Po wizycie na farmie kawy dzień wcześniej, wyjeżdżamy dziś do Doliny Cocora, 30mn Jeepem od Salento. Zawsze w towarzystwie Philippe’a, ojca JB.
Część 1: Dziennik podróżyCzęść
2: Porady praktyczne
Część 1: Podróż
Wyjazd Jeepem z głównego placu wioski. 8000COP/osoba w obie strony. Planujemy wsiąść do jedynki o 8:30, ale ponieważ o 8:15 jest już pełna, samochód odjeżdża od razu. Filip i ja siedzimy obok kierowcy, więc mamy trochę więcej miejsca niż ci, którzy siedzą z tyłu (lub JB, który musi stać całą drogę).
Z powodu zmęczenia, jakie ostatnio odczuwam, pamięć mnie zawodzi i jestem przekonany, że jazda potrwa maksymalnie 3 godziny, mimo ostrzeżeń gościa na miejscu, który mówi o 6 godzinach marszu (lub 3 godzinach jazdy).
Więc zamiast tego (oczekiwanie): 5,6km. Powiedziałem Philippe’owi, że nie lubię chodzić. I on też nie…

Zrobiliśmy to (rzeczywistość): 9,1 km

Ups!
Później dowiemy się, że jest to również droga polecana przez przewodnikówgórskich, a ludzie płacą za zrobienie tej samej wędrówki, z przewodnikiem.

Ale na razie jeszcze tego nie wiemy. Idziemy szczęśliwie w dół doliny, skręcając w małą ścieżkę w prawo (wpisz Cabanas Truchas Cocora na maps.me).
Dolina Cocora jest znana z 2000 palm woskowych, gatunku chronionego, który jest dumą Kolumbii. Są one nawet przedstawione na banknocie o nominale 100 000COP. Jego drewno, jakkolwiek długie, nie może być użyte do budowy, a jego owoce mogą być jedynie pokarmem dla zwierząt… ale za to są piękne, bardzo wysokie (do 60m).


Zatrzymuje nas rolnik (Punto de Control Sendero El Porton na mapie) i każe nam zapłacić 3000COP/osobę za przejazd przez jego farmę. Warto zapłacić, bo ścieżka jest dobrze oznaczona, jest bardzo przyjemna.





Godzinę później niebo zaczyna się ściemniać, ale my jesteśmy już w dżungli i musimy pokonać 5-6 takich mostów. Tak małe, że tylko jedna osoba może w nich przebywać w tym samym czasie.


Po przejściu wszystkich mostów różnica wysokości wzrasta, a wraz z wysokością, zrobienie 700m zajmuje nam 45 minut. Przeklinam siebie za to, że wybrałem złą drogę. Jeśli zawrócimy, zejście będzie jeszcze trudniejsze niż wspinaczka. Musimy kontynuować.

Postanawiamy nie jechać do rezerwatu ptaków Acaime (bo to oznaczałoby dodatkowe 30 minut spaceru tam i z powrotem), ale od razu skręcamy w lewo, by pojechać do Finca la montaña.
Z dołu widzimy Finca la montaña (z ładnym ogrodem i mnóstwem kwiatów) i dla nas jest to jak raj. Nazwa Finca i logo „café” na maps.me obiecują nam dobry obiad, gorącą kawę/herbatę po tych długich godzinach marszu. Pozostawieni na małą balladę, nie wzięliśmy nic do jedzenia i bardzo małą butelkę wody. Jesteśmy bardzo głodni i spragnieni!

Jakież jest nasze rozczarowanie, gdy dowiadujemy się, że nie tylko nie ma nic do jedzenia (co zrozumiałe), ale też nic do picia. Zaraz, drugie wielkie rozczarowanie: jeśli zrobisz pętlę i zejdziesz w dół inną, bardziej turystyczną ścieżką, to przez dobre 2 godziny nie ma nic do jedzenia/picia.
Na szczęście zostało nam jeszcze trochę wody, ale nadal nie nauczyliśmy się wkładać do torby przekąsek na wędrówki. Filip ratuje nas wszystkich, wyjmując chipsy i cukierki. W związku z tym musieliśmy wytrzymać kolejne 2h30 marszu, ale na szczęście w drodze na dół.


Przechodzimy przez niewielki las sosnowy (piękny), by dotrzeć do pierwszego punktu widokowego… całkowicie zasłoniętego przez chmury.

Usprawiedliwiamy się tym, że ten fragment i tak od rana jest zasłonięty przez chmury, a lepszy widok będziemy mieli później.
Lecimy naszym dronem w środku lasu i wbrew wszystkiemu nasz dron nagle traci wysokość, staje się niekontrolowany i rozbija się o drzewa.

Bardzo miły angielski turysta idzie do dżungli i znajduje go dla nas. Niestety, jeden z 4 silników jest niesprawny i na pewno jest martwy. Przynajmniej moglibyśmy go przynieść i wyrzucić do śmieci, a nie zostawiać tak w lesie.
Śpiewy ptaków trochę nas pocieszają, a w pewnym momencie zobaczyliśmy kilkanaście z nich, śpiewających i latających nad nami, to było niesamowite! Widzieliśmy specjalnego ptaka z długim ogonem, ze skrzydłami, które przypominają latającą wiewiórkę.
Płacimy jeszcze opłatę za wstęp na 2 farmę (4000COP/osoba), którą przekraczamy. Wtedy właśnie uświadamiam sobie swój błąd, chciałem iść ścieżką zaznaczoną na mapie, ale zamiast tego poszedłem za niebieską rzeką w prawo. Ups.

Nie jest źle, teraz jedziemy tylko w dół, a krajobrazy są coraz bardziej spektakularne. Wspaniale jest zakończyć długą wędrówkę z najlepszymi.
druga strażnica

3. strażnica
Ten punkt widokowy jest moim ulubionym, ponieważ jest się bardzo blisko palm i można ich dotknąć. Są one również liczniejsze. Mamy w więcej widok z 270°C na dolinie.
Myślę, że jeśli nie lubisz chodzić, powinieneś przynajmniej dojść tak daleko, zanim zawrócisz.



Las Palm Woskowych
Schodzimy do wioski czerwonym szlakiem na mapie, by znaleźć się w lesie palmowym. Krajobrazy są niezwykłe, to zdecydowanie najważniejszy punkt naszej wędrówki.






Inni turyści, bardziej sprytni, decydują się na przejażdżkę konną (od 2 do 3 godzin). Konieczne jest liczenie co najmniej 20 000COP/godzinę.

Umieramy z głodu i bardzo się cieszymy, gdy kelnerka serwuje nam pstrąga skąpanego w sosie czosnkowym. Nie jest tak dobry jak pstrąg, którego jedliśmy w Salento, ale jesteśmy tak głodni i zmęczeni, że uznajemy go za pyszny. Nawet ja skończyłem swój talerz.

Wsiadamy do Jeepa z wolnymi miejscami i pokonujemy trasę z włoską parą, która przeszła nawet więcej niż my (odważni poszli aż do Acaime).
Na szczęście mamy ze sobą wiele wspólnego: mąż jest poliglotą, a jego żona, developerka, prowadzi również bloga podróżniczego. Rozmowa nagle staje się techniczna, pomiędzy crawlerami, SEO, afiliacją, cyfrowym nomadyzmem za/przeciw… 😀 Te 30 minut podróży mija super szybko.

Jeśli wolisz filmy, tutaj jest link do naszego vloga
Część 2: Praktyczne wskazówki
Trasy, ceny i praktyczne porady dotyczące Doliny Cocora są szczegółowo opisane w tym artykule
Znajdź nasz dziennik podróży w Salento, transport z/do Salento i wszystkie nasze dzienniki podróży & praktyczne przewodniki w Kolumbii tutaj