Asie,  Carnets de voyage,  Japon,  TDM

Ashikaga Flower Park [Road trip po Japonii #9]

Filmy o Ashikaga Flower Park obejrzałam bardzo dawno temu i zawsze marzyłam, żeby się tam wybrać. Niestety, to dość daleko od Tokio (trochę jak góra Fuji). Nawet z pociągiem, który zatrzymuje się tuż przed wejściem do parku, perspektywa spędzenia 3 godzin w jedną i drugą stronę w transporcie nie bardzo mnie zachwyca. Dlatego bardzo się cieszę, że mogę tam pojechać samochodem.

Ten wpis z podróży jest częścią serii wpisów o naszym road tripie po Japonii. Jeśli przegapiliście poprzednie odcinki, oto linki: trasa, wpis #1, #2, #3, #4, #5, #6, #7, #8

Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki

Część 1: Dziennik podróży

Dzień 8 road tripu (ciąg dalszy)

Moi rodzice nie mają pojęcia, dokąd dzisiaj jedziemy, i absolutnie nie chcę im podpowiadać. To takie „nie z tego świata”, że w sumie i tak nie da się tego opisać. Na miejscu rodzice widzą stoiska z truskawkami i myślą, że tyle ludzi przyjeżdża tylko po to, żeby zjeść truskawki, hahaha.

Ashikaga Flower Park jest otwarty przez cały rok i starają się, żeby rośliny kwitły o różnych porach, ale kwiecień–maj to nadal najlepszy sezon, bo kwitną wisterie.

Kwitną mniej więcej 2 tygodnie po wiśniach (od połowy kwietnia do połowy maja), więc jeśli przyjedziecie do Japonii i przegapicie kwitnące wiśnie, możecie tu przyjechać, żeby się pocieszyć. Jesteśmy mniej więcej pod koniec kwietnia i fioletowe i różowe wisterie kwitną. Białe są jeszcze zamknięte.

Największe wrażenie robią stuletnie wisterie. Są podtrzymywane przez metalową konstrukcję. Jest ich w sumie 5 lub 6. Jest jedna konstrukcja złożona z 2 drzew i pokrywają same 1000 metrów kwadratowych!!!

To absolutnie niesamowite. Plakat wyjaśnia, że to drzewo przypomina Drzewo Dusz z Avatara. Park można też zwiedzać wieczorem, żeby podziwiać efekty świetlne. Praca włożona w stworzenie takiego parku musi być kolosalna! Nie możemy w to uwierzyć!

Te „małe” drzewa wisterii też robią ogromne wrażenie. A do tego ten przepyszny zapach wisterii w całym parku sprawia, że to miejsce jest wyjątkowe.

W tej chwili nie ma wielu innych odmian kwiatów, ale nie ma to znaczenia, bo widowisko jest wspaniałe. Robią fajne i bardzo fotogeniczne konstrukcje, np. tunel z kwiatów i most pokryty wisteriami…

…albo odpoczynkową kładkę w cieniu wisterii <3

Szkoda, że ten tunel, widziany na setkach filmików z parku, jeszcze nie jest w pełnym rozkwicie. Białe wisterie wydają się kwitnąć po fioletowych & różowych.

Ale cóż, ta ściana wisterii zadowoli najbardziej wymagających. Podobna ściana jest dla białych wisterii.

A na koniec zawsze można skończyć lodami o smaku wisterii.

Wszyscy są pod ogromnym wrażeniem parku. Nawet ja, mimo że widziałam te filmy setki razy, wciąż jestem w szoku. To takie piękne, takie wielkie, nie wiadomo, na co najpierw patrzeć, a telefon jest pełen zdjęć kwiatów 😀

W porównaniu z Keukenhof, moi rodzice uważają, że ten jest bardziej imponujący, bo jest więcej odmian i scen. Mnie podobają się oba, ale z lekką preferencją dla tego, bo pachnie bosko. Park jest tak duży, że są 2 wejścia. Weszliśmy boczną bramą, bo kazano nam zaparkować obok. JB kupił bilety dzień wcześniej, bo bardzo baliśmy się, że nie wpuszczą nas do środka, ale ostatecznie było w porządku. Jak na dzień powszedni, ludzi jest naprawdę dużo, więc wyobraźcie sobie weekend! albo Golden Week!!!

Podążamy za strzałkami do farmy truskawek. Jest na nie sezon. Nie spotykamy żadnego rolnika, ale jest automat. Wkładamy pieniądze i wybieramy interesującą nas skrytkę (cena zmienia się w zależności od wielkości i ilości). Można dostać ogromną ilość truskawek za jedyne 1000 jenów. Polecam, są świeże i odpowiednio słodkie.

Ostatni onsen dla moich rodziców, zarezerwowaliśmy hotel Route Inn. To sieć hoteli położonych niedaleko autostrad. Hotele są wygodne, dobrze wyposażone i mają restaurację na parterze (jest dobra, nawet jeśli to mrożonki). Woda w tym onsenie jest mniej mocna niż w Kusatsu i to czuć (po kąpieli jesteśmy mniej zmęczeni).

Dzień 9 road tripu:

Wracamy do Tokio, trochę smutni, bo to koniec. Tankujemy na wiejskiej stacji benzynowej i jesteśmy bardzo zaskoczeni ciepłym przyjęciem ze strony dwóch pracowników stacji: podczas gdy jeden tankuje nam paliwo, drugi starannie czyści szyby, a kiedy odjeżdżamy, sygnalizują nasz wyjazd innym samochodom i żegnają się z uśmiechem. To rozgrzewa serce!

Podróż trwa dłużej niż planowaliśmy, bo pada deszcz, a w okolicach Tokio jest coraz więcej korków, nie licząc naszego błędu (przegapiliśmy zjazd!). Docieramy do Nihonbashi , żeby zaparkować na w 100% zautomatyzowanym parkingu. To pierwszy raz, kiedy testujemy ten system. Szkoda, że nie widzimy robotów, ale parkujemy samochód, a roboty zajmują się resztą. Odbieramy samochód w tym samym miejscu, ale zawrócony w odpowiednim kierunku. Jest jednak pracownik, który pomaga nam pobrać bilet i zeskanować go, żeby odebrać samochód.

Robimy zakupy w Dairuma , czekając na zameldowanie w hotelu (hotele nie pozwalają na zameldowanie przed 15:00). Moi rodzice znaleźli rzeczy do kupienia w Hands. Hands nadal jest moim ulubionym sklepem, bo to skarbnica pomysłowych japońskich produktów. Następnie zostawiamy rodziców i bagaże w hotelu. My dwoje musimy oddać samochód (przy okazji, proces jest bardzo płynny) i wrócić do hotelu metrem.

Wieczorem jemy kolację w formie all you can eat na 12. piętrze Dairuma i to jest koniec naszego road tripu!

Następnego dnia odwożę rodziców na lotnisko, lecą z powrotem do Wietnamu. JB i ja spędzamy jeszcze jeden dzień w Tokio przedwyjazdem do Kansai.

Część 2: Praktyczne wskazówki

Szczegółowy plan naszej podróży znajdziesz tutaj

  • Bilet wstępu do parku: 2000 jenów/osoba
  • Hotel Route Inn: 80€/pokój, z onsenem, bez śniadania
Możliwość komentowania Ashikaga Flower Park [Road trip po Japonii #9] została wyłączona