Kuba była na naszej liście „do zrobienia” od lat. Amerykańskie embargo wkrótce zostanie zniesione, czas odwiedzić ten piękny kierunek, zanim stare kolorowe samochody zostaną zastąpione nowoczesnymi, a masowa turystyka zniekształci urok tego kraju.
Część 1: Podróż
Część 2: Praktyczne wskazówki
Część 1: Podróż
Dzień 1:
Po długiej podróży z 5-godzinnym postojem w Madrycie, wylądowaliśmy w Hawanie o 22:00 wraz z setkami innych europejskich turystów podróżujących na święta wielkanocne.
Bardzo szybko przechodzimy przez imigrację. Przez małą nieuwagę czekamy na nasz bagaż w złym miejscu i tracimy na to 10 minut, ale jesteśmy bardzo zaskoczeni, że wszystko odbywa się tak sprawnie i szybko.
Nawet czas oczekiwania przed kantorami nie wydaje się tak długi (10 minut). Zmieniamy tylko 200EUR, ponieważ kurs nie jest bardzo dobry (1 euro za 1,02 CUC), prosząc zasadniczo o 10 CUC i 5 CUC banknotów, aby móc zapłacić taksówkę.
Zarezerwowaliśmy casa i taksówkę przez e-mail miesiąc temu. Przy wyjściu z lotniska mamy mały znak powitalny z napisem JB. Czekamy kolejne 15 minut na taksówkę, którą dzielimy z innymi turystami. Zostają wysadzeni przed nami.
Między kolejnymi czekaniami i taksówką, do casy docieramy dopiero o północy. Dzwoni dzwonek do drzwi, na balkonie pojawia się nasz gospodarz i rzuca klucz z balkonu. Pomieszczenie jest przestronne, z imponującą wysokością sufitu (3-4m). Mamy nawet klimatyzację, ciepłą wodę, mydło. Jestem pod wrażeniem!
Dzień 2: CUC, CUP – dwie waluty dla jednego kraju
Ze względu na różnicę czasu, wstaję o 10 rano, żeby zjeść śniadanie zanim będzie za późno (ja mam czas do 10:30 na śniadanie). 5 CUC (5€ za osobę) za przyzwoite śniadanie, składające się z sałatki owocowej, chleba, jajecznicy, kiełbasy, domowego soku z guawy i nieograniczonej ilości herbaty/kawy.
JB pokazuje mi hotelowy taras, z którego rozciąga się widok na plac. Mówi, że za bardzo przypomina Kubę! Rzeczywiście, widok ten odpowiada dokładnie wyobrażeniu, jakie mamy o Hawanie. Nie możemy się doczekać, kiedy wyjdziemy!
Nasze telefony nie mogą nas zlokalizować, więc błąkamy się po ulicy na chybił trafił. Szybko odnajdujemy bardzo turystyczny deptak Obispo (ulica Biskupia). Znajdujemy biuro turystyczne Infotur, gdzie dwujęzyczna pani tłumaczy nam po angielsku gdzie kupić karty Wifi, wymienić pieniądze i ile kosztują taksówki.
Na tej samej ulicy znajduje się CADECA (oficjalny kantor wymiany walut), przed którym stoi w kolejce około 30 turystów. Nie lubię kolejek. Zauważam na mojej mapie dostarczonej przez casa a bank niedaleko: banco metropolitan. Bingo! Nie ma nikogo, jest dokładnie taki sam kurs, mógłbym poświęcić swój czas, aby wymienić 500 euro na 1eur = 1,031 CUC (państwo zawsze bierze 3% od transakcji tego typu, więc nigdy nie będziemy mieli oficjalnego kursu 1,07CUC). Proszę o kilka banknotów 50, ale głównie o 10 i 5 CUC. A potem, korzystając z okazji, wymieniam 20 CUC na lokalną walutę CUP, żeby móc kupić na ulicy (tak, system jest dziwny, można wymienić EUR w CUC, ale nie w CUP. Musisz zmienić EUR -> CUC, a następnie CUC -> CUP).
