[Road trip po Islandii] Dzień 13: Reykjavík w deszczu


Plan podróży

Część 1: Dziennik podróżyCzęść
2: Porady praktyczne

Część 1: Podróż

Dziś zwiedzamy stolicę Islandii, Reykjavík. Odwiedzamy ją na koniec naszej podróży po Islandii, bo nie jest na liście naszych priorytetów. Wiem, że ci, którzy przyjeżdżają tu na 3 dni, aby wziąć udział w koncercie lub po prostu dla zorzy polarnej, bardzo to doceniają.

Dziś mamy takie samo „szczęście” jak wczoraj, deszcz + wiatr combo, ale z jeszcze gwałtowniejszym wiatrem, między 45km a 50km/h. Islandzka służba meteorologiczna ogłosiła nawet alarm w związku z tym wiatrem.

Przystanek 1: Perlan

Cóż, kiedy nie możesz postawić jednej nogi na zewnątrz, ryzykując, że wiatr cię zdmuchnie, schronisz się tam, gdzie jest dach. A w Reykjaviku jest na to mnóstwo miejsc. Jednym z nich jest Perlan.

Perlan jest odpowiednikiem Geode w Paryżu. W rzeczywistości, jeśli pogoda jest zła, lub jeśli ktoś przyjeżdża tu na krótki postój, nie mając czasu na zwiedzanie Islandii, może przyjechać do Perlan, aby :

  • spacer w lodowej jaskini
  • oglądanie zorzy północnej w planetarium
  • zobacz trompe-l’oeil uskoku Silfra
  • doświadczyć erupcji wulkanu
  • obejrzeć model słupów bazaltowych
  • podziwiać (fałszywe) klify zachodniej Islandii

Krótko mówiąc, wszystko, co najlepsze w Islandii jest tu pokazane.

Ponieważ nie mogliśmy zobaczyć zorzy polarnej, kupiliśmy bilet, aby zobaczyć ją na ekranie. Za 1900kr/osoba jest wyszczególnione, że mamy gwarancję zobaczenia zorzy😀 Wygląda to trochę żałośnie tak ahahha ale 45 minutowy film jest niezwykle ciekawy, bo pokazuje za pomocą super dobrze zrobionych obrazów 3D pochodzenie zorzy, w jakich warunkach możemy je zobaczyć itp.

Wychodzimy z sali mniej zniesmaczeni, że ich nie widzieliśmy, bo nawet przy najlepszych technologiach rzadko kiedy udaje się – nawet im, przez kilka miesięcy – znaleźć i uchwycić naprawdę intensywne zorze. Szczerze więc myślę, że gołym okiem widzielibyśmy tylko małą zieloną kreseczkę niczego – w kwietniu – i wstawanie o 3 nad ranem, żeby na nie „zapolować”

Na szczycie znajduje się (znana) kawiarnia i (znana) restauracja. Z bardzo ładnym widokiem

Przystanek 2: Katedra

Emblematyczna postać miasta, nie można przyjechać do Reykjaviku i nie odwiedzić jego katedry. Wnętrze nie jest tak wystawne jak sugeruje to wygląd zewnętrzny, ale możemy wjechać windą na górę (1000kr/osoba).

Parking przy katedrze jest bezpłatny. Zaskakuje nas fakt, że nie ma tam strażnika, który sprawdzałby, czy kupiłeś bilet. Mam wrażenie, że wszystko opiera się na uczciwości i rzetelności. Tak łatwo jest tu oszukiwać, ale nikt tego nie robi (mamy nadzieję). Przecznicę dalej parking kosztuje 3€/h, ale ludzie są super odpowiedzialni, przyjeżdżają odwiedzić katedrę, parkują tutaj, ale nie zostawiają samochodu na cały dzień. Jak tylko skończą, biorą swój samochód i jadą gdzieś indziej. Nikt nie schodzi z drogi, aby zająć miejsce parkingowe zarezerwowane dla osób niepełnosprawnych. Myślę, że to naprawdę świetna sprawa!

