To nasza pierwsza wizyta w Lizbonie i słyszeliśmy wiele dobrego o tym mieście. Z wielkim podekscytowaniem szukamy mieszkania do wynajęcia na miesiąc, co pozwoli nam pracować z domu i cieszyć się miastem w pełni.
Niestety, jak tylko zaczynasz szukać, od razu zdajesz sobie sprawę, że to miasto stało się bardzo drogie z powodu napływu turystów (takich jak my…). Nawet Portugalczycy nie mogą już sobie pozwolić na mieszkanie w pobliżu centrum miasta.
Pytaliśmy i próbowaliśmy negocjować stawki na Airbnb, ale wszyscy wynajmujący dali nam stanowczą odpowiedź, mówiąc, że prąd w Portugalii jest bardzo drogi (to prawda), więc stawki są wysokie, zwłaszcza w zimie. Niektóre mieszkania wymagają nawet zapłaty za energię elektryczną faktycznie zużytą przez lokatorów.
Jedyne airbnb z akceptowalnymi stawkami, jakie znaleźliśmy, były na Zielonej linii metra (Martim Moniz, Intendente). I po sprawdzeniu okazało się, że jest to raczej „crappy” lokal w mieście (w dzień bardzo żywy i ładny, w nocy może trochę niebezpieczny)
Po długich poszukiwaniach, w końcu natknęliśmy się na Airbnb w dzielnicy Alfama. W tej okolicy znajduje się wiele pensjonatów, apartamentów Airbnb itp., ponieważ nie tylko jest ona dobrze obsługiwana przez transport publiczny, ale także znajduje się zaledwie 10 m od miejsc turystycznych, a dodatkową zaletą jest wyjątkowy widok na Tag.
Bez dalszych ceregieli, pozwalam Wam odkryć wnętrze tego mieszkania (F2), powiedziałbym, że 50m². Za 38€/noc.
Komfortowy apartament
Dawno nie mieliśmy tak wygodnego mieszkania, które sprawia, że chce nam się trochę gotować. Nawet jeśli moja definicja „gotowania” jest właśnie taka 😀

Ale dość wolne połączenie
Niestety, prędkość downlink to tylko 1mbps, a prędkość uplink 4mbps w downlinku . Lepiej niż w Maroku, ale nadal nie jest superwygodnie i trochę za nisko jak na nasze telefony.
Na szczęście mamy roaming w Europie z naszymi francuskimi planami telefonicznymi, więc połączenia są wykonywane za pomocą naszego telefonu komórkowego.
Wschód słońca
Każdego ranka jesteśmy raczeni tym wspaniałym spektaklem z kanapy. Mimo obecności kilku linerów, nadal jest niesamowity.

Restauracje
W Lizbonie trudno jest źle zjeść. Wszystkie restauracje są na niesamowitym poziomie, rzadko spotyka się miasto, w którym większość restauracji jest oceniana na 4 gwiazdki lub więcej w Google Maps i Tripadvisor.
Nasza okolica nie jest wyjątkiem. Tuż obok nas znajduje się kantyna oferująca bardzo przystępne menu: 7,5€ (przystawka / danie główne / deser / napój / kawa), oraz 6€ bez deseru. To trochę restauracja robotnicza, w porze lunchu jest dużo ludzi, a jedzenie wydaje się być domowej roboty.
Ponieważ nie miałem motywacji ani czasu, żeby poprawić swoje podstawy portugalskiego, w takiej lokalnej restauracji czuję się trochę upośledzony, żonglując między tym, co wciąż mam w głowie po podróży do Brazylii 2 lata temu, a Google Translate. Po sformułowaniu poprawnego gramatycznie zdania (z francusko-wietnamskim akcentem), że chcę dwa menu z deserem, oczekuję, że kelnerka zada mi pytanie: „jaki drink”? Przygotowałem odpowiedź po portugalsku, ale w tym momencie ona zadaje mi inne pytanie, którego się nie spodziewałem.
Później domyślamy się, że pyta nas, czy chcemy mięso czy rybę. Myślałem, że menu, w tym „danie dnia” = jedno danie. Nie, tutaj w Portugalii są „dania dnia”, a nie tylko jedno danie.
Więc, jako że nic wtedy nie rozumiałem, odpowiedziałem „não falo português” (nie mówię po portugalsku) „to zależy od ciebie”.
Przynosi nam dwie zupy, dwa napoje, dwa dania: jedno z dorszem, drugie z kurczakiem. To miłe! Po nich następują desery, a nawet kawa, jeśli mieliśmy ochotę. 7,5€/osoba! Typowo portugalskie, tradycyjne przepisy.

JB znalazł super super dobrą restaurację tuż obok nas, As Ladras. Tatar jest zabójczy! Mus czekoladowy jest idealny (z lekko słonawym posmakiem), a ceny: super słodkie. Menu za 10€ : danie + deser + napój. W 100% domowe, przyrządzane na naszych oczach. A la carte wieczorem (ok. 14€ danie + deser + domek).

Wygląd retro
Nasza dzielnica jest najbardziej zabytkową dzielnicą miasta, jakby zatrzymaną w czasie.
Niektórzy turyści nie lubią tego miejsca, widzą w nim biedę lub „głodującą dzielnicę”, ale tak nie jest, jest bezpieczne i ma wiele uroku.



Tuż obok znajduje się Feria da Ladra (Targ Złodziei), miejsce, gdzie średniowieczni kupcy sprzedawali swoje własne produkty, a także zrabowane przez siebie artykuły spożywcze. Dziś stał się pchlim targiem z mieszanką antykwariuszy i kupców, którzy przyjechali z towarami podobnymi do tych z wyprzedaży. Na przykład, zauważyłam wiele ładnych płaszczy, portugalskich naczyń i ładnych bibelotów. Plotka głosi, że niektórzy z nich nadal sprzedają kradzionetowary.

W pobliżu znajduje się wiele restauracji, kawiarni i barów z przekąskami, a dodatkową zaletą jest wspaniały widok ze szczytu wzgórza na Tag.
To tyle na dzisiaj. Więcej o Lizbonie opowiem Wam w najbliższych dniach (kliknij tutaj, aby przejść do wszystkich naszych artykułów o Portugalii). Do zobaczenia wkrótce!