Uwaga: Na Kubie obowiązują dwie waluty: pesos convertible CUC i moneda narodowa CUP. Miejscowi używają między sobą CUP, produkty codziennego użytku kupuje się w CUC, ceny podawane turystom również są w CUC. W niektórych miejscach obowiązują stawki dla turystów i stawki dla miejscowych (np. 1 CUC dla obcokrajowców i 3 CUP dla miejscowych). Nikt jednak nie zabrania turystom kupowania CUP. Jest to o tyle wygodniejsze, że wiele stoisk na ulicy podaje ceny w CUP.
Nieoficjalny kurs (np. w supermarkecie można płacić w CUC lub w CUP, przy czym nieoficjalny kurs wynosi 25 CUP za 1 CUC). Ale w banku sprzedają nam CUP po nieco mniej korzystnym kursie: 1 CUC = 24 CUP.
Wskazówki: banknoty CUC i CUP są bardzo podobne. Zawsze sprawdzaj, kiedy dostajesz resztę. Na banknotach CUC zawsze widnieje napis „pesos convertibles”. Co do monet, to dla początkujących nie sposób je rozróżnić.
Jesteśmy rozbawieni nieco sztywnym charakterem ochroniarza. „Jedna osoba na ladę proszę”, nawet jeśli jesteśmy razem, nie obchodzi go to, „jedna osoba na ladę proszę”. Jest też trochę biurokracji: gdy pracownik każe mi podpisać kwitek wymiany, przekazuje go swojemu przełożonemu, który zatwierdza transakcję kolejnym podpisem.
Teraz, gdy nasze kieszenie są już pełne, możemy powłóczyć się po starym mieście. Kończy się dzień szkolny, na ulicy spotykamy mnóstwo dzieci w mundurkach, chłopców w musztardowych spodniach i dziewczynki w czerwonych spódniczkach. Stoją tak jak my w kolejce przed lodziarnią, która sprzedaje lody za 10 CUP (waluta narodowa).
Jesteśmy tam jedynymi turystami, więc wygląda na to, że tylko my mamy taką zmianę. Obok stoi stoisko z churro, na którym cena jest wyraźnie zaznaczona: 5$. Wadą tych dwóch walut jest to, że musimy sami zgadywać czy jest to waluta krajowa czy CUC, ponieważ ceny zawsze oznaczone są znakiem $. Pytamy sprzedawcę o szczegóły, a on wymyśla historię o 5 CUC za 2 rożki churro. Ale jeśli chcemy tylko jeden rożek, to jest to 3 CUC! Stwierdzamy, że to za drogo i on obniża cenę do 1 CUC. WTF? Wyczuwając przekręt, odchodzimy, by znaleźć inne stoisko za 5$ za rożek, ale w lokalnej walucie. To jest 15 razy taniej!
Na ulicy jest sporo naciągaczy, ale co ciekawe, nie przeszkadza nam to zbytnio. Może to moja azjatycka twarz sprawia, że uciekają (pewnie nie wiedzą, w jakim języku się ze mną porozumieć). Tym lepiej! Zwiedzamy 2 z 4 głównych placów starego miasta: Plaza de Armas i Plaza de la Catedral.
Ulice są pełne, panuje totalna anarchia, na rogu ulicy można natknąć się na wszystko i wszędzie. Można długo podziwiać barokową budowlę, a potem natrafić na pustą przestrzeń, gdzie widać ślady domu, który zawalił się na siebie, pozostawiając jedynie marmurowe schody prowadzące donikąd. Można delektować się melodyjnym dźwiękiem fortepianu dobiegającym z baru pięciogwiazdkowego hotelu rodem z lat 60-tych, by za chwilę natknąć się na rowerową taksówkę z dwoma dużymi głośnikami, z których sączy się muzyka rap.
W Hawanie nie ma już tylko kolorowych Chevroletów kabrioletów, są też nowsze samochody, francuskie Peugeoty, Citroeny… naprawiający samochody osiedlają się na ulicy i wesoło gawędzą z sąsiadami, którzy obserwują ich z balkonu. Sprzedawcy sklepików z pamiątkami przyciągają uwagę bębnem w ręku. Kiedy spoglądamy na nie zaintrygowani hałasem, czeka na nas ogromny uśmiech, a następnie „holla”.
W cieniu kobieta w stroju kubańskim (tzn. w bardzo kolorowej sukience), z wielkim cygarem na ustach, robi sobie zdjęcie z turystami. Otwiera ramiona i proponuje turystom zrobienie sobie z nią zdjęcia, za drobną opłatą. Przed bardzo ruchliwym barem, turyści siedzą na chodniku, z mojito w ręku, aby posłuchać wokalisty/gitarzysty o głosie anioła.
Na ulicy jest to prawo najsilniejszego. Samochody mają prawo pierwszeństwa, piesi starają się przejść jak najszybciej, rozglądając się we wszystkich kierunkach. Samochody ustępują miejsca samochodom, które mają największe prawo pierwszeństwa.
Hawana ma bardzo pozytywną energię, którą naprawdę lubię. Mimo chaotycznej atmosfery, czujemy się zupełnie bezpiecznie. Nawet naganiacze nie są zbyt natarczywi i wesoło z nami rozmawiają (nawet jeśli ich głównym celem jest sprzedanie nam biletów na koncert lub zabranie do drogiej restauracji).
Kolację jemy na Plaza Vieja, gdzie w restauracjach gra kilka zespołów. Atmosfera jest wspaniała! Uwielbiam to! To naprawdę Kuba 😀 No właśnie, to naprawdę Kuba, którą mamy na myśli. Próbuję narodowego dania Roja Vieja (kawałki jagnięciny smażone w pomidorach z ryżem z czarnej fasoli), które zupełnie mi nie smakuje, podczas gdy JB delektuje się panierowanym kurczakiem. 20,5 CUC, napoje wliczone w cenę.
Dzień 3: Internet, czarny rynek internetowy i zwiedzanie Hawany
Minęły dopiero 2 dni odkąd jesteśmy podłączeni do Internetu, ale jak narkomani potrzebujący dopalacza, stoimy przed Telepunto ETECSA na ulicy Obispo, aby ustawić się w kolejce. Otaczają nas naganiacze oferujący karty Wifi dwa razy droższe, ale oszczędzające nam czekania. Myślę, że Kuba jest jednym z jedynych krajów, gdzie sprzedają ci połączenie z Internetem tak jak marihuanę. Istnieje nawet czarny rynek tego produktu! (patrz dolna część artykułu)
Stawiamy opór. Tak czy inaczej, stanie w kolejkach jest częścią lokalnego doświadczenia.
1h30 później mamy 2 karty internetowe po 5h każda (7,5 CUC/5h) i kartę telefoniczną 10 CUP (moneda nacional) do wykorzystania w budkach telefonicznych. Zawsze powinieneś mieć możliwość zadzwonienia do casas particulares (lub na policję). Nigdy nie wiadomo!
Zbyt szczęśliwi, że mamy nasze karty Wifi, testujemy je w hotelu na Florydzie, który znaleźliśmy dzień wcześniej. Wchodzimy jak do młyna, nawet jeśli nie jesteśmy klientami i siadamy wygodnie na fotelach w holu. W hotelu znajduje się wifi ETECSA, gdzie możemy korzystać z naszej karty wifi. Wystarczy, że podamy login i hasło. Jak tylko skończymy, wylogowujemy się. Nie trzeba wykorzystywać 5 godzin połączenia na raz. Internet jest zaskakująco szybki.
Wracamy do naszej casy i jemy lunch w restauracji obok, do której wczoraj wieczorem była długa kolejka. To musi być dobra restauracja. Rzeczywiście, za tę cenę (między 5 a 6 CUC/danie), porcje są dość obfite, a jedzenie wcale nie jest złe. Kubańskie mojito jest podawane z dużą ilością alkoholu, ale w przeciwieństwie do mojito, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, kubańskie mojito jest podawane bez kawałków cytryny.
Nie mam szczęścia i po raz kolejny wybieram danie, którego bardzo nie lubię (krewetki). Na koniec zjem włoskie lody sprzedawane na ulicy za jedyne 1 CUP (moneda nacional). Sprzedawca jest zaskoczony, gdy daję mu banknot 5 CUP. Ale jest miły i nie próbuje mnie oszukać. Oddaje mi pozostałe 4 CUP. Ci, którzy nie mają moneda nacional (pozostali turyści) płacą 1 CUC (25 razy drożej). To jest to!
Wracamy w to samo miejsce co wczoraj, gdzie sprzedawcy churro próbowali nas oskubać wykorzystując system CUC/CUP. Tym razem, wręczając mu banknot CUP (moneda nacional) bez zadawania żadnych pytań, sprzedawca nic nie mówi i oddaje nam pieniądze, które jest nam winien. Dzięki temu mogliśmy zapłacić 5 CUP za rożek churros, jak miejscowi.
Przechodzimy do hotelu Ingleterra, skąd odjeżdża Habana Bus Tour (hop-on hop-off). Robimy wycieczkę w 1h45 i przechodzimy przed słynnym Hotelem Nacional, Akwarium, Placem Rewolucji… wszystko to za 10CUC/osobę. Spacer wzdłuż morza jest wspaniały, woda jest przezroczysta. To dobry przegląd rajskich plaż, które czekają na nas w innych miastach.
Spaleni karaibskim słońcem, z suchym gardłem wracamy do Habana Vieja. Coca-Cola importowana z Meksyku, w cenie 1,75 CUC, jeszcze nigdy nie wydawała się tak orzeźwiająca.
Wracając do casy, prosimy właściciela, aby zadzwonił do następnej casy w Vinales, do której wybieramy się jutro, aby potwierdzić naszą rezerwację i czas przyjazdu. Praktyczny jest ten system wzajemnej pomocy między kasami. To dowód na to, że może da się żyć bez internetu 😀
Zjadamy posiłek w restauracji Hanoi, nazwanej tak ze względu na przyjaźń z Wietnamem (Wietnam i Kuba przyjaźnią się od dawna. Poza tym, w muzeum 28 września, nadal widzimy wiele prezentów wykonanych przez Wietnam do Kuby), ale menu jest cokolwiek ale wietnamski. Gra tam grupa muzyków. Ja próbuję „arroz parra” (rodzaj paelli), podczas gdy JB zamawia krewetki z czarnym ryżem. Wszystko jest smaczne, obfite, za 17,5 CUC, w tym mojito. Gorąco polecam!
Przechadzamy się po okolicy i zauważamy około 20 Kubańczyków siedzących na ulicy z włączonymi smartfonami. Zaintrygowani, aktywujemy nasze Wifi, ale nie znajdujemy Wifi ETECSA. Tylko 3 wifi z hasłami. Pytamy kubańską kobietę, do którego wifi się podłącza, a ona wskazuje nam faceta, mówiąc, że musimy dać 1 CUC temu facetowi, aby mieć nieograniczony internet. Po to jest nauka hiszpańskiego! Aby być poinformowanym o tego rodzaju dobrych planach.
Po rozmowie z facetem, szybko rozumiemy, że skoro jesteśmy turystami, to jest inna stawka: 2 CUC, za 1h20. Rozbawieni tym doświadczeniem, nawet jeśli jest to droższe niż karta ETECSA, którą kupiliśmy rano, akceptujemy i płacimy mu 4 CUC za 2 smartfony. Wprowadza hasło na naszych telefonach i jesteśmy wyposażeni w najwolniejsze łącze internetowe na świecie.
W ciągu 1 godziny połączenia, JB zdołał wysłać 1 e-mail i tweeta. Udało mi się odczytać 2 powiadomienia z Facebooka i przeszukać Google, ale to wszystko! To powiedziawszy, udział w tym lokalnym przedsięwzięciu sprawia nam tyle radości, że czujemy się naprawdę zintegrowani. Jesteśmy jedynymi turystami, którzy korzystają z tej oferty razem z miejscowymi.
Najwyraźniej ta transakcja nie jest (jeszcze) cenzurowana przez rząd, ponieważ spotkanie CDR (Komitetu Obrony Rewolucji) odbywa się tuż obok, 5 metrów dalej. Oni na pewno wiedzą, co się dzieje, ale przymykają na to oko.
Technicznie rzecz biorąc, ten sprzedawca nie robi nic złego. Przechodzi on również przez sieć ETECSA, kontrolowaną przez rząd. Ale jego geniusz polega na „przetransportowaniu” wifi ETECSA tutaj (w całym kraju jest tylko 51 hotspotów), pewnie przez przekaźniki zainstalowane po drodze. Tak więc, płaci tylko 1,5 CUC/h, więc 7,5 CUC za wieczór max sprzedać swoje połączenie do 30 osób i kieszeni 30 CUC. W ciągu jednego wieczoru musi uzbierać średnią miesięczną pensję Kubańczyka.
Więc prędkość jest super wolna. Ale miejscowi się tym nie przejmują, bo jest to o wiele tańsze niż kupowanie kart ETECSA po 1,5 CUC/godz. Tutaj mogą zostać tak długo jak chcą za 1 CUC.
Uwaga: Skąd mogliśmy wiedzieć, że sprzedawca przechodził przez ETECSA (rządowy Internet)? Ponieważ w pewnym momencie skończył mu się kredyt i wszyscy natknęli się na stronę logowania ETECSA aahhaha
Część 2: Praktyczne wskazówki
Budżet
Współczynnik konwersji :
1 EUR = 1,07CUC, ale musieliśmy zmienić kurs na 1,031CUC
1 CUC = 25 CUP, ale musieliśmy zmienić stawkę na 24 CUP
- Taksówka z lotniska -> Habana Vieja: 25 CUC
- Zakwaterowanie: 35 CUC/osoba
- Śniadanie: 5 CUC/osoba
- Mojito: 3 CUC w hotelu 5-gwiazdkowym, w innym przypadku 2 CUC
- Cola: 1,75 CUC
- 5-godzinna karta internetowa: 7,5 CUC
- Autobus hop-on hop-off Habana Bus Tour: 10 CUC/osoba za całkowitą podróż trwającą 1h45
En moneda nacional :
- Karta telefoniczna (tylko połączenia krajowe): 10 UPC
- Churros: 5 do 10CUP (moneda nacional)
- Lód: 10CUP (moneda nacional)
- 5L butelka wody: 75CUP lub 3CUC -> lepiej jest kupić tę dużą butelkę, a następnie przelewać ją do małej butelki, ponieważ mała 500ml butelka sprzedawana jest po 1CUC
Adres obiektu Casa Particular
Calle Teniente Rey (Brasil) , Numer 461, Entre Calles: Cristo y Bernaza Habana Vieja, Kuba
Właściciel: Nancy y Fidel
Telefono: (+53) 7 8628227
Movil: (+53) 5 249 5549
Precio. 35 cuc/noche habitación
Część 2: Praktyczne wskazówki
Adres naszego domu
Recepcja jest trochę zimna, ale lokalizacja jest idealna
CASA CRISTO 461 dźwięk:
Dyrekcja: Calle Teniente Rey (Brasil) , Numero 461, Entre Calles: Cristo y Bernaza Habana Vieja, Kuba
Właściciel: Nancy y Fidel
Telefono: (+53) 7 8628227
Movil: (+53) 5 249 5549
Precio. 35 cuc/noche habitación