Po wejściu na szczyt, infrastruktura nie jest wspaniała (0 dekoracji, to tylko beton), ale widok jest bardzo satysfakcjonujący. Pozwalam Ci kliknąć na każdy obrazek, jeśli chcesz go powiększyć.

Przystanek 3: Restauracja Lækjarbrekka

Ta restauracja, rzut kamieniem od biura turystycznego, jest bardzo, bardzo ładna. Wielu turystów zatrzymuje się przed nim tylko po to, by zrobić sobie zdjęcie. Jest to jeden z adresów, pod którymi można skosztować islandzkich specjałów.

A tuż obok restauracji znajduje się muzeum punka, mieszczące się w starej łazience.

Wróćmy teraz do restauracji. W południe można spróbować różnych islandzkich potraw z ciekawego menu. Menu jest trochę gastronomiczne, bo na początek dostaje się zupę, dwa dania (ryba + mięso lub 2 x ryba, zależy od menu), a na koniec deser.

Moje menu za 7900kr zawiera również deskę wędzonego łososia, rekina, suszoną rybę, suszoną jagnięcinę i… dwa kawałki wieloryba. Wstydzę się! Naprawdę wstyd, że je spróbowałem, te 2 kawałki wieloryba, bo dopóki jest konsumpcja, dopóty będą trwały polowania, a obecnie tylko 3% islandzkiej populacji (czyli najwyżej 9000 osób) nadal je wieloryba.

W każdym razie, ta tablica nie jest haute cuisine. Mięso wieloryba wygląda jak wołowina, ale ma mniej smaku. Kawałki suszonego mięsa i ryby są dziwne. Nawet wędzony łosoś jest zbyt dymny (nieznośnie dziwny smak – trzeba go jeść z żółtym sosem, inaczej jest obrzydliwy). A marynowany rekin wygląda jak ryba marynowana w szczynach! Jadłem już rekina, nawet uznałem go za dobrego, ale tutaj islandzka technika – marynowania/wędzenia ryb –nie jest doskonała. Krótko mówiąc, jeśli przychodzisz do tej samej restauracji i widzisz „platter” coś, nie bierz tego!

Jednak cała reszta jest niesamowita!!! Zupa krewetkowa/muślinowa jest taka kremowa. Bardzo podobał mi się ich jogurt….

a zwłaszcza ich jagnięcina, która jest gotowane doskonale, w towarzystwie smażonych ziemniaków, trochę kapusty (jarmuż) bardzo chrupiące. Islandzka jagnięcina, ahlalala!!! To jest prawdziwe mięso, bardzo delikatne, to jest mięso szczęśliwych zwierząt, które mogą spokojnie chodzić po równinach i to wszystko! Przypomina mi bardzo argentyńską wołowinę, tej samej jakości.

Przystanek 3: Podróżnik w słońcu

Jest to stalowa rzeźba, znacznie większa niż myślałem, znajdująca się na skraju starego portu miejskiego. Przyznaj się, czy nie kojarzy Ci się z okrętami Wikingów?

Przystanek 4: Harpa

Co może być lepszego niż unikanie deszczu w Harpa, hali koncertowej / centrum kongresowym. Okna są absolutnie piękne, wprowadzają do wnętrza mnóstwo kolorów i światła. Tutaj można obejrzeć program „jak zostać Islandczykiem w 60 minut”, oglądałam fragmenty, wygląda to naprawdę zabawnie. Jest też sala 360°, która umożliwia zwiedzenie praktycznie wszystkich emblematycznych miejsc Islandii (przydatne w deszczowy dzień).

Spacer po centrum miasta

Teraz, kiedy już nie pada, wracamy na mały spacer do centrum. Wiatr nadal mocno wieje, ale nie przejmujemy się tym. Jest tam kilka parkingów, P1, P2, P3… P1 jest najdroższa (3€/h), więc aby zapłacić mniej, wystarczy pójść jedną lub dwie ulice dalej. Bez problemu znajdujemy miejsce w strefie P2 (1,5€/h). Opłatę za parking można uiścić kartą kredytową, podając numer rejestracyjny.

