żadnej wartości.
Niedawno widziałam interesujący komentarz na ten temat. Osoba ta kwestionowała pogląd, że szycie w domu pozwala zaoszczędzić pieniądze. Oczywiście wydaje się mniej na tkaniny, ale czy naprawdę uwzględniono wszystko, co się z tym wiąże? Czas spędzony na nauce, godziny poświęcone samo szycie? W rzeczywistości to przekonanie odzwierciedla głębszy problem: systematyczne dewaluowanie pracy kobiet. Kiedy mówi się, że kobieta szyje lub siedzi w domu, aby 'oszczędzać’, całkowicie pomija się fakt, że tak naprawdę wykonuje wykwalifikowaną pracę. Nie ma tu prawdziwych oszczędności – jest prawdziwa praca, która zasługuje na uznanie jako taka. Czasu nie można kupić za wszystkie pieniądze świata, każda sekunda powinna być wykorzystana mądrzej, a rzemieślnicy to doskonale rozumieją.
Rzemieślnicy potrzebują wiedzy przedsiębiorców
Perspektywy dla rzemieślników często nie są zbyt optymistyczne. Rozmawiając z wieloma z nich, nawet w sektorze luksusowym, odkryłem, że warsztaty coraz bardziej przypominają fabryki z powodu ograniczeń produkcyjnych. Są przydzielani do najlepiej sprzedających się modeli w kółko, co sprawia, że praca staje się powtarzalna i mechaniczna. Stopniowo rzemieślnik staje się zwykłym robotnikiem (i tak też wynagradzanym). W niektórych uprzywilejowanych przypadkach rzemieślnik może pracować nad produktem od początku do końca, ale nawet wtedy jakaś forma tayloryzmu w końcu się narzuca. Na przykład wykonują tę samą operację na 6 torbach, zanim przejdą do następnego etapu, co może oznaczać całe dni nieprzerwanej pracy przy siodlarskim szwie – to okropna praktyka dla stawów. W idealnym świecie rzemieślnik powinien zmieniać zadania: po dwóch godzinach szycia mógłby przejść do innej operacji, aby oszczędzić swoje ciało.
Niezależny rzemieślnik nie unika całkowicie ryzyka stania się robotnikiem, jeśli nie będzie ostrożny. Klienci często domagają się bestsellerów, a odpowiadanie na to zapotrzebowanie może uniemożliwić rozwijanie nowych modeli. Niektórzy rzemieślnicy znajdują równowagę, tworząc produkty-wabiki: szybkie do wykonania elementy, które finansują bardziej złożone projekty przeznaczone dla wymagającej klienteli. Aby uniknąć monotonii pracy (produkowanie tego samego przedmiotu tysiące razy), inni ograniczają liczbę egzemplarzy w danej linii – to inteligentna strategia, aby zachować różnorodność i twórczy entuzjazm.
To, co często zarzucam niezależnym rzemieślnikom, to nadmierne skupienie na aspekcie technicznym. Żyją tylko swoim zawodem, zaniedbując wszystko inne: marketing, zarządzanie URSSAF, bilanse księgowe itp. Ich ideał? Spędzać dni przy swoim dziele, a potem przyjdzie zamożny klient, podziwia ich pracę, zapłaci sporą sumę i odejdzie. Ale rzeczywistość jest znacznie mniej sielankowa.
Gdy spokojnie szyłam w „kawiarni szycia” w Rouen, usłyszałam ciekawą rozmowę. Kobieta przyszła na rozmowę, mając nadzieję zdobyć jedno z 8 miejsc dostępnych w tym roku na szkoleniu oferowanym przez Pôle Emploi. Siedząc w sąsiednim pokoju, mogłam śledzić całą wymianę zdań. Wyjaśniła, że ubiegała się w zeszłym roku bez powodzenia i wraca, aby spróbować ponownie. Szybko zrozumiałam, dlaczego została odrzucona i dlaczego prawdopodobnie znowu będzie: program obejmuje 75% praktyki, ale także 25% teorii administracyjnej (takiej jak nauka tworzenia i zarządzania firmą). Ona z kolei chce otworzyć stowarzyszenie szycia w swojej wiosce i nie interesuje jej część administracyjna. Niestety, nawet dla stowarzyszenia trzeba umieć je zarządzać: wypełniać formularze rejestracyjne, organizować coroczne walne zgromadzenie i sporządzać bilans finansowy, nawet uproszczony.
To właśnie tutaj rzemieślnicy często napotykają przeszkodę: niechętnie angażują się w te aspekty przedsiębiorczości. To także powód, dla którego wielu z nich jest słabych w marketingu. Ci, którzy osiągają świetne wyniki na Instagramie, na przykład, często są amatorami: opanowali sztukę wyeksponowania swoich produktów niskiej jakości, ale brakuje im techniczności (patrz te okropne pikowane torby na Instagramie). Z drugiej strony, naprawdę utalentowani rzemieślnicy są często pochłonięci pracą i nie mają ani ochoty, ani nawyku, aby odłożyć dzieło, ustawić kamerę, zrobić zdjęcie czy sprawdzić idealny kąt. Gdy jest się pochłoniętym tworzeniem, trudno przerwać ten pęd, aby zająć się aparatem. W zawodach takich jak introligatorstwo czy kaletnictwo filmy często skupiają się na bardzo konkretnych etapach, jak szycie kapitałek czy szwów siodlarskich, bo to momenty, kiedy można ustawić statyczną kamerę bez przerywania procesu twórczego.
Wchodzenie w e-commerce to też nie lada wyzwanie. Krawiec Scavini, na przykład, otwierając swój sklep internetowy, szybko zdał sobie sprawę z wyzwań. Bez doświadczenia w programowaniu, marketingu czy obsłudze posprzedażowej, każdy krok wymaga delegowania: programista, community manager, specjalista ds. obsługi klienta, odpowiedzialny za zwroty itp. Przy każdej interwencji musi sięgać do kieszeni, co znacznie uszczupla jego marże.
Właśnie z tego powodu profesjonaliści w trakcie zmiany kariery, z solidnym doświadczeniem zawodowym, często radzą sobie lepiej. Christine Charles jest tego doskonałym przykładem: po kierowaniu projektami o wartości ponad 10 milionów euro w dużej grupie, potrafiła skutecznie stworzyć swoją szkołę szycia Rêve à Soi. Stworzyła swoją stronę internetową, zorganizowała kursy online i na żywo oraz rozwinęła partnerstwa w całej Francji, wykorzystując swoje umiejętności przekrojowe i strategiczną wizję, bez konieczności płacenia.
Często najlepszym sposobem dla rzemieślników na pogodzenie pasji z rentownością jest przekazywanie swojej wiedzy poprzez kursy. Mój nauczyciel jubilerstwa mówił, że jego idealny uczeń to „kobieta po pięćdziesiątce, z siłą nabywczą, odrobiną zręczności i pasją do rzemiosła”. Tacy uczniowie łatwo stają się lojalnymi klientami, ponieważ po włożeniu dużego wysiłku w przecięcie blachy mniej więcej prosto, zdają sobie sprawę z ogromu pracy i wiedzy potrzebnej do stworzenia nawet prostej obrączki. Uświadamiają sobie koszt materiałów i w końcu uznają, że 1000 euro za produkt ręcznie robiony jest w pełni uzasadnione. Moi nauczyciele często zostawiają swoje ogłoszenia w sklepach z materiałami (skóra, elementy biżuterii, pasmanteria), i często im mówię: „Ci, którzy wiedzą, gdzie znajdują się te sklepy, być może mają już nauczyciela. Celuj też w swoją uczennicę po pięćdziesiątce w miejscach, które odwiedza (salony i targi rzemiosła, centra kultury i domy osiedlowe, lokalne kawiarnie, specjalistyczne księgarnie, sklepy z dekoracjami i meblami, OLX itp.”
Jednak w przypadku zawodów nieco bardziej dostępnych (jak krawiectwo) ryzyko polega na tym, że wykształcisz własnych konkurentów. Na szczęście we Francji brakuje niezależnych rzemieślników, więc jest miejsce dla każdego. Nie chodzi o to, żeby się wzbogacić, ale jest wystarczająco dużo klientów, aby godnie żyć z niewielkiej pensji. Uwierzcie mi, za każdym razem, gdy interesuję się jakimś zawodem, zaczynam od opracowania biznesplanu. Według moich obliczeń osiągnięcie płacy minimalnej jest całkiem możliwe, ale aby celować wyżej, trzeba włożyć spory wysiłek. Efekt dźwigni powstaje poprzez zatrudnianie innych rzemieślników. To nie jest łatwe i dlatego, bardziej niż kiedykolwiek, posiadanie umiejętności przedsiębiorczych jest niezbędne.
Rzemiosło to nie tylko zawód, to prawdziwy styl życia. Uczy pokory, wymagań i szacunku dla dobrze wykonanej pracy. Pracując u boku mistrzów rzemiosła, zanurzyłem się w świecie, w którym każdy szczegół ma znaczenie, każdy błąd staje się lekcją, a każdy materiał ma swoją historię do opowiedzenia. Ich pasja jest zaraźliwa, podobnie jak ich talent do łączenia tradycji z nowoczesnością, aby tworzyć niepowtarzalne dzieła. Ale dostrzegłem też wyzwania, przed którymi stoją: dbanie o zdrowie, znalezienie swojego miejsca na rynku, który goni za łatwością i siłą nabywczą, czy żonglowanie kreatywnością i zarządzaniem.
Z pewnej perspektywy widzę, jak bardzo te nauki wykraczają poza ramy rzemiosła. Bycie rygorystycznym wobec siebie, nadawanie wartości swojemu czasowi i wysiłkom, wychodzenie ze strefy komfortu, poszerzanie swoich umiejętności i interesowanie się różnymi dziedzinami. Umiejętność bycia osobą wszechstronną, rozumienia różnych aspektów projektu lub zawodu oraz łączenia wiedzy — to pozwala iść naprzód i się dostosowywać. Niezależnie od tego, czy jest się rzemieślnikiem, czy nie, w tym świecie można odkryć niesamowite bogactwo, pod warunkiem że zatrzymamy się na chwilę i posłuchamy tych, którzy go tworzą.


