Bali (Indonezja): Świątynie Taman Ayun, Ulun Danu Beratan i Wodospad Leke Leke
Korzystamy z naszej trasy Ubud – Lovina, aby po drodze zrobić kilka przystanków. Jedziemy z kierowcą, z którym zwiedzaliśmy górę Batur, ale 20 minut przed odjazdem dzwoni i mówi, że zastąpi go inny kierowca. Powód: zmarł członek społeczności. W Azji nie kłamie się o śmierci, bo to przynosi pecha, więc wierzymy mu na słowo, ale mógł nas uprzedzić dzień wcześniej, zamiast stawiać przed faktem dokonanym.
Na szczęście nowy kierowca jest miły i jedzie ostrożnie.
Część 1: Dziennik podróży
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Dziennik podróży
Pura Taman Ajun
To nasz pierwszy przystanek. Ta świątynia jest dość duża i otoczona ogromnymi fosami (nie zrobiłam zdjęć). Wejście kosztuje 30 000 rupii


Część centralna, z kilkoma meru, jest zamknięta dla publiczności. Można tylko chodzić wokół i podziwiać ich piękno. Przepraszam, że nie powiem więcej o architekturze, znaczeniu, jakiemu bogu jest poświęcona ta świątynia itd. Nie jestem w stanie interesować się niczym, źle się czuję na Bali.



Jest tu bardzo mało turystów, a ten spokój i ta zieleń bardzo mi się podobają. Na koniec zwiedzania jest film dokumentalny do obejrzenia.
Na Bali bramy świątyń zawsze mają ten kształt: dwa trójkąty oddalone o około 50 cm. Niestety wszyscy musieli dodać żelazną bramę między nimi, aby otwierać i zamykać świątynie, co trochę psuje całość.

Wodospad Leke Leke
W drodze do wodospadu Leke Leke ktoś nas zatrzymuje i daje do zrozumienia, że droga dostępna dla samochodów jest bardzo zniszczona i będziemy musieli wziąć mototaksówkę. Na początku myśleliśmy, że to zorganizowane oszustwo, ale gdy poznajemy ceny: 10 lub 15 000 rupii za osobę, jest już lepiej. Właściwie mieszkańcy wioski zorganizowali się, aby prowadzić te przewozy, bo ktoś zajmuje się księgowością, zbiera pieniądze i wszystko skrupulatnie zapisuje w zeszycie.
W końcu to najbardziej przyjemna i autentyczna podróż z całego naszego pobytu na Bali.
Przejeżdżamy przez wioski i pola ryżowe, gdzie ludzie nie są przyzwyczajeni do widoku obcokrajowców. Wszyscy przerywają swoje zajęcia, aby na nas patrzeć i się uśmiechać. Wyglądają na bardzo zadowolonych i dumnych z tego pomysłu na mototaksówki. W pewnym momencie przejeżdżamy obok przepięknego pola ryżowego i kierowca JB mówi mu, że to jego żona tam pracuje.

Mój kierowca ma mniej mocny motor i mamy trochę problemów z podjazdami, dlatego wybrał mnie, lżejszą do przewiezienia.

Na miejscu musimy zapłacić, o ile pamiętam, 20 000 rupii (??) za wejście. Musimy długo iść przez las. Miejscami jest ślisko, niektórzy turyści mają bambusowe kije (uwaga, podobno zdarzają się oszustwa z tymi bambusowymi kijami), co pozwala im iść znacznie szybciej.

Szum wody jest coraz bardziej słyszalny i w końcu dostrzegamy wspaniały wodospad za drzewami.

Niestety na miejscu przewijają się instagramerzy. Jest skała, na którą wszyscy wchodzą, aby zrobić zdjęcie. „Fotograf” zwykle stoi z daleka, na innej skale na górze schodów. Musieliśmy czekać 20 minut na dziewczynę, która pozuje do zdjęć. Kiedy wiadomo, że rzadko ktoś publikuje zdjęcia z jednego miejsca kilka razy, to zdecydowanie za dużo wysiłku na jedno zdjęcie, szczerze, nie mogę.


Gdybyśmy mieli własny transport, moglibyśmy jechać dalej i zobaczyć inny wodospad.
Obiad
Po tylu wysiłkach fizycznych prosimy kierowcę, aby podwiózł nas gdzieś na lunch. Przejeżdżamy obok farmy truskawek z widokiem na piękną dolinę…

…zanim trafiamy do drogiej pułapki turystycznej (120 000 rupii za danie). Kierowca na pewno dostaje niezłą prowizję, ale wybaczamy mu, bo to najlepszy lokalny posiłek, jaki jadłam na Bali. Ryba jest super świeża, a ostry sos w sam raz. Bardzo, bardzo mi smakowało!
Uwaga, wjeżdżamy wyżej, więc jest trochę chłodno, weźcie kurtkę.

Widok z restauracji nie jest wyjątkowy, ale i tak ładnie.

Świątynia Ulun Danu Beratan
To świątynia, którą widać na wszystkich broszurach o Bali. Szczerze mówiąc, patrząc na cenę biletu (50 000 rupii), czuć, że to bardziej Disneyland niż miejsce duchowe. Mamy dostęp do czegoś w rodzaju parku z mnóstwem atrakcji dla dzieci i miejscami do robienia zdjęć, zanim zobaczymy dwie małe świątynie, nie takie imponujące. Jeśli uda się dobrze wybrać kąt, to wygląda to tak:

Z kolei z innej strony wygląda to tak:


W trakcie naszego pobytu odbywała się ceremonia. Było to bardzo ładne widowisko (z ogromną ilością ofiar).
Mogliśmy tutaj zjeść lunch, kosztowałoby mniej, ale byłoby też bardziej podstawowe (burger, frytki…)
Brama Handara na Bali
Szybko mijamy tę słynną bramę „Instagram/Pinterest”, aby zobaczyć, jak wygląda naprawdę. Tutaj widać, że nie ma żelaznej siatki. To nie jest prawdziwe wejście do świątyni, to tylko brama stworzona przez ekskluzywny klub golfowy. Ha ha ha. Ale szczerze, jest fotogeniczna, z dwoma kwitnącymi drzewami obok i górami w tle (kiedy nie ma chmur). Przed Covidem trzeba było czekać 2 godziny na zdjęcie, ale teraz myślę, że 30 minut. Za zdjęcie trzeba zapłacić.
Bali wydaje się przyciągać turystów, którzy mają mnóstwo czasu do stracenia na jedno zdjęcie.
My do takich nie należymy, więc zatrzymujemy się tam tylko na 2 minuty (jest po drodze). To, szczerze mówiąc, najpiękniejsza brama tego typu, jaką do tej pory widzieliśmy.

Część 2: Praktyczne wskazówki
Nie podam wam nazwiska naszego kierowcy, bo nie jesteśmy zbyt zadowoleni z jego usług, ale wiedzcie, że zapłaciliśmy 600 000 rupii za prywatny samochód 7-osobowy, między Ubud a Loviną (a właściwie do naszego hotelu w pobliżu).
Inne atrakcje kosztują od 10 000 do 50 000 rupii, więc przygotujcie trochę gotówki.