Myślę, że centrum miasta jest ładne, ale nie tak ładne jak sobie wyobrażałam. Są tam małe pojedyncze domki z cyny (nie z drewna – ale to normalne, na Islandii nie ma drewna), bardzo kolorowe, z fałszywą piwnicą (która sięga do połowy piętra), jak w Danii. Ulice są super czyste (i opustoszałe), ale jest tam mnóstwo kawiarni, restauracji, miejsc do schłodzenia się, księgarni itp. aby uniknąć zimna i napić się gorącego napoju

Te & Kaffi

Zatrzymujemy się w Te & Kaffi, znanej sieci, bardzo przytulnej. Spośród 12 siedzących klientów 4 pracuje przed swoimi komputerami. Tutaj mają niezłą kolekcję herbat, czekoladek do kawy – i nie psują kawy. Kawy jest multum (nie jestem specjalistą, ale oferta wydaje mi się dość długa). 12€ za podwieczorek, to drogo, ale taka jest islandzka cena.

Laugardalslaug, najlepszy basen w stolicy

Średnio każdy Islandczyk chodzi na basen/spa 15 razy/rok. Tak więc naturalnie w stolicy jest wiele basenów. Poszukaliśmy informacji i najwyraźniej Laugardalslaug jest ich ulubionym miejscem.
Wejście kosztuje tylko 1000kr/osobę. Woda jest podgrzewana przez energię geotermalną, więc nie jest to woda termalna, ale niezależnie od tego skąd pochodzi, islandzka woda jest bardzo czysta, więc i tak jest świetna dla skóry

Mają kilka jacuzzi (wszystkie na zewnątrz), o różnej temperaturze. Pomiędzy 36°C a 43°C. Trzeba trochę pobiegać między pierwszą gorącą kąpielą a następną, to nie jest zbyt przyjemne przy takiej pogodzie. Ich basen olimpijski ma temperaturę około 29°C. Do dyspozycji gości są również dwa hammamy oraz gorąca kąpiel solankowa.

Uważamy, że wyposażenie jest nieco staromodne, ale przynajmniej kąpiele są przyjemne i ciepłe. Za 1000kr, nie będziemy płakać i gorąco polecamy! Było tam wielu Islandczyków, którzy przyjechali z rodzinami, to naprawdę urocze.

Pensjonat w Laugarvatn

Ponieważ mamy jeszcze 1,5 dnia na Islandii, korzystamy z okazji, by odwiedzić kilka miejsc, które zupełnie pominęliśmy w Golden Circle, w tym miasteczko Laugarvatn, na skraju jeziora o tej samej nazwie.

Ten pensjonat, Héraðsskólinn (link do rezerwacji), położony blisko jeziora, jest jednym z moich ulubionych miejsc na Islandii. Jest to dawnaszkoła z internatem, która ma tego samego architekta, co katedra, którą odwiedziliśmy dziś rano.

Mamy dostęp do wszystkich części wspólnych, w tym wysublimowanej biblioteki. Znajduje się tam wiele przedmiotów z epoki. To też nie jest Downton Abbey, ale uwielbiam tę atmosferę!

Stołówka jest otwarta do 22:00 i nie jest zbyt droga w porównaniu do islandzkich cen.

Zatrzymując się tutaj, otrzymujemy 10% zniżki na bilet wstępu do znajdującego się tuż obok uzdrowiska Laugarvatn Fontana, o którym JB opowiadał tutaj

Kontynuacja i koniec naszej przygody, to tutaj

Część 2: Praktyczne wskazówki

Budżet

  • Héraðsskólinn Guesthouse (link do rezerwacji): 53,1€
  • Dostęp do windy w katedrze: 1000kr/osoba
  • Pocztówka: 100kr
  • Parking: 1100kr za 4h parkowania (P1 + P2)
  • Restauracja w południe: 16 000kr za dwie osoby
  • Przekąska w pensjonacie: 840kr za dwie osoby
  • Czas na herbatę: 1785kr za dwie osoby
  • Paliwo : 5000kr
  • Perlan: 1900kr/osoba za pokaz świateł północnych
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *