[Road trip po Islandii] Dni 6 i 7: Fiordy Wschodnie


Ponieważ to ja planuję całą podróż, mam frajdę z zaskakiwania JB od czasu do czasu.

Część 1: Dzienniki z podróży: Dni 6 i 7Część 2:
Praktyczne porady

Część 1: Podróż

Dzień 6

Plan podróży na dzień 6

Dostęp do moich spersonalizowanychMap Google tutaj

Przystanek 1: Niespodzianka

Dzień wcześniej JB otrzymał instrukcję, aby wstać stosunkowo wcześnie (7h30). O 8 rano wsiadamy do samochodu zostawiając wszystkie nasze rzeczy w schronisku, a JB dostaje polecenie zabrania stroju kąpielowego i ręcznika. Jeśli chodzi o mnie, to już noszę kostium kąpielowy pod ubraniem. Podążamy za GPS-em, a kiedy docieramy na miejsce, nic się nie dzieje. Zaczynam się też stresować, bo nigdy tam nie byłam, ten adres poleciła mi Martha, niemiecko-islandzka pensjonariuszka.

Po szybkim sprawdzeniu na maps.me znajduję właściwą drogę, idziemy 1 minutę i co jest ukryte za ogromną skałą: basen z wodą termalną z niesamowitym widokiem na ośnieżone góry!

Są nawet haczyki na ubrania. Ale nie ma przebieralni (dlatego przebrałem się pierwszy!)

Zalecamy jednak przyjście w klapkach (+ oczywiście normalne buty), aby nie pobrudzić sobie stóp. Woda ma temperaturę od 39°C do 40°C, co za szczęście! Basen jest super czysty (najczystszy od początku istnienia)! To, co mi się podoba, to fakt, że należy do miasta. Nie lubię kąpać się na czyimś prywatnym terenie (w Islandii każda ziemia należy do kogoś), bez płacenia, bez pytania o zgodę. Nie lubię, gdy ludzie chodzą po moim ogrodzie, nie chcę, by inni robili to samo. Więc Martha dawała mi tylko adresy, które były albo opłacone, albo autoryzowane.

Teraz JB rozumie, dlaczego wybrałam miejsce, w którym się znajdujemy: Bragdavellir Cottages(link do rezerwacji). To tylko 10 minut drogi stąd! W ten sposób, zaraz po tej wyjątkowej kąpieli w środku natury, możemy wrócić do domku, wziąć prysznic i przebrać się. Wygodne, prawda?

OK, dam ci adres, ale obiecuję, żadnego dzikiego biwakowania (znaki „camping interdit” są wszędzie), i żadnych odpadów proszę

Współrzędne na mapach Google
Mapa z maps.me

Przystanek 2: Djúpivogur

Wjeżdżamy do bardzo małego miasteczka Djúpivogur. Niedaleko od portu możemy zobaczyć ogromne jaja, reprezentujące poszczególne gatunki islandzkich ptaków.

Po drodze zatrzymujemy się w sklepie Stones & Bones, gdzie pasjonat przyrody zbiera szkielety morskich stworzeń wyrzucone na plażę. Aby utrzymać tak białe kości bez chemikaliów, trzeba włożyć w to dużo pracy. Ma również sklep z kamieniami i naszyjnikami…

delfin!

Przystanek 3 : Nykurhylsfoss

Jest to niewielki przystanek, ale widziałem, że zatrzymują się tam wagony turystyczne (12 miejsc). Wodospad nie jest wyjątkowy, ale otoczenie jest bardzo ładne. W odległości ok. 1,5 km znajduje się kemping – z widokiem.

widok z kempingu

Fiordy Wschodnie

To jest to, jesteśmy tam! To jest pierwszy raz, kiedy odwiedzamy fiordy samochodem. Pierwszy raz było to na rejsie w Norwegii. Za drugim razem była to łódź w Nowej Zelandii

Jest tam tyle fiordów, że nawet nie pamiętam, gdzie było robione każde zdjęcie 🙂 a przy tym całym śniegu, fiordy wyglądają bardzo podobnie. Szkoda, że pogoda nie jest lepsza, bo nie widać tu błękitnej wody 🙁 ani gór odbijających się w wodzie.

Zazwyczaj JB prowadzi, ale jest tak mało ludzi na drodze, że ja też chciałem prowadzić. Minęły lata odkąd siedziałem za kierownicą samochodu z manualną skrzynią biegów. Oczywiście trochę mnie to zestresowało, przy tak dużej ilości zakrętów nie była to dobra decyzja. W pewnym momencie przegapiłem mój start z górki, poślizgnąłem się do tyłu i trzy bardzo wściekłe samochody znikąd dały mi znać, że źle prowadzę 🙁 To zdjęcie prawie kosztowało mnie wypadek, proszę to docenić

Tak więc, poszliśmy wzdłuż drogi 1, aż Reyðarfjörður , gdzie wzięliśmy 92, aby przejść do Eskifjörður. 92 pozwala nam być w pewnym momencie na poziomie wody, w przeciwieństwie do innych dróg, które są nieco wyżej.

Informacje praktyczne: mieliśmy spore problemy ze znalezieniem otwartej kawiarni na stacji benzynowej (można dostać benzynę, ale nie hot-doga – zimą są zamknięte). Udało nam się zjeść lunch w Olís w Reyðafjörður, gdzie sprzedają niedrogie kanapki/burgery (15€). -10% zniżki na rachunek, jeśli poprosisz o ich kartę stałego klienta (za darmo)

na drodze do Eskifjorður
wodospad przy wejściu do Eskifjorður

Następnie przejechaliśmy 6-kilometrowy tunel (śmierdzi tam wilgocią, bardzo nieprzyjemnie), po czym wjechaliśmy między dwie ośnieżone góry…

do skrzyżowania z drogą 953, która miała mnie zaprowadzić do wodospadu Klifbrekku i Mjóifjörður, najpiękniejszego fiordu na wschodzie. Ale ta droga jest oznaczona jako zamknięta na vedur.is 🙁 snif

Na miejscu nie ma żadnych znaków, ale na stronie wedrówki wyraźnie zaznaczono, że nie można się zapuszczać, aby dowiedzieć się, dlaczego droga jest zamknięta itp.

trasa 953

Jeśli wybierzesz się latem, prześlij mi swoje zdjęcia!

Od tego momentu drzewa jakby ożywają, bo śnieg nie dominuje już w krajobrazie, widzimy mnóstwo drzew!

Pensjonat Hengifoss

Postanawiamy przenocować w pobliżu jeziora Lagarfljót, gdzie kiedyś mieszkał gigantyczny potwór (boo), aby ułatwić sobie wizytę przy wodospadzie Hengifoss następnego dnia. Dostaliśmy pokój z łazienką i zapierającym dech w piersiach widokiem za 87€ za noc. Posiadają również pole namiotowe. W lecie za dodatkową opłatą serwowane jest śniadanie (w formie bufetu). Link do rezerwacji

Uwaga: na Islandii nawet na podwójne łóżko kładą dwa pojedyncze koce, bo podobnie jak w Norwegii, bardzo zależy im na tym, żeby każdemu było ciepło w nocy (bez kradzieży koca przez drugą osobę).

Dzień 7

Auć, czas leci, jesteśmy już w siódmym dniu naszej podróży. Dużo się ruszaliśmy, dużo chodziliśmy i postanowiliśmy dzisiaj trochę odpocząć. W planie: bardzo lekkie i trochę jazdy dla mnie. Brakuje mi praktyki i potrzebuję pustego kraju jak Islandia, żeby trenować 🙂

Plan podróży na dzień 7

Moje spersonalizowane Mapy Google są nadal dostępne tutaj

Przystanek 1: Litlanesfoss i Hengifoss

Dziś musimy iść na spacer z samego rana. Trochę obawiam się tego małego spaceru, który dla jednych jest „łatwy”, a dla innych trudny (przeczytaj komentarze na Tripadvisor w marcu i kwietniu), ale i tak decyduję się iść. Do obejrzenia. Z ciekawości.

Dziś wróciła pogoda, więc jestem pełna nadziei dla moich małych nieatletycznych nóżek.

Już z daleka widać położenie Hengifossa. Rzeczywiście, wygląda na to, że jest tam ogromny rów, który podzielił górę na dwie części, a środkiem płynie kilkanaście wodospadów różnej wielkości.

Po 20 minutach wspinaczki, dwóch małych wodospadach po drodze, przy wiejącym wietrze (lekko, ale to przyczynia się do zimna – 2°C tego ranka), docieramy do pierwszego wodospadu Litlanesfoss.

Jest to jedno z moich ulubionych miejsc na Islandii, ponieważ jest otoczone bazaltowymi kolumnami, podobnie jak Svartifoss

Powiększyłem go bardzo mocno, abyście mogli zobaczyć szczegóły. W rzeczywistości jesteśmy trochę dalej niż to. Ten wodospad jest piękny. Jeśli nie lubisz chodzić, to przynajmniej przyjdź i zobacz!

Hengifoss

Jeszcze nie zmęczeni, widzimy z daleka Hengifoss, wodospad nie wygląda na zamarznięty, decydujemy się iść dalej. 25 minut później docieramy do pierwszego punktu widokowego.

Nie wiem, czy to widać, ale to jest to „coś” pośrodku czerwonych linii

Jest to drugi co do wysokości wodospad na Islandii, ale jego połowa jest zamarznięta, więc… efekt jest nieco mniej fajny. Pozwolę ci wygooglować całe jego piękno. Ten diagram bardzo dobrze wyjaśnia, dlaczego mamy czerwone pasma (ziemia powstała z lawy) w środku czarnych warstw bazaltowych.

Zatrzymuję dwóch wędrowców idących z przeciwnego kierunku, aby zapytać ich, czy warto podejść bliżej. Mówią mi „nie”. Moje nieatletyczne nogi skaczą z radości i od razu kapitulują. OK, zatrzymujemy się tutaj. Tak, ponieważ poziom trudności również wzrasta, teraz będziemy musieli chodzić po błocie pośniegowym ORAZ po błocie. Ewww…

Ilustracja: poziom trudności od początku do pierwszego punktu widokowego (od lewej do prawej)

Drodzy wędrowcy, jeśli chcecie mieć dobre plany na udane wędrówki, powinniście czytać inne blogi. Tutaj unikam chodzenia tak bardzo, jak to tylko możliwe. NDLR. (por. mój artykuł na temat podróży po świecie, kiedy nie jest się sportowcem)

Jezioro Lagarfljót

To jezioro jest tak ogromne, że wygląda jak fiord. Przy długości 25km jego maksymalna głębokość sięga 112m!!! Mówi się o potworze żyjącym w wodach jeziora, na YouTube jest nawet filmik pokazujący kształt przypominający węża. Ale dziś jezioro wygląda super spokojnie, mądrze odbijając ośnieżone szczyty.

jezioro widziane z góry

To właśnie wzdłuż tego jeziora postanowiłem ponownie rozpocząć jazdę, na przemian po asfaltowej drodze i ścieżce. Odpuściłem po 30km, bo droga między Egilsstadir a Seydisfjordur jest dość ciężka (sporo podjazdów i silna poranna mgła).

Przystanek 2: Seydisfjordur

Drugi przystanek tego krótkiego dnia: Seydisfjordur. Z norweską architekturą (bo miasto zaludnili Norwegowie przyjeżdżający tu na połów śledzi). Domy są z betonu, ale i tak przypominają mi Oslo. Pierwszy przystanek po drodze: Gufufufoss, zaledwie kilka metrów od drogi. To zabawne widzieć wodospad w połowie zamarznięty w ten sposób.

Każdy z nas poczęstował się pizzą w Skaftfell Bistro. Pizze, smaczne, ale też nie niezapomniane, kosztują od 12€ do 25€.

Stąd wyruszają rejsy na Wyspy Owcze i do Danii. Przy okazji, jeśli wolisz przypłynąć łodzią i jechać własnym samochodem, to właśnie tutaj po raz pierwszy postawisz stopę na Islandii. Mamy dziś szczęście: pojawiają się promienie słońca, dzięki czemu możemy pokazać Wam te zdjęcia:

Niebieski kościółek jest obowiązkowym punktem zwiedzania miasta. Podążaj za tęczowymi kolorowymi płytkami, aby odkryć bardzo Instagrammable ulicę miasta.

Przystanek 3 : Borgarfjörður Eystri

Bardzo się wahałem, czy przyjechać aż tutaj i zostać tu na noc – w zimie – z wielu powodów, ale mój instynkt lepiej ode mnie oblicza trasę i oto jedziemy do Borgarfjörður Eystri. Przed wyjazdem uzupełniamy bak, bo po drodze nie będzie zbyt wielu stacji benzynowych. Byłem w stanie przejechać 30 km, zanim pozwoliłem JB przejąć kontrolę, gdy tylko zrobiło się za wysoko.

W zasadzie w pewnym momencie musieliśmy przełączyć się na tryb 4 kół, bo nawet nasz samochód (choć solidny) miał problemy (zbyt strome zbocze, na szutrowej drodze). Ale widok zapiera dech w piersiach (dzięki słońcu za to, że dziś tam jest).

Idziemy w górę, tylko po to, by zejść w dół… z takim widokiem!!! Spójrzcie na to! Ten błękit, te kręte drogi <3 <3 <3 <3

Aby dostać się do miasta, musimy jeszcze obejść góry. Drogi są w tej chwili w budowie, ale wszystkie samochody przejeżdżają bez problemu.

Największe atrakcje tego miasta: piękny, mały kościółek

I ten malutki domek (30m²) tuż obok kościoła <3 <3 z (niby) trawiastym dachem. Ma nawet swoją nazwę: Lindarbakki. Jest to letnia rezydencja, jej właścicielka jeździ tam co roku, a mieszkańcy pomagają jej w utrzymaniu domu kosząc trawnik. Dom ten, wraz z położoną obok kolonią purchawek, przyciąga wielu turystów. W okolicy jest też wiele szlaków turystycznych, warto popytać! Jest też opowieść o elfach, której nie bardzo zrozumiałam…

Pensjonat Blabjorg

Dzisiejszą noc spędzimy w Blabjorg Guesthouse(link do rezerwacji). Jest to jeden z powodów, dla których tu jesteśmy. Zazwyczaj hotele lub pensjonaty z jacuzzi na zewnątrz są bardzo drogie. Ponieważ jednak miasto nie jest zbyt oblegane przez turystów, a my zarezerwowaliśmy pokój w ostatniej chwili, pokój ze wspólną łazienką kosztuje tylko 76€/noc. Dostęp do jacuzzi/sauny/jakuzzi i śniadanie wliczone w cenę

Przyjechaliśmy więc wcześniej, aby skorzystać z gorących kąpieli i jacuzzi, czynnych od 17:00 do 22:00. Dobrze jest mieć gorącą kąpiel z widokiem na przyrodę, ptaki… W pensjonacie znajduje się również sauna i jacuzzi wewnątrz, z widokiem – dla zmarzluchów.

Kolonia puffinów

Mówiłam ci więc, że wahałam się, czy tu przyjechać – tylko dla gorącej kąpieli i pięknego domu. Ponieważ turyści odwiedzają to miasto głównie ze względu na kolonię puffinów (super piękne ptaki). Ale one są tu dopiero od czerwca. Więc przedłużanie podróży tylko po to, nie było rozsądne.

Ale nie zawsze jestem rozsądnym człowiekiem 😀 Instynkt podpowiadał mi, żeby mimo wszystko przyjechać i tam przenocować. I zgadnijcie co! Puchatki wróciły – po długiej zimowej nieobecności – DZISIAJ !!!

Kiedy recepcjonistka przekazała mi tę wiadomość, bardzo się ucieszyłam. Jest to najłatwiejsze miejsce na Islandii, aby je zobaczyć (bardzo lubią klify). A najlepszą porą na ich oglądanie jest wieczór, lub wczesny ranek.

O 21:00, wzięliśmy samochód, aby udać się na koniec miasta (6 minut samochodem, miasto jest małe), na wysokości portu, aby dostać się po schodach do drewnianej chaty – przeznaczonej do ich dyskretnej obserwacji. I tam były! Około trzydziestu z nich! Zbyt słodki, wydaje śmieszne dźwięki. Ich gniazda wyglądają jak igloo, to takie słodkie i kiedy latają, wydaje się, że muszą się bardziej starać niż inni, to nie jest wdzięczne w ogóle ahahaha Cóż, nie mogłem zrobić ładnych zdjęć, pozwoliłem ci spojrzeć na Google, jak wyglądają.

To wszystko na dzisiaj, reszta naszej przygody jest tutaj

Część 2: Praktyczne wskazówki

Budżet

Kurs wymiany walut w kwietniu 2019: 100kr = 0,75€

  • Dzień 6 :
    • Benzyna : 6259kr
    • Zakwaterowanie: Hengifoss Guesthouse(link do rezerwacji): 87€
    • Zakupy : 4114kr
    • Fast food w porze obiadowej: 2294kr
  • Dzień 7:
    • Benzyna: 4800kr
    • Pizze na lunch: 3900kr
    • Zakwaterowanie: Blabjorg Guesthouse(link Booking) 76€/pokój z łazienką. Śniadanie i spa wliczone w cenę. Przyjdź wcześniej, ponieważ wieczorem gorące kąpiele stają się prawdziwą furorą

, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *