Opinia o naszym zaproszeniu na prezentację Marriott Vacation Club
Wszystko zaczyna się od naszego zameldowania w hotelu Marriott Vacation Club „Grand Chateau” w Las Vegas. Otrzymujemy bon na prezent do odebrania u concierge hotelu.

Ponieważ jesteśmy członkami Gold (dzięki naszej karcie American Express), regularnie dostajemy drobny upominek po przyjeździe do pokoju: smakołyk, odręczną kartę powitalną… ale to pierwszy raz, kiedy dostajemy taki tajemniczy bon.
Nie mamy wielkich oczekiwań, typujemy voucher na drinka w barze.
Idziemy do concierge. Po przedstawieniu nam karty umożliwiającej uzyskanie zniżek w kilku restauracjach w mieście, przechodzi do konkretów.
Proponuje nam udział następnego dnia w prezentacji ofert Marriott Vacation Club.
To nie jest krótka prezentacja, trwa 90 minut!
W zamian („wasz czas jest cenny”) możemy wybrać jedną z trzech nagród:
- Przedpłacona karta Visa o wartości 200 USD, którą można wykorzystać na dowolne zakupy
- 350 USD bonu zakupowego na stronę vegas.com na rezerwację pokazów (zresztą na tej stronie już wcześniej zarezerwowaliśmy nasze)
- 40 000 punktów Marriott Bonvoy (mniej więcej równowartość 200 EUR)
Concierge na pewno dostaje premię, jeśli się zgadzamy, więc sugeruje, że to łatwe pieniądze.
Nie jesteśmy całkiem naiwni, wyczuwamy, że jest w tym haczyk. Upewniamy się, że nie będziemy musieli nic płacić podczas tej prezentacji.
Jesteśmy zarówno ciekawi tej procedury, jak i zainteresowani 40 000 punktami, nie mamy nic zaplanowanego na następny poranek (oprócz wylegiwania się w łóżku, ale jesteśmy słabi, możemy to wymienić na 40 000 punktów).
Podpisujemy „zaproszenie”, nie bez dokładnego przeczytania wszystkiego, aby upewnić się, że nie zobowiązujemy się do niczego poza naszą obecnością.

Wracając do pokoju (po odebraniu naszej bielizny, nawet w Las Vegas trzeba zarządzać praniem!), robimy kilka wyszukiwań w Google, aby upewnić się, że nie wpadniemy w pułapkę (spoiler: może się tak stać!).
Następnego ranka: telefon dzwoni o 8:00, przypominają nam, że jesteśmy oczekiwani o 8:30. Podczas gdy nasze spotkanie jest o 9:00, miło, że ukradli nam 30 minut snu!
Stawiamy się o 9:00, z mocnym postanowieniem, że nie zobowiążemy się do niczego, i z ciekawością, jak nas ugryzą. Dostajemy ciepły napój, a konsultantka przychodzi z lekkim opóźnieniem. Niespodzianka: jest Marokanką, będziemy mogli porozmawiać po francusku. Zastanawiałem się nad tym, ale myślę, że to przypadek.
Spodziewaliśmy się świetnie wyćwiczonej amerykańskiej przemowy sprzedażowej, ale pozostaliśmy niedosyceni. Konsultantka była dość chaotyczna w swoim pokazie. Na szczęście trochę się przygotowaliśmy poprzedniego dnia, w przeciwnym razie zajęłoby nam trochę czasu zrozumienie, o czym mówi! Zaczyna od przykładu pobytu w hotelu Ritz Carlton na Karaibach za 5000 USD za noc, co jest całkowicie poza naszym kontekstem.
Mimo że na pewno nie jest to najbardziej utalentowana konsultantka, zrozumiemy nieco później, że jeśli miała lekkie opóźnienie, to dlatego, że finalizowała sprzedaż za kilkadziesiąt tysięcy dolarów!
Koniec napięcia, o co chodzi?
Proponują nam zostanie „właścicielami”.
Na czym to polega? Płacisz „jednorazowo” określoną kwotę, która pozwoli ci otrzymywać punkty co roku, do końca życia (a nawet dłużej, twoi potomkowie będą mogli z nich korzystać po twojej śmierci).
Te punkty możesz wymieniać na noclegi we wszystkich hotelach programu, biorąc pod uwagę, że samo Marriott zarządza ponad 9 000 hoteli na świecie.
Pomysł zainspirowany jest systemem „time share”, który wydaje się bardzo popularny w USA. Zasada polega na zostaniu właścicielem tygodnia, dwóch tygodni, trzech tygodni w roku w danym hotelu. Różnica w naszym przypadku polega na tym, że nie kupujemy w konkretnym hotelu, możemy go wykorzystać we wszystkich hotelach programu według naszych zachcianek podróżniczych.
Przedstawiono kilka zalet:
- Płacisz raz, aby korzystać z noclegów do końca życia
- Liczba punktów potrzebnych na nocleg zależy od hoteli, ale pozostaje stała. Nie podlega inflacji (co jest świetnym argumentem w obecnym okresie inflacyjnym)
- Jeśli nie wykorzystasz punktów w danym roku, nie przepadają
Punkt kosztuje obecnie 17,2 USD przy zakupie. Kwota ta wzrasta co kwartał, więc warto zapisać się już teraz!
Na przykład noc w hotelu, w którym obecnie przebywamy, kosztuje 160 punktów. Załóżmy, że chcemy spędzić 14 nocy w roku w hotelu tego typu, więc musimy kupić 2 240 punktów.
Za wartość 38 528 USD.
To spora suma! Ale w zasadzie, czemu nie. Noc w tym hotelu kosztuje około 260 USD. Potrzeba 148 nocy, aby zwrócił się początkowy inwestycja. Czyli nieco ponad 10 lat. W rzeczywistości byłoby to nawet mniej, aby osiągnąć punkt rentowności, ponieważ nie uwzględniam inflacji, która będzie w ciągu najbliższych 10 lat.
Po tych 10 latach będziesz korzystać z darmowych nocy ad vitam æternam.
Nasza konsultantka nie przedstawiła tego tak dobrze, ale doskonale sobie wyobrażamy, że z odpowiednimi argumentami dobrze wyćwiczona przemowa sprzedażowa może być diabelnie skuteczna.
Czego ci nie mówią, albo trzeba naprawdę się dopytać, jest to, że:
- Każdego roku będziecie musieli zapłacić roczną opłatę utrzymaniową w wysokości 0,78 USD za punkt. W naszym przykładzie to jednak ponad 1 700 euro rocznie.
- Ta opłata utrzymaniowa nie jest stała i może z każdym rokiem wzrastać.
- Nie podaje się nam listy hoteli ani ich wartości „punkty za noc”, która pozwoliłaby nam ocenić, czy program jest interesujący w porównaniu z naszym sposobem podróżowania. Podczas spotkania pokazano nam przykłady, ale nie można było przeanalizować szczegółów.
- Wstępnie proporcje „liczba punktów vs cena, gdyby płacić gotówką” są korzystne dla obiektów Marriott Vacation Club, ale znacznie mniej dla hoteli „nieklubowych”
- Dostępność hoteli nie jest gwarantowana, musi być mały limit pokoi dla „właścicieli”, a priorytet mają klienci „płacący za noc gotówką”.
- …
Po około godzinie rozmowy (naprawdę graliśmy w słuchanie, co nam proponują, aby zobaczyć, czy to nas zainteresuje), zaczęliśmy zadawać konkretne pytania o działanie opłat, potrzebę posiadania katalogu, aby ocenić, czy to dla nas opłacalne, …
Myślę, że w tym momencie doradczyni zrozumiała, że nie damy się nabrać, i ton nagle się zmienił:
– „Czy są państwo gotowi dziś podpisać z nami umowę?”
– „Oczywiście, że nie, zaprosiliście nas na prezentację, a my potrzebujemy czasu na przeanalizowanie waszej oferty przed podjęciem decyzji, zwłaszcza przy takiej kwocie”
– „Co my tu w takim razie robimy? Marnują państwo swój czas, a ja swój. Interesują nas ludzie gotowi podpisać od razu”.
To ma tę zaletę, że są szczerzy, ale co za tupet!
Na szczęście rozmowa szybko się potem zakończyła, bo robiło się dość nieprzyjemnie.
Doradczyni poszła zdać relację swojej przełożonej. Szepnąłem do Anh: „Zobaczysz, zrobią nam numer z menedżerem, który wróci z niesamowitą ofertą”.
Miałem w połowie rację, odbyliśmy jeszcze jedną krótką rozmowę z inną, bardzo miłą osobą. Powiedziała nam, że potrzeba czasu na przemyślenie jest całkowicie normalna. Zaproponowała nam coś innego w znacznie bardziej rozsądnej cenie (przedpłata za pobyt w USA, do wykorzystania w ciągu 18 miesięcy z rabatem). Łatwo było odmówić: nie planowaliśmy wracać do USA w ciągu 18 miesięcy.
Ta osoba wręczyła nam wtedy kupon potwierdzający nasz prezent w postaci 40 000 punktów i to był koniec. Całość trwała 90 minut, zgodnie z planem!

To, co jest dość przerażające, to fakt, że spędzając tylko 90 minut w pokoju sam na sam, wciąż byliśmy mimowolnymi świadkami dwóch podpisów umów.
Są więc ludzie, którzy obudzili się rano bez dokładnego pojęcia, co im przedstawią. Po krótkiej prezentacji są gotowi wypisać czek na kilkadziesiąt tysięcy dolarów, bez zastanowienia.
Albo ci ludzie są bardzo bogaci, albo robią co chcą ze swoimi pieniędzmi, albo metoda sprzedaży jest naprawdę skuteczna.
Z pewnością trochę wszystkiego.
Nie wiem, jakie są zasady w USA dotyczące prawa do odstąpienia od umowy, ale wystarczy wygooglować nazwę programu, aby znaleźć setki opinii osób, które krzyczą o oszustwie: że rzeczywistość programu jest daleka od magicznej prezentacji, którą im zrobiono.

Kolejna rzecz, która mnie zaskoczyła: mimo że byliśmy nadal potencjalnymi klientami (którym po prostu trzeba było się zastanowić), nie dano nam żadnych materiałów, żadnego „kiedy mogę się z państwem skontaktować?”, żadnego „oto moja wizytówka, gdyby mieli państwo pytania”, żadnego „oto zamówienie do odesłania nam, gdy się państwo zdecydują”, … nic! Naprawdę stosują strategię: „Trzeba podpisać dzisiaj, w 90 minut, bo inaczej klient się zorientuje i będzie za późno”.
W końcu uważam, że to dość szokujące, że Marriott, jedna z największych sieci hotelowych na świecie, wykorzystuje pobyt swoich klientów, aby wysyłać ich do pułapki w ten sposób.
Ostatecznie jesteśmy dość zadowoleni z tego doświadczenia: odkryliśmy świat, którego nie znaliśmy, chociaż wolelibyśmy mieć bardziej utalentowaną doradczynię, i wychodzimy z 40 000 punktów, które pozwolą nam na jedną lub dwie noce w hotelach Marriott w 100% za darmo, nawet bez płacenia opłat utrzymaniowych!
