Kilka dni w Da Nang i Hue (Wietnam) – 2024
Nadrabiam wszystkie brakujące wpisy z podróży po Wietnamie. Jesteśmy w czerwcu 2024 i po Tajlandii, szukamy miejsca, gdzie wylądować w Wietnamie, zanim pojedziemy do Hanoi i wrócimy do Francji. Wybieram Hue, bo to miasto, które znam słabo.
Jest bezpośredni lot między Bangkokiem a Da Nang. Spędzamy tam noc, bo następnego dnia chcę jechać panoramiczny pociągiem do Hue.
Na lotnisku dowiaduję się, że międzynarodowe zawody w sztucznych ogniach odbywają się właśnie tego wieczoru. Jestem bardzo zaskoczona, bo w mojej głowie odbywają się w październiku, a nie w czerwcu. Nieważne! Widziałam je w telewizji, zawsze robią ogromne wrażenie. Przez kilka tygodni, w każdą sobotę, dwa kraje rywalizują ze sobą, a każdy kraj wystrzeliwuje fajerwerki przez 30 minut na określony temat. Próbuję znaleźć dwa bilety, żeby mieć dobre miejsce, ale wszystko jest już wyprzedane.
Trzeba iść na miejsce kilka godzin wcześniej, most nad rzeką Han może być wkrótce zablokowany… więc szybko zostawiamy bagaże w hotelu i idziemy pieszo nad rzekę. Po rozeznaniu tu i tam rozumiem, że bez biletu będzie gorzej widać, ale i tak można zobaczyć fajerwerki za darmo z nabrzeży. Ale gdzie??? Namierzam miejsce, gdzie policja blokuje drogę, i pytam wypożyczalnie plastikowych krzeseł. Jesteśmy tam godzinę przed pokazem, więc jesteśmy naprawdę w pierwszym rzędzie, ale myślę, że powinnam była poświęcić więcej czasu na przemyślenie i obserwację. Ostatecznie powinniśmy byli pójść dalej i zbliżyć się maksymalnie do Novotela. Ale trudno, następnym razem będzie lepiej. Miasto wszystko przewidziało: mamy głośniki wzdłuż nabrzeży, żeby móc oglądać fajerwerki i jednocześnie słuchać muzyki.




Pociąg panoramiczny Da Nang – Hue
JB kupił bilety online. Wystarczy wziąć taksówkę na dworzec w Da Nang. Dużo czasu zajmuje nam znalezienie Graba (odpowiednik Ubera), bo przy wyjeździe w godzinach szczytu i na tak krótkim dystansie niewielu kierowców jest zainteresowanych.
Na miejscu bez problemu znajdujemy nasz pociąg, który jest dobrze wyposażony: wygodne fotele, duże okna, wagon restauracyjny sprzedający kanapki i świeże owoce. Jesteśmy w środku wakacji szkolnych, jest bardzo głośno, dzieci biegają wszędzie.




Hue
Po dotarciu do Hue wsiadamy do pierwszej taksówki. Tutaj ludzie są nadal bardzo mili, autentyczni i nie próbują nas oszukać. Kierowca taksówki mówi nam, że kilka razy w tygodniu gra w piłkę nożną z innymi taksówkarzami i pytamy, czy JB może też dołączyć. Spotkanie ustalone na następny dzień.
Hue to dawne miasto królewskie. Wietnamscy turyści spędzają tam maksymalnie dwa dni i śpią poza starym miastem. Decyduję się wynająć airbnb w obrębie starego miasta. To raczej homestay. Domy na starym mieście nie mogą mieć więcej niż dwa piętra – to stary przepis narzucony przez dawnych królów Nguyen, obowiązujący do dziś. Dlatego na starym mieście nigdy nie ma dużych hoteli, a Wietnamczycy, często podróżujący grupami, muszą spać poza starym miastem. Nasz homestay jest prosty, ale tylko kilka minut od pałacu królewskiego (którego nawet nie odwiedzimy podczas naszego pobytu). To miasto trudne do zwiedzania: albo pada deszcz, albo jest za gorąco. Krótko mówiąc, nigdy nie będzie dobrego momentu na jego zwiedzanie. Podczas naszego pobytu mamy dodatkowo falę upałów, więc siedzimy w domu przy klimatyzacji do późnego popołudnia. Wychodzimy tylko na jedzenie i granie w piłkę.
Ale najpierw trzeba znaleźć koszulkę piłkarską dla JB. Drużyna taksówkarzy gra w białych strojach i zaleca JB zakup koszulki Anglii. Nie ma mowy! Idziemy do sklepu znalezionego na Google Maps i znajdujemy koszulkę reprezentacji Francji dla JB. 8 euro, z krótkimi spodenkami w cenie!

Pałac królewski jest otoczony fosą, a oni wpadli na świetny pomysł, by posadzić w niej kwiaty lotosu. Do tego jest na nie sezon! To bardzo przyjemne! Wieczorem sprzedawcy napojów ustawiają tam stoły i sprzedają sok z trzciny cukrowej.



Poza tym dużo jedliśmy, zwłaszcza zupy „bo bun”, specjalność Hue. Próbuję tego samego dania w różnych restauracjach i dochodzę do wniosku, że zupy bo bun, które do tej pory jadłam, to tylko imitacje. Oryginał jest o wiele lepszy. Jest restauracja tak znana i tak zatłoczona, że przed nią zawsze czeka kilkanaście osób.












Nie chce mi się pisać o każdym daniu, więc podam tylko listę restauracji:
- Bún thịt nướng O Thơm
- Bún bò O Chi
- QUÁN ĂN AN TÂM
- Bánh khoái Hồng Mai
- Les Jardins de la Carambole
Wybieram zabieg na twarz w nieznanym spa i to jest dramat. Kosmetyczka krytykuje całą moją twarz, a ja wychodzę z poczuciem własnej wartości obniżonym o 90%. Muszę zapytać JB, czy moja skóra jest naprawdę taka okropna, a jeśli tak, to założę maskę. JB uspokaja mnie i mówi, że takie spa zawsze stosuje upselling, a ich techniką jest krytykowanie wszystkich. Zapomniałam, to bardzo wietnamskie! Dlatego już nie chodzę do spa, bo to jedyna technika sprzedaży, jaką znają.
JB idzie na mecz piłki nożnej z taksówkarzem i ma problem z tempem. Boi się kontuzji, ale radzi sobie całkiem nieźle jak na pierwszy mecz. Na koniec udaje mu się nawet strzelić ładnego gola. Koszty wynajmu boiska są dzielone między graczy. To bardzo proste: jeśli drużyna wygrywa, jej członkowie płacą 40 000 VND za osobę. Jeśli drużyna przegrywa, jej członkowie płacą 60 000 VND za osobę, więc nie ma wielkich stawek, ale mimo to motywuje.
Wychodząc z boiska, słyszę 'ohhhh’ i szybko rozumiem, że piłka leci w stronę… mojej głowy. Unikam piłki o pięć centymetrów. Nic mi nie jest, ale przez dwa dni nadal czuję ból głowy, jakby piłka mnie uderzyła, to dziwne! Czasami można mieć lub uniknąć wypadku w ostatniej sekundzie, i nie wiem, jak to wytłumaczyć inaczej niż szczęściem lub pechem. Kiedy miałam poważny wypadek rowerowy ponad 20 lat temu, było tyle czynników, które mogły go uniknąć, w ciągu kilku sekund…
Na drugi mecz JB nie rozgrzewa się wystarczająco i przy pierwszym strzale na piłkę czuje, że coś jest nie tak, bardzo boli go udo. Jeśli będzie kontynuował, ryzykuje naderwanie mięśnia i martwi się nawet o GR20, które musi przejść we wrześniu. JB później zajmie się jego ulubiona masażystka w Hanoi, która leczy go w trzech sesjach. Taka kontuzja mogłaby się ciągnąć miesiącami bez odpowiedniej opieki.
Ubrania na miarę
W pobliżu naszego homestay znajduje się krawiec. Ponieważ specjalizuje się w garniturach, myślę, że bez problemu uszyje koszule dla JB. Pierwsza koszula nie jest idealna, bo nie zna jeszcze preferencji JB, ale zgadza się poprawić z uśmiechem. Każda koszula jest gotowa w mniej niż 36 godzin.
JB zamawia u niego pięć koszul. Koszt to 13-16 euro za sztukę. Gdy tylko pozna twoje wymiary, będzie mógł uszyć ubrania dla ciebie i wysłać je za granicę, jeśli trzeba. Jego adres: 5 Phung Hung. Zawsze warto zamówić ubrania na miarę w Hue, bo miasto jest nadal bardzo tradycyjne. Sami mieszkańcy korzystają z krawców, w przeciwieństwie do dużych miast jak Hanoi czy Sajgon, gdzie ten zawód zanika.




Dzisiaj wybieramy się trochę dalej (30 minut motorem), aby odwiedzić warsztat, który widziałam na Facebooku (Lavin Home). Dom należy do bardzo ładnej młodej kobiety, która opiekuje się grupą niesłyszących. Robią papierowe kwiaty, sprzedają je i oferują także warsztaty nauki robienia kwiatów. Na początku uczą mnie komunikacji w języku migowym. A kiedy już opanuję podstawy, mogę nauczyć się robić wybrany papierowy kwiat, w towarzystwie niesłyszącej osoby, tym razem bez tłumaczki. Wybieram kwiat lotosu, który symbolizuje Wietnam. Robiłam już wiele papierowych kwiatów podczas Covida, ale teraz rozumiem błędy, które popełniałam: czasem umiejscowienie płatków nie jest wystarczająco precyzyjne i nie naciągam papieru wystarczająco. W każdym razie, za około 150 000 VND wychodzę z kwiatem zrobionym przez siebie, wazonem, i daję tyle, ile chcę za napój.







Niedaleko jest wioska produkująca kadzidła. Nie jest tak ładnie jak na zdjęciach na Instagramie, ale są przygotowane miejsca do robienia pięknych zdjęć. Kosztuje to cenę napoju. Szczególnie podoba się to instagramerom.



Po Hue lecimy samolotem z powrotem do Hanoi.
